niedziela, 27 grudnia 2015

I już po wszystkiemu

No i po świętach.    
     Wigilia u moich rodziców .Pierogi i ryby wioze gorące . Bagażnik troche załadowany tymi towarami i ciastami .   Hm...moje nastolatki dopiero były małę i gdziekolwiek zajechać to było darcie ,szturchanie ,kuksańce i przeważnie płacz. Nieraz chciałam po prostu wyjść z siebie tak te czorty dawały ognia.  Ha i coś się zmieniło?....Ee no skąd ,,młodszy usiadł z przodu a starszy za nim i też jak za starych dobrych czasów troche sie podduszali ,no można przecież w każdym wieku sie lać .Tyle że nie płaczą już przy tej bitce . Podczas wigilii było trochę łez ,tata się mój rozkleił,biedny. No wszyscy zdajemy sobie sprawę że różnie może być i też że może być to jego ostatnia wigilia. Smutne to ale prawdziwe. Dobrze że są wnuki i mniejsze siostry i moje starsze. Razem tak dokazują że niektórzy mieli dość (tata mój zwłaszcza) A siostra ma dwóch chłopców 11 i 5 lat. Ten młodszy mój chrześnik Maksiu, kolęde pierwszą zaczął sam ,no to po chrzestnej ma...Fajny słodziak ,póżniej sie rozszalał skakał po poduchach z sofy no łobuzował jak to dziecko.
Wszyscy żeśmy pośpiewali kolędy ,różnie to szło haha ale jak zaczełam sama kolęde to aż najmłodszy przestał szaleć nastawił uszu i gada :" kto to tak dziwnie śpiewa"?    No to tak mi szło pewnie  .haha
 Po wigilii powrót, a jeszcze przed wizyta u teściów (mieszkają blisko) połamanie sie opłatkiem ,choć z 6 synów to tak trzech jest obecnych,jedni i ci sami,no cóż. Ok ponarzekam na teściową tak troszkę dobra? No bo wiecie 20 rok jesteśmy małżeństwem a jeszcze na wigilii u niej nie byłam,naprawde,po wigilii to tak ale żeby tak nigdy nie zaproponować wspólnej wigilii? Więc tak to dla mnie dziwne podejście bo obcych to przygarnia i samotnych,ot taki typ,dobry ale dziwny. Chyba raz jeden jedyny byliśmy niby w Święta na obiedzie ale jak sie okazało to były resztki z wigilii to ja dziękuję ,postoję.

Na choince póżno bo póżno ale i pierniki sie znalazły a te które były za nisko zjadł pies,no a co
Czy odpoczęłam? w pierwszy dzień do 15 tak bo nie gotowałam tylko odgrzewałam to co zostało z wigilii. Potem poszliśmy na jedne imieniny z tamtych imienin na drugie imieniny i urodziny. O północy wróciliśmy. Fajnie było.Wczoraj obiad postawiony od rana kościół,i około 13 ktoś podjeżdza na podwórko.........Niespodzianka przyjaciółka z Krakowa.byli z 1,5 godziny niepełny obiad zjedli bo nie chcieli czekać na ziemniaki więc rosół w moim wydaniu i pierś z indyka miałam akurat upieczoną z surówką to chętnie.....i pojechali dalej kolędować po rodzinie. Po obiedzie my do moich rodziców tam sie spotkać z rodzeństwem chwile pobyć. Wieczorkiem znowu impreza u mojej koleżanki, i znów Ewy. Na te imieniny razem z moją siostrą jeżdzimy bo to wspólni znajomi. 
   Młodzież już z nami nie jeżdzi ,wiadomo ,co by tam robili ,dlatego lodówka pełna ,ciast,sałatki dwie w lodówce ale ma kto jeść.
I tu Wam opowiem że ja mam naprawde chyba dużo znajomych,przyjaciół. Są wśród nich dwie panny które żeśmy już nie raz chcieli wszyscy " wydać" . Niestety sie nie udało i są same,nie mają swoich rodzin ale mają też nas przyjaciół i bardzo sie lubimy.
Więc w dwa dni zaliczyliśmy trzy imprezy,niezły wynik. Teraz maż z dziećmi pojechali do kina a że na gwiezdne wojny to ja wolałam zostać w domu no i mogę tu napisać. Oni nie wiedzą że matka sobie bloga założyła i raczej wolałabym żeby nie wiedzieli. Ot taka moja tajemnica .
Jutro rano już będzie u nas ksiądz po kolędzie znowu trzeba będzie towarzystwo z łóżek ściągać ale to norma. Potem na 12 starszego odwioze na trening bo jak zjeżdza na dłuższy czas to z całym sprzętem hokejowym i trenuje w swoim rodowitym klubie.
po kawałku ciast sobie zamroziłam bo to za dużo by sie zmarnowało a tak to w sylwestra będzie gotowe. Nie wiem jeszcze co  z sylwestrem ale być może będzie coś u nas dla przyjaciół.Zobaczymy jeszcze. A tu Was poczęstuje ciastem choć chyba każdemu już bokami wychodzi, nie poukładane wytwornie bo tylko dla domowników to na zwykłym talerzu hurtem ,niezbyt elegancko
makowiec był roboty mojej mamy,nie odważyłam sie jeszcze tym razem go upiec.
Z jedną koleżanką Ewą umówiłam się po nowym roku na karaoke,dawniej żeśmy wychodziły częsciej,teraz już nie ma z kim ,ja mówię że mi sie koleżanki zestarzały haha. Ja nie -no skąd ja wiecznie młoda duchem,tylko metryka nieubłagana ......
 Także plany są ,już wiem że muszę dla Ewy piosenki Alicji Majewskiej zaśpiewać ,będą to stare szlagiery "Odkryjemy miłośc nieznaną"i " Jeszcze się tam żagiel bieli" To były obowiązkowe piosenki które śpiewałam na tych starych imprezach.Jeszcze " Być kobietą" , " Kocham cie życie " Geppert i wiele innych polskich piosenek. Mi jest tęskno za tymi naszymi wyjściami. I tu sie pochwalę troche bo pare razy mi sie zdarzyła widownia z oklaskami a jedna pani w wieku koło 50 to mi raz podziękowała że mogła posłuchać takich świetnych polskich piosenek ......
  Szkoda tylko że moje największe ,najbliższe sercu przyjaciółki są daleko ode mnie i bez nich to już nie to.......Ale będzie też dobrze.
To się rozpisałam bez ładu i składu a miałam sobie film jakiś obejrzeć. Książke skończyłam i jutro udam się do biblioteki . Wprawdzie siostra ma jakiś nowości w domu ale się nie umówiłam żeby mi podrzuciła a do niej mam 30km to innym razem od niej wezme.
Aa jeszcze taka ciekawostka , bo kurcze żeby było tak ciepło że z uchylonym oknem można spać 25 grudnia toż to szok...

środa, 23 grudnia 2015

Wytrwałam i będą Swięta

          Już prawie świątecznie ,choinka jest jeszcze nie do końca ubrana ale będzie. Jeszcze sobie machnę farbę na odrosty hehe i będzie git. Ciasta się udały sztuk pięć. Humor jak na razie ok .



                         

Zyczę Wam   spokojnych ,uśmiechniętych ,radosnych Świąt Bożego Narodzenia
i Błogosławieństwa Bożego w Nowym Roku  




