piątek, 23 grudnia 2016

Raport ;) i Swiątecznie

    Już chyba z tydzień planowałam usiąść i coś nowego napisać. Dopiero teraz się udało  na spokojnie ;)
. Małż pojechał po starszego na śląsk,zamiast być już chłopak w domu to wczoraj wieczorem grali mecz w Toruniu. Pewnie w środku nocy dotarli do internatu i dopiero ojciec go odbierze. Córka chciała sie przejechać i też wstała przed 6 ,no i jestem tylko z młodszym ,który jeszcze śpi.  Zrobiłam sobie herbatę i piszę ,mam dużo jeszcze pracy ale ....nie mogę ruszyć głową,odcinek szyjny kręgosłupa mnie unieruchomił i trochę dzięki temu tu jestem. Już mam tabletke ,to zaraz łyknę bo nie ma wyjścia. Coś przeholowałam no i cholernie boli,a nawet po 5 jak wstawałam na chwilę to nie było tak żle,jaśka już na śpiąco wcześniej wyciągnęłam spod głowy bo już coś mi nie pasowała pozycja ,ehhh...starość czy cuś?....
 Młodszy miał przez tydzień czasu pracę po 6 godzin dziennie,ojciec mu załatwił i stał chłopak pod galerią i wydawał choinki na kupony. Dobrze ,cieszy mnie to że mu sie chciało i nie wymiękł po pierwszym dniu .

 Trzynastego grudnia byłam w Zakopanem z córcią do kontroli. Wszystko w porządku. Małż i syn wykorzystali to i zostawiłam ich w Białce Tatrzańskiej -poszusowali na snowboardzie. A potem ich zgarnełam.

Tata dwa tygodnie temu wylądował w szpitalu ,lekarz przyjmujący nie bardzo chciał go wziąść na oddział ale brat uprosił że tata chce. Zaczął wymiotować ,już prawie nie jadł nic. Osłabł tak że nie był w stanie osobowym autem jechać ,tylko dostaliśmy też skierowanie na transport. W szpitalu dostawał kroplówki,ale nadal go ciągnęło i to śluzem,flegmą ,nie wiadomo. Myśmy chodzili żeby go może odśluzowywali,może płuca chore ,męczył się okrutnie ,ledwo mówił i jeszcze jakby było mało wszystkiego to ogłuchł na potęgę. Musieliśmy krzyczeć mu prosto do ucha..  W niedzielę już nie mógł nic połknąc nawet łyka wody i tak na samych kroplówkach był. Jeszcze uchodziliśmy żeby gastroskopie robili. Tata słaby ale w dalszym ciągu świadomy i czekający na właściwą diagnozę....No i wez mu powiedz że" to koniec tato..."Lekarze ręce rozkładają mówią o hospicjum a chłop chce żyć ,chociaż niby pogodzony ze śmiercią .... W środę gastroskopia nie wykazała żadnego zwężenia w przełyku ,żadnych guzów ,z jednej strony dobrze a z drugiej żle bo to znaczyło że układ pokarmowy już chce kończyć pracę . No i po kilku godzinach siostra zakonna pracująca na oddziale tate namówiła na kilka łyżek zupy I tata zjadł,i zupe mleczną na kolacje też zjadł odrobinę . I to się utrzymało w żołądku.....
I takie mamy huśtawki,byliśmy gotowi już nawet na jego odejście bo to wystarczyłoby gdyby dostał duszności i po człowieku. Ale tata się nie dał i od tego poniedziałku jest w domu. Jeszcze daje radę wstać i przejśc do łazienki. Inna sprawa że jest strasznie niedobry,ględzi,zrzędzi ,o 5 rano żąda od mamy żeby parzyła kore dębu chyba bo nasiadówkę chce (no bo problem z kupką)........aaaaaa......tyle już Was tymi jakże ciekawymi opisami nie zadręczam.  :)) aa no i uszy tez się mu naprawiły i słyszy!!

 Wigilia u rodziców ,prawie wszystko przygotujemy ,przywieziemy gotowe i będzie. Placki mam już upieczone ,wysmarowane sztuk cztery....no bo mamie musze dac też a i moje chłopaki lubia ciasta.Pierniczków na choinke tez coś jest,córcia je wieczorem ozdabiała.

Juz tu chwile piszę , z 15 minut temu łyknęłam tabletke a na razie nie przechodzi,nie mogę ruszyć głową w przód ,nawet na boki nie jest żle ale na dół boli jak diabli.Choinki mamy w tym roku dwie,córcia chciała też a że też robiłam zakupy w galerii to mam dwie stamtąd a młody dostał od kogoś kupon to trzecią też przytargaliśmy i mu sprzedałam za pare groszy.

Calineczka mojej przyjaciółki hm..no niestety jest chora ,też już kilka razy lądowała w szpitalu a to że nie jadła,sondę trzeba było a to raz miała bezdech..I tak nawet nie mam kiedy do niej jechać a to ponad 120km przez górki  a tak bym poprzytulała takie maleństwo kochane.

I tak mija dzień za dniem. Lekarze. Rodzice. troche sprzątania ,trochę klientów.
Zima raz jest ,za chwile jej nie ma,teraz pomroziło w nocy ale śniegu nie ma.

Stroiki  zrobiłam dla mamy i dla siebie ,a jaka to teraz wygoda ja to dawniej w kartofla dużego wbijałam  gałązki,kombinowało sie jak sie dało.

                      Życzę Wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!
        Moc radości,uśmiechu ,pokoju ducha ,zdrowia i spełnienia                        najskrytszych marzeń . I najlepszego w Nowym 2017                                          roku!!!
             
              







niedziela, 4 grudnia 2016

Grudzień już leci.

