czwartek, 6 września 2018

Zdenerwowana.

   Normalnie sie zdenerwowałam,no bo tak pilnuję żeby mnie nie odkryli domownicy tego mojego miejsca a tu kurde blade wchodzę na jakiegoś bloga celem poczytania, wylogowana, a tam...u góry na wąskim paseczku jak byk pisze że oto to ja turbulencja zalogowana . No szlag... klikam wyloguj,ok za minute patrzam dalej turbulencja.....aaaaa.
 Jak tak dalej będzie to sie usuniemy......
A puki co to aktualnie fotel rozebrałam PRLowski jesssu ale chyba sie przeliczyłam,łapy mi drętwieją od tego szlifowania. Na razie sie załamałam.
Załamuje mnie też młodszy syn....jejuś dyrektor cholerny samochodem do szkoły będzie jezdził. Samochód starszy od niego ale noż kurde. Czas ma na wszystko,na styk albo z wielkim spóznieniem jeździ do szkoły i jeszcze nie zawsze dojedzie do cpn.....normalnie nie mam siły do niego. Za to na 18tki to sie cholera nie spóźnia,wlecze moje nagłośnienie didżej cholerny smarkaty....
 Jeszcze ze 2 tygodnie i starszy wróci ooo.... to będzie jeszcze lepiej z nimi. Będzie tak: a czemu on może jeździć tym autem a ja nie? A przecież jego nie było i nic nie robił w domu a jemu auto dajecie.....A mi karzecie tylko robić to i to . Masakra....jak to będzie żyło? manna z nieba? Wiadomo że i jednemu i drugiemu chce się wszystko dać i nie zabronisz tak na amen no bo sie nie da,ale trza umiar mieć!  Nerwę mam ,więc lepiej coś przegryźć....

l 
 Garnek buraków sie gotuje,pare słoiczków będzie i na dzisiejszy obiad. 
Wychodzi na to że za kilka tygodni będę lecieć z przyjaciółką do Bułgarii,już kolejny raz mi proponuje wyjazd ale teraz dopiero pojade na kilka dni pod koniec września,no sama bez małża ale ktoś musi zostać na posterunku ,a on rok temu tam z nimi był to moja kolej;)
Fotel jak zrobię to pokażę. Dziś tyle,pozdrawiam!
 

niedziela, 26 sierpnia 2018

I zleciał sierpień.

          Przyszło dzisiaj zimno jak diabli i deszczowo prawie cała niedzielę. No jasne jak ja mam dzień wolny i w ziemi nie ryje to i tak nici z tego bo najlepiej wtedy w domu. Po upałach i ryciu w ziemi opaliłam plecy i lico:) Nowa rabata prawie na ukończeniu,poprzesadzane rośliny których by szkoda było zmarnować.Drzewa które stały na drodze pousuwane i tak poleciała jedna jabłonka,grusza ale tej mi nie szkoda bo jakaś taka licha była.Soków ,przetworów,przecierów pomidorowych i pomidorowo warzywnych coś zrobione.Trzy dni byliśmy sami bez dzieci,młodszy pod namiotem-właśnie sie dobija do telefonu żeby go pewnie przywieść z wojaży ale małża nie ma ,więc młody troszke poczeka. Kryzys mieliśmy ale już troche sie naprostowało podczas nieobecności młodzieży. Córcia u siostry tam jakieś nastoletnie randki z sąsiadem odchodzą podobno:) Starszy dalej w niemcach pracuje,jeszcze  około miesiąc.
Przyjaciółka z Gabrysią i mężem byli u nas jeden piątek,wycałowałam znowu maleńką,wyspała sie u mnie w sypialni i pojechała.
Teraz chce Was zasypać zdjęciami a te jak na złość nie chcą mi sie wgrać,spróbuje  z telefonu od razu . Mieczyki wsadzone na początku czerwca czyli bardzo póżno nawet zakwitły i to w doniczkach i skrzynkach,nie wszystkie ale coś,cieszy i to. Storczyk od Kazika sprzed chyba dwóch lat mi zakwitł i teraz gadam do niego;) Mam dosyć dużo dyni bo małż dostał przykaz jak mnie nie było wsadzić ziarna koło ziemniaków i te sie rozszalały na dobre,nie wiem co to za odmiany czy to dla ludzi sie nadaje czy nie bardzo ale co tam ,chyba sie nadają. Nasiona dostałam od jednego starszego pana.
Poza tym to czasem coś przeczytam ,ostatnio"Dziewczyny z Dubaju". Wczorajszy wieczór spędziliśmy na tańcach do 3 w nocy,więc dziś odpoczywamy a tak cicho w domu,fajnie.












