piątek, 27 listopada 2015

Z nudy powstałem

Zima przyszła,biało za oknami. Wczoraj byłam z mężem na imprezie połączonej z wykładami. Mogliśmy zostać w hotelu takim ze nigdy chyba mnie nie będzie stać a to była darmocha. Niestety trzeba było w nocy wracać do dzieci i obowiązków.
A teraz się nudzę bo juz siedze czwartą godzinę w szpitalu czekam ma tatę. Pielęgniarki sie coś zakręciły i dopiero jak się upomniał to się okazało że ma jeszcze kroplówki, 4 butle a ja już byłam w drodze,no i sobie siedzę . To już 3chemia w kolejnym cyklu i za każdym razem sie boimy o jego życie. :(
Żebym to przewidziała to bym sobie książkę wzięła a tu miało być szybko. Noc zarwana ,dobrze że mnie głowa nie boli ;)
Nawet jak na złość mi sie pieniążki w telefonie kończą. Na letnich oponach przyjechałam i niech chociaż nie sypie bo tak trochę mi to wygląda. Dzisiaj powinnam się wyspać a jutro znowu balety Andrzejki, Na sylwestra nie pójdziemy bo to za duży koszt to teraz czemu nie .
Nie służy mi takie siedzenie w szpitalu wszystko mi się przypomina i musze zasiąść i opisać Wam dalszą historię córki. Jakoś tak lubię o tym chorowaniu gadać co się nie tak znowu czesto zdarza.
No to dzień mi zleciał,hmm a tyle w domu do zrobienia. Trudno.
A Wy wybieracie się gdzieś albo bardziej w domowym gronie? Miłego weekendu !

wtorek, 24 listopada 2015

Nic takiego

Dni lecą jeden za drugim,weekend minął błyskawicznie.Sobota imieniny u koleżanki.Niedziela w domu. My już mamy ten komfort że nie tachamy dzieci ze sobą na imprezy.Zostają już w domu . Poniedziałek zawiozłam ojca do szpitala ,bierze kolejną chemie.Trudne to ale co zrobić. Wróciłam już po 14,szybki obiad i musiałam odpocząć ,po wizycie w szpitalu,tam jak sie człowiek napatrzy to sie ma dość. Odpoczełam przy kawie i pojechałam o 17 na próbę.Tam sie odstresowałam ,dobrze nam szło,dużo piosenek poćwiczonych. Fajnie. Wieczorem herbata z pigwą i imbirem. Na ogrodzie rośnie pigwowiec i zrobiłam 2 tygodnie temu w syropie ,do herbaty pychota.


---------------------------------------------------

Misiek i jego ćwiczenia do historii
Ręce opadają tytuł był inny ,zamazał

Mój pies a dokładnie psica coś ostatnio świruje,nie chce jeść ,grymasi,najchętniej by jadła to co ja i trąca mnie pyskiem od dołu w łokcie aż mi ręka ze stołu spada,oto i ona
Jakoś tak piszczy ,jojczy szuka ,w końcu mąż sie jej pyta co ci się dzieje: rodzić będziesz ,czy co ? 
Rodzić nie będzie bo zabezpieczona a już miała dzieci i wystarczy. Więcej nas to kosztowało ,za pierwszym razem miała jednego pieska i nie umiała ,nie umiał ssać ,masakra,mąż przystawiał psa do sutka hehe. U weterynarza byłam bo to chciało żyć a takie maleńkie jak ja to określiłam jak torebka kokosu hehe (10 dkg). Potem już było lepiej matka pełną gębą wykarmiła dała radę. Ale już wystarczy ,już za stara jest.
Starszy chyba zawita do domu dopiero na święta,smsy ostatnio krótkie dwa słowa i tyle. Chwilami tęskno ale jak jest i jak sie z młodszym nieraz leją ,niby to na żarty ale te żarty za moment już nie są żartami to ja mówię Ty już jedż lepiej :) 
A jeszcze na koniec reklama syropu w wykonaniu młodszego: "Dzień bez kaszlu,noc przespana - narkotyki-dała mama. "
No to kurtyna.

piątek, 20 listopada 2015

Pachnąco

Zwlekałam długo z porządkami ale chyba dobrze bo mam hura zielony koperek !
czujecie jak pachnie :) 
buraczki i ostatnie selery ale mysiorom już smakowały

czwartek, 19 listopada 2015

Bohater ? Nas bohaterów prądem (życiem) ?

