poniedziałek, 29 lutego 2016

Zlot czarownic;)

Piatek wieczór ,smsy od starszego syna że jedzie do domu autobusem z przesiadką w Krakowie. Tylko mamo zobacz mi połączenie. Ok patrzę nie ma bezpośrednio do nas bo nie stają w naszym mieście,trzeba jechać po niego 40 km. Biegiem z jednego autobusu do drugiego i jeszcze obawy że miejsc nie ma . W jednym nie ma ,w drugim mu się udało,zdążył bułkę sobie kupić ale już nie zdążył jej zjeść bo plecak musiał dać gdzieś do schowka. Trudno droga młodzieży trzeba myśleć co by głodnym nie być.
No denerwujące to że trzeba po niego jechać bo autostrade z podwórka widzę w lini prostej 500m a nie może wysiąść.
Jak już wsiadł bezpiecznie do drugiego autobusu to ja pojechałam do siostry na noc,po syna ojca wysłałam,po 22 dojeżdżał. U siostry była córka i w sobote nie miałabym czasu jej odebrać. Równocześnie zaczęło sie klarować spotkanie z przyjaciółkami moimi tymi "trzy razy "A" "
 Zanim do tego doszło to nie mogłam zakrętu złapać bo od siostry dotarłam do domu w sobote w południe,a tu jak zwykle na gospodynię czekał dom do ogarnięcia i menu do upichcenia a syn jeszcze chciał buty jechać sobie kupić bo dostał coś grosza od wujka. Międzyczasem miałam klienta znajomego i ten przyjechał z psem którego ma od nas ,od naszej suki. Fajne psisko ,kudłata jak nasza hehe no identyczna matka tylko młoda,dzieciaki tego znajomego zachwycone psem ,a dzieci jedno małe ledwie roczne i z tym psiakiem od maleńkiego.
Buty starszy kupił,sms od przyjaciólki że jednak sie zdecydowała i jedzie do mnie,tak ją namawiałam żeby dzień wcześniej jednak wpadła bo w niedziele to ani wina sie nie napije bo musi wracać a tak to się nagadamy do bólu. W niedziele ta druga do piero miała dojechać.
O zgrozo ja mam około 2-3 godziny na upitraszenie czegoś ,posprzątanie i upieczenie ciasta. Mało.
Kupiłam kawałek ciasta ale pieronem coś upiekłam z jabłkami podobne jak tydzień wcześniej,ciepłe było na jej przyjazd .
Sałatka z rukolą,kurczakiem,fetą,słonecznikiem ,sosem z nutą miodową już zrobiłam w towarzystwie przyjaciółki. Drugą na niedzielę żeby była mi małż pomagał trochę ,marchewke pokroił,jajka obrał,szynke pokroił,kukurydze otworzył (już nie wiedział że trzeba odsączyć ale to szczegół i pewnie sie czepiam ;) ) ser topiony zmroził,no ok
Córe zagoniłam do roboty, pranie za praniem wstawiam ,jedno suszymy na kaloryferach bo to synuś przywiózł mamusi a jakże nie wykorzystać  :)
No dobra nawet zdążyłam sie wykąpać i potem już żeśmy spędziły miły wieczór i ....tak do  2,30 zeszło..
Niedzielny poranek ciężki ,z niewyspania wszystko boli chociaż głowa na szczęście nie. I tak obiad,rosołek,postawić do kościoła wszyscy,potem jeszcze żeby psiapsiółce dogodzić a może zrobię warkocz z ciasta francuskiego a co zostanie po obiedzie to jeszcze na przystawkę będzie. Ale oprócz warkocza udek parę a i kotleciki surówka .
 Jeszcze pełne zaskoczenie w postaci telefonu od pewnej ciotki-pani hm... głupia troche sytuacja ale jak byłam bardzo młoda to mnie zrobiono matką chrzestną pewnej maleńkiej dziewczynki ,naprawde maleńkiej bo 90 dkg miała ,niestety patologia tam była. Ale no wstyd mi bo nie utrzymywałam kontaktu a no powinnam jako chrzestna. No ale ... I tak oto mam wesele ...już 2 kwietnia...... I "jestem babcią" bo pani młoda już ma dzieci,chłopca 6 lat i malutką Lenke którą poznałam właśnie 5 miesięczną. Ślub będzie kościelny . Bardzo mi to nie w czasie taki wydatek,oj bardzo ale nie mam wyjścia.
Stresowałam się tym spotkaniem ,przeprosiłam moje psiapsiółki czarownice że tak i tak wyszło ale będą dodatkowe osoby. Te sie ze mnie uśmiały ,obsiadły stół polały drinki i nawet było sympatycznie , Chrześnica z mamą była i koło 1,5 godziny i pojechały. Przyszłego pana młodego nie poznałam bo został z synem bo niby mały by się u nas nudził. Wcześniej wypytały przez telefon jakie mam dzieci...

     A myśmy jeszcze posiedzieli ,brat mój jeszcze przypadkiem dołączył. Starszy nie wiedział jak i czym jechać do szkoły bo albo jak pojedzie ty to z tamtąd nie ma czym do szkoły a może tym nocnym o 1 30 , a może tamtym .W końcu zabrał sie z psiapsiółką do Krakowa i od razu w inny bus do Katowic. .Stamtąd na szczęście sie mu udało tylko sobie zapomniał że mi miał napisać sms że już jest w szkole i chciałam na zawał zejść przez niego. Już nawet do internatu chciałam dzwonić aż napisał że idzie spać,godzina 23 . Uff a ja sie strachu najadłam.
 To tak weekend intensywny,dzisiaj odpoczywam ,spisałam to tu co się działo,obiad jeszcze z wczoraj jest. Do szkoły wybyła młodzież po feriach,ja też w sekretariacie już rano byłam zwolnienie z wf dostarczyłam córki,parę podpisów złożyłam.
Na próbę chóru dzisiaj się wybieram. Zdjęcia wczoraj jakieś były ale nie mogę ich tu chyba wrzucać tak bez wiedzy moich kochanych wariatek
A już wracając do wesela to w krakowie u "A" kiecki czekają na wypożyczenie, dobrze że jej się też przytyło;)

czwartek, 25 lutego 2016

Po kontroli i powrót codzienności

Pamiętnik mi się tu tworzy pomału. No nic niech będzie i tak.
 Więc w niedzielę wrócili na łono rodziny małż i córcia,młodszy został jeszcze u siostry .Naprawde się ucieszyłam że chciał z młodszymi kuzynami zostać. Koledzy nie byli chyba zadowoleni bo wydzwaniali i przychodzili się pytać kiedy wróci?
A nie wiem chłopcy ...( z dziką satysfakcją odpowiadałam)

