poniedziałek, 7 grudnia 2015

Życiorysu cd.

         Witam w nowym tygodniu.Weekend minął szybciutko. W domu słychać kichania ,smarkania i trochę kaszlu. Mąż i syn tak zaczęli teraz ja mam katar.  W sobotę upiekłam ciasto żeby było w co zęby wbić i coby dupka rosła. Sałatke też machnęłam pyszną z marchewką jajkami ,kukurydzą ,szynką,serkiem topionym cebulą czerwoną . Nie przewidziałam tylko że mam mało majonezu w domu i bardzo dobrze się stało bo zrobiłam swój domowy i powiem szczerze że to jest dobre!I bez chemi.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
A co z Mikołajem?    
A no czekamy na lepszy czas i na razie bez prezentów,dzieciaki już duże to rozumieją. Mają obiecane coś tam jak będą pieniążki. Może już niedługo. Starszy też alarmuje ze szkoły;mamo kup mi nowe buty do biegania bo dziurawe mam całe. Ups dobra synu jeszcze chwile wytrzymaj,kupimy.Jak dzieciaki były małe to zawsze Mikołaj musiał być i był . Dziadkowie ,ciotki chrzestni. No ale już naprawdę nie oczekujemy że to będzie wiecznie trwać,Wystarczy. Dobra już nie narzekam więcej. Ot życie.
Opowiastka z życia naszego:
Syn i tatuś skakają po kanałach (na szczęście nie ma dużo ) Ja z boku z ksiązką. Na jednym kanale film od 16 lat. Dalej grzebią w tv , przelecieli trochę . Zatrzymał młody ,ja kukam ooo to też od 16 lat.
-No właśnie -ojciec sie odezwał
-O no to ja mam najbliżej! Z dumą gada syn.
I ta mina niewiniątka.