Znowu mnie trochę nie było. Wcześniej pisałam więcej i jakby szybciej a to chyba dlatego że w emocjach tu nadawałam. Jakoś tak mi ostatnio nie wychodzi. Za dużo sie dzieje żeby na bieżąco spisywać wszystko a jak emocje mnie opuszczają to już nie pamietam co chciałam powiedzieć. Generalnie to co u mnie?
 A no różnie jest.
Tata słaby. Były różne atrakcje nawet takie że w środku nocy z bratem jechaliśmy do rodziców(brat mieszka niedaleko ode mnie ,w tej samej wsi) Tata miał halucynacje w nocy nie spał i tak właśnie raz jechaliśmy na sygnale . Mama wystraszona bo tata chciał uciekać bo go mafia goniła. Potem znowu lew na komodzie siedział, a to czekoladki mu ukradli. A to 14 traktorów na podwórku widział...Po prostu był naćpany przez te plastry przeciwbólowe. Zmniejszyliśmy mu dawke i się uspokoiło trochę. Niestety od tego czasu czyli jakieś 2 tygodni jest słabszy,nie wychodzi czasem z łóżka a jak wychodzi to tylko za potrzebą. Na dodatek mocno ogłuchł tydzień temu. Rzuca mamie lekarstwami ,jest podejrzliwy,uparty. Mama twierdzi że jak by mógł to chętnie by jej przylał laską....A że słaby to jakoś znosi jego utyskiwania. Badania krwi mu robiliśmy i nawet nie najgorsze wyniki. Po prostu wszystko już wysiada .
Nawet o wigilii z mamą nie rozmawiamy,nie wiadomo jak to będzie,gdzie?
 Mi sie ani świąt nie chce ,nie mówiąc o wigilii.....no nie lubię tego czasu,tej gonitwy,przy mojej mamie sie inaczej nie da,nerwy zawsze są  ,a po co........

W piątek starszy wpadł na weekend do domu,tym razem autobusem z Katowic przyjechał. Dzisiaj a właściwie nad ranem po 4 też wsiądzie w autobus i na lekcje o 9 30 zdąży. Jak przyjeżdża to trenuje jazde samochodem. Troche truchleję ale co zrobić.
Młodszy ....śmierdzi papierochami daaalej.....no nic nie pomaga nasze gadanie,twierdzi że nie pali.......
W szkole nawet nie najgorzej z ocenami nawet lepiej jak w gimnazjum.Tylko trochę za dużo nieobecności ma. Wychowawczyni dzwoni za każdym razem to chociaż wiemy i prostujemy smarkacza......
Corcia była w tym tygodniu na wycieczce klasowej w Oświęcimiu. Mokro było ,pogoda brzydka.

A ja zasmarkana jestem,gardło pobolewa. Kuruje się.
Mój chór gospel sie rozpadł....po wakacjach sie rozsypało ,prób nie ma,trochę smutno mi chociaż i mi by było czasem ciężko ale byłam dosyć pilna w uczestnictwie.
Calineczka przyjaciółki wyszła już ze szpitala ale nie mogą zakrętu złapać a ja mam do niej daleko i nie wpadnę tak prędko.

Poza tym to za nami a w zasadzie za mną jedna a za małżem dwie imprezy firmowe. Z jednej to tylko  jego i znajomych odwoziłam bo ja pojechałam na zebranie do starszego i wpadłam tam już przed 23. No ale mój małżonek się świetnie bawił i nawet mnie zaanonsował do orkiestry że oto moja pierwsza żona A.......  i ona by tę piosenkę zaśpiewała haha . Dosyć śmiesznie było ale faktycznie zaśpiewałam tak z marszu no i potem to z 5 panów mnie wyściskało haha.

U nas w domu to strasznie dużo herbaty pijemy.  bywa że i 5  razy dziennie parzę dzbanek.A szklanych dzbanków to wytłukliśmy już z 6 .Nawet jak dzieci były mniejsze to w garnku takim niedużym z uchem robiliśmy. Aż wreszcie może może trafilam na taki co dłużej wytrzyma? zobaczymy,oto on

Już prawie 23 godzina,teraz piszę po kilku godzinach przerwy (od tego akapitu). No i z nosa mi normalnie żywcem kapie,z oczu też,kicham na potęgę. Masakra. Niepotrzebnie sie za okna w salonie brałam kiedyś....wiało okrutnie no ale teraz moge sobie pluć w brodę.
Koło 3 30 muszę wstać bo małż syna odwiezie na autobus,więc wiadomo kanapki itp.

A zima był,po niej była wiosna a teraz znowu zimowa aura.....

poniedziałek, 14 listopada 2016

Zimowo ?? Już?

    W sobotę przyszła zima ,na razie jeszcze śnieg leży......Auto na oponach letnich jeszcze ,no nie zdążyliśmy.Wprawdzie małż mi chciał zmienić ale na 5 minut przed jazdą do Krakowa to ja dziękuję bardzo,zawsze mi się zdaje wtedy że kapcia złapię a wole sama tego nie mieć przyjemności robić;)
Bo w Krakowie byłam w środę z córcią na tomografie,odwiedziłyśmy siostrzeńca bo nadal biedak w szpitalu. Jak go zobaczyłam to autentycznie go nie poznałam,szok co sterydy robią,nie to dziecko ,tak nienaturalnie wygląda. Fakt że przytył ale jego buzia okrągła spuchnieta ,no nie wygląda dobrze....Pomału już wycofują te sterydy to jakoś wróci do ''siebie''

     a tak jest teraz u nas:


  tam w skrzynce dobrze widzicie bo tam powtykałam selera i pietruszkę ,tak byle gdzie powsadzałam pietruszki żeby natkę mieć w zimie :)

   Starszy był ze szkoła u nas w mieście na meczach przez weekend,po meczu pozwolili mu spać w domu , a to nie zawsze się udawało bo musiał z grupą w hotelu spać . No i po meczu mieliśmy z małżem u koleżanki imieniny i mieliśmy kierowcę. !  Co nie znaczy że się upiliśmy hehe ;)