No to lece dalej,7 rano jeszcze cicho w domu ,tylko czemu mi te włosy tak szybko odrosły ,No nic,czas mieszać farbę ,pa

wtorek, 22 grudnia 2015

wcale nie świątecznie

Nie będzie świątecznie jeszcze bo mi do świąt daleko. Nie wyrabiam ,nie ogarniam ,okazało sie że mam cholera brudno w domu a wydawało sie że sprzątam na bieżaco . No sprzątam ale co chwile coś wynajduje i zgrzytam zębami ......
W piątek młoda została w tym krakowie,ja miałam zaproszenie też na piątek też tam  ale ja nie miałam jak no bo......kiełbasa się wędziła  a w sumie to nie chciałam młodej skrócić wypadu bo wiadomo że jakbym przyjechała w piątek zaraz po niej to gnałabym do domu w sobote przed południem .Małż pojechał po starszego bo w piątek już wieczorem mogli na święta zjechać .  W sobote myślałam że pojadę ,gdzie tam ,ból głowy już nad ranem czułam ,o 7 jedna tabletka,z godzine jeszcze pokimałam. Zakupy spożywcze (czy ja musze sama te siaty tachać wiecznie,zapytać małża najlepiej  ...doradzi że są wózki w sklepach i można nie dzwigać !)eh
Po zakupach  ,śniadaniu boł głowy czuje non stop z różnym nasileniem.druga tabletka koło 11 30. Masakra ,ciśnienie 137/ 86 ,  czuje że kawa odpada no ale mała  rozpuszczalna z mlekiem może , może....głowa napierdziela dalej ,wlazłam pod koc,zimno mi aaa do tego niedobrze mi po tej kawie.  Przyjaciółka dzwoni 40 minut rozmowy ,mówi żebym jeszcze dzis nie przyjeżdzała po młodą bo moe jutro oni ją przywiozą i posłuchają występu co to w niedziele miałam . W takim stanie jak byłam to mi nawet na ręke było ze nie musze jechać ,najwyżej w niedziele sam małż pojedzie jakby nie przyjechali. No i tak pół soboty zleciało ja w fotelu z kocem albo na sofie. Zerwałam sie o 14 30 i hurra okna dwa w kuchni machnełam ,firanki wyprane szybkie suszenie na kaloyferze,.Posprzątałam "rynek" jako tako,podarłam sie na facetów żeby coś ruszyłi w domu. Ok ...wieczorem małż ma gościa  z jakimś procentem,ja dalej z firankami na drabinie ,dobrze ze to znajomy to bez krępowania mogłam dalej na mopie latać. A  sory wcześniej ojciec z młodzieżą liście grabili . Młodzieży na podwórku tak z 4-5 sztuk koledzy młodszego. Co oni wyprawiają to ja sie nawet boje napisać ,no kaskaderka jak babcie kocham. To jest na inny post temat ale naprawde wierzcie mi że troche brak mi odwagi to opisać. może kiedyś .
No to tak ,już mi pomału wieczorem pzeszlo ,małż kazał mi sobie wypić drinka to mi przejdzie całkiem. Ok ,ten znajomy wyszedł to ja dostałam sms od koleżanki czy jestem w domu , jestem jasne .Za 5 minut podjeżdza jakieś auto ,wysiada ona . Potrzebowała sie wygadać ,małżeństwo sie jej troche sypie. Wtulona we mnie co chwile ,(a jest sie do czego przytulić  bo ja kawałek baby jestem haha, ). Dobra jedziemy dalej, już gdzieś koło 22 poszła wygadana ,wypłakana i troche znieczulona też.
Niedziela, normalka kościół,obiad ,czekam na info czy małż jedzie po młodą czy oni wpadną ,jak wpadną to by pasowało coś w zanadrzu do jedzenia przygotować. Plany są ,o 14 30 jednak info że nie przyjadą bo zasmarkana przyjaciółka,ok to mówie ty mnie na koncert zostawisz o 15 30 i jedż po młodą (do krk 120 mamy) a potem albo ja mam spotkanie gospelowe albo nie ,to mnie ktoś tu przywiezie. Pojechał ,ja spotkania nie miałam ,grzecznie do domu ,koleżanki mąż po mnie przyjechał,(tej co była w sobote, w tej samej miejscowośći mieszkamy)
No już sie sama gubie w tym co tu napisałam , z krk wrócili dopiero o 22 ,młoda za mało ciuchów miała ale dała rade,dziewczyny sie majtkami hehe podzieliły. Wróciła zadowolona to najważniejsze.
Wczoraj pojechałam z tatą o 7 do szpitala,został  na chemi ( tydzień wcześniej go nie zostawili,za słaba krew była). No to wczoraj dalej nic nie zrobiłam ,o 15 byłam w domu. Wieczorem szafki w kuchni zaczełam myć bo kurde nie widziałam wcześniej że tam troche jednak trza ogarnąć ?
Aaa mój małżonek to jest takie dobre chłopisko ,spokojne,spokojne,spokojne,spokojne aż do mojego maksymalnego wkurwa. Orzechy już dwa tygodnie miał ołupać,to wczoraj do 22 30 ołupałam ,młotek,deska i dawaj. To nic że można w trakcie filmu to zrobić,po co sobie przerywać seans . Filmy z młodszym to jest czas obejrzeć ba nawet bajki są fajne dla takich chłopców jak mój mąż . Rura wentylacyjna w kuchni już wyrczy troche wypadła po malowaniu we ....wrześniu. No to profilaktycznie co jakiś tydzień  -10 dni pytam kiedy to poprawisz ? Jutro ,niezmiennie jedna odpowiedż,jutro . Ale jest nadzieja ze na świeta to zrobi.
No to drogie panie ,właśnie małżonek rure poprawił( na jak długo?) ba gniazdko też naprawił które sie samo wyrwało troche . No i co .......no i on już może świętować !!!!!
Tak , jak co święta atmosfera iście sielska.choinka dalej rośnie w ogrodzie. Z tyłu mojej głowy czai sie panika że tak mało już czasu ,że sie nie wyrobie!
Wigilia u moich rodziców,część musze zawieść zrobionych potraw,mama chce żebym do niej przyjechała i z nią robiła ale no .....aż mi głupio ale ja z nią w jednej kuchni przez dłuższy czas to naprawde nie jest dobry pomysł, przecież wszystko żle robię ,a to nie tak ,a to tak sobie zrób, a to ja tak robie itp.i itd.
Dzisiaj mnie młoda wkurzyła,obrus miała kupić jednorazowy na wigilie klasową ,ok rano już w tym sklepie obok szkoły nie było. Mało tego szklanki i łyżeczki też zapomniała, gorący kubek kupiła, ona na lekcje a ja dawaj szukam tego obrusu, sms jeszcze od niej -opłatek- wrrr....... no kurde gdzie pomyślunek . Dobra dowioze ci tylko wyjdż po to bo ja nie mam ochoty tam wchodzić i rozdawać uśmiechy paniom.......no i bez makijażu jakby co jestem.
Tak czasu brak ale zasiadłam tu i chaotycznie spisałam  ale kawa mi sie skonczyła to spadam zarobić chociaż ciasto na piernik .  A tam ciasto  zaraz młoda bedzie wychodzić trzabędzie jechać ....
Małż sie pyta co dzisiaj będzie na obiad?    A kurde " pipro z mamrem" ooo
.Jak zdąże to jeszcze sie odezwę.
   Także nie  wszędzie jest idealnie (Martuś to o Tobie pomyślałam)a tu coś nieświątecznego ale ostatnio bardzo na czasie w życiu ,strasznie mi sie podoba ta muza.https://www.youtube.com/watch?v=KiTVO7GPsqQ
                                ......................
  mineło popołudnie ,dopisek robię .  To tak teściowa i jej rodzinka mają zajefajne poczucie humoru, no co to jest między zarabianiem ciasta na piernik a kruchy ostrzyc 4 ! głowy no cóż to jest aaaa
teściowa,teść i jej dwie siostry no wszystkie w wieku już dawno  "poprodukcyjnym że sie tak wyraże ,siedzące już na emeryturach ,rentach no nie miały kiedy biedne sie ostrzyc. wdech ,wydech .......
 No nic trza sie przebrać i do kuchni.
    A choinki dalej rosną ,rosną i rosną...

środa, 16 grudnia 2015

Plany

 Środa już,córka w piątek jedzie na wycieczkę klasową do Krakowa. Tam mam przyjaciółkę  a ona ma dwie córki. I moja chce po wycieczce żeby ją odebrały i by została. Nie ma tu na miejscu takich psiapsiółek jak właśnie te dwie kochane szczebiotki z Krakowa.  Na wakacje zawsze jeżdzi do nich ,potem one do nas. To są najszczęśliwsze dni kiedy widzę że w moją córcie wstępuje energia,teraz marzy nawet o wspólnych wakacjach z nimi to znaczy że z nimi gdzieś wyjedzie. Ja aż tak nie chcę nadużywać czyjejś gościnności ale zobaczymy  może i to sie da zrobić.Córcia moja niestety nigdzie  nie wychodzi z domu,do szkoły i ze szkoły ją przywoże,potem w domu i tyle. Taki gnieciuch ,ledwie ją czasem na podwórko wygonię żeby sie poruszała.Przed operacjami jeżdziła na rowerze,teraz nawet tego nie robi,najpierw nie można było ,potem brat rower jej wykończył i tak niestety jest. Na wiosnę sie pomyśli o rowerze nowym ale kurcze czy będzie umieć? Podobno tego sie nie zapomina . Zobaczymy.
Jak ona będzie w tym Krakowie to ja sama albo z mężem ,może i młodym pojedziemy po nią  no i przy okazji ja sie pocieszę moją psiapsiółką.Tylko że w niedzielę mam występ i chyba w sobotę pojedziemy wieczorem.