---------------------------------------
Może teraz cofnę sie w czasie i pojedziemy dalej z historią córki.Tak więc jak się dowiedzieliśmy że bedzie operacja kręgosłupa to rehabilitacja zmierzała w kierunku takim żeby jej ciało było przygotowane do zabiegu i było elastyczne. Gdyż nic innego ona już nie dawała. Łatwe to nie było ,nieraz były łzy że ona nie chce ćwiczyć,że ma dość. I tak doczekaliśmy listopada 2012 z tym że już plecki były bardzo brzydkie bo zaczął się robić garb ,lewa strona była już uwypuklona. Zjawiliśmy sie na oddziale w ustalonym dniu pełni strachu. Moja przyjaciółka ze mną na telefonie i mnie kieruje gdzie wejść ,gdzie skręcić. To naprawde szczęście  że ją mam,gdyby nie ona to nie wiem jakbym się tam odnalazła. Lekarze wspaniali. Moje zakwaterowanie też sie szybko znalazło naprzeciwko szpitala z widokiem na Kasprowy.Kolejne dni badania,jedno takie nawet drastyczne bo na rtg została rozciągana a wyglądało to niefajnie. Założyli jej skórzany pas na głowę za brodę i ciągnęli za głowę i nogi w pozycji leżącej. No jak mus to muś chcieli widzieć jak dużo to się da naciągnąć. Wreszcie przyszedł dzień operacji.Mąż przyjechał do mnie.Operacja trwała 2,5 godziny ,potem córa pojechała na OIOM. Z lekarzem rozmawiałam,wszystko sie udało .Wstawiono jej pręty ,ześrubowano 10 śrubami,te pręty trzeba będzie wydłużać gdyż ona jeszcze rośnie. 
Ja pod tymi drzwiami próbowałam sie po południu dobić. Niestety nie wpuszczono mnie w dniu po operacji. Przyjaciółka kazała mi iśc na kwatere i nabierać sił bo jak mi ją oddadzą z oiomu to już nie odpocznę. Poszłam więc odespać trudny czas ale wtedy jak mi nerwy puściły to w nocy dostałam takiego bólu barku że masakra. Wziełam coś przeciwbólowego i żyłam dalej. Rano była sobota więc już miałam nadzieję że wejdę do córki. Około 9 mnie panie wpuściły.   Jak zobaczyłam tą moją bidulę na tym łóżku to myślałam że mi serce pęknie. Nie mogłam sie rozpłakać a ona mi się pyta o tate i chłopaków. Była otumaniona lekami,na morfinie była, Taka spokojniutka . Pani pielęgniarka naraz kazała że niunia wstaje i pokaże mamie jak chodzi .  
Boże, jak to chodzi?
A no już ją pionizowali w piątek. To wstawanie to była wyższa szkoła jazdy ,nauczyli mnie jak ją mam stawiać. Ale ja tego w ten dzień jeszcze nie potrafiłam. Pani pielęgniarka ją postawiła ,podała taki "chodzik" ,wózek do którego wrzuciła worek od drenu i od cewnika. I tak niunia musiała zrobić kilka okrążeń po sali. Koszulina była z tyłu rozcięta,zobaczyłam calutkie plecy zaklejone. Cięcie od góry do dołu,tak koło 45 cm. Łzy lały się jej już po twarzy że już tyle że chce do łóżka. Nie musze mówić że mi też zaczęły kapać.Dopiero minęła doba po operacji, Po 48 godzinach niunia przyjechała na oddział i tu sie zaczęło faktycznie myślałam że tego nie udżwignę. Jeszcze z cewnikiem ,drenem,ani sie ruszyć ,leży płasko. Na następny dzień dopiero rehabilitanci uczą konkretnie jak ją posadzić. Chwyt pod szyję jedną ręką a drugą pod kolanami i na raz dwa hop do siadu.Te dni były tam najtrudniejsze,przychodziłam do szpitala na 6 rano a wychodziłam po 21 jak już zasnęła.Byłam padnięta. Kązde wstanie z łóżka i próba dojścia do ubikacji jak już wyjęli cewnik to był koszmar. A w ubikacji to wyglądało tak że niunia z bólem siadała a ja dren w zębach coby nie wydrzeć go i jak ona siedziała to ja klękałam przed nią ,czołem sie o moje czoło opierała. W czwarej dobie usunięto dren,zmiany opatrunku to koleny koszmar dla dziecka,każde biedne sie tam wypłakało,każde.W 5 dobie lekarz chce widzieć jak niunia chodzi sama, jak sama doktorze ? Jak ona sie wywróci sama. Nie wywróci ,mama puśc ją . Ok puściłam ale asekurowałam . No to wy jutro do domu.  Radość pomieszana z wielkim strachem, jak my ją dowieziemy do domu 220km jak ona 40 sekund sama nie ustoi? No nic powrót zorganizowany,szwagier lepszym samochodem po nas przyjechał. Poduszką usłane siedzenie pasażera. Niunia zaopatrzona przeciwbólowo i jedziemy.

