niedziela, 27 grudnia 2015

I już po wszystkiemu

No i po świętach.    
     Wigilia u moich rodziców .Pierogi i ryby wioze gorące . Bagażnik troche załadowany tymi towarami i ciastami .   Hm...moje nastolatki dopiero były małę i gdziekolwiek zajechać to było darcie ,szturchanie ,kuksańce i przeważnie płacz. Nieraz chciałam po prostu wyjść z siebie tak te czorty dawały ognia.  Ha i coś się zmieniło?....Ee no skąd ,,młodszy usiadł z przodu a starszy za nim i też jak za starych dobrych czasów troche sie podduszali ,no można przecież w każdym wieku sie lać .Tyle że nie płaczą już przy tej bitce . Podczas wigilii było trochę łez ,tata się mój rozkleił,biedny. No wszyscy zdajemy sobie sprawę że różnie może być i też że może być to jego ostatnia wigilia. Smutne to ale prawdziwe. Dobrze że są wnuki i mniejsze siostry i moje starsze. Razem tak dokazują że niektórzy mieli dość (tata mój zwłaszcza) A siostra ma dwóch chłopców 11 i 5 lat. Ten młodszy mój chrześnik Maksiu, kolęde pierwszą zaczął sam ,no to po chrzestnej ma...Fajny słodziak ,póżniej sie rozszalał skakał po poduchach z sofy no łobuzował jak to dziecko.
Wszyscy żeśmy pośpiewali kolędy ,różnie to szło haha ale jak zaczełam sama kolęde to aż najmłodszy przestał szaleć nastawił uszu i gada :" kto to tak dziwnie śpiewa"?    No to tak mi szło pewnie  .haha
 Po wigilii powrót, a jeszcze przed wizyta u teściów (mieszkają blisko) połamanie sie opłatkiem ,choć z 6 synów to tak trzech jest obecnych,jedni i ci sami,no cóż. Ok ponarzekam na teściową tak troszkę dobra? No bo wiecie 20 rok jesteśmy małżeństwem a jeszcze na wigilii u niej nie byłam,naprawde,po wigilii to tak ale żeby tak nigdy nie zaproponować wspólnej wigilii? Więc tak to dla mnie dziwne podejście bo obcych to przygarnia i samotnych,ot taki typ,dobry ale dziwny. Chyba raz jeden jedyny byliśmy niby w Święta na obiedzie ale jak sie okazało to były resztki z wigilii to ja dziękuję ,postoję.