Tata na chwile obecną jest w domu,okazało sie że w głowie nic groznego nie ma ...ale....głowa boli. Lekarz przepisał mu plastry i miało mu przejść ....Niestety nie przeszło a zrobiło wszystkie możliwe skutki uboczne no i on chce do szpitala..Nie ma apetytu, nie śpi,
My już nie mamy pomysłu,bo co jakiś lekarz ma pomysł to wystarcza na kilka dni bo potem tata twierdzi że żle go leczą.
Mama wstaje do niego w nocy jak do dziecka. Jest już udręczona tą sytuacją a my już nie wiemy jak mu wytłumaczyć że robimy co możemy a to co się z nim dzieje to skutki chemioterapii. Po prostu lepiej nie będzie,ba...będzie gorzej.
Mówię mu tato przecież nie wywieziemy Cie do hospicjum ...
Ja nie wiem,on chyba by chciał a to jeszcze nie ten etap,jest na chodzie ,sam chodzi za potrzebą,kumaty jest aż za bardzo,nie da sie go oszukać,nie da sobie kitu wcisnąć ,ulotki czyta jak pismo święte....

 Przyjaciółka nadal nie ma córeczki w domu ale malutka ładnie uczy się jeść ze specjalnej butelki. Mimo to rodzice muszą się nauczyć zakładać sondę bo  panienka nie zawsze ma ochote na samodzielne jedzenie.

A z innej beczki to kiszę kapustę od razu w słoikach ,niedużo ale chyba sie uda ;)
 To tyle na bieżąco,za chwile jade z mamą do lekarza rodzinnego poradzić sie co z tym ojcem mamy robić. Nam to na depresje wygląda również,no nic zobaczymy.
 I to jest święta prawda że kiedyś zamieniamy się rolami z rodzicami i to oni teraz są naszymi ''dziećmi''

piątek, 4 listopada 2016

Pierwszy rok minął

     Właśnie kilka dni temu minął rok jak spontanicznie bez planów założyłam bloga. To było całkowicie z marszu ot tak jakoś wyszło,nawet tytuł to jakoś bez zastanowienia . Teraz to mi sie nawet wydaje dziwny bo jakie to ''matczyne turbulencje '' jak to turbulencje zwykłego człowieka.
Więcej tu rodzinnych problemów.   
U mnie jak zawsze czasem są takie dni że ledwie nadążam. A co nowego? A no tata, nadal mu dokucza ból głowy,w końcu zdecydował że musimy rezonans zrobić. Z bratem zdecydowaliśmy że to musi z kontrastem więc krew na cito około 13 wynik po 16 a w innym mieście o 19 rezonans. To oczywiście prywatnie bo też tata co kilka dni zmieniał zdanie ,a my go umawialiśmy do lekarzy i tak czasem nam ręce opadały że w końcu prywatnie dlatego. No i na chwile obecną wiemy że niestety coś w tej głowie jest...w piątek neurochirurg prywatnie.....

 Wczoraj minął miesiąc pobytu mojego siostrzeńca w szpitalu, po tych oponach czy w trakcie-cholera wie on miał/ma  zapalenie rdzenia kręgowego,stąd porażenie na szczęście jednej nóżki. Dzisiaj mały ma ..uwaga..4 rezonans w ciągu tego miesiąca.. Masakra ale jesteśmy dobrej myśli,jest już rehabilitowany . Cały czas dostaje sterydy , niestety to konieczne. I tu obserwujemy coś co nas trochę zdumiewa mimo że wiemy że to wynik leczenia. A mianowicie młody je..je...je  ..normalnie tak zjada wszystko że jesteśmy w szoku co te leki robią,on nigdy nie jadł,był niejadkiem a teraz pochłania wszystko i nowe smaki próbuje. Już nawet lekarze kazali ograniczać mu jedzenie.
 Rodzice  nie mają już sił na kolejne tygodnie rehabilitacji w szpitalu,śpią na dwóch złączonych fotelach obitych dermą,siostra mówi że ma pozycję na ''rozjechanego wróbla'' .Poza tym mają pracę ,a ze mną mały nie chce zostać  Tu u nas jest możliwość rehabilitowania dziecka i do tego dążymy ale to sie okaże co wyjdzie po dzisiejszym kontrolnym rezonansie. 

 W piątek pojechałam po synalka na śląsk ,troche mnie gps wyprowadził w pole i mnie do szału doprowadził ,oczywiście już  prawie u celu ;) No ale w końcu sie udało a z powrotem to mnie syn kierował do autostrady i było ok, no może poza tym że był piątkowy wieczór i to dla niektórych długi weekend. Oczywiście wstąpiliśmy do siostrzeńca w odwiedziny. I już mnie przyjaciółki wypatrywały i żyć nie dawały że czekają na mnie.....

A przyjaciółka  nadal ma dzieciątko w szpitalu,nadal przyszłość rysuje się w dość smutnych barwach. Ściąga pokarm i jest codziennie przy maleństwie. Powiem Wam że jak jestem dosyć twarda kobita to tyle łez wylałam jak o nich myślę że nie wiem czy przy moim chorym dziecku wylałam, no ale chyba też. Strasznie to trudne ,tak rzadki zespół wad genetycznych że około 100 osób ma zdiagnozowanych w Polsce. Nie chcę tu pisać szczegółów żeby ich nie urazić nawet nieświadomie. I to jest na 99 procent aczkolwiek jeszcze wyników badań genetycznych z krwi nie mają.
 No i one dlatego chciały żebym wpadła do nich bo świeża mama pomieszkuje u naszej trzeciej czarownicy. To są takie dobre dusze wszystkie że i moją siostrę i siostrzeńca też odwiedzają w szpitalu jak tylko mogą.