O 19 wróciłam z wywiadówki. Usłyszałam od pedagoga szkolnego ze jestem bohaterką . ....Bo z lekarzami sie umiem dogadać,że to wszystko ogarniam,leczenie,kontrole,lekarzy.
Guzik prawda . Jestem matką. Każda mama jak sie dowiaduje ze ma chore dziecko to dostaje sił,czasem to sąnaprawde siły nadprzyrodzone. Ja jestem silną kobietą to prawda. Ja się nie załamuję,ja staram sie widzieć przyszłość . Doszłam do takiego wniosku że ten kto nie widzi tej przyszłości to jest już na straconej pozycji.W mojej rodzinie ,z mojego rodzeństwa,rodziców to właśnie ja jestem optymistką. Nawet nie wszystkim to sie podoba. No bo jak to tak,uśmiechnięta chodzi ? I tu przedstawię sytuacje kiedy moja córka była jeszcze przed operacją. Po rehabilitacji podjechalyśmy z córką do moich rodziców. I mama moja wieczne nieszczęście,pesymistka,histeryczka wręcz chwilami. Przywitała wnuczkę nie powiem ucałowała ją i stanęła złożyła ręce jak do modlitwy i spuściła głowę no prawie się rozpłakała. Wtedy mnie opętało jak to zobaczyłam. Normalnie na nią huknęłam :
-A Tobie co sie dzieje?
-Aaa no bo ona taka krzywa.
( ?? Nie wierze w to co słyszę)
-A no to co z tego ? To co patrzyć na nią nie możesz? A to co ,nie chodzi sama ? Nie jest samodzielna? Jest na wózku? A jakby była już na wózku?To może nie będziemy przyjeżdżały,bo patrzyć nie mozesz?
- Nie dziecko,ja sie tylko tak martwię.
-Mamo!! Ty nic w życiu nie widziałaś,nic nie rozumiesz,Ciebie to bym wzięła na oddział dziecięcy Ty byś zobaczyła jak dzieci chorują!
-Ty sie nie martw bo wpływu na to nie masz,ty zaakceptuj!
To już bylo dawno,ale ja to pamiętam, w sercu mi to siedzi. Dlatego w mojej mamie nie mam przyjaciółki. Często sie zetniemy. Wiem też że jest ona bardzo słabą kobietą,niestety matką też. No tak ma i już. Chyba nie usłyszałam od niej jakiejś pochwały np. Nie, ba nawet to ze śpiewać chciałam i robie to to ona by sie cieszyła jakby mnie chyba pomidorami albo jajami obrzucili.
Ale nie o mamie miało być a tu mi sie tyle żółci ulało.
Wydaje mi sie że jestem dobrą matką,dobrą w sensie takim ze kocham moje dzieci i one to czują. Ale nie jestem konsekwentna i to jest moja bolączką i moja mała tragedia w wychowaniu. Nie potrafię zmusić,nakłonić nastolatka do nauki. Już nie mam siły i już wysiadam. Zdaję sobie sprawę ze to jest moja i męża wina. Pozostaje mi go ukierunkować żeby dobry zawod wybrał,a kiedyś zmądrzeje to może nie będzie za późno na naukę.
Strasznie namieszałam,mimo wszystko moja mama jest moją mamą i nie jest najgorzej miedzy nami. Ona sobie nie zdaje sprawy ze rani swoje dzieci,nie tylko mnie. Jest bardzo religijna wręcz sie boimy o nią bo to już czasem zahacza o fanatyzm.
Moja siostra mi kiedyś powiedziała że jak ona będzie taka jak mama to weźcie wiatrówkę i mnie zastrzelcie.
Czarny humor hehe na koniec.

środa, 18 listopada 2015

Z życiorysu cd.