------
Dom, no i to już było inaczej ale niestety nie łatwiej bo córcia odmówiła wstawania z łóżka. Odwiedzające babcie,dziadki,ciotki, wszyscy po trochu. Ze łzami zmuszałam ją żeby wstawała,sama nie dała rady. Dwa tyg po operacji zatrzymało mocz, szukanie furaginy ,ratowanie sytuacji dałyśmy radę. Największym problemem było dla córci samo pryskanie rany. Musiałam bardzo powoli prosić i przemawiać ,najbardziej sie bałam jak mi się zrywała a nie mogła wykonywać żadnych gwałtownych ruchów i skrętów tułowia. Ile razy traciłam cierpliwość i musiałam wyjść sobie popłakać to tylko ja wiem i mąż. Z kąpielą była też trauma bo nie dała sie wykąpać po prostu,tak się bała.Na wyciąganiu szwów też były łzy jak grochy i niemal trzymanie siłą przeze mnie i ojca. Włosów nie pozwoliła mi umyć 4 tygodnie ,po prostu w pewnych momentach to myślałam że zwariuje. Aa byłabym zapomniała-po zabiegu niunia była 7 cm wyższa !!!! tak tak aż tyle dało sie naprawić kręgosłup.
Uff........wyrzuciłam to wszystko. Pomału pomału było lepiej. Załatwiłam nauczanie indywidualne bo po szpitalu takie zalecono na 3 miesiące. I tak nauczyciele czekali aż ona troche dojdzie do siebie. Niestety pod koniec nauczania w domu przyszedł kryzys,psychika zaczęła siadać ,łzy się pojawiały. Ciężko było ale z pomocą nauczycieli,pedagoga i kolegów jakoś to przetrwaliśmy.
Za 9 miesięcy wyznaczono nam następny zabieg już mniejszy polegający na podciągnieciu tych prętów w plecach. Przed tymi 9 miesiącami coś mi sie nie podobało bo zaczęła uginać nogi w kolanach. Umówiłam sie na kontrole,wszystko w porządku i następny zabieg przesunięty na styczeń 2014, czyli 14 miesięcy od pierwszego.
Kolejny zabieg był dużo mniejszy,rozcięta była tylko około 13 cm na środku pleców. Po tym nie była na oiomie tylko od razu mi ją oddano na oddział. Ten pobyt trwał też krócej. Następny zabieg ostateczny był już w pażdzierniku 2014 i to był już zabieg ostateczny,duży bo też pocięta bo wymieniono całe pręty i zaśrubowano 15 śrub ma. Pobyt na oiomie też zaliczony też nie łatwo było ale już lepiej jak pierwszym razem. Zresztą moja dziewczynka już po drodze stała się kobietą no ale mama musiała wszędzie zaglądać, ot życie .Oczywiście łzy sie zdarzały,złość i foch na porządku dziennym. I znowu po dwóch tygodniach prawie pobytu wróciłyśmy do domu. Ten pobyt był całkiem dla nas samodzielny,sama z nią pojechałam,sama tam byłam i same żeśmy samochodem wróciły,nawet nie mówiąc babciom panikarom że jedziemy bo by sie dopiero działo. 
Po tym zabiegu znowu były lekcje w domu,Także nauczycielskie wędrówki po domu i mój stres z tym związany mam nadzieję że już za mną.Nawet ksiądz ją odwiedził. Koleżanki i koledzy ją odwiedzali częściej i jakoś to przeżyłyśmy
No to niezły tasiemiec mi wyszedł.Jeszcze jak sobie coś przypomnę to napiszę .

13 komentarzy:

  1. Przeszliście naprawdę trudną drogę. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ile cierpienia doświadczyła Wasza Córka. Domyślam się, że serce Wam pękało, jak patrzyliście na Jej ból. Czy to koniec operacji? Czy jeszcze kolejne przed Wami?
    Oj, lubię te teksty Waszego Syna. Inteligentna z Niego bestia.
    Pyszności kuszą, chociaż staram się ograniczać i o dziwo całkiem dobrze mi to idzie. A majonez nigdy nam nie wyszedł. Niestety.
    Dobrego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serce pękało nie raz,najgorsza wtedy jest bezsilność . Trzeba zacisnąc zęby,zrobić wszystko co się da żeby nie bolało i czekać.Ale można dużo znieśc naprawdę. Operacji więcej na kręgosłupie nie będzie.Kontrola czy tam wszystko sie trzyma jak należy teraz co rok. Również kontrola innych specjalistów bo tak naprawdę to jest choroba która u każdego przebiega inaczej,u nas mimo wszystko uważam że łagodnie bo mogłaby np zeszpecić . Są chorzy którzy mają guzki na całym ciele lub zniekształconą twarz.
      Pyszności niestety lubimy i idą w boczki bardzo.pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ojejku- jak to dobrze, ze macie to juz za soba.... Naprawde ciezkie chwile za Wami.... mam nadzieje, ze teraz juz beda tylko kontrole i "trzymanie pionu"!
    Powodzenie i zdrowia dla Was!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak teraz kontrole raz w roku u ortopedy.Międzyczasie inni specjaliści ale tam na razie wszędzie ok .Zdrowia i dla Ciebie,pozdrawiam