                                                                     .................
 No i mam kolejny dzień,wczoraj nie zdążyłam dokończyć posta. Wieczorem byłam u mamy i z nią w kościele ,mama miała wczoraj urodziny 70 -te już. Jakaś mała imprezka będzie jak siostra wyjdzie z tym małym ze szpitala.
 Jako że starszy w domu tydzień to dzisiaj żeby mu dogodzić bo tak rzadko jest w domu zrobię pierogi ruskie  ;)
 W poniedziałek syn odebrał dopiero prawo jazdy ,no i jeżdzi,nas woził 1 listopada z tym że ja oczywiście lekko panikowałam bo to przecież taki dzień gdzie wszyscy niedzielni kierowcy wyjeżdżają na drogi,uff....chcieli mnie do bagażnika schować;)
 A potem znowu codziennie jezdzi wieczorami do miasta i trening o 20 i potem z kolegami chwile i ja znowu sie martwię bo wraca gdzieś przed północą. Z jednej strony to ok,wiem że nie zabalanguje bo kieruje a z drugiej to świeżutki kierowca.....

 Coś ostatnio mniej zdjęć robię ale podwórko mi sie teraz tak nie podoba że nic dziwnego,wszędzie liście i mokro,ogródek nie do końca posprzątany.
 Za to łabędzie na stawach zostały,zawsze chyba odlatywały a tu proszę,dwa sobie spacerują blisko przy drodze a w sumie jest ich cztery.

Raz udało mi się pojechać na grzyby,wprawdzie już na prawdziwki za póżno ale coś podgrzybków znalazłam



To na dzisiaj chyba tyle,postaram się wcześniej odezwać,pozdrawiam czytelników,pa!


czwartek, 13 października 2016

Czy nie może być spokojniej?

  Już po tytule widać że spokoju nie ma.
Umawianie wizyt u lekarzy różnych specjalności to dla mnie chleb powszedni. Jak nie tata do onkologa to z bólem głowy do neurologa właśnie na dzisiaj ,też z nim.
 Siostrzeniec wylądował w szpitalu z zapaleniem opon mózgowych -na szczęście wirusowym. Co z tego jak z 6 latka jeżdżacego na rolkach,deskorolkach,rowerze,nartach i co jeszcze jeżdzić może...okulał z dnia ma dzień....Wszystko było trzymane w tajemnicy przed rodzicami coby ich nie dobijać no ale w końcu im powiedzieliśmy.
Z małym lekarze nie wiedzą co zrobić,już mu robili usg bioder,rezonans i nic złego nie widać. Chcą zwalić że mu sie zaczyna tak jak ojcu-szwagrowi mojemu bo właśnie w dziecinstwie biodra mu wysiadły . Teraz to już po kilku operacjach i jest ok.
Na moje i nasze oko to on ma to w głowie i ja bym dziecko wypisała do domu ,a już opony wyleczone bo to już drugi tydzień trwa i zobaczyłabym w domu czy nie ozdrowieje. Tak też zaczynają podejrzewać lekarze bo mały skubaniec na nic sie nie skarży a utyka..
Nam to wygląda ewidentnie na powikłania po punkcji no ale nie dadzą sobie tego powiedzieć lekarze,nie i nie twierdzą....
Z drugim siostrzeńcem byłam na odczulaniu bo nie miał kto i tu logistyka jest u nas na wysokim poziomie, brat był gdzieś tam w promieniu 20 km to miał za zadanie go podrzucić pod ośrodek gdzie ja już w kolejce czekałam na niego.

Z córcią byłam też na dwóch wizytach u endokrynologa i neurologa. Mamy zlecony tomograf głowy w listopadzie i jednodniowy pobyt na oddziale endokrynologi w marcu. Czekamy.


 To wszystko w Krakowie,młodą podwiozłam do czarownicy a tamta mnie podrzuciła do naszej Calineczki i mamusi w innym szpitalu. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby mi się nie udało zerknąć w inkubator. Mała jest śliczna,jest karmiona sondą przez ten rozszczep podniebienia ale rehabilitantka z nią pracuje z butelką,kilka razy mała złapała ten smoczek. No i krew pobrali na różne badania genetyczne,coś tam niestety podejrzewają. Czas pokaże.
Kilka godzin spędziłyśmy z naszą kochaną przyjaciółką już w komplecie czyli we trzy. Obolała po tej cesarce jest okrutnie ,psychicznie dla niej to bardzo trudne wszystko no i dalej ta niepewność czy dziecko będzie zdrowe?  To jest wszystko bardzo trudne i jednak jak się ma te dwadzieścia lat to człowiek jest zielony,wydaje mu sie że a co tam choroba.....Po prostu świadomość w wieku czterdziestu lat jest dużo większa i człowiek już dużo w życiu widział i bardziej zdaje sobie sprawe że różnie może być. Ciężko było ją zostawić w tym szpitalu jeszcze jak wracała do pokoju to nas doszedł jej szloch...biedna...wróciłyśmy z powrotem uspokoić....eh....

 Tak stojąc na korytarzu z drugą czarownicą i czekając na mamusie co była przy Calineczce żeśmy kalkulowały tak: mojego siostrzeńca trzeba umówić do tego x ortopedy albo nie,może najpierw do tego Y aha..a potem może do tego niech go zobaczy.... a może reumatolog potrzebny ?....... A Calineczkę do kogo? Hm pewnie do tego x bo trzeba sprawdzić to i to i to....
Czy nasza przyjaciółka musi dołączyć do nas dwóch które już mamy chore dzieci? bardziej lub mniej? czy to jakaś klątwa do czorta? I znowu kolejna będzie w ślad za nami do tych samych prawie lekarzy chodzić?    NIE, NIE zgadzamy sie na to....

Syn starszy egzamin na prawo jazdy zdał skubany za pierwszym razem,testy z pierwszym i jzade też. No zdolny hehe albo miał szczęście. Jechaliśmy z nim prosto prawie z egzaminu z kotletem w bułce bo nie było czasu żeby zjadł normalny obiad. Mecz o 18 był ,to już zostaliśmy ,no i wygrali też . Szczęsliwy dzień był . A już ten egzamin to był miód na serce dziadka ,mojego taty :)

 No i zamiast myć okno,sprzątać, malować szafkę to telefon od mamy mnie skłonił żeby tu się wyżalić i dalej ani jarzyn nie wykopię bo do neurologa prywatnie po południu z ojcem. Pojedziemy we dwoje brat i ja. Już wysiadamy czasem bo tata jest trudnym pacjentem,mama od rana dzisiaj już miała zadanie trzy ulotki od leków na głos mu czytać . I sami diagnozy stawiają....a to że po tym mu płytki spadną ,a to że ma nadciśnienie bo ma 136/70 a nie 100/55 jak zawsze........