A ja głupia zamiast leżeć i sie byczyć to w niedzielę obrałam z 5 kg jabłek upiekłam ciasto z tego przepisu http://www.garnek.pl/eva45/9791522/ciasto-z-jablkami
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym od siebie tam nie dodała coś ,a dodałam oleju odrobine i mąki krupczatki,no i z dwóch porcji zrobiłam na dużą tortownice.

Resztę jabłek zesmażyłam do słoików. Upiekłam jeszcze chleb ale nie mam zdjęcia,w każdym razie smakował.
Tak więc córcia z ojcem wrócili już na noc koło 22.  Ja przez ten czas zobaczyłam 4 filmy ,dwa w kinie i dwa w necie,dużo jak na mnie.
We wtorek rano jednak młodszy już wrócił do domu .Ja z córcią pojechałyśmy do Zakopanego . W sumie 6 godzin za kierownicą,w tamtą strone ok ale powrotna droga to deszcz ,mgły,ciemność i non stop lało a zaczęło gdzieś 20 km od zakopca. No ale dojechałam . Kontrola córci ok,wszystko się trzyma w kręgosłupie na swoim miejscu,jest dobrze. Doktorka było miło zobaczyć jak zawsze....milusi jest hehe...i młody i nawet wyjątkowo szybko żeśmy były po wizycie bo w dwie godziny to naprawdę nigdy tak krótko się nie udało. Jest tylko jedno ale.. doktorowi się pomyliło i już w grudniu nam ustalił termin ale jak sie zorientował to czemu nam nie zmienił,hm i dał młodej jeszcze zwolnienie z wf do czerwca a kurde już by mogła ćwiczyć. Może już wszystko robić oprócz fikołków i uważać żeby sie nie wywracać na rowerze,na deskorolce,na łyżwach bo też pytałam o to i na trampolinie może skakać. W razie czegoś nie daj Boże przyjeżdżać bez terminu.
Potem podjechałyśmy pod skocznię ale mnie troche zaskoczył ruch no bo zawsze jak byłyśmy to w sezonie takim spokojnym a tu ferie jeszcze. Pan chciał za parkowanie 15 zł ale się mu stawiałam że dlaczego tyle?? A no bo to całodzienny bilet,o to ja dziękuję ja chce na pół godziny tylko. Łaskawie mi kazał przejechać dalej i nie płaciłam nic.  Potem podjechałam pod krupówki i tam ledwie znalazłam miejsce ale sie udało,nie mam teraz inwalidki za szybą bo po tych zmianach nie stawałyśmy z córcią na komisje,wcześniej się jej należało i to było duże udogodnienie ale trudno ,aż tak chora nie jest ,niech inne chore osoby korzystają.
 Chwila na krupówkach w tłoku,oscypki kupione do domu i zjedzone na ciepło też .
 Jakieś jedzonko i wracamy. Pogoda tam taka sobie,gór chwilami nie było widać i zaczęło kropić ale ciepło. 
 No i już czwartek,wczoraj obudziłam się a na zewnątrz biało i temperatura spadła . Młodszy już z kolegami ale pod kontrolą. Dla odmiany córcia teraz u siostry matkuje młodszym kuzynom,siostra z małżem pracują. 
Wczoraj też odwiedziłam rodziców,wzięłam jajka od maminych kurek. Tata po kontroli onkologicznej w porządku,następna w kwietniu i wcześniej tomograf. Rodzicielka zauważyła moje zgolenie no ale nawet nie gadała wiele.
Te kilka płytek które przykleiłam były niezafugowane więc wczoraj wieczorem to uczyniłam.Książkę skończyłam więc za kilka godzin zacznę nową. 
Co chwile znajduję na swojej drodze części garderoby małża i syna i nawet buty snowboardowe no bo sie suszyły.  Aaa.. a tak było posprzątane

sobota, 20 lutego 2016

Słomiana wdowa i cisza...

Znowu jestem :)
 Zostałam SAMA w domu. Ciekawe doświadczenie powiem Wam.
 Córcia w czwartek okazyjnie bo małż jechał na mecz do Tych,została w Krakowie u koleżanek. Małżon wrócił gdzieś w nocy,wcześniej syna odwiózł do internatu po drodze. Mimo słabych wyników meczu z każdej drużyny wybierany jest zawodnik meczu. No i się mojemu synowi dostało to wyróżnienie.Fajnie.
Potem wyklarował się plan w sumie szwagra żeby pojechać na 2-3 dni do Krynicy. Mój małżonek już w sumie zrezygnował z tego bo wcześniej też miał ochote ale ja teraz "udzieliłam zgody" na te wojaże mimo mocno lichego budżetu. A zrobiłam to ze względu na młodszego żeby z dala od kolegów pobył rodzinnie z ojcem i kuzynami.Tam już ledwo ledwo te stoki chodzą i to już ostatni dzwonek było jechać.Pojechali koło 9 rano.Jak zjechali z podwórka to się kapnęłam że laptop został. Hura,hura,nie dzwoniłam im haha. A co mogli myśleć:)
Ja wpadłam w wir sprzątania,prania itp. Ale nie przesadnie znowu.W piecu musiałam sobie zapalić w skarbowym musiałam być ,małżowi opłacić podatek. Potem pana z DHL przyjąć i podać mu przesyłkę mężowską gdzieś tam w Polskę szła.

  Więc zostałyśmy z siostrą same,ona pracuje i po pracy przyjechała do mnie ,zamówiłyśmy pizze a na 19 pojechałyśmy do kina.Plany były większe na nocne spędzenie czasu ale się nam odechciało. W kinie wyboru za bardzo nie było ,grali "Zjawę" - no tyle krwi i brutalnych scen to ja nie widziałam dawno. Masakra .

