czwartek, 3 maja 2018

W glebokiej wodzie

  Jestem. Plywam w tej nowej rzeczywistosci.
Po wyladowaniu na tej obcej ziemi to mi sie zywcem plakac chcialo gdzie ja jestem ,co to za szare,brudne srodowisko? Gdzie ty mnie wieziesz? Ja chce do domu....
Po godzinie jazdy,jestesmy,wejscie do domu,szok i niedowierzanie po drodze napotkanej zony wujaszka,ciii....coby nie krzyknela i wreszcie on w lozku w sypialni. Podchodze ,nie wierzymy chyba oboje ze to naprawde jestem. Usciski,lzy a raczej nawet ich brak z tego wszystkiego. I moje drzace serce jaki chory...Jest to wszystko nagrane,wyslane do moich do rodzenstwa do domu,oni tam rycza jak to zobaczyli i jaki on jest teraz. I kapke radosci zesmy to jednak zrealizowali ten plan...
Atmosfera z ciotka napieta bardzo przez pierwsze dwa dni,wrecz chcialam spierniczac stad,ale slowa  x przed pierwsza nocka" dziekuje ci agusia ze przyjechalas " daly mi sil. Wylane zale ciotki,moje rozklejenie sie totalne gdy nie widzial to juz za nami. Stosunki teraz poprawne. Wujek jednak coraz slabszy,zupy moje pyszne ale po kilku dniach jest gorzej. Malo je,spi caly czas prawie. Wizyta u lekarza ,pojechalam z nimi . Potem kolejna na pobranie krwi-to we wtorek.  Tu juz postanowilam ze skoro mam moze z nim jezdzic sama to musze za kierownice siadac. Tak tez zrobilam i wczoraj juz tylko z chorym znow na wizyte i chemia. Pielegniatka polka na szczescie jako tlumacz. Guzik,chemi nie dadza,krew kiepska,woda w plucach,ustalanie kolejnych krokow. I tak wio do innego szpitala ma zdjecie rtg. Ok.potem do domu,ok,uff dojechalismy :) Nie powiem ze nie jestem dumna z siebie bo jestem ,zwlaszcza ze sie ta polka dziwila ze juz jezdze autem :)
Dzis znow bylismy we dwoje na tym zabiegu sciagania plynu,tu chwile zeszlo bo on slabiutki,plynu prawie 2 litry sciagneli. Potem na wozku na parking,ciul ze sie troche zakrecilam ;) ale go odmalazlam i zapakowalam do auta. 
Jest tu teraz po 6 wieczorem ,bida lezy,ja postanowilam tu napisac.
Ameryka generalnie mi sie nie podoba. Pewnie gdybym musiala to bym sie przyzwyczaila . A te ich domy to smiechu warte,my to mamy rezydencje kochani w Polsce :))
Wiadomo jeszcze nieduzo widzialam ale to nie zycie tu..
Tyle widzialam ,zmarzlam jak cholera w sobote wieczor mnie kuzyn wzial w miasto.
W domu jakos sobie radza :)

Jak to siostra ujeła " wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu"



  Ps. Pisze z tel i tak to wyglada jak wyglada ;)