Na choince póżno bo póżno ale i pierniki sie znalazły a te które były za nisko zjadł pies,no a co
Czy odpoczęłam? w pierwszy dzień do 15 tak bo nie gotowałam tylko odgrzewałam to co zostało z wigilii. Potem poszliśmy na jedne imieniny z tamtych imienin na drugie imieniny i urodziny. O północy wróciliśmy. Fajnie było.Wczoraj obiad postawiony od rana kościół,i około 13 ktoś podjeżdza na podwórko.........Niespodzianka przyjaciółka z Krakowa.byli z 1,5 godziny niepełny obiad zjedli bo nie chcieli czekać na ziemniaki więc rosół w moim wydaniu i pierś z indyka miałam akurat upieczoną z surówką to chętnie.....i pojechali dalej kolędować po rodzinie. Po obiedzie my do moich rodziców tam sie spotkać z rodzeństwem chwile pobyć. Wieczorkiem znowu impreza u mojej koleżanki, i znów Ewy. Na te imieniny razem z moją siostrą jeżdzimy bo to wspólni znajomi. 
   Młodzież już z nami nie jeżdzi ,wiadomo ,co by tam robili ,dlatego lodówka pełna ,ciast,sałatki dwie w lodówce ale ma kto jeść.
I tu Wam opowiem że ja mam naprawde chyba dużo znajomych,przyjaciół. Są wśród nich dwie panny które żeśmy już nie raz chcieli wszyscy " wydać" . Niestety sie nie udało i są same,nie mają swoich rodzin ale mają też nas przyjaciół i bardzo sie lubimy.
Więc w dwa dni zaliczyliśmy trzy imprezy,niezły wynik. Teraz maż z dziećmi pojechali do kina a że na gwiezdne wojny to ja wolałam zostać w domu no i mogę tu napisać. Oni nie wiedzą że matka sobie bloga założyła i raczej wolałabym żeby nie wiedzieli. Ot taka moja tajemnica .
Jutro rano już będzie u nas ksiądz po kolędzie znowu trzeba będzie towarzystwo z łóżek ściągać ale to norma. Potem na 12 starszego odwioze na trening bo jak zjeżdza na dłuższy czas to z całym sprzętem hokejowym i trenuje w swoim rodowitym klubie.
po kawałku ciast sobie zamroziłam bo to za dużo by sie zmarnowało a tak to w sylwestra będzie gotowe. Nie wiem jeszcze co  z sylwestrem ale być może będzie coś u nas dla przyjaciół.Zobaczymy jeszcze. A tu Was poczęstuje ciastem choć chyba każdemu już bokami wychodzi, nie poukładane wytwornie bo tylko dla domowników to na zwykłym talerzu hurtem ,niezbyt elegancko
makowiec był roboty mojej mamy,nie odważyłam sie jeszcze tym razem go upiec.
Z jedną koleżanką Ewą umówiłam się po nowym roku na karaoke,dawniej żeśmy wychodziły częsciej,teraz już nie ma z kim ,ja mówię że mi sie koleżanki zestarzały haha. Ja nie -no skąd ja wiecznie młoda duchem,tylko metryka nieubłagana ......
 Także plany są ,już wiem że muszę dla Ewy piosenki Alicji Majewskiej zaśpiewać ,będą to stare szlagiery "Odkryjemy miłośc nieznaną"i " Jeszcze się tam żagiel bieli" To były obowiązkowe piosenki które śpiewałam na tych starych imprezach.Jeszcze " Być kobietą" , " Kocham cie życie " Geppert i wiele innych polskich piosenek. Mi jest tęskno za tymi naszymi wyjściami. I tu sie pochwalę troche bo pare razy mi sie zdarzyła widownia z oklaskami a jedna pani w wieku koło 50 to mi raz podziękowała że mogła posłuchać takich świetnych polskich piosenek ......
  Szkoda tylko że moje największe ,najbliższe sercu przyjaciółki są daleko ode mnie i bez nich to już nie to.......Ale będzie też dobrze.
To się rozpisałam bez ładu i składu a miałam sobie film jakiś obejrzeć. Książke skończyłam i jutro udam się do biblioteki . Wprawdzie siostra ma jakiś nowości w domu ale się nie umówiłam żeby mi podrzuciła a do niej mam 30km to innym razem od niej wezme.
Aa jeszcze taka ciekawostka , bo kurcze żeby było tak ciepło że z uchylonym oknem można spać 25 grudnia toż to szok...

środa, 23 grudnia 2015

Wytrwałam i będą Swięta

          Już prawie świątecznie ,choinka jest jeszcze nie do końca ubrana ale będzie. Jeszcze sobie machnę farbę na odrosty hehe i będzie git. Ciasta się udały sztuk pięć. Humor jak na razie ok .



                         

Zyczę Wam   spokojnych ,uśmiechniętych ,radosnych Świąt Bożego Narodzenia
i Błogosławieństwa Bożego w Nowym Roku  




No to lece dalej,7 rano jeszcze cicho w domu ,tylko czemu mi te włosy tak szybko odrosły ,No nic,czas mieszać farbę ,pa