Niestety w tym kinie z tego napięcia fabuły to mnie głowa rozbolała. No ale ok. Wróciłyśmy każda do swoich domów bo ani mi sie nie chciało ani siostrze u mnie zostać,a ona musiała jeszcze 30 km jechać. Dzisiaj zobaczę co przyniesie dzień,może pojade do niej i sie spijemy winem albo nie wiem co. Czekam na propozycje,na razie jednak towarzyszy mi cudowna piosenka i wspaniała kobieta,o taka




No po prostu mnie rozwaliła na łopatki a wczoraj sie poryczałam przy tym , posłuchajcie, cała płyta "Atramentowa" no super po prostu. Z miesiąc temu słuchałam znowu tego : różne takie ale teksty takie prawdziwe :





Byłabym zapomniała że tak całkiem sama to nie jestem ,mam psa i też nim sie trzeba troszke zająć.
Czekam też na telefon od mamy,siostra już została przesłuchana przez rodzicielke tak mniej więcej:
      -nie było was w domu
      - byłyście razem?
     -gdzie?
     -na jakim filmie?
     -o to chyba nie u nas w kinie? pewnie gdzieś dalej...
     -o to chyba straszny jakiś
     -a co jadłyście?
     -a kiedy wróciłyście?
     -a co będziecie dzisiaj robiły?
      Taką pobudkę miała siostra która chciała sie wyspać skoro cisza w domu. A i do mnie miała dzwonić ale siostra jej powiedziała żeby jednak odpuściła i nie robiła sobie wrogów....
Czuję że będzie zgrzyt....

 Mało odpisywałam na komentarze pod wcześniejszymi postami ale wszystko czytam i dziękuję za nie :). Chyba sie ogarnę i pojadę do sklepu pantofle muszę sobie kupić. a że "rapy" mam konkretne to będzie ciężko ;)
  Jutro już wrócą z wojaży i córcie po drodze zgarną i znowu będzie pełno w domu, o idę bo pies chce sie dostać,skrobie w drzwi ,niestety....i niszczy....
 Miłego weekendu kochani !!

czwartek, 18 lutego 2016

Cappuccino,bezy

Ciasto cappuccino ,chociaż na pewno pod innymi nazwami znane.
                        CAPPUCCINO
 
                                     Składniki :
              80 dkg jabłek
               1 szklanka cukru 
               1 szklanka mąki krupczatki
               1 szklanka orzechów włoskich pokrojonych(zgniecionych wałkiem)
                garść rodzynek -niekoniecznie

                5 jaj
                1/2 szklanki cukru
                1 szklanka mąki pszennej
                1 łyżeczka sody
                1 łyżeczka proszku
       Jabłka obrać pokroić w kostkę zasypać szklanką cukru,zamieszać. Po jakichś 15 minutach wsypać mąkę krupczatkę.pomieszać odstawić ,przygotować orzechy i rodzynki. Ubić 5 białek na sztywno, dodawać cukier i potem żółtka ,wymieszać. Mąkę przesiać pomieszać z sodą i proszkiem dać do białek . Wymieszać łyżką. Do jabłek dać przygotowane orzechy(rodzynki) i połączyć z jajkami( biszkoptem ) Wyłożyć na dwie blaszki i upiec,ile ? nie wiem ,zależy od piekarnika ,u mnie chyba z 35-40 minut temp 150 (pojedynczo piekę blaszki)






                                    Biszkopt:
                  3 jaja
                  1/2 szklanki cukru
                  cukier waniliowy
                  3/4 szklanki mąki pszennej
                  łyżka wody
                  szczypta soli
                  1/2  łyżeczki octu
                  na czubek łyżeczki proszku
Oddzielić białka dać do nich łyżkę wody ,szczyptę soli. Ubić na sztywno dodawać cukier,ubijać . Do żółtek dać ocet i tyle samo wody na łyżeczce i proszek,wymieszać wlać do białek. Połączyć , wsypać mąkę i już łyżką delikatnie wymieszać.Upiec
Może Was dziwić biszkopt tylko z 3 jaj,no mi takie wychodzą ,można według swojego przepisu jakikolwiek cienki biszkopt upiec.

                                    Masa:
                 4 jaja
                 3 łyżki cukru kryształu
                 1 szklanka kawy cappuccino-smak można dowolny,orzechowego nie                          próbowałam,śmietankowy ,waniliowy
                2 kostki masła (ja dałam kapke mniej)
                2 łyżki cukru pudru
                 odrobina spirytusu

 4 całe jaja ubić na parze (garnek z wodą na ogniu,na to miska z jajami) z 3 łyżkami cukru,uważać żeby się jajecznica nie zrobiła.Odstawić do wystudzenia,pod tą pianą jest to płynne troche ale tak ma być.Cappuccino zalać 1/4 szklanki gorącej wody albo nawet mniej ,po prostu żeby sie to wymieszało i taki klajster zrobił. Masło ucierać z dodatkiem cukru pudru . Ja jest dobrze utarte dodawać po trochu jaj i kawy,ucierać i na końcu spirytus.

Placki przełożyć masą ,w  środku ma być biszkopt który można czymś nasączyć jak sie wydaje za suchy,dowolnie udekorować

   Bezy zrobiłam ale szczerze mówiąc nie wiem co ile miałam bo białek miałam w słoiku litrowym w lodówce i nie wiedziałam ile ich mam ,koło 7 było .Na oko ulałam (około 5 ) dałam szczypte soli i pewnie ze 40dkg cukru pudru i łyżeczke mąki ziemniaczanej i troche wyciśnietej cytryny

                  One się długo suszyły w piekarniku w niskiej temperaturze a że nie mam cierpliwości to niezbyt ładne były bo w końcu łyżeczką nakładałam. Temperatura u mnie to tak 130,potem 110,100 a nawet mniej. Fajnie wyschły ,potem zaczęły wilgotnieć ale to tak za dwa dni,no dobre były. Aha i czasem uchylałam drzwiczki piekarnika.