A to stolec lużny..............
Ocho ..biegunka sie zaczyna.......
A to za dwa dni..."stolca jeszcze ni ma"....

Się wygadałam ;))
narka,ello.....jak to młodszy gada........


środa, 28 września 2016

Troski są,przetwory jednak też.

  Tak długiej przerwy to u mnie dawno nie było. Czym to jest spowodowane?
A no trochę brakiem czasu ale trochę brakiem weny. Niestety też troskami. Jak ostatnio się cieszyłam że z tatą lepiej to teraz jest dużo gorzej. Jest po prostu żle.Tydzień po chemii wylądował w kiepskim stanie w najbliższym szpitalu  ponieważ lekarka mi nie pozwoliła go przewieść na onkologię tam gdzie zawsze bo po prostu mógłby nie dojechać. To była sobota i dlatego ta onkologia była niedostępna wtedy...
No nic po mojej interwencji żeby się zechcieli skonsultować z kliniką onkologii podali mu płytki krwi wprawdzie "niespecjalnie świeże" jak siostrze powiedzieli...tak właśnie....i myśl człowieku co to może znaczyć? Trzy jednostki krwi też mu dali i postawili na nogi jako tako. Po tygodniu wyszedł do domu z jeszcze antybiotykiem w tabletkach. Eh...za równy tydzień od wyjścia znowu żle i to bardzo...ksiądz wezwany bo tata chciał ,po księdzu pogotowie i na sorze 9 ! godzin. Wprawdzie pod kroplówkami ponieważ tata miał ostrą biegunkę. Chcieli go do domu odesłać po nawodnieniu i sprawdzeniu parametrów. No tylko że na nasze szczęście i taty jednak go zostawili i leży biedny pokłuty ,osłabiony i gasnący w oczach. Biegunke zatrzymali ,we czwartek miał na onkologie jechać ale znowu nic z tego. Ta ostatnia chemia tak go wyczerpała ,my sie nawet już nie zgodzimy na następną,zresztą chyba już mu nie będą proponować. Tata popłakuje , żegna się z nami po kolei,tak to odbieramy,jego rodzeństwo też bo ma młodszą siostrę i z nią rozmawiałam ,tak to odebrała. Smutne to wszystko ,może jeszcze odrobine w spokoju i oby BEZ BÓLU z nami będzie,kto to wie?

Starszego syna małż przywiezie w piątek wieczorem ze szkoły na egzamin w sobotę na prawo jazdy. Musi jeszcze z instruktorem ze trzy godziny pojeżdzić przed egzaminem ,o 12 30 zdaje. I tu będzie hardcor niezły bo egzamin w Rzeszowie a o 17 30 musi byc na Śląsku na meczu.........masakra ale powinien zdążyć. Pewnie pojedziemy na ten mecz kibicować.

 Przetworów w tym roku to trochę narobiłam,w tej chwili gotuje się sos pomidorowo jarzynowy. będzie aromatyczna baza do spaghetti albo do pizzy. Papryki,sos paprykowy,ananasy z cukini,dżem z dyni z pomarańczową nutą no i to nawet dosyć smaczne choć to bardziej taki mus .
sos paprykowy

moje letnie śniadanie jajecznica z cukinią i pomidorem-pychota


z jarmużu zrobiłam czipsy ,dobre ale sama zjadłam :) bo nie wszystkim podeszły
dżem z dyni

ananasy z cukini


A tu kochani dostałam zielone światło od przyjaciółki na zakupy na szmateksie dla maleńkiej calineczki,och jak mi się gęba śmiała jak to kupowałam a jak prasowałam to aż małż sie ze mnie śmiał.
Dwa tygodnie temu była u mnie kochana czarownica,niestety teraz leży w szpitalu,maleństwo za małe i własnie wczoraj zamilkła na głucho a że to charakterna kobitka to chcę to uszanować ale ciężko mi. Druga czarownica mieszka blisko szpitala i ją odwiedzała i też jej unika,eh....

A w ogrodzie resztki kwiatów


i jeszcze taki bukiet warzywno-cyniowy ;)

Co jeszcze?
Młodszy zaopatrzony w strój roboczy na warsztaty. Widzimy że mu sie podoba taka robota. Na pierwsze zebranie zmuszony był iść małż gdyż akurat zeszło się to w czasie planowej wizyty u dentysty z młodszym a że i mojej mamie sie coś plomba ruszała to wyjścia nie miał-albo zebranie w szkole albo bierzesz teściową i syna i do dentysty,wiadomo co wybrał...:)
A ja z młodszym i moją mamą od 15 do 19 nawet z nami wytrzymał ,bo kilka spraw było jeszcze do załatwienia jak wizyta w szpitalu ,galerii ale nie ględził,także może idzie ku lepszemu.
Chociaż dalej czasem wyczuje papierosy....eh...

Za dużo sie nazbierało mi w głowie żeby to spisać,no ale .....

Przed chwilą tata mój zadzwonił do mnie i jest lepiej kapkę ,więc się cieszę .
Pozdrawiam czytelników (jak są, bo coś licho ostatnio:) )
Ja chyba też mało sie udzielam choć czytam regularnie i do następnego

poniedziałek, 5 września 2016

Trochę zwierząt ,trochę kuchni .Życie też

  Jestem. Pogoda dziś barowa to mogę coś napisać

 Ostatniego sierpnia starszy zdawał testy na prawo jazdy ,zdał na szczęście. Teraz musi się zorientować w szkole kiedy da rade przyjechać na egzamin praktyczny. Nie wyrobił z całością na wakacjach ale tak czułam że nie uda się. Nie lubie jak wyjeżdża ,tego pakowania ,dokupowania różnych rzeczy a to gatek mało a to proszk do prania a to to a to łyżwy nowe trzeba ( bagatela 1500 zł) najtańsze !
 Młodszy w nowej szkole zawodowej,mój strach żeby w jakie towarzystwo nie wpadł. Mam znajomą w sekretariacie ale i tak myślę. Spęd w tej szkole,elementów różnych bardzo dużo .Ja go proszę żeby nie zadzierał z nikim to mi co odpowiedział?  "łokieć,pięta,nie ma klienta"

  No i trzeba się martwić,a jakże...