Chcę Wam przybliżyć teraz moją córeczkę. Jest sporo do opisania i nie wiem czy mi sie wszystko uda bo troche czasu już minęło. Może być chaotycznie ale spróbuję.
Urodziła się jako trzecie dziecko,chłopcy mieli : 3 lata i 3 miesiące a młodszy 17 miesięcy. Do końca nie znałam płci bo byłam przygotowana na 3 syna ,cóż u męża byli sami faceci sztuk-6.
Nie było łatwo z taką trójeczką ale mieszkaliśmy z moimi rodzicami to pomagali .Ile było zgrzytów to staram sie nie pamiętać ;)
Malutka miała jakieś dwa tygodnie jak pokazały sie na skórze na nóżkach urocze plamki koloru kawy z mlekiem,wtedy chyba dwie większe. Karmię piersią,dziecko grzeczne ,chłopaki istne czorty kochane. Jak niunia ma coś z 6 miesięcy jej waga staje w miejscu na i tak ze 3 miesiące minimalne whania tylko 6-6,80 kg . No malutka jest,międzyczasie przeprowadzamy sie do swojego domu. Niunia sama nie siedzi ,ma dziwne ruchy rączek,no ogólnie słaba. Umawiam sie z lekarką w szpitalu na badania. Po podstawowych badaniach i neurologu idziemy do domu. Neurolog zauważa plamki i nawet o nie pyta ale mnie pediatra uspokajała że to taka jej uroda,a plamek juz ma około 6.  Na drugi dzięń zawozimy jeszcze kupke do badań. I tu bomba w kale znaleziono jaja glisty ludzkiej. Szok,maleństwo takie i coś ją je,a skąd sie wzięło? Nie wiadomo,być może chłopcy coś brudne z podwórka przynieśli ona oblizała. Wszyscy w domu sie badamy,profilaktyczne trujemy.
Potem od razu załatwiam rehabilitacje ruchową bo trzeba jej pomóc. Nie pamietam już ile to trwa ale pomału wraca wszystko do normy .Zaczyna chodzić póżno coś koło 16 miesiąca. I tu już za namową nowej sąsiadki umawia mnie do kliniki w Krakowie ,a niech ją tam oglądną bo no taka malutka dalej.I właśnie tam druga lekarka która ją ogląda po rozebraniu dziecka mówi : aa to my tu mamy chyba chorobę genetyczną............ Ze co? Tak "znaleziono jej chorobę ".Dokładne oglądanie konsultacje neurolog,okulista i diagnoza po jakimś czasie postawiona : Choroba Recklinghausena. Nerwiakowłokniakowatość inaczej lub NF typu 1..
I tak w rodzinie szok że chora a choroby nie widać. Mądre babcie ciśnienie podnoszą co rusz z gadaniem a po co ty jezdzisz z ty dzieckiem szukasz choroby. -bez komentarza.
I tak kilka razy w roku jezdzimy. Z żywieniem też są problemy więc gastroenterolog. Potem już na stałe kardiolog,neurolog,endokrynolog,okulista. Tomograf głowy,przysadki mózgowej co około dwa lata.
Teraz troche wstecz bo zdarzył sie po drodze wypadek w domu. Aż ciężko to opisać ale niunia za 3 tygodnie jak zaczęła chodzić wsadziła swój słodki kuperek do szuflady w szafce pod telewizorem. Wiadomo wtedy telewizory z"dupą z tyłu", Chłopcy koło niej i ta szafka cała przeważyła i bach telewizor przez to biedne dziecko przeszedł po głowie,zatrzymał sie za nią ekranem do podłogi. Szafka w ślad za telewizorem przywaliła w pól ciałka biednego chyba wtedy 8 kilogramowego. Masakra płacz,ratunek po sąsiadke,Jak stałam tak to dziecko w koc po nocy z pełnym pampersem do szpitala z sąsiadem. Przed szpitalem dziecko zaczyna mi pluć krwią