      Usuń
  3. Aż się autentycznie samam popłakałam jak to czytałam.. trudne to wszystko, dobrze, ze to już wspomnienia, oby już tylko było dobrze, bez takich emocji. Dzielna jest i tak, tyel przejśc, tyle bólu i Ty w tym wszystkim z na siłe powstrzymywanymi łzami.. :(

    Myślałam na poczatku że to sledź pod pierzynką, ale mi smaku narobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz to nie śledż ale pyszna jest :) Córcia tak bardzo dzielna ,no ale to już przeszłość ,nie myślimy o tym ,było minęło .Teraz do przodu:)

      Usuń
  4. Tak sobie czytam Twojego bloga i mysle sobie jak wspaniala,silna kobieta musisz byc. Przeszlas z ta choroba corki prawdziwe pieklo-najwiekszy koszmar rodzica. I ja wiem,ze jak trzeba to sie te sily same znajduja. Ale ja Ciebie i tak podziwiam. Naprawde. Z tym Mikolajem to pamietam lata, w ktorych pod choinka ( u nas prezenty byly zawsze w Wigilie a w Mikolaja tylko slodycze), nie bylo wiele bo rodzice pieniedzy nie mieli. Pamietam lata,kiedy sami naszym dzieciom nie mielismy za co tych prezentow kupic,szczegolnie tych wymarzonych.Ale wiesz co? Najwazniejsze w swietach jest to bycie razem z rodzina,nie wazne jak nam sie uklada przez caly rok,wazne jest to bycie razem. To wlasnie ta magia swiat,prawda?

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalnie się zarumieniłam,naprawdę.I aż nie wiem co odpowiedzieć. Ja wiem czy to było piekło? Tak miało być,to trudne doświadczenia ale takie pobyty wśród chorych dzieci to uświadamiają nam że ona nie jest aż tak strasznie chora. Naprawdę to się nie powinno porównywać ludzkich nieszczęść no ale mimo wszystko jak się widzi bardzo chore dzieci to nasza to takie małe pikusie.A silna jestem faktycznie chyba ale to pewnie tak musi być. Nawet gdzieś słyszałam ze chore dzieci to dostają silne matki . Chyba coś w tym jest. A świąteczny czas oczywiście że jest magiczny i jasne że będziemy razem rodzinnie i to najważniejsze. U nas nigdy specjalnie sie nie przywiązywało wagi do prezentów i nie ma szaleństwa. To co potrzebne i konieczne i wystarczy. Trzeba się cieszyć tym co jest,oby gorzej nie było.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Silna jesteś. i dzielna! I nigdy o tym nie zapominaj

    OdpowiedzUsuń
  7. To musiał być dla Was koszmar, ale najważniejsze, że teraz już wszystko idzie ku dobremu. Jesteś dzielną, twardą babeczką - ja pewnie w takiej sytuacji nie umiałabym się pozbierać do kupy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy nadzieję że będzie dobrze już,pozbierać się trzeba bo żyć dalej trzeba.

      Usuń
  8. Iskro... Ech, nie wiem co napisać :( Jakie to wszystko trudne dla Was musiało być?! Nie jestem sobie w stanie wyobrazić... A ta pierwsza operacja- ja w listopadzie 2012 urodziłam Lilę, odpłynęłam w tym moim szczęściu, a Wt wtedy tak się nacierpiałyście :( Naprawdę- współczuję Wam Obu. A teraz już tylko zdrówka i oby wszystko się ładnie poukładało. Jesteście wspaniałe- Obie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękujemy!Było minęło,teraz do przodu a co będzie to życie pokaże.😊

    OdpowiedzUsuń