Moja przyjaciółka kochana była u mnie w jedną sobotę. Ściągnęłam też tą drugą czarownicę nie zdradzając tajemnicy tej pierwszej,znaczy tej ciąży. Uzgodniłam to oczywiście z nią. Ależ był szok jak ją zobaczyła ,się popłakałyśmy aż. Wszystko wypadło dobrze,spotkanie miłe,małż przy grillu,a potem w domu bo komary nas zaczęły jeść.

Cukinie,pomidory,papryki,maliny ,jeżyny -to wszystko przerabiam do słoików,choć nie wszyscy to potem będą jeść hehe :)

Ojciec mój miał dłuższą przerwę po chemii i nawet przyszedł do siebie tak że raz sie autem przejechał z mamą do banku,wprawdzie nie daleko ale i to go cieszyło. Jest po tomografii i wyniki są niezłe,pani dr zaproponowała mu jeszcze chemię i teraz właśnie ją kończy . Ta chemia ma być słabsza więc jest nadzieja że go tak nie zwali z nóg. Nawet by jutro wyszedł do domu no ale zgłosił "lużny stolec" a to taki typ że wszystko zgłasza i jest bardzo skrupulatny jak to nam nawet określiła jedna lekarka z oddziału.  ;)

 Inne zmartwienia w rodzinie są , niestety. Kuzynki mąż z którą utrzymujemy kontakty ma hobby...bardzo jednak niebezpieczne bo lata na paralotni . No i dwa tygodnie minęło w piątek jak runął na ziemię bo zawadził o druty po tym jak wpadł w chmure dymu bo ktoś wypalał ściernisko.
 Biedny połamana miednica i udo...i tu uwaga,uwaga ....dzisiaj go operują.......tak,ponad dwa tygodnie leży plackiem,do tego ma cukrzycę .
 No trudno,stało się i sie nie odstanie . Żeby chociaż wyszedł z tego bo naprawde szkoda chłopaka. Żeby chodził,ehh......
 
Takiego gościa miałam przed oknami,już wiem że to sójka ,piękna jest
cukinia gigant
a potem keczup z cukini
pomidory
przecier,papryki marynowane
jest też jarmuż 
i pakowanie starszego
 i spacer u mnie we wsi takie widoki,pływają kaczki a łabędzie się ulokowały w tym roku za wysepką i nie doszłam do nich
a tam widzicie autostradę na słupach
maliny,jeżyny
i tu już w parowniku na sok się szykują
 no i ciasto niedzielne
a jeszcze z przymrużeniem oka to takich pasażerów kiedyś mieliśmy ;) i jeden koniecznie chciał poznać trasę

Jeszcze się pochwalę że byliśmy na swojskiej imprezce,rocznicy ślubu kuzyna małża .Impreza z orkiestrą pod wiatą z orkiestrą i podłogą pod gołym niebem. Tuż przed imprezą oczywiście sie nie chciało małżowi i gadał że aa..do 22 będziemy.....taaa mówię dobra jak chcesz.....szczerze w to wątpiąc .  No i zgadnijcie o której  byliśmy w domu?      O 4 40   a to było 400 metrów od domu.  O i tak zabalowaliśmy. pa pa !

środa, 24 sierpnia 2016

Noc starej matki.

    Po 22 wołam już z łóżka do małża coby zaświecił światło przed wejściem jak sie będzie kładł bo starszy na osiemnastce a tam rozłożona wielka drabina,biurko stare sie maluje,jakies ze dwa pustaki ,no i mogłby wleść w to wszystko jak będzie ciemno...
Zasnęłam. Śpię,bach sie przebudzam druga minęła,rzut oka na telefon smsa brak.Wstałam sie przeszłam zobaczyć jak ciemna noc bo przecież jak sie tak będzie świecić w oczekiwaniu na pierworodnego to mi te ćmy całą świeżutką elewację obsiądą i szlag trafi naszą robote. Zgasiłam ,nie jest tak ciemno może trafi. Położyłam się, myślę... a może sie opił ? A może nie,tak sie ogadałam jak zawoziłam towarzystwo sztuk trzy,impreza w lokalu weselnym aż i dlatego w środku tygodnia.Stroje z lat 80tych obowiązywały, (jakieś mu wyszukałam płaszcz prochowiec mojego ojca hehe i krawat stary) No nic może ma coś rozumu i sie nie upije. Zaglądne na fb czy tam co z tej imprezy nie ma. U mojego cisza ale....u kolegi .....aaaa tekst: " wódka to twój wróg ,trza ją w morde lać" i fota.... No to żeśsie matka uspokoiła,mojego na tym zdjęciu nie ma ale gdzieś obok?.
Wysłałam sms. Cisza, nawet nie doszedł bo nie mam raportu. Drzemię już, 3 50 ,sms nie doszedł,cholera jasna czemu nie doszedł,telefon rozładowany? zasięgu brak? rozwalony w jakiejś bójce???  O mój Boże--- osiemnaście lat temu też przez niego nie spałam bo jadł w nocy co półtorej godziny ,zapiski robiłam ile razy karmiłam to rano nic z tego nie wiedziałam bo kiedy był koniec karmienia a kiedy początek nie wiedziałam. A teraz dorosły kurde, wróci czy nie wróci? zadzwoni żeby go odebrać czy nie zadzwoni? Będzie spał u kolegi czy nie będzie? Nie leży gdzieś pijany,czy leży?
 O ludu...4 40 sms dostarczono-raport-
 Cisza nadal,nie odpisuje,próbuję spać,gdzie tam.
Słyszę otwierają sie drzwi,nawet ich na klucz nie zamykamy jak wychodzi. Hop ,matka na nogach wychodzi do syna,żyjesz? No żyję ,ale mamo jak nam sie jeden kolega opił tośmy go ledwo odprowadzili do drugiego kolegi do domu spać.....
No to dobrze że nie ty w takim stanie ,sobie pomyślałam.
Poszedł spać a ja do wyrka z powrotem może usne na dwie godziny chociaż... A nie zasnę ,kurde bo za trzy dni Czad festiwal niedaleko,zlot z całej Polski będzie,pijństwo podobno na potęgę ,młodzież wali pociągami, w wiosce jedno wielkie pole namiotowe a młodszy coś przepowiada że on w sobote u kolegi będzie spał.... No i po spaniu. Czy on na ten festiwal sie nie umawia z kimś? I co cholera robić?
    Młodzież z podwórka przegoniona,zeszli niżej na łąke-boisko wiejskie na naszej łące. Też trzeba zachodzić sprawdzać co robią. Jeden 17latek w niedzielę miał urodziny i jechał przez wieś z flaszką wódki w ręce!!! Normalnie wiózł jak stary lump. To mi powiedział starszy syn bo go widział . Dobrze że mi powiedział to żeśmy z małżem zaglądali ,mój był w porządku,nie pił i nawet wtedy nie palił ale ten "jubilat trzeżwiał na łące dalej.