        .....Miałam przerwę w pisaniu,dzwoniła mama no i ona jeszcze chce żebym z nią pojechała na zakupy. Mogłaby mi liste zrobić i przecież ja jej kapuste czerwoną kupię ...no ale nie da sie tak bo przecież musi pogrymasić . A nuż bym jakąś zwiędłą kupiła nie jędrną ,a suszone owoce też przecież ja nie umiem kupić odpowiednich.Juz w tym tygodniu z nią byłam wprawdzie nie daleko w sklepie no ale tam jej sie te suszone owoce nie podobały......
Ok ja z nią pojade ale ja też mam co robić i ciężko będzie zorganizować czas. Starszy jeszcze nie umiał udzielić odpowiedzi kiedy przyjeżdża a ja nadgorliwą mamą nie chce być i nie wydzwaniam do szkoły z zapytaniem o to.Może w sobotę ?
Będziemy z mężem robić kiełbasę z indyka, hm no mam takie stworzenia w tej chwili u teściowej w kurniku. To jest kiełbasa palce lizać. U teściów też są warunki do zrobienia tego i uwędzenia. Teściowa mieszka z 200 m ode mnie. Na szczęście ....Spoko ....przemilczę ...już sie poprawiła i jest grzeczna.
  Ciasta..... Piekę ...sąsiadka nawet chce kupić jak co święta. Nie będą to jakieś nowości i wynalazki .Tradycyjny najczystszy sernik na kruchym spodzie, piernik z dnia na dzień( tak sie zwie u nas w rodzinie)jakiś masowiec pewnie cappuccino . Mam ochote spróbować upiec makowiec zwijany.Jeszcze nie piekłam nigdy.  Chodzi też za mną ciasto orzechowe pani Zyta u nas zwane hehe.Zobaczę jeszcze bo 3-4 to góra. Mamie też po kawałku na wymiane .
 Okna w kuchni jeszcze musze umyć ale to raz dwa.
Jodła albo świerk srebrny jest typowany  tegoroczne ścięcie.  A i w doniczce zakwitło mi cuś o;



Tak w ogóle to mogłoby troche się zrobić zimowo a nie takie byle co . Podwórko mam zaniedbane ,nie pograbione dokładnie ,no syf trochę trzeba przyznać.A śnieżek tak ładnie sprząta......
No nic jeszcze za grabki trzeba złapać. Tyle na razie,pa

piątek, 11 grudnia 2015

Na raty pisane.

Już piątek,pierogi ze szpinakiem i fetą,pierogi z truskawkami i pierogi ruskie. Tyle dzisiaj zaserwuję rodzince . Nie będą to duże ilości dlatego różnorodność.
Mrozik w nocy był,rano zimno. Młodszy lubi ciepło sie ubierać i tak od jakiegoś czasu juz zakłada pod spodnie coś dodatkowo. No starszy nie zaklada żadnych kaleson,rajtuz. A mlody lubi,no i dobrze niech mu nic nie zmarznie. Rano go pytam założyłem te gacie?
- Tak,KALESMAJTY to są mamo,założyłem.
Ciekawe określenie .
------
Przerwe miałam,teraz już idę ciasto zarobić. Po południu pojadę z młodą na zakupy. Starszemu mogłam już kupić buty do biegania. Wysłaliśmy mu paczkę do internatu. Coś słodkiego dołożyliśmy mu . Reszta też dostała coś słodkiego.
Dodatkowy stół który po malowaniu we wrześniu powędrował w odstawkę wraca z powrotem tylko mu nogi pomaluję. Cztery okna musze umyć ale to nie dzisiaj.
Choinka u nas jest co roku żywa. Z własnego podwórka,jeszcze tylko trzeba z mężem komisyjnie się przejść i wytypować która. Nigdy zawczasu jej nie robimy,najwyżej kilka dni przed wigilią.
Z przyziemnych spraw to niestety wydatki duże ,samochód sie sypie,ok 1,500 naprawa, masakra. Pewnie przed świętami sie nie wyrobimy z tym,jest drugi pojazd awaryjny tylko ze już chyba dość pełnoletni .
W poniedziałek tata na chemie na oddział idzie,chyba to ja do zawożę,po południu w poniedziałek też próba generalna przed występem 20 grudnia.
-- Idę do pierogów bo czas zaiwania szybko.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Życiorysu cd.

         Witam w nowym tygodniu.Weekend minął szybciutko. W domu słychać kichania ,smarkania i trochę kaszlu. Mąż i syn tak zaczęli teraz ja mam katar.  W sobotę upiekłam ciasto żeby było w co zęby wbić i coby dupka rosła. Sałatke też machnęłam pyszną z marchewką jajkami ,kukurydzą ,szynką,serkiem topionym cebulą czerwoną . Nie przewidziałam tylko że mam mało majonezu w domu i bardzo dobrze się stało bo zrobiłam swój domowy i powiem szczerze że to jest dobre!I bez chemi.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
A co z Mikołajem?    
A no czekamy na lepszy czas i na razie bez prezentów,dzieciaki już duże to rozumieją. Mają obiecane coś tam jak będą pieniążki. Może już niedługo. Starszy też alarmuje ze szkoły;mamo kup mi nowe buty do biegania bo dziurawe mam całe. Ups dobra synu jeszcze chwile wytrzymaj,kupimy.Jak dzieciaki były małe to zawsze Mikołaj musiał być i był . Dziadkowie ,ciotki chrzestni. No ale już naprawdę nie oczekujemy że to będzie wiecznie trwać,Wystarczy. Dobra już nie narzekam więcej. Ot życie.
Opowiastka z życia naszego:
Syn i tatuś skakają po kanałach (na szczęście nie ma dużo ) Ja z boku z ksiązką. Na jednym kanale film od 16 lat. Dalej grzebią w tv , przelecieli trochę . Zatrzymał młody ,ja kukam ooo to też od 16 lat.
-No właśnie -ojciec sie odezwał
-O no to ja mam najbliżej! Z dumą gada syn.
I ta mina niewiniątka.