wtorek, 17 kwietnia 2018

Rzucona na głęboką wodę

  Od ostatniego wpisu minęło kilka tygodni. To co się po tym czasie wykluło to nie spodziewałam się ani ja ani moja rodzina. Otóż...kochani...jak pamiętacie mam ukochanego wujka w stanach,i ten wujek jest bardzo chory-rak płuc... otóż moje rodzeństwo i ja wpadliśmy na pomysł że nie możemy go tak zostawić i że musimy koniecznie go odwiedzić a że to nie takie proste i kosztowne to jedno z nas tam się wybierze jako przedstawiciel rodziny. To było we wtorek w wielkim tygodniu,brat nie da rady teraz wyjechać ,siostra też ma prace i mniejsze dzieci...Więc decyzja jest taka że próbuję ja....Zrzuta w rodzinie na ten cel i słuchajcie po dwóch tygodniach ja już mam wizę.... Radość pomieszana ze strachem,stres dla mnie ogromny no bo ja przecież bym w Polsce spokojnie zginęła jak ciotka w czechach.....ja lecę w niedzielę do niego!!
Akcja typu powiedziało się ''a'' trzeba powiedzieć i ''b''. Wtajemniczony jest w akcję kuzyn,wujek o niczym nie wie i oby nie doszło to do niego bo to ma być niespodzianka ale wiadomo już trochę we wsi to wyszło... Zostało mi jeszcze cztery dni i cztery noce w domu. Załatwień dużo,ogródek ,dzieci,małż jak to ogarnie nie wiem, mówią że dadzą rade. Dzieci to już nie dzieci  więc nadzieja jest :)
Najbardziej baliśmy się żeby wogóle zdążyć bo niedobrze z wujkiem ale teraz odrobine nadziei mamy że może jednak wyjdzie z tego. Nie wątpimy w jego radość gdy mnie ujrzy. Robimy mu zdjęcia z napisem że go kochamy,to w ramce rozkładanej dostanie,łzy sie poleją na bank. Mi się już trochę ulało tylko że moje pomieszane są ze stresem olbrzymim :)
   Niezle,nie?
 Podwórko się pięknie zazieleniło,narcyzy kwitną,magnolia kwitnie,tulipany coś też,bratki w skrzynkach. Ogródek jeszcze nie wysiane nic ,ja latam raz jak poparzona a raz nie wiem jak sie zupe gotuje,takie mam myślenie w tym momencie.Latam po lekarzach ,dziś dentysta coby mi posprawdzała  wszystko bo to wiadomo że leczenie w stanach najdroższe na świecie. Bilet powrotny mam na koniec maja,jak będzie ,w jakim stanie jest chory, jak mi tam będzie-okaże sie na miejscu.
Byłam w niedzielę u Calineczki,przyjaciółka mi sie rozkleiła w ramionach żebym chociaż wróciła... Wrocę spokojnie. Prawo jazdy międzynarodowe zrobiłam.Ubezpieczenie sobie wykupię,wczoraj u chirurga byłam do kontroli,na lot przepisał mi zastrzyki przeciwzakrzepowe ze względu na moje nogi i stan po zabiegu żylaków
Żeby było mało to najstarszy skęcił nogę ,4 i pół godziny spędziliśmy po świętach na sorze bo niby go nie bolało ale opuchlizna ogromna była. Dostał szyne, pożniej z nim pojechałam prywatnie bo tu u nas to konowały. Tamten stwierdził że nie mocno skręcone ale to to widzieliśmy no bo jego to nic nie bolało. Szyna lub orteza na trzy tygodnie,zastrzyki w brzuch ,po czym po około tygodniu wszystko przeszło i no już śmiga. Prosze tylko żeby nie poszedł od razu grac w piłkę. Tak,piłkę no bo lodowisko już zamknęli..... Z pracy zrezygnował, szuka nowej,,bez komentarza....

Święta minęły spokojnie,spotkaliśmy sie wszyscy i poustalali jak to robimy,mame żeśmy troche pocisnęli bo chytra troche a to jej jedyny brat więc z kasy musi więcej wyskoczyć;)
Rozmowa z konsulem miła sympatyczna a tak sie bałam ,niepotrzebnie bo ja mam jednak szczęście do miłych panów;)
Imienin w tym roku więc nie będzie,urodziny były wczoraj a cała wyprawa to jak na te akurat urodziny prezent.
Pozdrawiam Was gorąco i do napisania ,pewnie stamtąd spróbuję o ile będę miała możliwości.Dziękuję też w imieniu przyjaciółki za 1 % na leczenie Gabi. Wycałowałam wynosiłam,wypieściłam!




niedziela, 25 marca 2018

Co było w marcu..

     I znowu przerwa zdecydowanie za długa ale wierzcie mi że z 10 razy chciałam wejśc i coś napisać  ale zawsze coś mnie zatrzymało. Chciałam sie pochwalić dniem kobiet 10 marca z pompą  w towarzystwie 100 osób w remizie z wójtem i no ogólnie pompą wiejską hehe. No i tak na świeżo to mi sie fajny wpis układał w głowie a teraz to już pustka.  Sponsorowailśmy-troche duże słowo;) wędzonego indyka bo przekąski i inne były zrobione przez panie z naszego stowarzyszenia Active Team . Indyk się małżowi udał wyśmienicie do tego zrobiłam dip żurawinowy no i nawet mamy zamówienie na takiego na wesele w lipcu...Może jakiś nowy pomysł na biznes;) Było losowanie nagród i tak wylosowałam voucher ( co to cholera za słowo? nienawidze tych obcych słowek w naszym polskim) i wielka szkoda że nie na siłownie albo trening personalny a jedynie do fryzjera w tym samym miejscu co ta siłownia...idę we wtorek na strzyżenie...i cykam sie....hehe