wtorek, 22 grudnia 2015

wcale nie świątecznie

Nie będzie świątecznie jeszcze bo mi do świąt daleko. Nie wyrabiam ,nie ogarniam ,okazało sie że mam cholera brudno w domu a wydawało sie że sprzątam na bieżaco . No sprzątam ale co chwile coś wynajduje i zgrzytam zębami ......
W piątek młoda została w tym krakowie,ja miałam zaproszenie też na piątek też tam  ale ja nie miałam jak no bo......kiełbasa się wędziła  a w sumie to nie chciałam młodej skrócić wypadu bo wiadomo że jakbym przyjechała w piątek zaraz po niej to gnałabym do domu w sobote przed południem .Małż pojechał po starszego bo w piątek już wieczorem mogli na święta zjechać .  W sobote myślałam że pojadę ,gdzie tam ,ból głowy już nad ranem czułam ,o 7 jedna tabletka,z godzine jeszcze pokimałam. Zakupy spożywcze (czy ja musze sama te siaty tachać wiecznie,zapytać małża najlepiej  ...doradzi że są wózki w sklepach i można nie dzwigać !)eh
Po zakupach  ,śniadaniu boł głowy czuje non stop z różnym nasileniem.druga tabletka koło 11 30. Masakra ,ciśnienie 137/ 86 ,  czuje że kawa odpada no ale mała  rozpuszczalna z mlekiem może , może....głowa napierdziela dalej ,wlazłam pod koc,zimno mi aaa do tego niedobrze mi po tej kawie.  Przyjaciółka dzwoni 40 minut rozmowy ,mówi żebym jeszcze dzis nie przyjeżdzała po młodą bo moe jutro oni ją przywiozą i posłuchają występu co to w niedziele miałam . W takim stanie jak byłam to mi nawet na ręke było ze nie musze jechać ,najwyżej w niedziele sam małż pojedzie jakby nie przyjechali. No i tak pół soboty zleciało ja w fotelu z kocem albo na sofie. Zerwałam sie o 14 30 i hurra okna dwa w kuchni machnełam ,firanki wyprane szybkie suszenie na kaloyferze,.Posprzątałam "rynek" jako tako,podarłam sie na facetów żeby coś ruszyłi w domu. Ok ...wieczorem małż ma gościa  z jakimś procentem,ja dalej z firankami na drabinie ,dobrze ze to znajomy to bez krępowania mogłam dalej na mopie latać. A  sory wcześniej ojciec z młodzieżą liście grabili . Młodzieży na podwórku tak z 4-5 sztuk koledzy młodszego. Co oni wyprawiają to ja sie nawet boje napisać ,no kaskaderka jak babcie kocham. To jest na inny post temat ale naprawde wierzcie mi że troche brak mi odwagi to opisać. może kiedyś .
No to tak ,już mi pomału wieczorem pzeszlo ,małż kazał mi sobie wypić drinka to mi przejdzie całkiem. Ok ,ten znajomy wyszedł to ja dostałam sms od koleżanki czy jestem w domu , jestem jasne .Za 5 minut podjeżdza jakieś auto ,wysiada ona . Potrzebowała sie wygadać ,małżeństwo sie jej troche sypie. Wtulona we mnie co chwile ,(a jest sie do czego przytulić  bo ja kawałek baby jestem haha, ). Dobra jedziemy dalej, już gdzieś koło 22 poszła wygadana ,wypłakana i troche znieczulona też.
Niedziela, normalka kościół,obiad ,czekam na info czy małż jedzie po młodą czy oni wpadną ,jak wpadną to by pasowało coś w zanadrzu do jedzenia przygotować. Plany są ,o 14 30 jednak info że nie przyjadą bo zasmarkana przyjaciółka,ok to mówie ty mnie na koncert zostawisz o 15 30 i jedż po młodą (do krk 120 mamy) a potem albo ja mam spotkanie gospelowe albo nie ,to mnie ktoś tu przywiezie. Pojechał ,ja spotkania nie miałam ,grzecznie do domu ,koleżanki mąż po mnie przyjechał,(tej co była w sobote, w tej samej miejscowośći mieszkamy)
No już sie sama gubie w tym co tu napisałam , z krk wrócili dopiero o 22 ,młoda za mało ciuchów miała ale dała rade,dziewczyny sie majtkami hehe podzieliły. Wróciła zadowolona to najważniejsze.
Wczoraj pojechałam z tatą o 7 do szpitala,został  na chemi ( tydzień wcześniej go nie zostawili,za słaba krew była). No to wczoraj dalej nic nie zrobiłam ,o 15 byłam w domu. Wieczorem szafki w kuchni zaczełam myć bo kurde nie widziałam wcześniej że tam troche jednak trza ogarnąć ?
Aaa mój małżonek to jest takie dobre chłopisko ,spokojne,spokojne,spokojne,spokojne aż do mojego maksymalnego wkurwa. Orzechy już dwa tygodnie miał ołupać,to wczoraj do 22 30 ołupałam ,młotek,deska i dawaj. To nic że można w trakcie filmu to zrobić,po co sobie przerywać seans . Filmy z młodszym to jest czas obejrzeć ba nawet bajki są fajne dla takich chłopców jak mój mąż . Rura wentylacyjna w kuchni już wyrczy troche wypadła po malowaniu we ....wrześniu. No to profilaktycznie co jakiś tydzień  -10 dni pytam kiedy to poprawisz ? Jutro ,niezmiennie jedna odpowiedż,jutro . Ale jest nadzieja ze na świeta to zrobi.
No to drogie panie ,właśnie małżonek rure poprawił( na jak długo?) ba gniazdko też naprawił które sie samo wyrwało troche . No i co .......no i on już może świętować !!!!!
Tak , jak co święta atmosfera iście sielska.choinka dalej rośnie w ogrodzie. Z tyłu mojej głowy czai sie panika że tak mało już czasu ,że sie nie wyrobie!
Wigilia u moich rodziców,część musze zawieść zrobionych potraw,mama chce żebym do niej przyjechała i z nią robiła ale no .....aż mi głupio ale ja z nią w jednej kuchni przez dłuższy czas to naprawde nie jest dobry pomysł, przecież wszystko żle robię ,a to nie tak ,a to tak sobie zrób, a to ja tak robie itp.i itd.
Dzisiaj mnie młoda wkurzyła,obrus miała kupić jednorazowy na wigilie klasową ,ok rano już w tym sklepie obok szkoły nie było. Mało tego szklanki i łyżeczki też zapomniała, gorący kubek kupiła, ona na lekcje a ja dawaj szukam tego obrusu, sms jeszcze od niej -opłatek- wrrr....... no kurde gdzie pomyślunek . Dobra dowioze ci tylko wyjdż po to bo ja nie mam ochoty tam wchodzić i rozdawać uśmiechy paniom.......no i bez makijażu jakby co jestem.
Tak czasu brak ale zasiadłam tu i chaotycznie spisałam  ale kawa mi sie skonczyła to spadam zarobić chociaż ciasto na piernik .  A tam ciasto  zaraz młoda bedzie wychodzić trzabędzie jechać ....
Małż sie pyta co dzisiaj będzie na obiad?    A kurde " pipro z mamrem" ooo
.Jak zdąże to jeszcze sie odezwę.
   Także nie  wszędzie jest idealnie (Martuś to o Tobie pomyślałam)a tu coś nieświątecznego ale ostatnio bardzo na czasie w życiu ,strasznie mi sie podoba ta muza.https://www.youtube.com/watch?v=KiTVO7GPsqQ
                                ......................
  mineło popołudnie ,dopisek robię .  To tak teściowa i jej rodzinka mają zajefajne poczucie humoru, no co to jest między zarabianiem ciasta na piernik a kruchy ostrzyc 4 ! głowy no cóż to jest aaaa
teściowa,teść i jej dwie siostry no wszystkie w wieku już dawno  "poprodukcyjnym że sie tak wyraże ,siedzące już na emeryturach ,rentach no nie miały kiedy biedne sie ostrzyc. wdech ,wydech .......
 No nic trza sie przebrać i do kuchni.
    A choinki dalej rosną ,rosną i rosną...