Boże kochany to my zagladamy,pilnujemy ale do cholery gdzie inni rodzice? W tym dziewczyny. Jak tam zaszłam to sie pytam a gdzie ta i ta no dajmy na to Kunegunda? To co ci nastolatki odpowiedzą? A że robią 500 plus tam na łące dalej.......

Szczęśliwie towarzystwo sie rozeszło,nasz wrócił reszta wytrzeżwiała i też sie rozeszła. Myślę że gdybyśmy tak nie pilnowali to pewnie też by sobie pozwolił a tak to sie boi. No i bardzo dobrze.

 Tata na razei w domu,w poniedziałek miał tomograf,we wtorek miał iśc na chemie na oddział no ale nas wrócili do domu bo wyniku tomografu nie ma. Zdenerwowalismy sie troche bo przecież po co było starego człowieka wozić,stresować ,krew brać,żyły niszczyć a potem z kwitkiem do domu.
Przecież to było do przewidzenia. Za tydzień sie zgłosić.
 Może wpadnie przyjaciółka w ten weekend właśnie, ta w ciąży bo jej małż też na ten festiwal chce na któryś koncert. Cieszę sie że przyjedzie o ile nic sie nie zmieni. Tylko te małolaty spędzają mi sen z powiek.
A dla odmiany córcia nie rusza sie z domu! Ale to totalnie nie wychodzi do nikogo ,nikt nie przychodzi , no i tu w drugą strone się martwie :)
Nie dogodzą mi.
 Meble malujemy córki na biało,sosnowe łóżko,komoda ,biurko,półka. A zgodziłam sie w końcu bo już dawno chciała ,i maluje ona i ja z nią.
Keczup z cukini zrobiłam. Ale to kiedy indziej,papa

wtorek, 9 sierpnia 2016

Zmęczenie materiału latem;)

  Jestem .
Co by Wam tu napisać? Pomału szczerze mam dość lata. Nigdzie nie wyjechaliśmy i nie pojedziemy . A to za sprawą finansów ale i młodzieży. Bo oto młodzież ze starymi jechać nie zamierza. Jeszcze starszy by może pojechał ale młodszy nie ma zamiaru. I w ten oto sposób musimy być na straży w domu. Wykańczają mnie stopniowo grupy młodzieży którzy u nas zrobili sobie spęd, przesiadują w altance, nieraz ide na kontrol, albo krzyknę z dala bo np słyszę jak przeklinają ,drą się albo za głośno słuchają muzykę. Ta ''muzyka'' to  rap a w tym troche wulgaryzmów. Ręce opadają .
Zeby było mało to jeżdża  skuterami,i bywa tak że w ciągu pół godziny potrafią mi z 10 razy przejechać pod oknami. Maluch w tym tygodniu im coś szwankuje i odstawiony u kolegi w garażu(kolegi synalka) My nie mamy ogrodzenia i inna grupa kolesi im kiedyś pod ich nieobecność porysowała.
Biedny maluch...;)
Ale ale nie tylko maluch i skutery bo jeszcze któryś tam kolega ma gokarda ale takiego co też jak przejeżdżają to mi szklanki w szafce drżą. A ja z nimi bo jeden kieruje a drugi kuca na tym czymś zwłaszcza mój młody i garują dosyć szybko...

Poza tym dołączyły do chłopaków dziewczyny.....Powstały dwie pary...tak tak,mój prowadzi za rękę blondynkę a jego kolega brunetkę. Dziewczątka teraz mają zrobione paznokcie,brwi i cholera wie co jeszcze. Kolejne dwie przyplątały się z miasta ale te troche mi sie nie podobają. No nic obserwuje to to i czasem coś kąśliwego powiem. Np drogie panie w ogródku mi sie wala biały na szczęście rozwleczony ...tampon...
 Masakra, zwróciłam uwagę na co zatrzepotały rzęsami dlaczego wszystko na nie musi być...No sorry winnetou to chłopaków???? się ich pytam.