i zasypiać . Rtg i decyzja ze jedziemy do wojewódzkiego szpitala bo tam oddział chirurgi dla dzieci. Głowa jakimś cudem cała,już w tym drugim szpitalu usg brzucha ,też ok. Jest wstrząs mózgu ,musimy zostać na kilka dni. To co wtedy przeżyłam to było straszne,wyrzuty sumienia że nie upilnowałam a byłam pare metrów od dzieci. Dopiero wieczór dałam znać moim rodzicom co sie stało. O 22 trzeba opuścić szpital,płacz,szloch nie można i tyle. Całą droge do domu dosłownie wyłam,mąz po mnie przyjechał. Wchodzimy do domu teściowa z chłopcami skwitowała: aaa nic sie nie stało . Aaaaaa niech lepiej już idzie!  Trzy dni w szpitalu,na szczęście wszystko sie kończy szczęśliwie,ja już miałam czarne wizje że ona chodzić nie będzie bo taka spuchnięta (głowa)  .
Mijają lata,po drodze zmieniamy kardiologa ,ten nowy znajduje guzka na sercu,obserwujemy co rok echo,miedzyczasie holter czy tam nie zakłóca pracy serca ta zmiana. Jest dobrze dwa late temu jej nie widać. Lato 2010 upalne,dziecko biega prawie w samych majteczkach po podwórku aż tu we wrześniu po kąpieli wychodzi niunia z wanny i sie schyliła a ja z góry widzę ....Boże dziecko chodż tu szybko,stań przed mamą tyłem i pochyl się..................Nogi mi się ugięły kręgosłup w ES litere,skąd ? nie było tego wcześniej a przecież sie dzieckiem zajmuje codziennie. Szok,znowu szukam lekarza ,do kliniki kolejki po pól roku,idziemy prywatnie tu na miejscu i od razu rehabilitujemy . Mam moją przyjaciółke sąsiadeczkę i ona mnie prowadzi bo tak sie składa że ma chorą córeczke więc ja po jej śladach dosłownie w te same drzwi trafiam. I tak jak startujemy ze skrzywieniem 40 stopni to po roku jest we wrześniu 62 stopnie a w grudniu już w klinice ortopedi gdzie już wiemy że to jest typowa skolioza w jej chorobie jest już 92 stopnie.   Postępuje skrzywienie masakrycznie szybko,rehabilitacja nic nie daje,3 razy w tygodniu bo trafiłam do dobrego ośrodka gdzie jej sie na stałe udało to załatwić. Ortopeda w klinice ustala termin operacji za .....11 miesięcy,nieżle pytam panie doktorze ale to do tego czasu to ona sie już skrzywi tak że garb będzie. Tłumaczy mi że musi tak bo chodzi też o dojrzałośc kości, czy coś koło tego.No dobra ale miedzyczasem idziemy prywatnie zeby sie upewnić ,dobra mamy czekać. Mamy skierowania na rezonans każdego odcinka kręgosłupa gdyż w tej chorobie może mieć guzy nerwiakowłókniaki w kręgosłupie. Rezonans jakimś cudem udaje sie zrobić w jednym dniu co nie łatwe . Ogólnie trwało wszystko z małymi przerwami 4 godziny. Dziecko umęczone pokłute do kontrastu,Ja z mężem ledwie żywi wracamy do domu.Ja cały czas z nią byłam za ręke trzymałam. Odległość 210 km (teraz taka odległośc to dla mnie pikuś już sama sie odważyłam i sama jeżdżę),Wyniki rezonansu ważne bo jeśliby były guzki to do ekipy operującej musi dołączyć neurochirurg. Ufff ..nie ma nic złego. Operujemy w listopadzie 2012.
 Tyle na razie poematu,potem opisze dalsze dzieje :) deszcz za oknem ,ciemno ponuro dzisiaj.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Sobotnio-niedzielnie