środa, 16 grudnia 2015

Plany

 Środa już,córka w piątek jedzie na wycieczkę klasową do Krakowa. Tam mam przyjaciółkę  a ona ma dwie córki. I moja chce po wycieczce żeby ją odebrały i by została. Nie ma tu na miejscu takich psiapsiółek jak właśnie te dwie kochane szczebiotki z Krakowa.  Na wakacje zawsze jeżdzi do nich ,potem one do nas. To są najszczęśliwsze dni kiedy widzę że w moją córcie wstępuje energia,teraz marzy nawet o wspólnych wakacjach z nimi to znaczy że z nimi gdzieś wyjedzie. Ja aż tak nie chcę nadużywać czyjejś gościnności ale zobaczymy  może i to sie da zrobić.Córcia moja niestety nigdzie  nie wychodzi z domu,do szkoły i ze szkoły ją przywoże,potem w domu i tyle. Taki gnieciuch ,ledwie ją czasem na podwórko wygonię żeby sie poruszała.Przed operacjami jeżdziła na rowerze,teraz nawet tego nie robi,najpierw nie można było ,potem brat rower jej wykończył i tak niestety jest. Na wiosnę sie pomyśli o rowerze nowym ale kurcze czy będzie umieć? Podobno tego sie nie zapomina . Zobaczymy.
Jak ona będzie w tym Krakowie to ja sama albo z mężem ,może i młodym pojedziemy po nią  no i przy okazji ja sie pocieszę moją psiapsiółką.Tylko że w niedzielę mam występ i chyba w sobotę pojedziemy wieczorem.