                                              SMACZNEGO !

środa, 17 lutego 2016

W kuchni i na lodzie :)

 Nie wiem od czego zacząć no ale chyba trzeba od początku.. To tak .Starszy przyjechał w środe w nocy. We czwartek odstawiłam go na lodowisko z całym tym  sprzętem hokejowym na 16tą. Ja pojechałam do rodziców i z nimi do lekarza,znaczy z tatą ale mama z nami. Nieważne,nie o tym chciałam. Koło 19 byłam w domu a syn miał mieć trening już drugi tego dnia koło 19. No nic niech ćwiczy,koło 21 spodziewałam sie tel typu" mamo przyjedż po mnie" Nie dzwonił, nie odbierał,nieosiągalny... Wszystko by było ok gdyby nie to że jak go odwoziłam to mi powiedział że jeden kolega ma dzisiaj urodziny 18.. No to mi wyobrażnia zaczęła pracować.. Koło 23 już wysłałam sms do kolegi jedynego którego miałam nr i chłopak mi sie dowiedział że syn został na treningu  trzecim( !!) tego dnia z oldbojami czyli z tymi najstarszymi hokeistami i że wróci z kimś tam.
 
 Tak więc synuś drodzy pańswto był w domu do poniedziałku i się przez to nie wyspałam bo albo czekałam na niego w nocy albo odwoziłam o 6 30 rano. W piątek dwa treningi ,powrót znowu o północy,w sobote trening jeden o 7 rano a drugi o 22 w nocy ,w niedziele tak samo o 7 rano i drugi o 22 .Tyle że w niedziele pojechał z kolegą skuterem.
 Ledwie go zdążyłam ostrzyc,bo nie było czasu a po treningu to wykąpany to nie chce ...o i tak. W końcu w niedzielę go strzygłam przed odwiedzinami u dziadków ,(znaczy z mojej strony) teściowie sie tak ani nie zainteresują nim za bardzo- to tak w obie strony działa ;)

 Skoro synek był to chciałam mu dogodzić w kuchni. Jak się rozszalałam to w sobotę piekarnik hulał chyba z 7 godzin głównie za sprawą bez. A no i mam dużo jabłek bo sołtys rozprowadzał ,gmina czy tam kto więc był jabłecznik ale jakoś mi nie smakował,za mało jabłek dałam
Było ciasto cappuccino


Były gołąbki :)
 Było przesadzanie beniamina do nowej pomalowanej donicy


W sobotę małż pojechał ze znajomym na stok ,młodszy smartkacz nie chciał i został. Na moją udrękę został ,koleżki i tak dalej. 
Potem  poniedziałek i rano małż tym razem z synem młodszym pojechali znowu na stok pożegnani moim fochem... bo kużwa nie stać nas na takie atrakcje jak nawet jednodniowy wypad,no ale małż ma inne zdanie....no coments..
Zostałam więc z córcią i starszym  aaaa...zapomniałam dodać że od niedzielnego popołudnia mnie głowa nie tak że bolała tylko napierdalała...i w ten poniedziałkowy ranek też ,więc foch dodatkowo może być usprawiedliwiony...
Starszego w południe odwiozłam na trening z torbą spakowaną już bo od razu pojechali autokarem na Mistrzostwa Polski Juniora młodszego. Tak szczerze to oni nie powinni się tam znaleść ale pan prezes ich wystawił a wiadomo było że dostaną bardzo w d....e   bo przeciwnicy mocni i większość się uczy w SMS ( szkoła mistrzostwa sportowego) A w naszej drużynie tylko mój biedny syn chodzi do takiej szkoły i co on sam mógł jak reszta licho gra ,a i mój wybitny nie jest aż tak. 
Wczoraj pojechałam ze znajomymi to zobaczyć to naprawdę szkoda chłopaków.Ale cóż ,a to matka z synem:
 We czwartek pojedzie małż na mecz a potem syna trzeba odstawić do szkoły od razu ,chyba żeby cudem wygrali to zostają na finały w sobotę i niedziele. Ja już nie pojadę bo zostanę młodszego pilnować.
 Co do młodszego to dostaję pomału obłędu,i tak myślę że jakbym może mniej zwracała uwagę na to co on robi,mniej obwąchiwała to by sie chłopak wyszumiał i bym o tym nie wiedziała?  On już sie czuje troche osaczony i twierdzi że sie wyprowadzi  . Ja mu gadam że sieE martwię po prostu to ten mi że ok ale że PRZESADZAM.!
No i być tu matko mądra, zresztą z małżem sie o to wychowanie kłócimy bo " ja we wte a on we wte"

 Z okna dolatuje oszałamiający zapach hiacynta
....................................................................
Córka pojechała ze szkołą na jakieś trampoliny,w sumie to trochę truchleje jak ona tam skacze z tymi prętami w plecach ale zaufałam swojej wiedzy że po 16 miesiącach po operacji nic sie stać nie powinno. We wtorek jedziemy do kontroli to zobaczymy czy śruby na swoim miejscu siedzą, myślę że tak będzie.
  Ps. Pisać przepis na ciasto czy może znacie,w końcu to u mnie takie proste przepisy raczej królują ?

poniedziałek, 15 lutego 2016

Odpowiadam :)

OO chyba mi sie udało wkleić ten ładny obrazek ,a jak sie udało to spróbuję odpowiedzieć na pytania Tygrysowej mamy. :)

1.Pierwsza strona, na którą zaglądasz po włączeniu internetu.

   Oczywiście strona bloggera i często mam radochę bo świeżusieńkie wasze posty czytam ,często po minucie lubi kilku jestem już u Was.

2.Post,którego pisanie sprawiło Ci najwięcej przyjemności.
 
Każdy mi sprawia przyjemność a czy któryś specjalnie ,hm może ten o przyjacicielach.

3.Trzy dobre rzeczy które spotkały Cię dzisiaj.