Sobota ,najpierw radio włączam bo coś musi gadać no ale to co usłyszałam to straszne.....Ludzie giną.Szok ,łzy.

  Prace domowe,wieczorem wybieramy sie do znajomych.Kawałek ciasta i troszke sałatki pod pache i lecimy sie odtresować.
Niedziela deszczowa,paskudna,mokra. Kościół,obiad i co tu robić? Nikt nie wpadnie? Telefon w ruch....dobra siostra jadę do Was. Pakujemy znowu kawałek ciasta i sałatke hehe.Sama z córcią pojechałam posiedziałam,wracamy mokro,samochody jeden za drugim niby tylko 30 km ale paskudna widoczność. No ale dojechałyśmy. I już 20 minęła,po 21 "Rolnik szuka żony". Możecie sie śmiać ale lubię to haha,normalnie mi łza poleciała ;)
Międzyczasie Masterchef, no też mi łza poleciała. Ale miękka jestem . A to ciacho i lektura do towarzystwa:
ciacho słodkie,nie zjadłam tyle ;)

czwartek, 12 listopada 2015

Część z życiorysu rodziny(rodzinki pl)

Poranna kawa zaparzona.Obiad hm...jeszcze nie wiem co zrobić.Pierogi ruskie troche mi sie nie chce.Kopytka zjadłby mąż ale on nie wiadomo kiedy do domu wróci więc odpada.Zupa z dyni to tylko ja i córka zjemy chętnie.No nic coś sie wymyśli.
Coś w tym tygodniu mi tęskno za najstarszym,w niedziele rozmawialiśmy ostatnio. A tak to smsami sie komunikujemy ale on nie ma tam czasu w ciągu dnia .Wieczorem często już za póżno pisać.
Mój pierworodny trenuje hokej już 9 rok i dwa lata temu niespodziewanie dostał się do SMSPZHL -(szkoła mistrzostwa sportowego polskiego związku hokeja na lodzie). Trochę nas postawił pod murem bo nas nie było stać na taką szkołe ale że dziadek kibic wszelkich sportów to przez pierwszy rok oferowali pomoc.Mój brat i wogóle moja rodzina to kibice także wspierają czasem jakimś kieszonkowym itp. Nie wiem jak to sie stało że on tam jest bo nie jest super szybki no ale przez 4 dni tam ich testowali i z 3chłopaków z klubu którzy pojechali na testy to tylko mojego przyjeli. No szok był i dla niego ale mówimy że skoro jest taka szansa to trzeba wykorzystać.Pierwsze tygodnie były ciężkie zwłaszcza że chyba jeden nie miał laptopa w klasie.Jest bardzo rzadko w domu a jeszcze dodtakowo zrobili im lekcje w sobote a już na jeden dzień jechać to sie nie chce. Z jednej strony to ja się cieszę z tej szkoły,chłopak uczy sie samodzielności,tam jest dyscyplina i rygor. Głupoty mu do głowy nie wpadną bo zaraz by wyleciał ze szkoły.Pranie umie zrobić i to taka szkoła życia trochę.Na tych wakacjach miał swój debiut w kadrze Polski do 18 lat.
Dwa lata temu mój wujek ze stanów zaproponował że skoro jest sportowiec w rodzinie to on mu funduje wszystko i bierze go na mecz do Chicago. Udało sie i syn sam poleciał . Boże co ja sie strachu najadłam ,nie dośc że go zostawiłam na lotnisku bo już pozałatwiane wszystko i poszedł za bramki to sie okazało że samolot nie poleci bo mgła a do Warszawy miał najpierw i stamtąd do Chicago. Masakra,wyrzuty sumienia bo dziecko zostawiłam nieletnie,telefony sie urywały koleżanka z Krakowa mi go odebrała a ja przesuwałam bilet na inny dzień.No nic poleciał,wrócił cały i zdrowy.
Wize dostał na 10 lat ,jak chce może lecieć. W t
I teraz tak,  Młodszy mi daje bardziej w kość,Starszy sportowiec,młoda chora a ten zdrowy, no to chyba zwraca na siebie uwagę tym swoim zachowaniem. Rozmawiam z nim dużo,próbowałam go w jakiś też sport wciągnąć ,nie chce. Może na jakimś instrumencie byś  synu grał,gitara może ,kupimy ,chcesz ?     Nie    chce .Nic nie chce.
Ojciec go do prac różnych bierze (starszego jak jest to też )nawet mu płaci jakieś dodatkowe kieszonkowe no bo leniwiec a tak to dumny bo idzie do pracy.
Na chwile obecna tyle mi wpadło do głowy i to spisałam i od razu wrzucam Wam,papa

środa, 11 listopada 2015

Scenki

-Misiek czemu ci się tak strasznie nie chce uczyć ,przecież Ty zdolny jesteś chłopak i jakbyś chciał to mógłbyś mieć naprawde dobre oceny.
-A bo ta baba to jest: głupia,stara,ułomna.
-Co ty dziecko gadasz,ta pani jest przecież fajna i chce ci pomóc.
-Ee jest też głupia,stara,ułomna....baba
-Bzdury gadasz ,to wszyscy są głupi tylko co ?  Ty jesteś najmądrzejszy ? A ta nowa pani co przyjdzie na zastępstwo to też tak powiesz ?
-Aa to może ta będzie...de..lux..


....No masz matka.
                        ................................................................................

Wczoraj po powrocie ze szkoły:
-Mamo ja już sie nie moge doczekać tej wywiadówki.
-Że co ? Jakiej wywiadówki? Synu a to dlaczego?
-A bo ja mam takie oceny z historii że nie mam ani jednej ! jedynki!
-Ejj no poważnie ,no to sie cieszę synuuu!!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Na bieżąco.