        .....Miałam przerwę w pisaniu,dzwoniła mama no i ona jeszcze chce żebym z nią pojechała na zakupy. Mogłaby mi liste zrobić i przecież ja jej kapuste czerwoną kupię ...no ale nie da sie tak bo przecież musi pogrymasić . A nuż bym jakąś zwiędłą kupiła nie jędrną ,a suszone owoce też przecież ja nie umiem kupić odpowiednich.Juz w tym tygodniu z nią byłam wprawdzie nie daleko w sklepie no ale tam jej sie te suszone owoce nie podobały......
Ok ja z nią pojade ale ja też mam co robić i ciężko będzie zorganizować czas. Starszy jeszcze nie umiał udzielić odpowiedzi kiedy przyjeżdża a ja nadgorliwą mamą nie chce być i nie wydzwaniam do szkoły z zapytaniem o to.Może w sobotę ?
Będziemy z mężem robić kiełbasę z indyka, hm no mam takie stworzenia w tej chwili u teściowej w kurniku. To jest kiełbasa palce lizać. U teściów też są warunki do zrobienia tego i uwędzenia. Teściowa mieszka z 200 m ode mnie. Na szczęście ....Spoko ....przemilczę ...już sie poprawiła i jest grzeczna.
  Ciasta..... Piekę ...sąsiadka nawet chce kupić jak co święta. Nie będą to jakieś nowości i wynalazki .Tradycyjny najczystszy sernik na kruchym spodzie, piernik z dnia na dzień( tak sie zwie u nas w rodzinie)jakiś masowiec pewnie cappuccino . Mam ochote spróbować upiec makowiec zwijany.Jeszcze nie piekłam nigdy.  Chodzi też za mną ciasto orzechowe pani Zyta u nas zwane hehe.Zobaczę jeszcze bo 3-4 to góra. Mamie też po kawałku na wymiane .
 Okna w kuchni jeszcze musze umyć ale to raz dwa.
Jodła albo świerk srebrny jest typowany  tegoroczne ścięcie.  A i w doniczce zakwitło mi cuś o;



Tak w ogóle to mogłoby troche się zrobić zimowo a nie takie byle co . Podwórko mam zaniedbane ,nie pograbione dokładnie ,no syf trochę trzeba przyznać.A śnieżek tak ładnie sprząta......
No nic jeszcze za grabki trzeba złapać. Tyle na razie,pa

piątek, 11 grudnia 2015

Na raty pisane.

Już piątek,pierogi ze szpinakiem i fetą,pierogi z truskawkami i pierogi ruskie. Tyle dzisiaj zaserwuję rodzince . Nie będą to duże ilości dlatego różnorodność.
Mrozik w nocy był,rano zimno. Młodszy lubi ciepło sie ubierać i tak od jakiegoś czasu juz zakłada pod spodnie coś dodatkowo. No starszy nie zaklada żadnych kaleson,rajtuz. A mlody lubi,no i dobrze niech mu nic nie zmarznie. Rano go pytam założyłem te gacie?
- Tak,KALESMAJTY to są mamo,założyłem.
Ciekawe określenie .
------
Przerwe miałam,teraz już idę ciasto zarobić. Po południu pojadę z młodą na zakupy. Starszemu mogłam już kupić buty do biegania. Wysłaliśmy mu paczkę do internatu. Coś słodkiego dołożyliśmy mu . Reszta też dostała coś słodkiego.
Dodatkowy stół który po malowaniu we wrześniu powędrował w odstawkę wraca z powrotem tylko mu nogi pomaluję. Cztery okna musze umyć ale to nie dzisiaj.
Choinka u nas jest co roku żywa. Z własnego podwórka,jeszcze tylko trzeba z mężem komisyjnie się przejść i wytypować która. Nigdy zawczasu jej nie robimy,najwyżej kilka dni przed wigilią.
Z przyziemnych spraw to niestety wydatki duże ,samochód sie sypie,ok 1,500 naprawa, masakra. Pewnie przed świętami sie nie wyrobimy z tym,jest drugi pojazd awaryjny tylko ze już chyba dość pełnoletni .
W poniedziałek tata na chemie na oddział idzie,chyba to ja do zawożę,po południu w poniedziałek też próba generalna przed występem 20 grudnia.
-- Idę do pierogów bo czas zaiwania szybko.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Życiorysu cd.