poniedziałek, 30 lipca 2018

Czas leci a robota wre...


Nie mam weny na pisanie,coraz bardziej mi sie nie chce. Wrzucam zdjęcia za to ,i tak:

fasolki cały stół zamrożone

przetwory z ogórków,reszta zgniła już od nadmiaru wody (to oczywiscie nie wszystkie)
malowanie pokoi i kuchni a mi sie zachciało dodatkowo odrzwia ,listwy wkoło nich i drzwi odnawiać,ot szlifierke sobie kupiłam

i po:

i na podwórku łopata w ruch,czasem małżonkowi mam ochote przyłożyć; ale nie żałujcie go ...bo naprawde czasem jest tego wart......
A co poza tym? Przyjaciółka z Calineczką dwa razy u mnie była,nawet zostaliśmy z dzieckiem bo załatwienie mieli.
Kierowce CZWARTEGO ! mamy w domu,zdał za pierwszym razem młodszy. Siwieje coraz bardziej od tego...no bo przecież auto w ruch poszło.....
 Kora nam odeszła....pół dnia dziś jej słuchałam i łza poleciała ....ehh....i odliczam tygodnie....już 9 jak wróciłam a 11 jak Kazik odszedł......strasznie siedzi to we mnie....i zawsze juz tak coś zostanie......
Pozdrawiam jak ktoś jeszcze tu jest:))

poniedziałek, 2 lipca 2018

Spacer po ogrodzie i górach:)

  Kiepskawo u mnie w ogródku w tym roku. Przed wyjazdem rzuciłąm po rządku marchewki,pietruszki,koperku,fasolki,kilka selerów,kalarepki,pory,sałatki,no i ogórków dwa rządki. Mąż miał to dzielnie przypilnować i przeplewić o ile zejdzie coś. Ziemniaki posadził już sam i jeszcze mu kazałam rzucić dyni i słonecznika. Na chwile obecną to tak marchewke coś skręciło,pietruszke co 20 cm jedna sztuka jest,dosiałam naciową żeby choć zielenina była. Fasolke już zjadamy,ogórki pierwsze słoiki zrobione. Natomiast dziwnym trafem zginął mi rabarbar,był młody chyba dwuletni dopiero i w trawniku wsadzony z obwódką doniczki właśnie zeby go nie skosili no i cuda panie-nie ma i sprawcy też nie ;) Zaginionych jest więcej bo lubczyk też zdezerterował ale to już chyba sam bo coś mu nie służyło to miejsce. Krzak jeżyny też został wyeksmitowany przez męża. Ale to co trzeba było to nie zostało zrobione i tak maliny nie przycięte wybujały na dziko. Czarna porzeczka zerwana ,6 kilogramów było,zrobione dzemy i sok ale dżem nie wiem czy nie zepsułam,no cóż,bywa.
 W części przedniej podwórka robimy zmiany,już dawno pisałam że chce rabaty kwiatowe przenieść ,przerobić żeby wygląd miały. Jako że wyjechałam jak tulipany i narcyzy kwitły a potem samowolka bo nic jednorocznego nie zdążyłam zasadzić to wyglądu to nie ma,no jeszcze łubiny same zakwitły . Ale dlatego właśnie idzie nowe. Stare ozdobne iglaki,cis,i inne zostały ścięte i nawet jaśmin co troche ubolewam bo myślałąm że coś od korzeni rozmnożę albo rozedre młodsze gałązki i posadze młodszą wersję ale to jednak stary krzew był i za chiny nie mogłam sobie poradzić. No nic. I w tych miejscach wzdłuż nowego ogrodzenia -które jak dobrze pamiętacie powstaje od maja zeszłęgo roku! Tak tak,tempo to u męża jest zawrotne -można zejść- że tak powiem......Ale widzę światełko w tunelu i no może w tym roku skończy ,może.I tak właśnie poprzenoszę te wszystkie rośliny które są wieloletnie i cieszą oko. Troche roboty przed nami,już zjebke małż dostał bo mi nie taką ziemie wysypał i trzeba będzie innej dowieżć.


