---------------------------------------
Może teraz cofnę sie w czasie i pojedziemy dalej z historią córki.Tak więc jak się dowiedzieliśmy że bedzie operacja kręgosłupa to rehabilitacja zmierzała w kierunku takim żeby jej ciało było przygotowane do zabiegu i było elastyczne. Gdyż nic innego ona już nie dawała. Łatwe to nie było ,nieraz były łzy że ona nie chce ćwiczyć,że ma dość. I tak doczekaliśmy listopada 2012 z tym że już plecki były bardzo brzydkie bo zaczął się robić garb ,lewa strona była już uwypuklona. Zjawiliśmy sie na oddziale w ustalonym dniu pełni strachu. Moja przyjaciółka ze mną na telefonie i mnie kieruje gdzie wejść ,gdzie skręcić. To naprawde szczęście  że ją mam,gdyby nie ona to nie wiem jakbym się tam odnalazła. Lekarze wspaniali. Moje zakwaterowanie też sie szybko znalazło naprzeciwko szpitala z widokiem na Kasprowy.Kolejne dni badania,jedno takie nawet drastyczne bo na rtg została rozciągana a wyglądało to niefajnie. Założyli jej skórzany pas na głowę za brodę i ciągnęli za głowę i nogi w pozycji leżącej. No jak mus to muś chcieli widzieć jak dużo to się da naciągnąć. Wreszcie przyszedł dzień operacji.Mąż przyjechał do mnie.Operacja trwała 2,5 godziny ,potem córa pojechała na OIOM. Z lekarzem rozmawiałam,wszystko sie udało .Wstawiono jej pręty ,ześrubowano 10 śrubami,te pręty trzeba będzie wydłużać gdyż ona jeszcze rośnie. 
Ja pod tymi drzwiami próbowałam sie po południu dobić. Niestety nie wpuszczono mnie w dniu po operacji. Przyjaciółka kazała mi iśc na kwatere i nabierać sił bo jak mi ją oddadzą z oiomu to już nie odpocznę. Poszłam więc odespać trudny czas ale wtedy jak mi nerwy puściły to w nocy dostałam takiego bólu barku że masakra. Wziełam coś przeciwbólowego i żyłam dalej. Rano była sobota więc już miałam nadzieję że wejdę do córki. Około 9 mnie panie wpuściły.   Jak zobaczyłam tą moją bidulę na tym łóżku to myślałam że mi serce pęknie. Nie mogłam sie rozpłakać a ona mi się pyta o tate i chłopaków. Była otumaniona lekami,na morfinie była, Taka spokojniutka . Pani pielęgniarka naraz kazała że niunia wstaje i pokaże mamie jak chodzi .  
Boże, jak to chodzi?
A no już ją pionizowali w piątek. To wstawanie to była wyższa szkoła jazdy ,nauczyli mnie jak ją mam stawiać. Ale ja tego w ten dzień jeszcze nie potrafiłam. Pani pielęgniarka ją postawiła ,podała taki "chodzik" ,wózek do którego wrzuciła worek od drenu i od cewnika. I tak niunia musiała zrobić kilka okrążeń po sali. Koszulina była z tyłu rozcięta,zobaczyłam calutkie plecy zaklejone. Cięcie od góry do dołu,tak koło 45 cm. Łzy lały się jej już po twarzy że już tyle że chce do łóżka. Nie musze mówić że mi też zaczęły kapać.Dopiero minęła doba po operacji, Po 48 godzinach niunia przyjechała na oddział i tu sie zaczęło faktycznie myślałam że tego nie udżwignę. Jeszcze z cewnikiem ,drenem,ani sie ruszyć ,leży płasko. Na następny dzień dopiero rehabilitanci uczą konkretnie jak ją posadzić. Chwyt pod szyję jedną ręką a drugą pod kolanami i na raz dwa hop do siadu.Te dni były tam najtrudniejsze,przychodziłam do szpitala na 6 rano a wychodziłam po 21 jak już zasnęła.Byłam padnięta. Kązde wstanie z łóżka i próba dojścia do ubikacji jak już wyjęli cewnik to był koszmar. A w ubikacji to wyglądało tak że niunia z bólem siadała a ja dren w zębach coby nie wydrzeć go i jak ona siedziała to ja klękałam przed nią ,czołem sie o moje czoło opierała. W czwarej dobie usunięto dren,zmiany opatrunku to koleny koszmar dla dziecka,każde biedne sie tam wypłakało,każde.W 5 dobie lekarz chce widzieć jak niunia chodzi sama, jak sama doktorze ? Jak ona sie wywróci sama. Nie wywróci ,mama puśc ją . Ok puściłam ale asekurowałam . No to wy jutro do domu.  Radość pomieszana z wielkim strachem, jak my ją dowieziemy do domu 220km jak ona 40 sekund sama nie ustoi? No nic powrót zorganizowany,szwagier lepszym samochodem po nas przyjechał. Poduszką usłane siedzenie pasażera. Niunia zaopatrzona przeciwbólowo i jedziemy.

------
Dom, no i to już było inaczej ale niestety nie łatwiej bo córcia odmówiła wstawania z łóżka. Odwiedzające babcie,dziadki,ciotki, wszyscy po trochu. Ze łzami zmuszałam ją żeby wstawała,sama nie dała rady. Dwa tyg po operacji zatrzymało mocz, szukanie furaginy ,ratowanie sytuacji dałyśmy radę. Największym problemem było dla córci samo pryskanie rany. Musiałam bardzo powoli prosić i przemawiać ,najbardziej sie bałam jak mi się zrywała a nie mogła wykonywać żadnych gwałtownych ruchów i skrętów tułowia. Ile razy traciłam cierpliwość i musiałam wyjść sobie popłakać to tylko ja wiem i mąż. Z kąpielą była też trauma bo nie dała sie wykąpać po prostu,tak się bała.Na wyciąganiu szwów też były łzy jak grochy i niemal trzymanie siłą przeze mnie i ojca. Włosów nie pozwoliła mi umyć 4 tygodnie ,po prostu w pewnych momentach to myślałam że zwariuje. Aa byłabym zapomniała-po zabiegu niunia była 7 cm wyższa !!!! tak tak aż tyle dało sie naprawić kręgosłup.
Uff........wyrzuciłam to wszystko. Pomału pomału było lepiej. Załatwiłam nauczanie indywidualne bo po szpitalu takie zalecono na 3 miesiące. I tak nauczyciele czekali aż ona troche dojdzie do siebie. Niestety pod koniec nauczania w domu przyszedł kryzys,psychika zaczęła siadać ,łzy się pojawiały. Ciężko było ale z pomocą nauczycieli,pedagoga i kolegów jakoś to przetrwaliśmy.
Za 9 miesięcy wyznaczono nam następny zabieg już mniejszy polegający na podciągnieciu tych prętów w plecach. Przed tymi 9 miesiącami coś mi sie nie podobało bo zaczęła uginać nogi w kolanach. Umówiłam sie na kontrole,wszystko w porządku i następny zabieg przesunięty na styczeń 2014, czyli 14 miesięcy od pierwszego.
Kolejny zabieg był dużo mniejszy,rozcięta była tylko około 13 cm na środku pleców. Po tym nie była na oiomie tylko od razu mi ją oddano na oddział. Ten pobyt trwał też krócej. Następny zabieg ostateczny był już w pażdzierniku 2014 i to był już zabieg ostateczny,duży bo też pocięta bo wymieniono całe pręty i zaśrubowano 15 śrub ma. Pobyt na oiomie też zaliczony też nie łatwo było ale już lepiej jak pierwszym razem. Zresztą moja dziewczynka już po drodze stała się kobietą no ale mama musiała wszędzie zaglądać, ot życie .Oczywiście łzy sie zdarzały,złość i foch na porządku dziennym. I znowu po dwóch tygodniach prawie pobytu wróciłyśmy do domu. Ten pobyt był całkiem dla nas samodzielny,sama z nią pojechałam,sama tam byłam i same żeśmy samochodem wróciły,nawet nie mówiąc babciom panikarom że jedziemy bo by sie dopiero działo. 
Po tym zabiegu znowu były lekcje w domu,Także nauczycielskie wędrówki po domu i mój stres z tym związany mam nadzieję że już za mną.Nawet ksiądz ją odwiedził. Koleżanki i koledzy ją odwiedzali częściej i jakoś to przeżyłyśmy
No to niezły tasiemiec mi wyszedł.Jeszcze jak sobie coś przypomnę to napiszę .

środa, 2 grudnia 2015

Konopie, fochy.

Tak do pewnego czasu można dziecko ubierać bez jego sprzeciwu. Do czasu drogie mamy,do czasu. Pewnego dnia następuje w nastoletnich głowach jakaś moda na firmy wysyłkowe i bynajmniej nie są to żadne znane na rynku firmowe rzeczy . Człowiek jak był w tym wieku to marzył o reebokach, nike,adidasach. A gdzie tam, teraz musi być znak  marihuany żeby bardziej matke zszokować. I tak pewnego dnia synuś dostał przesyłke z taką oto koszulką :
Razem z tatusiem zamówił ,tata nieświadomy ,syn pieniążki uzbierał no to dawaj.
Do tych zamówionych rzeczy firma daje naklejki
i tak na moje zdręczenie takie oto oblepiły meble:

i  szybkie rurki z marmoladą
Wieczorem Andrzejki,bal do 3 30 ,nogi spuchnięte,orkiestra "nasza"swojska i sprzed prawie 20 lat  grali na naszym weselu. Tak,prawie 20 lat,Boże, kiedy to zleciało.I tak jak ktoś zapytał bacy czy nie miał ochoty żony zdradzić przez tyle lat. To ja też tak odpowiem: zdradzić nie ale zabić to ze 100 razy .