Już poniedziałek popołudnie. do południa byłam szoferem mojej mamy. Jest to charakterek nie ma co..ciężki. Trzeba często ratować ludzi przed jej hmm.....no upierdliwością . Potrafi tak grymasić ,wybrzydzać że głowa mała. Z trójki mojego rodzeństwa to tylko ja praktycznie nadaje sie z nią jeżdzić .
Ot taki nam sie trafił egzemplarz .
Biore to na klate bo tak trzeba. Dzisiaj nie było najgorzej,obwiozłam ją po cmentarzach,banku,krawcowej a i sklep spożywczy ale tam nawet cytryna do dupy. Ja się przyzwyczaiłam i wiem że musi wszystko "wymacać" zanim trafi do koszyka. Chyba to już wiek robi swoje. Pewnie też taka będe ale oby nie.
Niedziela ulpłynęła w miare spokojnie,troche niezapowiedzianych wizyt okołoobiadowych ale zjeść dam" czym chata bogata".
Przed chwilą byłam u starszej sąsiadki z małą przysługą tzn podciełam jej włosy :)
Za chwile jadę na próbę tam odsunę złe myśli,problemy ,a takie miedzy innymi śpiewamy; https://www.youtube.com/watch?v=A4efLxfHD_U


Nasz chór to zespół instrumentalno wokalny,5 grających muzyków i nas około 13 -16osób. Dopiero drugi rok istniejemy i cały czas sie uczymy. Kilka występów za nami no i fajnie jest.Tylko nie zawsze sie wszystkim chce być na próbie niestety.
W szkole ostatni tydzień był w miare spokojny ,nie wzywano mnie :)
Jeszcze gorącą herbate zdąze wypić i spadam,papa

sobota, 7 listopada 2015

Grabki,taczki,fuga i chaos.

Pracowita sobota prawie za mna,prawie bo jeszcze musze wyprostować włosy. Czemu tak mam że zamiast juz po południu być wyrobioną to mi schodzi do późnej nocy. Jednak trochę roboty odwaliłam bo i na rabatach posprzątałam,pozbierałam co już umarzło,także hmm ..z taczkami paradowałam :)
Wyrzuciłam z parapetów tez pelargonie ale jeszcze nie wszystkie bo mi zwyczajnie jeszcze żal a jeszcze kwitną nie zmarznięte. Pozbierałam troche ziaren śmierduchów. W torebce po cukrze schną na kaloryferze :)
Miedzyczasie coś ugotowałam,coś odgrzałam wczorajszego.
Jesień to tak kolorowo ,pieknie ale hm..kurde fajnie jak sie mieszka w mieście albo ma się mała działkę bo ja się lekko załamałam. No nie idzie to wygrabić. Brzóz rosnie w kupie ze 25,klony 2 ale juz piękne liście miały w tym roku bo wcześniej byly małe. Jarzębina też jest,orzechy dwa jeden małżonek ściął. Jest tez kasztan jadalny w tym roku nawet pierwszy raz próbowaliśmy. To grabienie  to do grudnia potrwa chyba ze wszyscy ruszą tyłki bo na razie to ja z córką grabiłam a i tak jej sie zaraz zmęczyło . Generalnie to mam taki problem z córcią że nie chce się ruszać z domu. Nie ma koleżanek żeby się spotykały po szkole. Powinna w tym wieku mieć jakąś psiapsiółke. Martwi mnie to bardzo że jest trochę samotna. Jest tak dlatego że byla odsunięta od klasy w tamtym roku szkolnym,dokładnie rok temu miała nauczanie indywidualne w domu. W domu dlatego że miała operowany kręgosłup. Była to juz druga taka powazna operacja a w sumie byly trzy. Tego się trzymamy ze ta byla ostatnia. Ma w tych plecach bidula nawstawiane drutów i śrub ale jak trzeba to trzeba. Dobrze ze sie dało to naprawić bo do tej pory to by była tragedia.
Ucierpiało sie to dziecko moje ,pocięte ma te plecy z góry na dół,36 szwów miala ostatnio i to takie klamry metalowe wyglądały jak zszywki do papieru. Zanim ja wogóle znalazłam chirurga w naszym mieście żeby to powyciagał to dosyć telefonów musiałam wykonać.
Teraz mamy przerwe aż do lutego z lekarzami bo oprócz kręgosłupa to odwiedzamy jeszcze innych specjalistów. W marcu będzie echo serca i endokrynolog ,wtedy tez musze umówić wizyte do neurologa na październik 2016. Przed neurologiem robimy badanie dna oka ,czyli raz w roku okulista.
Zmęczyłam sie tym pisaniem a pisze na komórce. Małżonek oglada telewizje,ja zamiast ksiazki to stukam w ten telefon. Nie wymieniłam i tak wszystkiego co dzisiaj robilam bo mi temat zszedł na córunie i powstał chaos . Jutro niedziela,sałatkę jakąś zrobię,z ciast to mam tylko wafla i bułkę drożdżową,oczywiście usłyszałam od męża ze to nie ciasto . Ciasto ma być z masą i już. :)
Dzisiaj było tak cieplutko aaaa....skończyłam fugować płytki na elewacji. Jeszcze zostało naprawić ubytki w dekortynku i pomalować na nowo ale to już chyba na wiosnę .
Dobra spadam spać a włosy wyprostuje jednak rano .

