niedziela, 2 grudnia 2018

Miało być leniwie..

     Zamiast uprawiać lenistwo ciesząc się wolnością bo małż z synem rozpoczęli sezon snowboardowy to ja głupia z bolącą ręką( no troche puściło po tabletce) poszalałam w kuchni. I tak na pierwszy ogień placki proziaki
to taki regionalny przysmak-to było śniadanie ,a bo jeszcze córka jest ze mną. Potem miałąm upiec pierś z indyka ,no a skoro piekarnik nagrzany to amoniaczki sobie umyślałam.
A to jeszcze kasza jaglana z warzywami a to jeszcze fasolka szparagowa z zamrażarki . O  i tak sie sama sklęłam że no idiotka normalnie zamiast z książką sobie usiąść to gonie po kuchni  No a jak już posprzątałąm to jednak zatęskniłam za rosołem. I tak sobie gotuje a jeść mi sie już nie chce haha.
 Odnowiony fotel stoi u córki w pokoju.






Powiem Wam że chyba drugi raz bym sie za to nie zabrała,to jednak no jakoś poszło ale ile kurew poleciało to hoho... no bo trzeba mieć dobry specjalny taker,ten który miałam a potem i drugi pożyczony od siostry był za słaby. Póżniej mi małż pożyczył ale znowu taki jakiś pneumatyczny i to musiał mi pomóc bo sama to już bym nie bardzo ogarneła.No i tak chwilami nerwowo było;)
W tamtym tygodniu pomalowaliśmy z małżem salon,wrzosowy i bardzo jasny kremowy kolor. Posprzątałąm też dwa inne pokoje,okna i wszystkie koty-kurze wygoniłam z kątów. I chyba w piątek mnie zawiało na oknie no bo na zewnątrz był mróz a ja sie zapomniałam i z krótkim  rękawem sie zapędziłam w to okno i stąd  te rękę w przedramieniu chciało mi urwać nawet  gdy brałam głęboki wdech......
Od jakiegoś miesiąca mam nieproszonych gości na podwórku,może nie codziennie ale doprowadzają mnie do szału jak mi grzebią w nowych rabatach,a chodzi o dorodne koguty i kury ,no ja prosze Was ,nie mogą sobie grzebać na swoim podwórku. W końcu mówię do męża że trzba delikwenta jednego złapać na rosół to sie sąsiedzie opamiętają. I to przychodzą przez dwa podwórka że nie mam jak im powiedzieć nawet,no...nerwe mam na to.
 Jeszcze jedno wydarzenie było w pażdzierniku  natomiast był festiwal szarlotki ,była piękna niedziela jeszcze,mame przywiozłam na to coby sie rozerwała, były drużyny,koła gospodyń i takie różne i było jurry a w nim również pani Karolina z Masterchef która odpadła kilka odcinków temu i tak no pachniało szarlotką w całej remizie.
 A jeszcze w kinie byłąm ze cztery razy,no szok normalnie haha
W szkole u syna ,ręce opadają,nie wiem czy on to skończy i co z nim będzie..nie wiem ,załąmana jestem tym że nie umiałam ich wychować ,no bo chyba nie umiałam.....
Dlatego to że pojechał z ojcem na stok to mały sukces bo jest bez koleżków jeden/pół dnia...
Ze smutków to jeszcze dwa pogrzeby i o ile śmierć starszego człowieka a brata mojego taty tak nami nie wstrzasnęła to za kilka dni wiadomość o nagłej śmierci mojego kolegi w mlodym wieku bo 39 lat to no zwalilo mnie to z nóg :(
 Smutki ,okropne smutki. Rak mlodej 39 latki,matki,żony ,to znowu kuzynka męża,masakra jakaś. Cala rodzina poruszona a widoki takie sobie no ale moze sie uda.
Ta końcówka smutna mi wyszła niestety ale jeszcze Andrzejki za nami i była zabawa z tancami do 3 30 ! Oczywiście w dobrym towarzystwie i bylo fajnie!

poniedziałek, 5 listopada 2018

Nadrabiam;)

     Coraz lepiej;) Dwa miesiące bez wpisu!.  Tak ciepło że nocka z uchylonym oknem ,coś co uwielbiam. Może tak zostać jak dla mnie:)
A co u mnie? Koniec września 5 dni w Bułgarii,kupa śmiechu,dobre jedzonko,doborowe towarzystwo i luz. Tego mi było trzeba.Wtedy też rozminęłam się z synem ,on wrócił z Niemiec a ja w Bułgarii,a jak dojechałam do domu to on już w Krakowie u kolegów. No ale nic to,jest a właściwie to był chwile w domu i zdecydował sie na przeprowadzkę do Krakowa ,z kolegami mieszka,w domu czasem bywa. Samochód sobie kupił i pracuje (podobno)
To migawki z krótkiego urlopu,wieś Laka,miasteczko Pomorie i Burgas ,tam żeśmy samolotem przylecieli.













Jak na koniec września to jeszcze sie nam udało i było tam słonecznie,plaża zaliczona i nawet w wodzie odrobine byłam:)Wprawdzie zefirek pizdził na tym stepie gdzie mają znajomi domek ale w sumie to fajnie i nie żałuję że dałam sie namówić na wypad.

A po powrocie za kilka dni była wycieczka na którą  miałam nie jechać no ale delegacja przyszła że jak to? Musimy z małżem jechać bo bez nas ani rusz,no i byliśmy w zamku w Krasiczynie,Przemyślu i arboretrumw Bolestraszycach ale to niestety był niewypał( mówiłam że tak będzie) nic tam już nie kwitło wiele i tylko bałagan....











 Tyle z rozrywki.
 A z domowych spraw to malowanie u mamy i przeprowadzka jej na górę,oczywiście na każde skinienie i przenoszenie klamotów,malowanie też ja z małżem zrobiłam(na dole nie będzie już palić w piecu węglowym tylko gazowy zainstalowany u góry ,wymagało tam odświeżenia i ma jak królowa;))
Na podwórku liści pełno,narcyzy,tulipany,krokusy wsadzone,jeszcze tydzień temu miałam takiego mieczyka i bratek skądś

kasztany jadalne(nie zjedzone)

i złoto;)









Jeszcze jedna ważna rzecz, Gabrysia z rodzicami pięknie dziękują za podarowany 1 % podatku! Dzięki ciężkiej pracy sztabu ludzi ,wsparcia i cudownych rodziców mała będzie chodzić,już śmiga po łóżeczku jak mały samochodzik,co nas bardzo cieszy!Dziękuję w ich imieniu również!
 Co do moich prywatnych dzieci to tylko Wam powiem że nie śpie po nocach bo młodszy sie bawi,mnie sie śni albo mały berbeć a za moment tajniacy wspinający się po rynnie,żyć nie umierać ;)