czwartek, 19 listopada 2015

Bohater ? Nas bohaterów prądem (życiem) ?

O 19 wróciłam z wywiadówki. Usłyszałam od pedagoga szkolnego ze jestem bohaterką . ....Bo z lekarzami sie umiem dogadać,że to wszystko ogarniam,leczenie,kontrole,lekarzy.
Guzik prawda . Jestem matką. Każda mama jak sie dowiaduje ze ma chore dziecko to dostaje sił,czasem to sąnaprawde siły nadprzyrodzone. Ja jestem silną kobietą to prawda. Ja się nie załamuję,ja staram sie widzieć przyszłość . Doszłam do takiego wniosku że ten kto nie widzi tej przyszłości to jest już na straconej pozycji.W mojej rodzinie ,z mojego rodzeństwa,rodziców to właśnie ja jestem optymistką. Nawet nie wszystkim to sie podoba. No bo jak to tak,uśmiechnięta chodzi ? I tu przedstawię sytuacje kiedy moja córka była jeszcze przed operacją. Po rehabilitacji podjechalyśmy z córką do moich rodziców. I mama moja wieczne nieszczęście,pesymistka,histeryczka wręcz chwilami. Przywitała wnuczkę nie powiem ucałowała ją i stanęła złożyła ręce jak do modlitwy i spuściła głowę no prawie się rozpłakała. Wtedy mnie opętało jak to zobaczyłam. Normalnie na nią huknęłam :
-A Tobie co sie dzieje?
-Aaa no bo ona taka krzywa.
( ?? Nie wierze w to co słyszę)
-A no to co z tego ? To co patrzyć na nią nie możesz? A to co ,nie chodzi sama ? Nie jest samodzielna? Jest na wózku? A jakby była już na wózku?To może nie będziemy przyjeżdżały,bo patrzyć nie mozesz?
- Nie dziecko,ja sie tylko tak martwię.
-Mamo!! Ty nic w życiu nie widziałaś,nic nie rozumiesz,Ciebie to bym wzięła na oddział dziecięcy Ty byś zobaczyła jak dzieci chorują!
-Ty sie nie martw bo wpływu na to nie masz,ty zaakceptuj!
To już bylo dawno,ale ja to pamiętam, w sercu mi to siedzi. Dlatego w mojej mamie nie mam przyjaciółki. Często sie zetniemy. Wiem też że jest ona bardzo słabą kobietą,niestety matką też. No tak ma i już. Chyba nie usłyszałam od niej jakiejś pochwały np. Nie, ba nawet to ze śpiewać chciałam i robie to to ona by sie cieszyła jakby mnie chyba pomidorami albo jajami obrzucili.
Ale nie o mamie miało być a tu mi sie tyle żółci ulało.
Wydaje mi sie że jestem dobrą matką,dobrą w sensie takim ze kocham moje dzieci i one to czują. Ale nie jestem konsekwentna i to jest moja bolączką i moja mała tragedia w wychowaniu. Nie potrafię zmusić,nakłonić nastolatka do nauki. Już nie mam siły i już wysiadam. Zdaję sobie sprawę ze to jest moja i męża wina. Pozostaje mi go ukierunkować żeby dobry zawod wybrał,a kiedyś zmądrzeje to może nie będzie za późno na naukę.
Strasznie namieszałam,mimo wszystko moja mama jest moją mamą i nie jest najgorzej miedzy nami. Ona sobie nie zdaje sprawy ze rani swoje dzieci,nie tylko mnie. Jest bardzo religijna wręcz sie boimy o nią bo to już czasem zahacza o fanatyzm.
Moja siostra mi kiedyś powiedziała że jak ona będzie taka jak mama to weźcie wiatrówkę i mnie zastrzelcie.
Czarny humor hehe na koniec.

1 komentarz:

  1. Powiem szczerze, że ja też nie chciałabym być taką mamą, jaką była moja - i dlatego bardzo staram się nie popełniać jej błędów i wiele swoich matczynych zachowań analizuję właśnie pod tym kątem. A o konsekwencję faktycznie niełatwo - mnie czasami nie wystarcza jej nawet dla półtoraroczniaka, więc tym bardziej nie wiem, jak poradzę sobie z nastolatkiem ;) Powodzenia !

    OdpowiedzUsuń