 No szczerze to dzisiaj nie jest dobry dzień,może z wczoraj jedna rzecz dobra była -odwiedziny u rodziców -sprawiliśmy im radość bo wnuka im przywiozłam. :) a to dwie rzeczy

4.Fobia/natręctwo /dziwny nawyk

 Trudno mi wybrać i sie zastanawiam czy takie mam? No może to że np chleb w woreczku ma być ładnie otwarty a nie rozerwany byle jak worek i sie wysypują kromki potem, Drugie- to kawa ma być w takiej szklance zwykłej lub ostatnio kubku ale ma być to przeżroczyste szkło. Więcej nie wiem/nie pamiętam.

5.Lubisz ludzi, którzy ...

.......mają coś do powiedzenia ,nie można się z nimi nudzić, lubimy ze sobą przebywać. Ludzi którzy umieją rozmawiać i słuchać.

6.Zabawne wspomnienie z dzieciństwa.
  Jak leciały "Ptaki ciernistych krzewów" i my dzieci mieliśmy zakaz  oglądania tego filmu ,to pewnego dnia żeśmy z siostrą się schowały za szafą (była odsunięta troche od ściany) i tam po cichu żeśmy chyba z pół filmu wysłuchały aż ojciec się kapnął i nas nakrył. Drugie wspomnienie to jak ze starszym bratem odbijaliśmy piłeczke pingpongową przez cały długi korytarz i ona sunęła po tym dywanie. I tak no fajnie było wtedy :)

7.Jak wygląda twój breloczek do kluczy?
  Kwadratowe kostki z literami i składa się to w imię ,akurat nie moje hehe bo KATIE wychodzi,

8.Jeden sposób,który usprawnia/ułatwia organizację domowego życia.

 Chyba nie mam takiego,planuję w głowie,często rano w łóżku jeszcze układam co mam dziś zrobić. Jak zapisuję kartkę na zakupy to często jej zapominam i w sklepie sie rozglądam i myślę co ja tam pisałam na tej kartce:)

9.Gdybyś mogła odbyć podróż w czasie,gdzie chciałabyś trafić i dlaczego?

Oj trudne pytanie. Chyba chciałabym sie znaleść z powrotem w latach mojej młodości .Jeszcze raz wkroczyć w dorosłość ale z tym rozumem co mam teraz .Pewnie bym zaszalała nieżle !! ;)

10.Gdybyś mogła wybrać sobie talent,co by to było?

 Zdecydowanie chciałabym pójść w muzykę ,coś tam próbuję śpiewać ale to powinno być rozwijane od dziecka a nie na starość . I druga rzecz to gra na jakimś instrumencie klawiszowym albo innym typu skrzypce.Tak zdecydowanie muzyka.

11.Ulubiony serial?

 Nie za bardzo oglądam seriale, chyba jedynie Rodzinkepl kojarzę bo to takie ludzkie ;) A dzisiaj wchodzi nowy " druga szansa " to może zacznę to oglądać.

 No to dałam radę . Dziękuję za nominację , miłego dnia!

środa, 10 lutego 2016

Przedpołudniowo + dopisek ;) !!

Zemściłam się!!!!
Zemściłam się na starej myszce do komputera ależ miło było mi jak zgrzytnęła pod butem aaaaaaaaaaaaaa......
No nie słuchała mnie ...
Nic mnie dzisiaj nie słucha,drukarka ma gdzieś moje polecenia...
Może by ją tak z góry o beton walnąć?
Potrzebuje wudrukować z tamtego roku dokument wpłat  bankowych . Nosz cholera dlaczego sie za wcześnie urodziłam. Nie było komputerów ,nic nie było. Guma do skakania była!!! Sie skakało ;)
Sama sie ucze w tym skomplikowanym świecie i nawet mi szło ale dzisiaj sie wszystko buntuje!

Uf.
Wdech -wydech.
W niedziele pisałam,w niedziele nie odpoczęłam nic .Jeszcze szafke malowałam ale cicho sza bo w niedziele nie pasuje takich głupot robić. To szybciutko poszło. W piecu musiałam zapalić i sie ukurzyć troche ale ciepło lubię w domu no to mus zapalić.Potem gości miałam i fajnie było. Za to w poniedziałek rano zawiesiliśmy z małżem te szafkę i troche miałam luzu.Troche leniuchowałam.
Wczoraj już w ruchu,w mieście,w bibliotece,starą znajomą spotkałam. Z synem rozmawiałam starszym . A dzisiaj sie wkurzyłam jak widać powyżej . Nie wiem co popołudnie przyniesie bo syn dzisiaj zjedzie na ferie tylko go trzeba odebrać . I nie wiem czy nie pojade z małżem bo mecz grają o 17 30 z Czechami i chciałabym tam być. No nie wiem nie wiem bo to sie wiąże z tym że by nas nie było z 7 godzin w domu a ja zaczynam schizować z pilnowaniem młodszego. A nie chce jechać z nami.....
No nic,zobaczymy.
Kaszlę jak cholera,syrop z cebuli sobie zrobiłam .
Skroń sobie podgoliłam odświeżyłam,lubię to podgolenie.
Przeszłam się po podwórku szukać wiosny i na razie krokusów nie widać tylko szafirki chyba wyłażą i to w bałaganie troche
Za to na oknie zakwitły storczyki

Muszę spadać ogarnąć pokój starszego bo sobie troche pozwoliłam tam i hm...pranie sie tam suszyło i jeszcze go troche leży :)
Chyba od tego kaszlu mnie mięśnie brzucha bolą . 
Wczoraj kupiłam też donicę,chciałabym taką ceramiczną ale no ludzie  jakie ceny............masakra ! Duża donica plastikowa taka co widziałabym ją przed wejściem do domu kosztuje 147 zł!Ludzie ,szaleństwo ,mi sie w głowie nie mieszczą te ceny. No kupiłam donice duża bo beniamin woła już większą ale zwykły plastik ,tyle że go przemaluję pewnie bo nie podoba mi się.

Dzisiaj mało gotowania bo środa popielcowa,niech poszczą ;) Barszcz biały się ukisił i czeka w lodówce,więc tyle będzie . I jaja i może ziemniaki.
Jeszcze tylko 2 dni i ferie,tylko czy mi matce będzie lżej ? wątpię.

..................................