czwartek, 5 listopada 2015

Uwaga,próba sił z komputerem

Teraz próba czy ja potrafie dodać zdjęcia?
jesień na podwórku
podwórkowe okazy
mała złodziejka 
grzybobranie sprzed 2 tygodni
                                   
                                   
pomidory wrześniowe z mojej działki




Nawet się coś udało,dobrze jest!

Dzień jak codzień,norma.

    -Synu a co to dzisiaj wcześniej do szkoły wychodzisz ? (moje zdziwienie )
 - A no bo tej baby nie było kiedyś i darła jape ,no i ide na kółko wcześniej.
 To przykład z rana,takich jest więcej ale aż sie obawiam ich przytaczać.
Chyba tego nie zrobię. Generalnie wszyscy i wszystko jest według nastolatków głupie,chore,psychiczne.
-Nie będe sie uczył bo po co.
- Po to żebyś sie czegoś nauczył
-A na co?-
-A na to że musisz mieć zawód,dobry zawód
-Ee  nie musze.
-Musisz dziecko bo manna Ci z nieba nie spadnie a pieniążki to lubisz mieć .A jak nie będziesz mieć zawodu to nie zarobisz i skąd weżmiesz? Kraść pójdziesz ?
-Nie wiem. (chwila zadumy,głupie miny itp)
- My ci już nie będziemy dawać ,skończysz 18 lat i co wtedy. Jak nie będziesz sie teraz starał żeby jakiś zawód zdobyć który ci da jakieś pieniądze to wybacz ale wiecznie cię nie będziemy. utrzymywać
-phhii...

                        ........................................................................

_Synuuu,ile jeszcze ten wiek u Ciebie potrwa ,no wiek dojrzewania?
- A mamo jeszcze  trzy lata.
(.....Jeszcze trzy lata ,no to matka żyj i ciesz sie ) Pani psycholog mówi że do 20 -tki

.
Gadał człek do obrazu a obraz ani razu.
Cierpliwości się uczę od ponad 20 lat odkąd poznałam mojego męża,a odkąd mam dzieci to już zasługuje na medal. Boże daj mi sił.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Nowy tydzień

Poniedziałek,jestem chwilowo sama to mogę coś napisać. Mąż pojechał z najstarszym odstawić go do internatu. Słońce ładne mogłabym skończyć fugowanie   ...tak tak sie stało że sama no czasem z pomocą męża ułożyłam płytki elewacyjne a co ;)  Troche to trwało ale satysfakcja jest i w portfelu zostało.
 Jednak kolano mi coś dokucza to nie dam rady dziś. Obiad jakby jest ,jakby bo nie wszyscy zjedzą po raz drugi gulasz ,taki podrobiony strogonow.
Potem jeszcze pojade na cmentarze i o 17 pojade na próbę,tak bo ja sobie śpiewam-drę sie czasem .Taka odskocznia .
Książki czytam ale tego Greya to już nie mogłam ,to jakaś masakra no ale co kto lubi.
Blogi czytam namiętnie i może za mało sie tam udzielam w komentarzach ale no pewnie tak mało wylewna jestem. Tematyka różna ale coś mi bliskie są te ludzkie problemy i troski ale i radości też.
I tak cieszę sie z tymi którym dzień minął dobrze ,którym dziecko się urodziło albo sie odnalazło po długim czekaniu na adopcje. Naprawde to przeżywam.
Jeszcze troche lat temu nawet chodziło mi po głowie aby zostać rodziną zastępczą. Życie jednak przyniosło co innego i tak zostało a teraz mnie chwilami przerastają problemy z moimi dziećmi ,więc tego ...zostaje tak ja jest.
 
 ps.halo ludziska , zagląda to kto ?