         Witam w nowym tygodniu.Weekend minął szybciutko. W domu słychać kichania ,smarkania i trochę kaszlu. Mąż i syn tak zaczęli teraz ja mam katar.  W sobotę upiekłam ciasto żeby było w co zęby wbić i coby dupka rosła. Sałatke też machnęłam pyszną z marchewką jajkami ,kukurydzą ,szynką,serkiem topionym cebulą czerwoną . Nie przewidziałam tylko że mam mało majonezu w domu i bardzo dobrze się stało bo zrobiłam swój domowy i powiem szczerze że to jest dobre!I bez chemi.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
A co z Mikołajem?    
A no czekamy na lepszy czas i na razie bez prezentów,dzieciaki już duże to rozumieją. Mają obiecane coś tam jak będą pieniążki. Może już niedługo. Starszy też alarmuje ze szkoły;mamo kup mi nowe buty do biegania bo dziurawe mam całe. Ups dobra synu jeszcze chwile wytrzymaj,kupimy.Jak dzieciaki były małe to zawsze Mikołaj musiał być i był . Dziadkowie ,ciotki chrzestni. No ale już naprawdę nie oczekujemy że to będzie wiecznie trwać,Wystarczy. Dobra już nie narzekam więcej. Ot życie.
Opowiastka z życia naszego:
Syn i tatuś skakają po kanałach (na szczęście nie ma dużo ) Ja z boku z ksiązką. Na jednym kanale film od 16 lat. Dalej grzebią w tv , przelecieli trochę . Zatrzymał młody ,ja kukam ooo to też od 16 lat.
-No właśnie -ojciec sie odezwał
-O no to ja mam najbliżej! Z dumą gada syn.
I ta mina niewiniątka.