Dopisuję jeszcze ciąg dalszy :

To tak.
 Plany planami....
Miałam jechać na mecz ale jednak nie pojechałam .Małż miał robote od 10 go nie było.Koło 13 pomyślałam że czas zapalić w piecu co by koło 15 wyjechać na spokojnie ze świadomością że będzie po powrocie ciepło w domu i ciepła woda będzie :) Tak żeby była ciepła woda to trzeba se zapalić w piecu.
Poszłam,piec wyczyściłam  znaczy wybrałam ten popiół i zaczynam od nowa,drewienka ,troche gazet (te kolorowe sie nie palą ) Troche mało gazet i śmieci ale takie papierowe palimy na rozpałke. No nic,czekam obok ,wentylator hula.Węgiel czeka na dosypanie .Czekam ,hm 19 ,20,19,20 stopni noż co jest......cholera...?Dorzuciłam pare węgielek,wyszłam z piwnicy,kaloryfery sztuk 5 zakręciłam (taką instrukcje dostałam od małża -najpierw zakręcać potem stopniowo kontrolować temperature i odkręcać co by nie rozpieprzyło rur)
Kużwa zeszłam do piwnicy ni hu hu ,zgasło
aaaaaaaa....... 
Rozpalam od nowa,stare podręczniki poszły w piec,kilka kartek,czekam ,dymi,18.19,20,21,temparatura nie chce iść w góre. Tak mi zeszło 50 minut. Poddaje sie ,dzwonie do małża coraz bardziej wkurzona bo nie wiem czy on wogóle pojedzie bo on te robote to na ...koparce miał. I może sie okazać że sama będe jechać a już po 14 jest.
No....nie odbiera aa...
W końcu córke przywiozłam ze szkoły i ona by pojechała z ojcem a Ty mamo sobie zostań w domu,odpoczniesz sobie...No nie wiem miałam ochote jechać. 
Młodszemu przypominam od rana że środa popielcowa i pasuje do kościoła. Nawet sie wybrał,czy był pewności nie mam.
Dzwonił małż idzie już do domu tylko do gospodarstwa zajrzy (taa do zwierząt ;)
On jak zwykle luzik spoko zdąży sie,podałam mu obiad,w piecu zapalił PEWNIE że zapalił z butlą z gazem i palnikiem zapalił!!
Ja sie dalej miotam,pojechałabym kurde .Z drugiej strony to może bym jednak odpoczeła. No dobra zostane,ten piec,woda,młody.. Zostałam. A ten stary samochód to chodzi? sie pytam .
No zapali,zapewnia małż .
A to ok to pojadę na 17 do kościoła.
Piec upilnowałam .o 16 30 pójde sprawdzić to auto ...No i ? Domyślcie sie.   
NIE ZAPALIŁ -AKUMULATOR ZDECHŁ
Dobra nie denerwuje sie,Nie pojechałam.Młodszemu sie ta msza wydłużyła konkretnie od 15 dopiero przed 18 wrócił,przemoczony na amen bo deszcz zaczął padać.
I tak spoko doniczke pomalowałam jeden raz .Na spokojnie poczytałam a i potem film w tv mnie wciągnął co rzadkość u mnie bo mało oglądam . No i co myślicie ? Film długi już 22 minęła ,Małż z dziećmi w drodze,młodszy co 15 minut łazi pyta gdzie oni są. 
Jadą synu.Jadą tylko może warunki kiepskie może.
No i tak 15 minut do końca filmu szlag go trafił i sie zaciął .Telewizje naziemną tylko mamy ,niedużo programów,wystarczy.No to nie widziałam do końca bo nie ma ,aa
"Kod dostępu" to był film ,no i zajarzył tvn jak napisy leciały. :)
Czekam na małża już troche wystraszona ale nie dzwonie bo wiem że jadą i jak nie dzwonią to wsio ok.
Wrócili tuż przed północą,małż jeszcze do zwierząt podjechał. Śnieżyca ,na autostradzie koleiny ,za tirem jechali 60/h. I zamiast 2 godzin jechali 3,5 godziny.
No i wreszcie można sie położyć do łóżka koło 00 30 Lampka nocna pyk zgasła,prądu niet!
Czekamy czy przyjdzie prąd z powrotem czy nie,jak nie to małż musi z powrotem do zwierząt iśc właczyć agragat prądotwórczy. Po 20 minutach jest prąd.Dom uśpiony bo starszy już zrezygnował z czekania na prąd. 

Teraz siedzę a za mną na podłodze starszy wysypał zawartość torbyyy ze sprzętem hokejowym bo musi to mamo wyschnąć na jutro. No i czuję to czuję, mokre przepocone po meczu .ZAPASZEK ZAJEBISTY.śmierdzi niemiłosiernie :)

niedziela, 7 lutego 2016

Miniony tydzień

Poprzedni weekend był dosyć intensywny -spontaniczny wyjazd z siostrą i jej rodzinką do cioteczki gdzie niedaleko małż z synem i siostrzeńcem poszusowali na deskach,nartach. Powrót o północy ,wycieczka udana wesoła w jednym aucie 7osobowym się zmieściliśmy aczkolwiek w tamtą stronę myślałam że nie dojadę bo mi deski palce u stóp ucinały i tak ponad godzinę jazdy wytrzymałam :)
To była sobota,córcia została w domu,w niedzielę znowu po obiedzie wypad z siostrą do większego miasta ,dzieciaki do kina a my w galerię. A to ja z córą byłam ,panowie zostali w domu bo sobie nie poszli rano do kościoła.I tu powiem że nie kumam  co ludzie robią w niedzielę w galeriach? Owszem też tam byłam ale to naprawde raz chyba na rok sie zdarza bo siostra kiecke szukała no i pochodziłam z nią.Po dwóch godzinach uciekaliśmy stamtąd pieronem .