Potem było co?  A potem była niedziela i serwowałam takiego samego indyka i nawet miałam pełną chate ludzi bo i siostra z rodzinką i przyjaciółka z rodzinką i jeszcze przyjaciele po basenie hehe no dużo nas było. Aż nastał poniedziałek i zjechała do nas kolejna przyjaciółka z...Gabrysią !! Jupi ,tak się cieszyłam że im sie udało bo byli u okulisty  i mąż jej sie zgodził przyjechać ( skomplikowane to bo on ma tu rodziców a oni sie nie interesują małą i ogólnie zlewają synową ,no zero kontaktu ale on by chciał wstąpić a to już groziło katastrofą) No i była u mnie pierwszy raz Calineczka kochana,ponosiliśmy wszyscy pobyli chwile i pojechali . A potem to znów Gabi była w klinice w Kajetanach i niestety musieli jej założyć dreny w uszkach,ahhh co oni przejdą z nią to sie serce kraje,jeszcze na dodatek dwoje dzieci zmarło z tą chorobą i moja przyjaciółka jest zdruzgotana....

  A dziś jest niedziela,cały tydzień zalatany,kobitki sie kręciły ,coś łebków ostrzygłam,jutro jeszcze jakieś farbowanie i strzyżenie.
 Małżonek z synami...pojechali na narty,nie byli dawno a chyba na feriach gdzieś ostatnio ,no i dziś pożegnają sezon.
 Aha jeszcze w niedzielę 18go u siostry byliśmy a wracając zima tak dowaliła że sie bałam jak dojedziemy .Tak sypało i wiało że szok no i rano w poniedziałek to śniegu było tyle że jeszcze tej zimy nie było . Jeszcze z piątku na sobote mroziło -12 a dziś już chyba koło 0 no i śnieg znika błocko jak diabli no i tak strasznie brudno i syf ogólny na podwórku że sie patrzeć nie chce. Okna tylko dwa umyłam po czym troche chyrlam więc okna chyba zostaną na po świętach do mycia...
 No to mniej więcej spisałam wsio,pozdrawiam cieplutko czytaczy moich,pa

A zdjęć nie podpisze bo z telefonu wrzuce;) i będzie misz masz marcowy
  ps. pomoc dla Gabi po prawej stronie na blogu,zapraszam,dziękuję:)
                         





poniedziałek, 5 marca 2018

Tak jakby wiosna w powietrzu? A w rzyci leń..;)

   Dzisiaj wyszłam przed chwilą na podwórko a tu ptaszki śpiewają,słoneczko świeci ładnie.  No może zacznie mi sie chcieć? Myślę. Bo słuchajcie jak mi sie teraz nic nie chce.Nic nie wysiałam,nic nie planuję a nawet planuję że nic nie będzie,warzywniaka nie będzie bo po co jak w piwnicy leżą jeszcze buraczki i no mało gotowałam,marchewka chyba już zgniła a raczej na pewno,małe to to niedorodne to sobie kupiłam kilka razy w sklepie.. o gospodyni jak diabli ;)
  A w te mrozy to kochani w czwartek po 6 rano już wyjeżdżałam do Krakowa z córcią całą droge szyby boczne zaszronione ,na zewnątrz - 20 . Masakra. Tam o dziwo szybko nam poszło z wizytą i nic sie nie dziej złego ale kontrolny rezonans trzeba. A tam żeby ustalić termin to godzinę zeszło a trzy osoby przed nami.....

     Pies sie grzał w łazience na płytkach o tak:
Mi za to humor dopisywał nawet pod kocem

W piątek wieczór znowu był fitnes i zumba i naprawde godzina harówki nad swym ciałem i to jest strasznie fajne. Ale no przydałoby się więcej a tak wogóle to mam marzenie żeby mieć ten hajs i wyjść do  klubu jakiego i tam trenera i jakiego motywatora co by mnie wycisnął jak cytryne bo tak jakoś czuję że to sie da...ale no w domu to nie to samo...Już Qczaj mnie próbował zmotywować no i nawet sie chłopakowi udaje dziś z nim sie ruszałam z ddtvn. Ale no mało mi a i mało z siebie  daję...to pewne...niestety. 