piątek, 27 listopada 2015

Z nudy powstałem

Zima przyszła,biało za oknami. Wczoraj byłam z mężem na imprezie połączonej z wykładami. Mogliśmy zostać w hotelu takim ze nigdy chyba mnie nie będzie stać a to była darmocha. Niestety trzeba było w nocy wracać do dzieci i obowiązków.
A teraz się nudzę bo juz siedze czwartą godzinę w szpitalu czekam ma tatę. Pielęgniarki sie coś zakręciły i dopiero jak się upomniał to się okazało że ma jeszcze kroplówki, 4 butle a ja już byłam w drodze,no i sobie siedzę . To już 3chemia w kolejnym cyklu i za każdym razem sie boimy o jego życie. :(
Żebym to przewidziała to bym sobie książkę wzięła a tu miało być szybko. Noc zarwana ,dobrze że mnie głowa nie boli ;)
Nawet jak na złość mi sie pieniążki w telefonie kończą. Na letnich oponach przyjechałam i niech chociaż nie sypie bo tak trochę mi to wygląda. Dzisiaj powinnam się wyspać a jutro znowu balety Andrzejki, Na sylwestra nie pójdziemy bo to za duży koszt to teraz czemu nie .
Nie służy mi takie siedzenie w szpitalu wszystko mi się przypomina i musze zasiąść i opisać Wam dalszą historię córki. Jakoś tak lubię o tym chorowaniu gadać co się nie tak znowu czesto zdarza.
No to dzień mi zleciał,hmm a tyle w domu do zrobienia. Trudno.
A Wy wybieracie się gdzieś albo bardziej w domowym gronie? Miłego weekendu !

wtorek, 24 listopada 2015

Nic takiego

Dni lecą jeden za drugim,weekend minął błyskawicznie.Sobota imieniny u koleżanki.Niedziela w domu. My już mamy ten komfort że nie tachamy dzieci ze sobą na imprezy.Zostają już w domu . Poniedziałek zawiozłam ojca do szpitala ,bierze kolejną chemie.Trudne to ale co zrobić. Wróciłam już po 14,szybki obiad i musiałam odpocząć ,po wizycie w szpitalu,tam jak sie człowiek napatrzy to sie ma dość. Odpoczełam przy kawie i pojechałam o 17 na próbę.Tam sie odstresowałam ,dobrze nam szło,dużo piosenek poćwiczonych. Fajnie. Wieczorem herbata z pigwą i imbirem. Na ogrodzie rośnie pigwowiec i zrobiłam 2 tygodnie temu w syropie ,do herbaty pychota.


---------------------------------------------------

Misiek i jego ćwiczenia do historii
Ręce opadają tytuł był inny ,zamazał

Mój pies a dokładnie psica coś ostatnio świruje,nie chce jeść ,grymasi,najchętniej by jadła to co ja i trąca mnie pyskiem od dołu w łokcie aż mi ręka ze stołu spada,oto i ona
Jakoś tak piszczy ,jojczy szuka ,w końcu mąż sie jej pyta co ci się dzieje: rodzić będziesz ,czy co ? 
Rodzić nie będzie bo zabezpieczona a już miała dzieci i wystarczy. Więcej nas to kosztowało ,za pierwszym razem miała jednego pieska i nie umiała ,nie umiał ssać ,masakra,mąż przystawiał psa do sutka hehe. U weterynarza byłam bo to chciało żyć a takie maleńkie jak ja to określiłam jak torebka kokosu hehe (10 dkg). Potem już było lepiej matka pełną gębą wykarmiła dała radę. Ale już wystarczy ,już za stara jest.
Starszy chyba zawita do domu dopiero na święta,smsy ostatnio krótkie dwa słowa i tyle. Chwilami tęskno ale jak jest i jak sie z młodszym nieraz leją ,niby to na żarty ale te żarty za moment już nie są żartami to ja mówię Ty już jedż lepiej :) 
A jeszcze na koniec reklama syropu w wykonaniu młodszego: "Dzień bez kaszlu,noc przespana - narkotyki-dała mama. "
No to kurtyna.

piątek, 20 listopada 2015

Pachnąco

Zwlekałam długo z porządkami ale chyba dobrze bo mam hura zielony koperek !
czujecie jak pachnie :) 
buraczki i ostatnie selery ale mysiorom już smakowały

czwartek, 19 listopada 2015

Bohater ? Nas bohaterów prądem (życiem) ?

O 19 wróciłam z wywiadówki. Usłyszałam od pedagoga szkolnego ze jestem bohaterką . ....Bo z lekarzami sie umiem dogadać,że to wszystko ogarniam,leczenie,kontrole,lekarzy.
Guzik prawda . Jestem matką. Każda mama jak sie dowiaduje ze ma chore dziecko to dostaje sił,czasem to sąnaprawde siły nadprzyrodzone. Ja jestem silną kobietą to prawda. Ja się nie załamuję,ja staram sie widzieć przyszłość . Doszłam do takiego wniosku że ten kto nie widzi tej przyszłości to jest już na straconej pozycji.W mojej rodzinie ,z mojego rodzeństwa,rodziców to właśnie ja jestem optymistką. Nawet nie wszystkim to sie podoba. No bo jak to tak,uśmiechnięta chodzi ? I tu przedstawię sytuacje kiedy moja córka była jeszcze przed operacją. Po rehabilitacji podjechalyśmy z córką do moich rodziców. I mama moja wieczne nieszczęście,pesymistka,histeryczka wręcz chwilami. Przywitała wnuczkę nie powiem ucałowała ją i stanęła złożyła ręce jak do modlitwy i spuściła głowę no prawie się rozpłakała. Wtedy mnie opętało jak to zobaczyłam. Normalnie na nią huknęłam :
-A Tobie co sie dzieje?
-Aaa no bo ona taka krzywa.
( ?? Nie wierze w to co słyszę)
-A no to co z tego ? To co patrzyć na nią nie możesz? A to co ,nie chodzi sama ? Nie jest samodzielna? Jest na wózku? A jakby była już na wózku?To może nie będziemy przyjeżdżały,bo patrzyć nie mozesz?
- Nie dziecko,ja sie tylko tak martwię.
-Mamo!! Ty nic w życiu nie widziałaś,nic nie rozumiesz,Ciebie to bym wzięła na oddział dziecięcy Ty byś zobaczyła jak dzieci chorują!
-Ty sie nie martw bo wpływu na to nie masz,ty zaakceptuj!
To już bylo dawno,ale ja to pamiętam, w sercu mi to siedzi. Dlatego w mojej mamie nie mam przyjaciółki. Często sie zetniemy. Wiem też że jest ona bardzo słabą kobietą,niestety matką też. No tak ma i już. Chyba nie usłyszałam od niej jakiejś pochwały np. Nie, ba nawet to ze śpiewać chciałam i robie to to ona by sie cieszyła jakby mnie chyba pomidorami albo jajami obrzucili.
Ale nie o mamie miało być a tu mi sie tyle żółci ulało.
Wydaje mi sie że jestem dobrą matką,dobrą w sensie takim ze kocham moje dzieci i one to czują. Ale nie jestem konsekwentna i to jest moja bolączką i moja mała tragedia w wychowaniu. Nie potrafię zmusić,nakłonić nastolatka do nauki. Już nie mam siły i już wysiadam. Zdaję sobie sprawę ze to jest moja i męża wina. Pozostaje mi go ukierunkować żeby dobry zawod wybrał,a kiedyś zmądrzeje to może nie będzie za późno na naukę.
Strasznie namieszałam,mimo wszystko moja mama jest moją mamą i nie jest najgorzej miedzy nami. Ona sobie nie zdaje sprawy ze rani swoje dzieci,nie tylko mnie. Jest bardzo religijna wręcz sie boimy o nią bo to już czasem zahacza o fanatyzm.
Moja siostra mi kiedyś powiedziała że jak ona będzie taka jak mama to weźcie wiatrówkę i mnie zastrzelcie.
Czarny humor hehe na koniec.

środa, 18 listopada 2015

Z życiorysu cd.