Tydzień zleciał szybko i dosyć pracowicie bo zmusiłam małża do wymalowania jednego pomieszczenia takiego pierdolnika troche ale to pomieszczenie czasem mi służy, no nie powiem do czego ale lustro tam jest na ścianie,sie domyślicie co tam robię.Żeby chłop sie zabrał do roboty to wiecie trzeba kilka miesięcy wcześniej podanie składać ,tu wyjątkiem są sąsiadki które tylko powiedzą że mają z czymś problem i nie ma  czekania.........od razu pójdzie i zrobi ,zajrzy w rury ,wymieni gniazdko itp.
No dobra lecimy z malowaniem które od pażdziernika obiecał . Hm 10 sztuk płytek leżało nie wiem czemu x lat wcześniej nie doklejone  no więc ja przyklejam te płytki a on maluje. Brudno było tam bardzo ,kolory jakie nam zostały a szkoda wyrzucać i kupować nowe to te zostały zużyte. Nie obeszło się bez mojej nerwy i krzyku na małża bo ten to jest luzik a ja np czekam 3 godziny na silikon który miał przynieść.
Pączki były zaczęłam robić w środę wieczorem ,najpierw odwiozłam córke do kościoła bo to pierwsza środa miesiąca i obowiązkowe spotkania na mszy św.
No i tak jak musiałam już wszystkie składniki łączyć to telefon od przyjaciółki miałam i w końcu drewnianą łyżką to mieszałam ,telefon  trzymając uchem i ramieniem. No i bach wyślizgnęła mi sie w te paciare ta słuchawka. :) Nie upaprała sie bardzo rozmowa dalej szła i nawet z tym tel do auta wsiadłam po młodą pod kościół pojechać.Pączków wyszło ekhm....68 ale małych zgrabnych ,do piątku były i troche rozdałam sąsiadce,mamie.Pyszne były


Przez kolejne dni było dalej malowanie i sprzątanie bo trzeba było kilka razy,wczoraj malowanie też włosów bo cholernie sie świeciły odrosty na srebro ;)
Teraz zostałam z córcią w domu a chłopaki pojechali na stok .Po południu mam parę gości,przyjaciół. Wczoraj sie nie udało spotkać bo pracowali i dzisiaj wpadną.Małż dojedzie na popołudnie .Sałatkę zrobiłam taką
w sałatce jest-

- seler naciowy nasolony odsączony 
-pierś z kurczaka pokrojona przyprawiona wegetą ,usmażona
-żurawina sparzona odsączona
-kukurydza
-jogurt naturalny,majonez ,pieprz biały
Proporcje to według uznania  jest PYSZNA
No i też w lodówce mam dużo białek ,hm szkoda zmarnować i pewnie będą bezy ale chyba nie dzisiaj .Dzisiaj za chwile zarobie ciasto na oponki ,no wiem ze to niezdrowe ale jeszcze ten tłuszcz wygląda na niezły z pączków a ja nie lubie marnować .
 Młody z koleżkami rozbierają auto,żal patrzyć na ten pojazd naprawde. Kręcą sie koło niego godzinami.Pyta ojca co jakiś czas o to czy o tamto . Tam już szyb nie ma i nic nie ma ,że tak powiem wnętrzności ma na wierzchu. Młody popala dalej bo czuję ale gówniarz sie wypiera i gdzie? on ? co Ty mamo?????
Starszy w szkole,mało rozmawiamy ostatnio,dzisiaj musimy nadrobić bo mi tęskno.W rodzinie pytają co u niego.Jeszcze tydzień szkoły i ferie ,bardzo bym chciała zimy z powrotem na te dwa tygodnie chociaż .Byłabym spokojniejsza bo młodego by sie udało odciągnąć od koleżków.
Idę już do kuchni bo rosół woła jarzyny wrzucaj !!!!!!!
Przepisu na pączki to nie wiem czy chcecie bo jest pełno ,jak chcecie dajcie znać ;)
 I jeszcze chyrlam dosyć i małż też.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Przyjaciele.

Przyjaciele.
 Nie mogłabym funkcjonować bez moich przyjaciół. Z jednymi znam się od dziecka ,innych poznałam już w czasie gdy miałam rodzinę. Gdy wprowadziliśmy się do nowego domu w nowym dla mnie miejscu to zyskałam przyjaciółkę i dodatkowe dzieci :)
Wychowały się razem ,miały super dzieciństwo i wiekowo zgrały się idealnie .Maluchy miały 5,4,3,2,1 rok . Różnie bywało,moi chłopcy byli łobuzy,dziewczynki nie raz były ze śladami ich zębów. Chorowały też bardzo w tym czasie i żeśmy się ratowały czy to w  środku nocy czy nad ranem.  Miałyśmy wspólne tematy,wspólne zmartwienia bo dzieci nam chorowały ,niektóre nawet bardzo jak jej jedna córeczka i potem sie okazało że moja też .I tak wiem że to co moja córka przeszła i ja to pikuś w porównaniu z ich problemami,gdzie było zagrożenie życia.
Potem drogi nam się rozeszły bo psiapsiółka wyprowadziła sie do Krakowa.Nasza znajomość jednak trwa,odwiedzamy się, dzieciaki już nie dzieci, ale się lubią i odwiedzają jak tylko jest możliwość.

W kwietniu minie 14 lat jak tu mieszkamy i tyle trwa ta znajomość. Jak to między babami bywa ,nieraz sobie powiemy nawet to co by się nie chciało słyszeć,no ale po to są przyjaciele.
Po drodze gdzieś kolejna kobitka z domieszką góralskiej krwi wstąpiła w nasz "związek" i też to trwa .
Jesteśmy jak 3 muszkieterów i nazywamy sie "trzy razy "A". Bo nasze imiona na "A" i nasze miejscowości to też "trzy  razy "K". na tą litere. Co ciekawe w tych przyjażniach to są takie jakby "zespoły" bo jeszcze mam te od podstawówki ale to jakaś inna kategoria. Może dlatego że te kobitki od podstawówki są jeszcze wolne,nie mają mężów ,dzieci . I jak sie spotykamy to w takich właśnie zestawach.Jeden zestaw, to zestaw wariatek matek które potrafią razem wyjść ,zaszaleć ,potem nawet leczyć kaca wspólnie.Drugi zestaw to te właśnie bez większych zobowiązań rodzinnych. Też są troche wariatki i z nimi też wychodzę i one do mnie też wpadają ale to coś innego .
 Trzeci zestaw to przyjaciółka troszke inna  bo trudniejsza i te zestawy by mi nie grały z tą jedną osobą . Ale już żeśmy wypracowały idealne rozwiązanie i mówię wprost że np  wtedy będzie ta i ta więc jak Tobie pasuje to spoko. Jak nie to nie ma problemu,nikt sie nie obraża ale bywało różnie a ja oczywiście "między młotem a kowadłem".
  "Wyjątkowi "przyjaciele to kolejna grupa już osób bo to w trudnych  i  ciężkich chwilach się zawiązało. Muszę to opisać no bo by nikt tego nie zrozumiał.Czyli to już "czwarty zestaw"