A co jeszcze? A no gotować trzeba i to konkretnie chłopaki konia z kopytami by zjedli,wędliny kupiłam pół kg w sobote to na rano dziś im brakło szynki....tak że ten no nieżle.
Starszy jest dziś trzeci dzień w pracy,zobaczymy na razie jest na próbe w hurtowni ze środkami czystości i takie tam.
  No to wpadłam szybciej niż po miesiącu ale krócej,pa

poniedziałek, 19 lutego 2018

Zima,ferie i niedziela rodzinna.

  Piątek. Czas goni, niedługo będzie miesiąc jak pisałam. Dzisiaj były ćwiczenia plus zumba,pot lał sie ciurkiem. Osób ze 20 dziś było w tym mój jeden facet. Wszyscy widzą że jego pół nie ma. Są,i ja jestem pod wrażeniem,21 kg to dużo. A tyle lat prosiłam,namawiałam i mu sie nie chciało . A jednak da się:) Moja waga ani drgnie w dół,nie no czasem rano drgnie,staram się malutko jeść i zdrowo ale już bardziej nie mogę no..
 Co poza tym?
Po feriach juz tydzień,mąż i syn na Słowacji byli trzy dni. Starszy już raczej nie student i jeszcze niczyj pracownik na razie leni sie. Przyzwyczaja się do aparatu ortodontycznego ,z początku bylłna zupach i budyniu .Będzie robił kurs na wozki widłowe ale musi sie grupka chętnych uzbierać.
Młodszy nawet ostatnio w domu siedzi. Córki echo serca w porządku,ma brać magnez bo nieruchawa jest kompletnie( to juz dodałam od siebie) Oczywiście jak jej nie dam do ręki to sama nie weźmie.. Jak to będzie żyło kiedyś to ja nie wiem...

 Mama moja daje po zaworach trochę,zdziwia jak nie wiem co,co chwilę kogoś potrzebuje a to węgla a to zboża kurom a to kran cieknie a to śmierdzi jej z rur ,a to malowac trzeba sciany ,a to ona juz nie daje rady palic w centralnym a to drzwi musi wstawić w pokoju ,a to rynny przeciekaja...i tak bez końca. Do tego w kościół i ksieży i telewizja trwam i wszystko wie najlepiej,nawraca nas na kazdym kroku a jakby się ktos przysłuchał to jak fanatyk religijny mówi. Zaczyna jej wiara iść za daleko,już ciotki dziwnie na to patrzą. Wszystko jest święęęte w rozmowie ,no rozumiem -msza święta,komunia święta,spowiedź też święta ale normalni ludzie tak na każdym kroku tego wyrazu nie używają" święta" Kiedyś nie wytrzymalam ,no bo post się zaczął i ona tak co drugie słowo post święty i post święty,no i wiesz post święty to w końcu mówię jej " mamo! Post to nie jest święty tylko Wielki  jak już ! Na drugi dzień post znowu był Święty.....
  No i jest już poniedziałek,tak piszę na raty. Wracając do mamy to wczoraj była msza św za tate i ode mnie akurat ,a mój szwagier urobił mamusie i wprosił sie na obiad . Ta mi sie przyznała zaznaczając ży tylko oni-znaczy siostra z rodziną.A oni żeby mój mąż teraz dzwonił i sie też wepchał na ten obiad. To oczywiście w tygodniu miało miejsce. No i tak ,mama mi sie przyznała że oni przyjadą na obiad,ja udaje i mówię że no nie wiem czy to tak przejdzie że tylko oni.... No u ''G -brata'to nie przejdzie chyba ,zmartwiona nieco. Potem ja sie widziałam z bratem i mu mówię ze mamusia oiad wydaje ale nie dla nas.No nic a jeszcze mówię że pasuje symbolicznie auto siostry oblać bo kupili piękny wóz. No ale mama nam nie da w poście sie przecież napić. Brat ustala że co nie da? W piątek ja oczywiście z mamą jade do miasta a ta mi gada że ona nie da rady ,no tłumaczy sie że na raty nas zaprosi na obiady ,ja jej że to żadna atrakcja na raty. No bo jak wtedy sie nie widzimy z resztą to co to za atrakcja..Żadna... W sobote rano brat do mamy dzwoni nastawiony dosyć bojowo i ta lamentuje o ten obiad a ten jej że no to oni sobie na mieście zjedzą,...haha...mama nic. Potem siostrze opowiada i ta nie wytrzymała i co? tak mu przytaknęłaś? To przecież dwie osoby tylko to sie zmieszczą,natychmiast dzwoń do niego i go zaproś. Ha no i mama zadzwoniła ale tak ich zaprosiła że synowa nie wiedziała gdzie to mają sie zmieścić,bo zbolałym głosem że no się zmieścicie u mnie... Bratowa udawała że nie kuma no ale dobra..... Zostałam ja bez tego zaproszenia,no ale nas jest piątka...minęły trzy godziny mama dzwoni ,,to przyjedzcie i Wy bo przecież tyś tej samej matki!  Ha sobie myślę i nawet mówię na głos-naprawde? No bo przecież nie tylko Ty do usług........Dobra w ten oto sposób byliśmy na obiedzie u mamy,pierwszy raz od śmierci taty. A musicie wiedzieć że mama świetnie gotuje,no i oczywiście wystawiła obiad żeśmy sie z niej śmiali że chyba sobie strzeliła w kolano bo teraz jej nie odpuścimy i że co dwa  tygodnie trzeba jej takie akcje roić bo nam dziczeje ,haha. I był pyszny rosół i kaczka z jabłkami i surówki dwie,nie trzy ! I kapusta modra do tej kaczki pasująca i ziemniaczki i brokuł dla niejadków i pieczeń z indyka i kotlety,i no ba...kompot bo zięć uwielbia..... Troszke wcześniej siostra była i ja zaraz po niej i potem żeśmy pozmywały poskładali stoły i w kościele na 16 a po kościele sałatki,ciasto żeśmy przywiozły i po drinku za to auto. No i mama przeżyła :)
   A na cmentarzu mój brat to jajcarz i zapukał w płytę i mówi tato Kamil  Stoch jest mistrzem! Tak tak, tata  był wielkim kibicem ,rok temu tak zaciskał kciuki leżąc w łóżku i mówił-Kamilku lećć!
Tak więc niedziela była miła,rodzinna ,nawet moi wytrzymali te pół dnia :)
  Troszkę tej zimy mamy,w nocy dziś było -8 ,teraz słoneczko świeci.Coś ma posypać i jeszcze bardziej mrozić