Chcę Wam przybliżyć teraz moją córeczkę. Jest sporo do opisania i nie wiem czy mi sie wszystko uda bo troche czasu już minęło. Może być chaotycznie ale spróbuję.
Urodziła się jako trzecie dziecko,chłopcy mieli : 3 lata i 3 miesiące a młodszy 17 miesięcy. Do końca nie znałam płci bo byłam przygotowana na 3 syna ,cóż u męża byli sami faceci sztuk-6.
Nie było łatwo z taką trójeczką ale mieszkaliśmy z moimi rodzicami to pomagali .Ile było zgrzytów to staram sie nie pamiętać ;)
Malutka miała jakieś dwa tygodnie jak pokazały sie na skórze na nóżkach urocze plamki koloru kawy z mlekiem,wtedy chyba dwie większe. Karmię piersią,dziecko grzeczne ,chłopaki istne czorty kochane. Jak niunia ma coś z 6 miesięcy jej waga staje w miejscu na i tak ze 3 miesiące minimalne whania tylko 6-6,80 kg . No malutka jest,międzyczasie przeprowadzamy sie do swojego domu. Niunia sama nie siedzi ,ma dziwne ruchy rączek,no ogólnie słaba. Umawiam sie z lekarką w szpitalu na badania. Po podstawowych badaniach i neurologu idziemy do domu. Neurolog zauważa plamki i nawet o nie pyta ale mnie pediatra uspokajała że to taka jej uroda,a plamek juz ma około 6.  Na drugi dzięń zawozimy jeszcze kupke do badań. I tu bomba w kale znaleziono jaja glisty ludzkiej. Szok,maleństwo takie i coś ją je,a skąd sie wzięło? Nie wiadomo,być może chłopcy coś brudne z podwórka przynieśli ona oblizała. Wszyscy w domu sie badamy,profilaktyczne trujemy.
Potem od razu załatwiam rehabilitacje ruchową bo trzeba jej pomóc. Nie pamietam już ile to trwa ale pomału wraca wszystko do normy .Zaczyna chodzić póżno coś koło 16 miesiąca. I tu już za namową nowej sąsiadki umawia mnie do kliniki w Krakowie ,a niech ją tam oglądną bo no taka malutka dalej.I właśnie tam druga lekarka która ją ogląda po rozebraniu dziecka mówi : aa to my tu mamy chyba chorobę genetyczną............ Ze co? Tak "znaleziono jej chorobę ".Dokładne oglądanie konsultacje neurolog,okulista i diagnoza po jakimś czasie postawiona : Choroba Recklinghausena. Nerwiakowłokniakowatość inaczej lub NF typu 1..
I tak w rodzinie szok że chora a choroby nie widać. Mądre babcie ciśnienie podnoszą co rusz z gadaniem a po co ty jezdzisz z ty dzieckiem szukasz choroby. -bez komentarza.
I tak kilka razy w roku jezdzimy. Z żywieniem też są problemy więc gastroenterolog. Potem już na stałe kardiolog,neurolog,endokrynolog,okulista. Tomograf głowy,przysadki mózgowej co około dwa lata.
Teraz troche wstecz bo zdarzył sie po drodze wypadek w domu. Aż ciężko to opisać ale niunia za 3 tygodnie jak zaczęła chodzić wsadziła swój słodki kuperek do szuflady w szafce pod telewizorem. Wiadomo wtedy telewizory z"dupą z tyłu", Chłopcy koło niej i ta szafka cała przeważyła i bach telewizor przez to biedne dziecko przeszedł po głowie,zatrzymał sie za nią ekranem do podłogi. Szafka w ślad za telewizorem przywaliła w pól ciałka biednego chyba wtedy 8 kilogramowego. Masakra płacz,ratunek po sąsiadke,Jak stałam tak to dziecko w koc po nocy z pełnym pampersem do szpitala z sąsiadem. Przed szpitalem dziecko zaczyna mi pluć krwią i zasypiać . Rtg i decyzja ze jedziemy do wojewódzkiego szpitala bo tam oddział chirurgi dla dzieci. Głowa jakimś cudem cała,już w tym drugim szpitalu usg brzucha ,też ok. Jest wstrząs mózgu ,musimy zostać na kilka dni. To co wtedy przeżyłam to było straszne,wyrzuty sumienia że nie upilnowałam a byłam pare metrów od dzieci. Dopiero wieczór dałam znać moim rodzicom co sie stało. O 22 trzeba opuścić szpital,płacz,szloch nie można i tyle. Całą droge do domu dosłownie wyłam,mąz po mnie przyjechał. Wchodzimy do domu teściowa z chłopcami skwitowała: aaa nic sie nie stało . Aaaaaa niech lepiej już idzie!  Trzy dni w szpitalu,na szczęście wszystko sie kończy szczęśliwie,ja już miałam czarne wizje że ona chodzić nie będzie bo taka spuchnięta (głowa)  .
Mijają lata,po drodze zmieniamy kardiologa ,ten nowy znajduje guzka na sercu,obserwujemy co rok echo,miedzyczasie holter czy tam nie zakłóca pracy serca ta zmiana. Jest dobrze dwa late temu jej nie widać. Lato 2010 upalne,dziecko biega prawie w samych majteczkach po podwórku aż tu we wrześniu po kąpieli wychodzi niunia z wanny i sie schyliła a ja z góry widzę ....Boże dziecko chodż tu szybko,stań przed mamą tyłem i pochyl się..................Nogi mi się ugięły kręgosłup w ES litere,skąd ? nie było tego wcześniej a przecież sie dzieckiem zajmuje codziennie. Szok,znowu szukam lekarza ,do kliniki kolejki po pól roku,idziemy prywatnie tu na miejscu i od razu rehabilitujemy . Mam moją przyjaciółke sąsiadeczkę i ona mnie prowadzi bo tak sie składa że ma chorą córeczke więc ja po jej śladach dosłownie w te same drzwi trafiam. I tak jak startujemy ze skrzywieniem 40 stopni to po roku jest we wrześniu 62 stopnie a w grudniu już w klinice ortopedi gdzie już wiemy że to jest typowa skolioza w jej chorobie jest już 92 stopnie.   Postępuje skrzywienie masakrycznie szybko,rehabilitacja nic nie daje,3 razy w tygodniu bo trafiłam do dobrego ośrodka gdzie jej sie na stałe udało to załatwić. Ortopeda w klinice ustala termin operacji za .....11 miesięcy,nieżle pytam panie doktorze ale to do tego czasu to ona sie już skrzywi tak że garb będzie. Tłumaczy mi że musi tak bo chodzi też o dojrzałośc kości, czy coś koło tego.No dobra ale miedzyczasem idziemy prywatnie zeby sie upewnić ,dobra mamy czekać. Mamy skierowania na rezonans każdego odcinka kręgosłupa gdyż w tej chorobie może mieć guzy nerwiakowłókniaki w kręgosłupie. Rezonans jakimś cudem udaje sie zrobić w jednym dniu co nie łatwe . Ogólnie trwało wszystko z małymi przerwami 4 godziny. Dziecko umęczone pokłute do kontrastu,Ja z mężem ledwie żywi wracamy do domu.Ja cały czas z nią byłam za ręke trzymałam. Odległość 210 km (teraz taka odległośc to dla mnie pikuś już sama sie odważyłam i sama jeżdżę),Wyniki rezonansu ważne bo jeśliby były guzki to do ekipy operującej musi dołączyć neurochirurg. Ufff ..nie ma nic złego. Operujemy w listopadzie 2012.
 Tyle na razie poematu,potem opisze dalsze dzieje :) deszcz za oknem ,ciemno ponuro dzisiaj.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Sobotnio-niedzielnie

Sobota ,najpierw radio włączam bo coś musi gadać no ale to co usłyszałam to straszne.....Ludzie giną.Szok ,łzy.

  Prace domowe,wieczorem wybieramy sie do znajomych.Kawałek ciasta i troszke sałatki pod pache i lecimy sie odtresować.
Niedziela deszczowa,paskudna,mokra. Kościół,obiad i co tu robić? Nikt nie wpadnie? Telefon w ruch....dobra siostra jadę do Was. Pakujemy znowu kawałek ciasta i sałatke hehe.Sama z córcią pojechałam posiedziałam,wracamy mokro,samochody jeden za drugim niby tylko 30 km ale paskudna widoczność. No ale dojechałyśmy. I już 20 minęła,po 21 "Rolnik szuka żony". Możecie sie śmiać ale lubię to haha,normalnie mi łza poleciała ;)
Międzyczasie Masterchef, no też mi łza poleciała. Ale miękka jestem . A to ciacho i lektura do towarzystwa:
ciacho słodkie,nie zjadłam tyle ;)

czwartek, 12 listopada 2015

Część z życiorysu rodziny(rodzinki pl)