---------------------------------------
Może teraz cofnę sie w czasie i pojedziemy dalej z historią córki.Tak więc jak się dowiedzieliśmy że bedzie operacja kręgosłupa to rehabilitacja zmierzała w kierunku takim żeby jej ciało było przygotowane do zabiegu i było elastyczne. Gdyż nic innego ona już nie dawała. Łatwe to nie było ,nieraz były łzy że ona nie chce ćwiczyć,że ma dość. I tak doczekaliśmy listopada 2012 z tym że już plecki były bardzo brzydkie bo zaczął się robić garb ,lewa strona była już uwypuklona. Zjawiliśmy sie na oddziale w ustalonym dniu pełni strachu. Moja przyjaciółka ze mną na telefonie i mnie kieruje gdzie wejść ,gdzie skręcić. To naprawde szczęście  że ją mam,gdyby nie ona to nie wiem jakbym się tam odnalazła. Lekarze wspaniali. Moje zakwaterowanie też sie szybko znalazło naprzeciwko szpitala z widokiem na Kasprowy.Kolejne dni badania,jedno takie nawet drastyczne bo na rtg została rozciągana a wyglądało to niefajnie. Założyli jej skórzany pas na głowę za brodę i ciągnęli za głowę i nogi w pozycji leżącej. No jak mus to muś chcieli widzieć jak dużo to się da naciągnąć. Wreszcie przyszedł dzień operacji.Mąż przyjechał do mnie.Operacja trwała 2,5 godziny ,potem córa pojechała na OIOM. Z lekarzem rozmawiałam,wszystko sie udało .Wstawiono jej pręty ,ześrubowano 10 śrubami,te pręty trzeba będzie wydłużać gdyż ona jeszcze rośnie. 
Ja pod tymi drzwiami próbowałam sie po południu dobić. Niestety nie wpuszczono mnie w dniu po operacji. Przyjaciółka kazała mi iśc na kwatere i nabierać sił bo jak mi ją oddadzą z oiomu to już nie odpocznę. Poszłam więc odespać trudny czas ale wtedy jak mi nerwy puściły to w nocy dostałam takiego bólu barku że masakra. Wziełam coś przeciwbólowego i żyłam dalej. Rano była sobota więc już miałam nadzieję że wejdę do córki. Około 9 mnie panie wpuściły.   Jak zobaczyłam tą moją bidulę na tym łóżku to myślałam że mi serce pęknie. Nie mogłam sie rozpłakać a ona mi się pyta o tate i chłopaków. Była otumaniona lekami,na morfinie była, Taka spokojniutka . Pani pielęgniarka naraz kazała że niunia wstaje i pokaże mamie jak chodzi .  
Boże, jak to chodzi?
A no już ją pionizowali w piątek. To wstawanie to była wyższa szkoła jazdy ,nauczyli mnie jak ją mam stawiać. Ale ja tego w ten dzień jeszcze nie potrafiłam. Pani pielęgniarka ją postawiła ,podała taki "chodzik" ,wózek do którego wrzuciła worek od drenu i od cewnika. I tak niunia musiała zrobić kilka okrążeń po sali. Koszulina była z tyłu rozcięta,zobaczyłam calutkie plecy zaklejone. Cięcie od góry do dołu,tak koło 45 cm. Łzy lały się jej już po twarzy że już tyle że chce do łóżka. Nie musze mówić że mi też zaczęły kapać.Dopiero minęła doba po operacji, Po 48 godzinach niunia przyjechała na oddział i tu sie zaczęło faktycznie myślałam że tego nie udżwignę. Jeszcze z cewnikiem ,drenem,ani sie ruszyć ,leży płasko. Na następny dzień dopiero rehabilitanci uczą konkretnie jak ją posadzić. Chwyt pod szyję jedną ręką a drugą pod kolanami i na raz dwa hop do siadu.Te dni były tam najtrudniejsze,przychodziłam do szpitala na 6 rano a wychodziłam po 21 jak już zasnęła.Byłam padnięta. Kązde wstanie z łóżka i próba dojścia do ubikacji jak już wyjęli cewnik to był koszmar. A w ubikacji to wyglądało tak że niunia z bólem siadała a ja dren w zębach coby nie wydrzeć go i jak ona siedziała to ja klękałam przed nią ,czołem sie o moje czoło opierała. W czwarej dobie usunięto dren,zmiany opatrunku to koleny koszmar dla dziecka,każde biedne sie tam wypłakało,każde.W 5 dobie lekarz chce widzieć jak niunia chodzi sama, jak sama doktorze ? Jak ona sie wywróci sama. Nie wywróci ,mama puśc ją . Ok puściłam ale asekurowałam . No to wy jutro do domu.  Radość pomieszana z wielkim strachem, jak my ją dowieziemy do domu 220km jak ona 40 sekund sama nie ustoi? No nic powrót zorganizowany,szwagier lepszym samochodem po nas przyjechał. Poduszką usłane siedzenie pasażera. Niunia zaopatrzona przeciwbólowo i jedziemy.