Tak też było dwa tygodnie temu w pięknej scenerii zimowej a ja do towarzystwa tylko,dobrze że niedaleko to pojechałam z nimi bo nie na cały dzień,a i tak mi nogi przemarzły na kość.





Wrzuciłąm troszke naszych zdjęć ale powiem Wam że niedobrze mi z tym,serio. Mieszkam w takiej małej dziurze że sie obawiam reakcji jakby nie daj Boże ktoś tu trafił stąd,no masakra,zwłaszcza że mąż nie ma pojęcia o tym blogu i inni z rodziny.
Spróbuję wcześniej sie odezwać, a o tym sabacie dziewczynki ,dziewczynki wiecie które.... to no myślę,,,ale no ..boje sie hehe...może troszke wstydzę? ...nie wiem....hm,pa

niedziela, 21 stycznia 2018

Matki złudzenia...

 Wczoraj i przedwczoraj chciałam tu wylać żale ale nie miałam czasu i siły tu wejść. Straszny wkurw był u mnie. A to zasługa starszego syna. Daje równo po zaworach ostatnio. Zaczął tydzień temu w sobote pojechał do kolegi po 15tej. Wrócił o 23 40  gdzie ja sie akurat położyłam i z hasłem żebym go odwiozła na ...studniówke.. NO nienormalny mówię mu! O tej godzinie gdzie i z kim i dokąd na krzywy ryj ??Może jeszcze garnitur chcesz teraz?
 Nie,koszula mu starczy ta ciemna.....Dobra,poszedł sie kąpać ,ubiera koszule a ta ma dziurki z przodu....no mamo dziury ma. Noż cholera to coś ty robił na sylwestrze że koszula w dziurach,to nie palisz niby a dobrze żeś sie cały nie sfajczył...!
To została ci jedna biała ale nie wyprasowana. Mamo uprasuj.... stwierdził jednak że pojedzie autem bo kaszlący i brał leki, całe szczęście ale mówię żebyś aż taki dobry nie był i całej halajstry nie odwoził bo kierowcy będą na wage złota..
 Dobra ,pojechał, po 5 wrócił. Potem spanie do 13. Potem na pociąg prosi żeby go zawieżć. Na impreze,wróce jutro. Boziu....a uważaj na siebie ,a z kim, a pilnujcie się a nie wychodż na cygara a mróz będzie w nocy  ,a odezwij sie w nocy czy wszystko gra.
Poniedziałek ,ten gdzieś tam śpi bo na komunikatorze widze kiedy aktywny....W południe dzwonię,cały? wszystko gra? .Tak wróci wieczorem dopiero po treningu tu już u nas w mieście. O 21 30 go przywiozłam.  Co dzień na okrągło trułam o sesji przecież sie zaczyna a tu coś nauki zero ale chyba podejdzie do tego.chyba.  No i jadąc z nim on mi mówi że rano pojedzie do Opola kolege odwiezie bo go prosił. No pewnie mówię będziesz tylko hulał, a my będziemy sie martwić ,a auto masz swoje??? Wrrr..... nerw i wydarłam sie troche. Ale co zrobisz  ,no pojechał rano  Kawał daleki bo 300 z hakiem ,kierowca młody. No jak dojechał to dał znać ale wieczorem dzwonie około 19 a ten jeszcze nie wyjechał z powrotem a tu śnieżyce,mokro,zimno .....wrr.
Wrócił do domu przed północą..