Poranna kawa zaparzona.Obiad hm...jeszcze nie wiem co zrobić.Pierogi ruskie troche mi sie nie chce.Kopytka zjadłby mąż ale on nie wiadomo kiedy do domu wróci więc odpada.Zupa z dyni to tylko ja i córka zjemy chętnie.No nic coś sie wymyśli.
Coś w tym tygodniu mi tęskno za najstarszym,w niedziele rozmawialiśmy ostatnio. A tak to smsami sie komunikujemy ale on nie ma tam czasu w ciągu dnia .Wieczorem często już za póżno pisać.
Mój pierworodny trenuje hokej już 9 rok i dwa lata temu niespodziewanie dostał się do SMSPZHL -(szkoła mistrzostwa sportowego polskiego związku hokeja na lodzie). Trochę nas postawił pod murem bo nas nie było stać na taką szkołe ale że dziadek kibic wszelkich sportów to przez pierwszy rok oferowali pomoc.Mój brat i wogóle moja rodzina to kibice także wspierają czasem jakimś kieszonkowym itp. Nie wiem jak to sie stało że on tam jest bo nie jest super szybki no ale przez 4 dni tam ich testowali i z 3chłopaków z klubu którzy pojechali na testy to tylko mojego przyjeli. No szok był i dla niego ale mówimy że skoro jest taka szansa to trzeba wykorzystać.Pierwsze tygodnie były ciężkie zwłaszcza że chyba jeden nie miał laptopa w klasie.Jest bardzo rzadko w domu a jeszcze dodtakowo zrobili im lekcje w sobote a już na jeden dzień jechać to sie nie chce. Z jednej strony to ja się cieszę z tej szkoły,chłopak uczy sie samodzielności,tam jest dyscyplina i rygor. Głupoty mu do głowy nie wpadną bo zaraz by wyleciał ze szkoły.Pranie umie zrobić i to taka szkoła życia trochę.Na tych wakacjach miał swój debiut w kadrze Polski do 18 lat.
Dwa lata temu mój wujek ze stanów zaproponował że skoro jest sportowiec w rodzinie to on mu funduje wszystko i bierze go na mecz do Chicago. Udało sie i syn sam poleciał . Boże co ja sie strachu najadłam ,nie dośc że go zostawiłam na lotnisku bo już pozałatwiane wszystko i poszedł za bramki to sie okazało że samolot nie poleci bo mgła a do Warszawy miał najpierw i stamtąd do Chicago. Masakra,wyrzuty sumienia bo dziecko zostawiłam nieletnie,telefony sie urywały koleżanka z Krakowa mi go odebrała a ja przesuwałam bilet na inny dzień.No nic poleciał,wrócił cały i zdrowy.
Wize dostał na 10 lat ,jak chce może lecieć. W t
I teraz tak,  Młodszy mi daje bardziej w kość,Starszy sportowiec,młoda chora a ten zdrowy, no to chyba zwraca na siebie uwagę tym swoim zachowaniem. Rozmawiam z nim dużo,próbowałam go w jakiś też sport wciągnąć ,nie chce. Może na jakimś instrumencie byś  synu grał,gitara może ,kupimy ,chcesz ?     Nie    chce .Nic nie chce.
Ojciec go do prac różnych bierze (starszego jak jest to też )nawet mu płaci jakieś dodatkowe kieszonkowe no bo leniwiec a tak to dumny bo idzie do pracy.
Na chwile obecna tyle mi wpadło do głowy i to spisałam i od razu wrzucam Wam,papa

środa, 11 listopada 2015

Scenki

-Misiek czemu ci się tak strasznie nie chce uczyć ,przecież Ty zdolny jesteś chłopak i jakbyś chciał to mógłbyś mieć naprawde dobre oceny.
-A bo ta baba to jest: głupia,stara,ułomna.
-Co ty dziecko gadasz,ta pani jest przecież fajna i chce ci pomóc.
-Ee jest też głupia,stara,ułomna....baba
-Bzdury gadasz ,to wszyscy są głupi tylko co ?  Ty jesteś najmądrzejszy ? A ta nowa pani co przyjdzie na zastępstwo to też tak powiesz ?
-Aa to może ta będzie...de..lux..


....No masz matka.
                        ................................................................................

Wczoraj po powrocie ze szkoły:
-Mamo ja już sie nie moge doczekać tej wywiadówki.
-Że co ? Jakiej wywiadówki? Synu a to dlaczego?
-A bo ja mam takie oceny z historii że nie mam ani jednej ! jedynki!
-Ejj no poważnie ,no to sie cieszę synuuu!!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Na bieżąco.

Już poniedziałek popołudnie. do południa byłam szoferem mojej mamy. Jest to charakterek nie ma co..ciężki. Trzeba często ratować ludzi przed jej hmm.....no upierdliwością . Potrafi tak grymasić ,wybrzydzać że głowa mała. Z trójki mojego rodzeństwa to tylko ja praktycznie nadaje sie z nią jeżdzić .
Ot taki nam sie trafił egzemplarz .
Biore to na klate bo tak trzeba. Dzisiaj nie było najgorzej,obwiozłam ją po cmentarzach,banku,krawcowej a i sklep spożywczy ale tam nawet cytryna do dupy. Ja się przyzwyczaiłam i wiem że musi wszystko "wymacać" zanim trafi do koszyka. Chyba to już wiek robi swoje. Pewnie też taka będe ale oby nie.
Niedziela ulpłynęła w miare spokojnie,troche niezapowiedzianych wizyt okołoobiadowych ale zjeść dam" czym chata bogata".
Przed chwilą byłam u starszej sąsiadki z małą przysługą tzn podciełam jej włosy :)
Za chwile jadę na próbę tam odsunę złe myśli,problemy ,a takie miedzy innymi śpiewamy; https://www.youtube.com/watch?v=A4efLxfHD_U


Nasz chór to zespół instrumentalno wokalny,5 grających muzyków i nas około 13 -16osób. Dopiero drugi rok istniejemy i cały czas sie uczymy. Kilka występów za nami no i fajnie jest.Tylko nie zawsze sie wszystkim chce być na próbie niestety.
W szkole ostatni tydzień był w miare spokojny ,nie wzywano mnie :)
Jeszcze gorącą herbate zdąze wypić i spadam,papa

sobota, 7 listopada 2015

Grabki,taczki,fuga i chaos.

Pracowita sobota prawie za mna,prawie bo jeszcze musze wyprostować włosy. Czemu tak mam że zamiast juz po południu być wyrobioną to mi schodzi do późnej nocy. Jednak trochę roboty odwaliłam bo i na rabatach posprzątałam,pozbierałam co już umarzło,także hmm ..z taczkami paradowałam :)
Wyrzuciłam z parapetów tez pelargonie ale jeszcze nie wszystkie bo mi zwyczajnie jeszcze żal a jeszcze kwitną nie zmarznięte. Pozbierałam troche ziaren śmierduchów. W torebce po cukrze schną na kaloryferze :)
Miedzyczasie coś ugotowałam,coś odgrzałam wczorajszego.
Jesień to tak kolorowo ,pieknie ale hm..kurde fajnie jak sie mieszka w mieście albo ma się mała działkę bo ja się lekko załamałam. No nie idzie to wygrabić. Brzóz rosnie w kupie ze 25,klony 2 ale juz piękne liście miały w tym roku bo wcześniej byly małe. Jarzębina też jest,orzechy dwa jeden małżonek ściął. Jest tez kasztan jadalny w tym roku nawet pierwszy raz próbowaliśmy. To grabienie  to do grudnia potrwa chyba ze wszyscy ruszą tyłki bo na razie to ja z córką grabiłam a i tak jej sie zaraz zmęczyło . Generalnie to mam taki problem z córcią że nie chce się ruszać z domu. Nie ma koleżanek żeby się spotykały po szkole. Powinna w tym wieku mieć jakąś psiapsiółke. Martwi mnie to bardzo że jest trochę samotna. Jest tak dlatego że byla odsunięta od klasy w tamtym roku szkolnym,dokładnie rok temu miała nauczanie indywidualne w domu. W domu dlatego że miała operowany kręgosłup. Była to juz druga taka powazna operacja a w sumie byly trzy. Tego się trzymamy ze ta byla ostatnia. Ma w tych plecach bidula nawstawiane drutów i śrub ale jak trzeba to trzeba. Dobrze ze sie dało to naprawić bo do tej pory to by była tragedia.
Ucierpiało sie to dziecko moje ,pocięte ma te plecy z góry na dół,36 szwów miala ostatnio i to takie klamry metalowe wyglądały jak zszywki do papieru. Zanim ja wogóle znalazłam chirurga w naszym mieście żeby to powyciagał to dosyć telefonów musiałam wykonać.
Teraz mamy przerwe aż do lutego z lekarzami bo oprócz kręgosłupa to odwiedzamy jeszcze innych specjalistów. W marcu będzie echo serca i endokrynolog ,wtedy tez musze umówić wizyte do neurologa na październik 2016. Przed neurologiem robimy badanie dna oka ,czyli raz w roku okulista.
Zmęczyłam sie tym pisaniem a pisze na komórce. Małżonek oglada telewizje,ja zamiast ksiazki to stukam w ten telefon. Nie wymieniłam i tak wszystkiego co dzisiaj robilam bo mi temat zszedł na córunie i powstał chaos . Jutro niedziela,sałatkę jakąś zrobię,z ciast to mam tylko wafla i bułkę drożdżową,oczywiście usłyszałam od męża ze to nie ciasto . Ciasto ma być z masą i już. :)
Dzisiaj było tak cieplutko aaaa....skończyłam fugować płytki na elewacji. Jeszcze zostało naprawić ubytki w dekortynku i pomalować na nowo ale to już chyba na wiosnę .
Dobra spadam spać a włosy wyprostuje jednak rano .

czwartek, 5 listopada 2015

Uwaga,próba sił z komputerem

Teraz próba czy ja potrafie dodać zdjęcia?
jesień na podwórku
podwórkowe okazy
mała złodziejka 
grzybobranie sprzed 2 tygodni
                                   
                                   
pomidory wrześniowe z mojej działki




Nawet się coś udało,dobrze jest!