------
Dom, no i to już było inaczej ale niestety nie łatwiej bo córcia odmówiła wstawania z łóżka. Odwiedzające babcie,dziadki,ciotki, wszyscy po trochu. Ze łzami zmuszałam ją żeby wstawała,sama nie dała rady. Dwa tyg po operacji zatrzymało mocz, szukanie furaginy ,ratowanie sytuacji dałyśmy radę. Największym problemem było dla córci samo pryskanie rany. Musiałam bardzo powoli prosić i przemawiać ,najbardziej sie bałam jak mi się zrywała a nie mogła wykonywać żadnych gwałtownych ruchów i skrętów tułowia. Ile razy traciłam cierpliwość i musiałam wyjść sobie popłakać to tylko ja wiem i mąż. Z kąpielą była też trauma bo nie dała sie wykąpać po prostu,tak się bała.Na wyciąganiu szwów też były łzy jak grochy i niemal trzymanie siłą przeze mnie i ojca. Włosów nie pozwoliła mi umyć 4 tygodnie ,po prostu w pewnych momentach to myślałam że zwariuje. Aa byłabym zapomniała-po zabiegu niunia była 7 cm wyższa !!!! tak tak aż tyle dało sie naprawić kręgosłup.
Uff........wyrzuciłam to wszystko. Pomału pomału było lepiej. Załatwiłam nauczanie indywidualne bo po szpitalu takie zalecono na 3 miesiące. I tak nauczyciele czekali aż ona troche dojdzie do siebie. Niestety pod koniec nauczania w domu przyszedł kryzys,psychika zaczęła siadać ,łzy się pojawiały. Ciężko było ale z pomocą nauczycieli,pedagoga i kolegów jakoś to przetrwaliśmy.
Za 9 miesięcy wyznaczono nam następny zabieg już mniejszy polegający na podciągnieciu tych prętów w plecach. Przed tymi 9 miesiącami coś mi sie nie podobało bo zaczęła uginać nogi w kolanach. Umówiłam sie na kontrole,wszystko w porządku i następny zabieg przesunięty na styczeń 2014, czyli 14 miesięcy od pierwszego.
Kolejny zabieg był dużo mniejszy,rozcięta była tylko około 13 cm na środku pleców. Po tym nie była na oiomie tylko od razu mi ją oddano na oddział. Ten pobyt trwał też krócej. Następny zabieg ostateczny był już w pażdzierniku 2014 i to był już zabieg ostateczny,duży bo też pocięta bo wymieniono całe pręty i zaśrubowano 15 śrub ma. Pobyt na oiomie też zaliczony też nie łatwo było ale już lepiej jak pierwszym razem. Zresztą moja dziewczynka już po drodze stała się kobietą no ale mama musiała wszędzie zaglądać, ot życie .Oczywiście łzy sie zdarzały,złość i foch na porządku dziennym. I znowu po dwóch tygodniach prawie pobytu wróciłyśmy do domu. Ten pobyt był całkiem dla nas samodzielny,sama z nią pojechałam,sama tam byłam i same żeśmy samochodem wróciły,nawet nie mówiąc babciom panikarom że jedziemy bo by sie dopiero działo. 
Po tym zabiegu znowu były lekcje w domu,Także nauczycielskie wędrówki po domu i mój stres z tym związany mam nadzieję że już za mną.Nawet ksiądz ją odwiedził. Koleżanki i koledzy ją odwiedzali częściej i jakoś to przeżyłyśmy
No to niezły tasiemiec mi wyszedł.Jeszcze jak sobie coś przypomnę to napiszę .

środa, 2 grudnia 2015

Konopie, fochy.

Tak do pewnego czasu można dziecko ubierać bez jego sprzeciwu. Do czasu drogie mamy,do czasu. Pewnego dnia następuje w nastoletnich głowach jakaś moda na firmy wysyłkowe i bynajmniej nie są to żadne znane na rynku firmowe rzeczy . Człowiek jak był w tym wieku to marzył o reebokach, nike,adidasach. A gdzie tam, teraz musi być znak  marihuany żeby bardziej matke zszokować. I tak pewnego dnia synuś dostał przesyłke z taką oto koszulką :
Razem z tatusiem zamówił ,tata nieświadomy ,syn pieniążki uzbierał no to dawaj.
Do tych zamówionych rzeczy firma daje naklejki
i tak na moje zdręczenie takie oto oblepiły meble:

i  szybkie rurki z marmoladą
Wieczorem Andrzejki,bal do 3 30 ,nogi spuchnięte,orkiestra "nasza"swojska i sprzed prawie 20 lat  grali na naszym weselu. Tak,prawie 20 lat,Boże, kiedy to zleciało.I tak jak ktoś zapytał bacy czy nie miał ochoty żony zdradzić przez tyle lat. To ja też tak odpowiem: zdradzić nie ale zabić to ze 100 razy .