Środa siedzi w domu,czwartek jedziemy razem do ortodonty bo zaczyna leczenie,kosztowne bardzo ale tu na szczęście ma jeszcze swoje zarobione "zielone" na to przeznaczone. No i tu pomału zaczyna gadać że te studia bez sensu bo on czasu na nie nie ma i wszyscy już koledzy zrezygnowali .......Ja sie jeszcze łudze....oj ja głupia.... Siedze w tym internecie szukam po tej uczelni informacji no koorwa musiałabym ja za niego studiować. No i tu ma miejsce moja nieprzespana noc... Potem to info dochodzi do babci,ciotki czyli siostry mojej,bratanicy mojej i wszyscy kurde czemu nie spróbuje????
Łeb mi pęka,łzy sie polały,to tyle trudu żeby go zapisać na te studia a ten ma gdzieś..
No nic ale skoro tak to prosze bardzo szukać roboty i tyle
 No i to właśnie największy zawód w nowym roku..
Już teraz śpię dobrze a wczoraj i dzisiaj synalka nie ma bo grają mecze na śląsku to na niego nie patrze.....
Ech,, turbulencje normalnie.
 Drugi sie nie uczy,półrocze kiepskie. Ferie u nas dopiero za tydzień.
 Córcia ,też coś, bo coś wyszło w badaniu oczodołów. Będziemy ostatniego stycznia u kardiologa to muszę podejść do hematologa co z tym wynikiem i co dalej.
 Info o 1 % dla Gabi już poprawiłam teraz jak sie kliknie na to to sie otwiera tak jak trzeba na jej stronie fundacji.(dzięki Iwonka) Malutka jest też świeżo po pobycie w Kajetanach gdzi miała zadany słuch. Te wyjazdy to jest straszna mordownia bo panienka nie usiedzi w foteliku tylko sie drze ... no tak ma , że ta moja biedna przyjaciółka  po 7 godzinach jazdy samochodem  jest wrakiem. Odległość wielka do Warszawy także dzień wcześniej wyjeżdżają i gdzieś sie tam zatrzymują u odnalezionych znajomych czy dalekiej rodziny. Dziękuję w imieniu Gabrysi za 1% !
 Co by jeszcze? A na kije nie chodziłam z racji zasiegu ale chyba już pomału pójde. Mamy też aerobik plus zumba raz w tygodniu i tu już byłam,małż też a co...same prawie kobity i rodzynek jeden lub czasem dwa się gną ;) Image też zmienił bo ma...okulary.. chyba razem z kilogramami mu wzrok poszedł ,do czytania .
  Wiecie że nie robie ostatnio zdjęć prawie. No i co ja tu wrzucę ,chyba deser z chia i dzisiejsze ciacho.o ...



czwartek, 4 stycznia 2018

W Nowym Roku!

         
                     Witam serdecznie w Nowym Roku! Niech będzie dobry dla Wszystkich!
                         Niech się spełniają marzenia!

 Dziś wpadam z prośbą o 1% dla Calineczki . Usiłuję tu wkleić info ale kompletnie nie wiem czy mi sie to uda. Próbuję zatem w poście a żeby to było z boku na stałe to nie wiem czy podołam wyzwaniu:)
 Tak oto już nie Calineczka a Gabrysia córcia mojej przyjaciółki. Malutki kwiatuszek .

 U nas zimy nadal nie ma,chłopaki raz byli w białce na białym szaleństwie i na razie nie ma widoków żeby gdzieś bliżej mogli poszusować.
Mnie coś rozkłada,głowa,kaszel,katar,zaszywam sie pod kocem z dobrą książką i próbuję przetrwać.