Dzień jak codzień,norma.

    -Synu a co to dzisiaj wcześniej do szkoły wychodzisz ? (moje zdziwienie )
 - A no bo tej baby nie było kiedyś i darła jape ,no i ide na kółko wcześniej.
 To przykład z rana,takich jest więcej ale aż sie obawiam ich przytaczać.
Chyba tego nie zrobię. Generalnie wszyscy i wszystko jest według nastolatków głupie,chore,psychiczne.
-Nie będe sie uczył bo po co.
- Po to żebyś sie czegoś nauczył
-A na co?-
-A na to że musisz mieć zawód,dobry zawód
-Ee  nie musze.
-Musisz dziecko bo manna Ci z nieba nie spadnie a pieniążki to lubisz mieć .A jak nie będziesz mieć zawodu to nie zarobisz i skąd weżmiesz? Kraść pójdziesz ?
-Nie wiem. (chwila zadumy,głupie miny itp)
- My ci już nie będziemy dawać ,skończysz 18 lat i co wtedy. Jak nie będziesz sie teraz starał żeby jakiś zawód zdobyć który ci da jakieś pieniądze to wybacz ale wiecznie cię nie będziemy. utrzymywać
-phhii...

                        ........................................................................

_Synuuu,ile jeszcze ten wiek u Ciebie potrwa ,no wiek dojrzewania?
- A mamo jeszcze  trzy lata.
(.....Jeszcze trzy lata ,no to matka żyj i ciesz sie ) Pani psycholog mówi że do 20 -tki

.
Gadał człek do obrazu a obraz ani razu.
Cierpliwości się uczę od ponad 20 lat odkąd poznałam mojego męża,a odkąd mam dzieci to już zasługuje na medal. Boże daj mi sił.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Nowy tydzień

Poniedziałek,jestem chwilowo sama to mogę coś napisać. Mąż pojechał z najstarszym odstawić go do internatu. Słońce ładne mogłabym skończyć fugowanie   ...tak tak sie stało że sama no czasem z pomocą męża ułożyłam płytki elewacyjne a co ;)  Troche to trwało ale satysfakcja jest i w portfelu zostało.
 Jednak kolano mi coś dokucza to nie dam rady dziś. Obiad jakby jest ,jakby bo nie wszyscy zjedzą po raz drugi gulasz ,taki podrobiony strogonow.
Potem jeszcze pojade na cmentarze i o 17 pojade na próbę,tak bo ja sobie śpiewam-drę sie czasem .Taka odskocznia .
Książki czytam ale tego Greya to już nie mogłam ,to jakaś masakra no ale co kto lubi.
Blogi czytam namiętnie i może za mało sie tam udzielam w komentarzach ale no pewnie tak mało wylewna jestem. Tematyka różna ale coś mi bliskie są te ludzkie problemy i troski ale i radości też.
I tak cieszę sie z tymi którym dzień minął dobrze ,którym dziecko się urodziło albo sie odnalazło po długim czekaniu na adopcje. Naprawde to przeżywam.
Jeszcze troche lat temu nawet chodziło mi po głowie aby zostać rodziną zastępczą. Życie jednak przyniosło co innego i tak zostało a teraz mnie chwilami przerastają problemy z moimi dziećmi ,więc tego ...zostaje tak ja jest.
 
 ps.halo ludziska , zagląda to kto ?

 

piątek, 30 października 2015

Piąteczek

      Nareszcie piątek, Głowa mnie ćmi,Produkcja pierogów na dziś zaplanowana. Będzie w czym wybierać. Najstarszy przyjeżdża dziś do domu ,uczy sie daleko od domu i od 1 września był tylko raz półtora dnia z nami a i to nie całkiem bo grali mecz albo był trening.
Mój tata jest chory,dzisiaj brat go zawiózł na kolejną chemie którą musi brać w warunkach szpitalnych. We wtorek powinien wyjść a w środe ma konsultacje w Gliwicach w sprawie przeszczepu szpiku. Czy da rade pojechać i jak to zniesie trudno przewidzieć. Wielka niewiadoma ale musimy sie liczyć ze wszystkim. :(
   W środe byłam wezwana do szkoły,wczoraj też byłam na rozmowie,dzisiaj już odebrałam jeden telefon. Czemu to moje kochane dziecko sie zawsze pcha tam gdzie nie powinien? Swierdziłam już dosyć dawno że nie umiem ich wychować . Jesteśmy normalni,patologi w domu nie ma ,miłości mają dużo a tak dają po zaworach. Psycholog,pedagog, ja to wszystko znam-teoria taa. Tyle z tych rozmów z nimi wynika że trzeba to wytrzymać że przejdzie. Aha to czekam cierpliwie,trzymam ręke na pulsie żeby sobie życia nie spaprali sami.
  Idę,jeszcze mam dużo roboty.Te pierogi zacznę ,pa

czwartek, 29 października 2015

Wsteczny bieg

            Najpierw czekasz z utęsknieniem na dwie kreski na teście. Szczęście ze jest,tygodnie mijają ,trach szczęście sie skończyło jest płacz i łzy - poronienie.
Nastepne miesiące dają znowu nadzieję jest ciąża,5 tydzień trach ciąża zagrożona. troche leżenia,tabletek chyba przez pierwszy trymest . Finał jest piekny . Poród naturalnym ciężki ale nagroda jest - synuś dorodny .
Następny rodzi się jak starszy ma 22 miesiące. Dają czadu,starszy zazdrosny szczypie maluskiego jak tylko przywiezlismy ze szpitala. Mieszkamy z moimi rodzicami wiec jakoś to ogarniamy.Międzyczasem zamykam własną jednoosobową działalność . Dom  w budowie,jest nadzieja,jest ciężko ale jest uśmiech dziecka to najważniejsze. Jak mlodszy ma coś kolo 7 miesięcy trach dwie kreski. Nie powiem były łzy ale juz rozpaczy troche bo jak to tak szybko. No ale nic będzie dziecko a może dziewczynka ?
    Tak ,jest córka! Radość na porodówce bo juz nie chciałam wiedzieć wcześniej nic więc to była niespodzianka. I tak jestem matką pełną gębą,mam troje malutkich dzieci. Później się okazuje ze córcia chora ,choroba genetyczna rzadka ale nie jest najgorzej bo jest chodząca a to patrzac na chore dzieci jest większa tragedia niż to co nas spotkało.
Stan na dzisiaj 17 -latek,15 -latek i 14 -latka i ojciec i mąż jako kolejne " dziecko" .
Aa no i pies :)

środa, 28 października 2015

O rany .

        Nie mam pojęcia jak to sie obsługuje haha.
Trudno ,będe pisać co mi ślina na język przyniesie i kiedy będe zła jak osa i szczęśliwa też. Teraz chyba musze iść do kuchni coś przygotować a dla relaksu przejde jeszcze  zobacze czy rosną maślaki. ( kawałek za podwórkiem ) Wczoraj byłam na grzybach,uwielbam to chodzenie po lesie.

Dzień dobry

     Jestem ,jestem matką. Mamą byłam jak dzieci były tycie tycie. Teraz jestem MATKĄ ! Mam nadzieje że jeszcze nie "starą" w ich ustach.
Nie wiem czy sie to pisanie rozwinie ,czy nie umrze śmiercią naturalną ale chyba spróbuję.
Nastolatki w domu ,sztuk trzy,hardcor niezły,oby przeżyc to wszystko.