I tak nam leci ,a no zołza jestem może ale i tak im pozwalamy na dużo bo inni rodzice nie pozwoliliby tak siedzieć na własnym podwórku. Czasem z nimi dyskutuję o tym to tłumaczą że nie mają gdzie. Jak wzięli kiedyś koce pod pachę i poszli na łąki to już moja głupia wyobrażnia stwierdziła że może lepiej jak ich miałam na oku. Cholera to wie tą dzisiejszą młodzież .
Palą papierosy nadal,chociaż myślą że nie widzimy a ja poczuję jak palą z daleka. Przeważnie w sobotę proszę ich że w niedziele ma ich tu nie być.  Nie ma intymności ,jak dawniej rozebrana z bluzki chodziłam na upale w biustonoszu lub jakiejś górze od stroju tak tera się nie da bo mnie krępuje ich obecność.
 Starszego wożę a to do dentysty bo musi naprawić zęby na wakacjach,a to na jazdy podrzucać a to w nocy mamo przyjedż. Zęby miał dosyć zdrowe ale jak jest w roku szkolnym tylko na weekendach i to raz na dwa miesiące to nie było kiedy w paszcze młodzianowi zaglądnąć i tu zonk  zęby troche dziurawe. Więc nasza pani stomatolog poszła nam na rękę i rozpisała wizyty tak żeby zdążyć przed wrześniem ze wszystkim.

U przyjaciółki byłam,przytuliłam ,pogłaskałam po brzuszku twardziutkim ciążowym. Trzyma się jakoś ale najlepiej żeby ją teleportować albo uśpić na trzy miesiące jeszcze i niech to będzie już. Strach duży.

Grille,imprezy od czasu do czasu . Gotowanie,sprzątanie,normalka. Cukinie,leczo-moje smaki latem. Ciast mniej ale i owszem są ,np takie w niedziele było z tego przepisu//itisaboutbaking.com/2015/12/14/ciasto-z-kajmakiem-karmelkowy-raj/

Miałam tez siostrzeńców w tamtym tygodniu od poniedziałku do piątku. Ile się nakombinowałam żeby cokolwiek zjedli to masakra . Nie miałam takich niejadków.....
Aaa....no dom odmalowaliśmy pięknie z małżem samodzielnie i powiem Wam że jest pięknie. Domek jest niski dworkowaty ale te tralki to mnie do szewskiej pasji chciały doprowadzić przy malowaniu. Jeszcze je kończę i pomału mam dość. 

 --------
 Jestem po 5 godzinnej przerwie. Pojechałam z mamą do miasta. Tata w szpitalu,już nie dam rady opisać kiedy w domu a kiedy w szpitalu. Najdłużej między chemiami to w domu był tydzień.Teraz już tydzień jest w szpitalu bo znowu chemia go zmasakrowała. Korzystając z tego to mama chciała na zakupy. Kupiła sobie czarny kostium elegancki klasyczny. Nie wiadomo kiedy i na jaką okazję ale chce mieć w zanadrzu czarne ubranie.A że to czarne to przecież nie tylko na żałobę może górę założyć do czegoś innego a i spódniczka się jej przyda.
Tak niestety pomału sie myśli i o śmierci. 
a w ogrodzie trochę nuda,czasem bociek zawita
tak moja magnolia ma parę kwiatów w lecie
jeżyny
kasztan

Pierwsze pomidory już zjedliśmy,trawa rośnie jak głupia po tych deszczach. Chyba tyle na dzisiaj,lece do ogródka pomidory podwiązać i może wyrwać ogórki zżółkłe, do dyni zaglądnę bo jest ich tam parę. 
Do Was zaglądam ale coś pewnie mało komentuję. Generalnie już jestem zmęczona tym latem bo za dużo tych robót ,często o godzinie 21 schodziłam z drabiny i po kąpieli padałam .Uściski dla zaglądających do mnie!  


wtorek, 19 lipca 2016

Osiemnaste urodziny, mieczyki i full pracy.

Jak ja nie mam ostatnio czasu ,no normalnie masakra jakaś.
Dom z zewnątrz sie remontuje,małż z bratem kończą to co powinno być już dawno zrobione. Ja gruntowałam ściany tylne dzisiaj.
Chybię się na drabinie oklejam taśmami,już frontowa ściana prawie gotowa,bardzo jasny kolor wybrałam.
 Wczoraj byłam z tatą do kontroli,dopiero w czwartek zeszły wrócił do domu,jak będzie w piątek dobry wynik krwi to idzie na kolejną chemię.
 Póltora tygodnia leżał,przeżył dodatkową traumę na oddziale,zmarł przy nim młodziutki dwudziestoletni chłopak. Tata miał po tym psychologa,bardzo to nim wstrząsnęło.

Chaotycznie będzie ,uprzedzam hehe...

 Grill był międzyczasie ,gości z Krakowa miałam ale to już półtora tygodnia temu w sobotę.Córcie mi odwiezli,byli z czwórką nastolatków ,więc wesoło było.

Najważniejsze na ten tydzień- syn skończył w niedzielę OSIEMNAŚCIE lat!
Z tej okazji teściowa mszę św załatwiła bo jest teraz brat teścia 86 -letni wujek mojego małża. Wujek trzyma się swietnie,samochodem jezdzi,z Wrocławia autostradą.....
Że to była niedziela-ta msza to teściowa zaprosiała "SIĘ" z nimi na obiad do nas...
No cóż szczęśliwa nie byłam ale dałam radę obiad pyszny zrobić . Skoro już tak to trzeba było tort jakiś upichcić i po obiedzie zaserwować. A no i brat mój też się załapał bo akurat bratowa była w pracy a bratanica na melanżu gdzieś się zawieruszyła;)to już 23-latka-śliczna dziewczyna moja chrześnica .
Deszczu dolewa ,już wszystko zarosło,ziemniaki w trawie,truskawek nie widać.Ogórków już więcej nie robię ,ze 40 słoików to już dość.Jeszcze teściowa mi oferuje porzeczki czerwone,pewnie kompoty z nich zrobię.
Do mojej przyjaciółki w ciąży może pojadę w niedzielę . Już sie cieszę na to spotkanie choć łzy sie pewnie poleją nam obu.
Mieczyki mi zakwitły zostawiam Wam zdjęcia



pierworodny:)



a tu młodszy ,tak tak dom wariatów:
 buraczki,dynia i cukinia żółta
jeszcze dzisiejsza cukinia faszerowana

Uff coś zdążyłam naskrobać,papa :)