sobota, 7 listopada 2015

Grabki,taczki,fuga i chaos.

Pracowita sobota prawie za mna,prawie bo jeszcze musze wyprostować włosy. Czemu tak mam że zamiast juz po południu być wyrobioną to mi schodzi do późnej nocy. Jednak trochę roboty odwaliłam bo i na rabatach posprzątałam,pozbierałam co już umarzło,także hmm ..z taczkami paradowałam :)
Wyrzuciłam z parapetów tez pelargonie ale jeszcze nie wszystkie bo mi zwyczajnie jeszcze żal a jeszcze kwitną nie zmarznięte. Pozbierałam troche ziaren śmierduchów. W torebce po cukrze schną na kaloryferze :)
Miedzyczasie coś ugotowałam,coś odgrzałam wczorajszego.
Jesień to tak kolorowo ,pieknie ale hm..kurde fajnie jak sie mieszka w mieście albo ma się mała działkę bo ja się lekko załamałam. No nie idzie to wygrabić. Brzóz rosnie w kupie ze 25,klony 2 ale juz piękne liście miały w tym roku bo wcześniej byly małe. Jarzębina też jest,orzechy dwa jeden małżonek ściął. Jest tez kasztan jadalny w tym roku nawet pierwszy raz próbowaliśmy. To grabienie  to do grudnia potrwa chyba ze wszyscy ruszą tyłki bo na razie to ja z córką grabiłam a i tak jej sie zaraz zmęczyło . Generalnie to mam taki problem z córcią że nie chce się ruszać z domu. Nie ma koleżanek żeby się spotykały po szkole. Powinna w tym wieku mieć jakąś psiapsiółke. Martwi mnie to bardzo że jest trochę samotna. Jest tak dlatego że byla odsunięta od klasy w tamtym roku szkolnym,dokładnie rok temu miała nauczanie indywidualne w domu. W domu dlatego że miała operowany kręgosłup. Była to juz druga taka powazna operacja a w sumie byly trzy. Tego się trzymamy ze ta byla ostatnia. Ma w tych plecach bidula nawstawiane drutów i śrub ale jak trzeba to trzeba. Dobrze ze sie dało to naprawić bo do tej pory to by była tragedia.
Ucierpiało sie to dziecko moje ,pocięte ma te plecy z góry na dół,36 szwów miala ostatnio i to takie klamry metalowe wyglądały jak zszywki do papieru. Zanim ja wogóle znalazłam chirurga w naszym mieście żeby to powyciagał to dosyć telefonów musiałam wykonać.
Teraz mamy przerwe aż do lutego z lekarzami bo oprócz kręgosłupa to odwiedzamy jeszcze innych specjalistów. W marcu będzie echo serca i endokrynolog ,wtedy tez musze umówić wizyte do neurologa na październik 2016. Przed neurologiem robimy badanie dna oka ,czyli raz w roku okulista.
Zmęczyłam sie tym pisaniem a pisze na komórce. Małżonek oglada telewizje,ja zamiast ksiazki to stukam w ten telefon. Nie wymieniłam i tak wszystkiego co dzisiaj robilam bo mi temat zszedł na córunie i powstał chaos . Jutro niedziela,sałatkę jakąś zrobię,z ciast to mam tylko wafla i bułkę drożdżową,oczywiście usłyszałam od męża ze to nie ciasto . Ciasto ma być z masą i już. :)
Dzisiaj było tak cieplutko aaaa....skończyłam fugować płytki na elewacji. Jeszcze zostało naprawić ubytki w dekortynku i pomalować na nowo ale to już chyba na wiosnę .
Dobra spadam spać a włosy wyprostuje jednak rano .

3 komentarze:

  1. No to się narobiłaś faktycznie. U nas niby na wsi, ale mieszkamy w bloku, więc do ogarnięcia mam jedynie kwiatki doniczkowe - ale moi rodzice też ciągle coś grabią, plewią, przesadzają na swojej działce i wiem, ile z tym pracy (nawet jeśli ktoś traktuje to hobbystycznie, jako jedną ze swoich pasji).

    Przykro mi, że córcia ma takie problemy ze zdrowiem. Dobrze, że już po tych najpoważniejszych zabiegach. Mam nadzieję, że wyjdziecie na prostą i tak częste wizyty lekarskie nie będą potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, biedna ta Twoja córeczka. Wypadek jakiś miała, czy to jakieś wady wrodzone? Z liśćmi to rozumiem, mimo że ja mam tyci dzialeczke. To u mnie podobnie z ciastem, musi być i koniec ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Martuś córcia miała dużą skoliozę a ta byla spowodowana chorobą i żadna rehabilitacja nie zatrzymała skrzywienia dlatego trzeba było operować. Chorobę pomału Wam opiszę niebawem.

    OdpowiedzUsuń