Cofamy się 11 lat wstecz.
Małż ma kuzynkę,rodzinka 2+1 ,starają sie o drugiego dzidziusia. Udaje się jest, ciąża przebiega dobrze. Z tą kuzynką to widzimy sie praktycznie tylko z okazji rodzinnych uroczystości a takich to aż tyle nie ma w ciągu roku. Jak już sie spotykamy to lubimy ze sobą rozmawiać. I nagle bomba w rodzinie , X  ma raka piersi, jest w ciązy i jest nowotwór złośliwy. Rozpacz młodej 32 letniej kobiety,małe dziecko w domu.Dom w budowie. Czarna rozpacz. Okazało sie że lekarz prowadzący drogi,wizyty prywatne,zlekceważył guzek w piersi,twierdził że guzek rośnie bo i dziecko rośnie . Ona mu mówiła że jej sie powiększa cały czas. Wystarczyło zrobić biopsje w odpowiednim momencie. Nie zrobił,nie pamietam już kto jej te biopsje zlecił ale wtedy już  było bardzo żle.
Wtedy udało się ją ulokować w klinice onkologii w W-wie. Kuzyni zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla nich,po rodzinie zebrali wtedy trochę kasy. I ja wtedy bardzo czułam potrzebę żeby do niej iść ,po prostu nie mogłam spać po nocach. Bałam się jak cholera bo co powiedzieć dziewczynie która jest w ciąży ma raka i która już miejsce na cmentarzu sobie wybrała?
Wtedy moja mama mi dała wodę święconą z jakiegoś miejsca świętego i mówi idż daj jej to. Dziewczyna bardzo wierząca,stwierdziłam dzień przed jej wyjazdem do w-wy, jedziemy z małżem do nich,przecież mnie nie zje. Pojechaliśmy,bez słów na powitanie,przytuliłam,polało się morze łez. Tragedia,ona już ręką nie rusza,taki ból od tej piersi.
 Była w szpitalu ,mąż jej z nią był,operacje przesuwali lekarze i w końcu po chyba 2 tygodniach   zrobili cc w 31 tygodniu ciąży.Żeby ratować wcześniaka przewieżli ją do CZD gdzie zrobili cesarkę  a drugi zespół lekarzy zajął się amputacją piersi. Zrobili to w czasie jednego znieczulenia ,nie do wyobrażenia to wszystko. Dzieciątko na szczęście dosyć już duże bo 2,5 kg ale przeleżał w szpitalu jeszcze kilka tygodni i też z perypetiami,pod respiratorem. Ten biedny facet od jednego szpitala gdzie nowo narodzone dziecko do drugiego gdzie okaleczona zdruzgotana matka i żona.
Po tyododniu od tych zabiegów X wypisują do domu ,po takiej masakrze i tylu szwach ja z innym kuzynem jadę po nią bo może potrzebować pomocy i opieki ,ma dren z butelką ,wisi to i tam sie chłonka zbiera. Ojciec (mąż) przecież zostaje przy dziecku.Bałam się,bałam jak diabli bo to pokrojone ciało obolałe,okaleczone a jeszcze bardziej okaleczona psychika. Nie znalazła się w jej najbliżej rodzinie osoba która by po nią pojechała,mama - hm..jakby to określić przywitała córkę bardzo chłodno,nie wiem czy nie umiała inaczej ale jak ja ją odstawiłam już do rodzinnego domu to jak wsiadłam do auta to sie rozpłakałam strasznie.
Potem było czekanie na wyniki badań histopatologicznych,modlitwy nieustanne w wielu kościołach i domach za jej zdrowie. Z dziesięciu usuniętych węzłów chłonnych okazało się że 3 są zaatakowane już ,to i tak była wspaniała wiadomość bo lekarze przewidywali że wszystkie są zajęte. Dzieciątko  po jakimś czasie wróciło do domu ,mama brała chemię ,jeżdziła na to do w-wy. Pieniądze które zebrała rodzina ja trzymałam bo za żadne skarby nie chcieli ich przyjąć i dopiero jak było tych wyjazdów dużo to żeśmy na paliwo dawali temu kto akurat jechał. To ja zgoliłam X do goła jak włosy sie sypały,to ja dzwoniłam często. To u mnie czasem ich dzieci potem jak już podrosły a oni jechali na kontrole były pod opieką . Po jakimś czasie X mi podziękowała i powiedziała że nikt nie umiał się tak zachować. Bardzo żeśmy się wzruszyły wtedy.
W końcu to my razem z nimi po 11 już prawie latach przyjażnimy się i spotykamy na kawie ,na wakacje razem.Po 4 telefony w tygodniu" co tam słychać " Tak już będzie w tym roku 11 lat po tym wszystkim, X jest pod stałą kontrolą ,nie chce rekonstrukcji piersi,synek z takim trudnym startem jest super chłopak,młody piłkarz :)
Mieszkamy w jednej wsi i spontaniczne spotkania ,grile są u nas jak chleb powszedni.

               ......................................................................................................................

Chyba nikogo nie ominęłam. Wydaje mi się że  każda z tych osób czuje się dobrze w moim domu.
Co ja bredzę ! Nie wydaje mi się ,ja to wiem !
  A no nie mogę zapomnieć o jeszcze jednym przyjacielu moim małżu którego czasem mam ochotę udusić ,który często nie dojechałby beze mnie w dane miejsce bo akurat nikt mu skręcić nie kazał. Na którego za dużo krzyczę ,no ale jak choleryk z flegmatykiem sie zejdzie to nie może być inaczej.