 Dzieci.
'' Dzieci kochane,raki pierońskie''   To tak na marginesie jak byli małymi czortami to mąż tak nazwał i czasem mi sie przypomni;)
Starszy wyjechał do pracy do Niemiec,wróci pod koniec września- bardzo dobrze. Jak sie uczyć nie chciało to sie pracuje,a wystarczająco długo bąki zbijał i mnie wkurzał nic nierobieniem...Młodszy bardziej pracowity jest i jest napalony na amerykę co mnie przeraża jak to zobaczyłam.Osiemnaste urodziny miał zaraz po moim powrocie.Nie było imprezy ani nawet torta...no nie było chęci i sił. Ale młody nie poleci w tym roku bo dopiero zdaje egzamin na prawo jazdy. No i dobrze niech zostanie,szczerze to odetchnęłam z ulgą jak sie dowiedziałąm że prawko musi osobiście odebrać. No ciesze sie że nie poleci,raz że bilet koszmarnie drogi i nas nie stać no ale obiecane miał więc jakoś byśmy kupili(część kasy by musiał oddać-lekko nie ma;) ) a dwa to się boję że on tam wsiąknie i po dziecku.....Za rok będzie może w tej głowie inaczej ,nic straconego.
Córka w porządku,ocenami sie nie pochwale bo no nie ma czym,przełknę to bom matka i tyle. Za tydzień mamy rezonans oczodołow i musze wizyte ustalić bo jedną jak poleciałam żeśmy ominęły.

Teraz coś dla ducha. Jeden znajomy perkusista miał bilety na koncert Carlosa Santany a że ktoś tam wypadł to ja byłam z nimi. Potem sie okazało że będe kierowcą i tak wiozłam samych panów w wieku 60 plus ;) No to mieli ozdobę w postaci mnie;) Koncert był mega ...... w Oświęcimiu to było jakiś tam festiwal kilku dniowy był a muzyka no coś wspaniałego,jak grają to szok ,a żona Santany na perkusji to słuchajcie solówke jak dała to sie wydawało że ta kobieta zaraz eksploduje...! Do domu wróciłąm o 3 30 . Mąż grzecznie spał ale nawet nie zadzwonił za cały dzień co ze mną,no cóż przywykłam.

23go w sobotę mieliśmy wycieczke do Zakopanego ,marsz z kijami lub bez na Morskie oko,zdjęcia z małżem wcale nie mam bo on wypruł wyżej na Czarny staw i jeszcze go obszedł kawałek jak na Rysy sie wchodzi. Pogoda była z powrotem fatalna ,lało niemiłosiernie,zimno. Na szczęście zabrałam drugie buty,ciuchy ale tych i tak było mało bo oczywiście małżowi nic nie trzeba było i musiałam sie podzielić. Po obiedzie już na Krupówkach i szybkie zakupy głownie oscypków ruszyliśmy do domu. Autobus sie wlókł ale nawet nie przeszkadzało,towarzystwo było wesołe ,ja sie ośpiewałam aż miło . A na drugi dzień nogami ledwie ruszałam,zawiasy w tyłku mnie bolały haha.