poniedziałek, 29 lutego 2016

Zlot czarownic;)

Piatek wieczór ,smsy od starszego syna że jedzie do domu autobusem z przesiadką w Krakowie. Tylko mamo zobacz mi połączenie. Ok patrzę nie ma bezpośrednio do nas bo nie stają w naszym mieście,trzeba jechać po niego 40 km. Biegiem z jednego autobusu do drugiego i jeszcze obawy że miejsc nie ma . W jednym nie ma ,w drugim mu się udało,zdążył bułkę sobie kupić ale już nie zdążył jej zjeść bo plecak musiał dać gdzieś do schowka. Trudno droga młodzieży trzeba myśleć co by głodnym nie być.
No denerwujące to że trzeba po niego jechać bo autostrade z podwórka widzę w lini prostej 500m a nie może wysiąść.
Jak już wsiadł bezpiecznie do drugiego autobusu to ja pojechałam do siostry na noc,po syna ojca wysłałam,po 22 dojeżdżał. U siostry była córka i w sobote nie miałabym czasu jej odebrać. Równocześnie zaczęło sie klarować spotkanie z przyjaciółkami moimi tymi "trzy razy "A" "
 Zanim do tego doszło to nie mogłam zakrętu złapać bo od siostry dotarłam do domu w sobote w południe,a tu jak zwykle na gospodynię czekał dom do ogarnięcia i menu do upichcenia a syn jeszcze chciał buty jechać sobie kupić bo dostał coś grosza od wujka. Międzyczasem miałam klienta znajomego i ten przyjechał z psem którego ma od nas ,od naszej suki. Fajne psisko ,kudłata jak nasza hehe no identyczna matka tylko młoda,dzieciaki tego znajomego zachwycone psem ,a dzieci jedno małe ledwie roczne i z tym psiakiem od maleńkiego.
Buty starszy kupił,sms od przyjaciólki że jednak sie zdecydowała i jedzie do mnie,tak ją namawiałam żeby dzień wcześniej jednak wpadła bo w niedziele to ani wina sie nie napije bo musi wracać a tak to się nagadamy do bólu. W niedziele ta druga do piero miała dojechać.
O zgrozo ja mam około 2-3 godziny na upitraszenie czegoś ,posprzątanie i upieczenie ciasta. Mało.
Kupiłam kawałek ciasta ale pieronem coś upiekłam z jabłkami podobne jak tydzień wcześniej,ciepłe było na jej przyjazd .
Sałatka z rukolą,kurczakiem,fetą,słonecznikiem ,sosem z nutą miodową już zrobiłam w towarzystwie przyjaciółki. Drugą na niedzielę żeby była mi małż pomagał trochę ,marchewke pokroił,jajka obrał,szynke pokroił,kukurydze otworzył (już nie wiedział że trzeba odsączyć ale to szczegół i pewnie sie czepiam ;) ) ser topiony zmroził,no ok
Córe zagoniłam do roboty, pranie za praniem wstawiam ,jedno suszymy na kaloryferach bo to synuś przywiózł mamusi a jakże nie wykorzystać  :)
No dobra nawet zdążyłam sie wykąpać i potem już żeśmy spędziły miły wieczór i ....tak do  2,30 zeszło..
Niedzielny poranek ciężki ,z niewyspania wszystko boli chociaż głowa na szczęście nie. I tak obiad,rosołek,postawić do kościoła wszyscy,potem jeszcze żeby psiapsiółce dogodzić a może zrobię warkocz z ciasta francuskiego a co zostanie po obiedzie to jeszcze na przystawkę będzie. Ale oprócz warkocza udek parę a i kotleciki surówka .
 Jeszcze pełne zaskoczenie w postaci telefonu od pewnej ciotki-pani hm... głupia troche sytuacja ale jak byłam bardzo młoda to mnie zrobiono matką chrzestną pewnej maleńkiej dziewczynki ,naprawde maleńkiej bo 90 dkg miała ,niestety patologia tam była. Ale no wstyd mi bo nie utrzymywałam kontaktu a no powinnam jako chrzestna. No ale ... I tak oto mam wesele ...już 2 kwietnia...... I "jestem babcią" bo pani młoda już ma dzieci,chłopca 6 lat i malutką Lenke którą poznałam właśnie 5 miesięczną. Ślub będzie kościelny . Bardzo mi to nie w czasie taki wydatek,oj bardzo ale nie mam wyjścia.
Stresowałam się tym spotkaniem ,przeprosiłam moje psiapsiółki czarownice że tak i tak wyszło ale będą dodatkowe osoby. Te sie ze mnie uśmiały ,obsiadły stół polały drinki i nawet było sympatycznie , Chrześnica z mamą była i koło 1,5 godziny i pojechały. Przyszłego pana młodego nie poznałam bo został z synem bo niby mały by się u nas nudził. Wcześniej wypytały przez telefon jakie mam dzieci...

     A myśmy jeszcze posiedzieli ,brat mój jeszcze przypadkiem dołączył. Starszy nie wiedział jak i czym jechać do szkoły bo albo jak pojedzie ty to z tamtąd nie ma czym do szkoły a może tym nocnym o 1 30 , a może tamtym .W końcu zabrał sie z psiapsiółką do Krakowa i od razu w inny bus do Katowic. .Stamtąd na szczęście sie mu udało tylko sobie zapomniał że mi miał napisać sms że już jest w szkole i chciałam na zawał zejść przez niego. Już nawet do internatu chciałam dzwonić aż napisał że idzie spać,godzina 23 . Uff a ja sie strachu najadłam.
 To tak weekend intensywny,dzisiaj odpoczywam ,spisałam to tu co się działo,obiad jeszcze z wczoraj jest. Do szkoły wybyła młodzież po feriach,ja też w sekretariacie już rano byłam zwolnienie z wf dostarczyłam córki,parę podpisów złożyłam.
Na próbę chóru dzisiaj się wybieram. Zdjęcia wczoraj jakieś były ale nie mogę ich tu chyba wrzucać tak bez wiedzy moich kochanych wariatek
A już wracając do wesela to w krakowie u "A" kiecki czekają na wypożyczenie, dobrze że jej się też przytyło;)

10 komentarzy:

  1. Iskierko Kochana dziś okazało się, że przy wielu zaletach, jesteś jeszcze niezłym logistykiem. Ale fajnie, że wśród licznych obowiązków znajdujesz czas na Swoje przyjemności i Przyjaciółki. Nie ma to, jak drużyna A.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak logistykę to mam w malym paluszku,często się mi to zdarza. Często kogoś trzeba poratować podrzucić,odebrać hehe,ściskam Tygryski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też właśnie ta rewelacyjna organizacja mi się w pierwszej kolejności w oczy rzuca po każdym Twoim poście. Niby czasu mało, niby tyle różnych zajęć i obowiązków na głowie - a zawsze potrafisz coś z niczego wyczarować i wszystkich pięknie ugościć :)Domyślam się,że nieplanowany weselny wydatek Cię nie uszczęśliwił, ale przecież najbardziej liczy się obecność, a nie prezent czy grubość koperty :) A poza tym wyszalejesz się trochę, wytańczysz, kontakty z rodziną odnowisz - na pewno fajnie będzie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą organizacją to by się mój małż z Tobą nie zgodził bo on mi wiecznie to mówi jak się mi zdarzy pożalić że nie wyrabiam:) Tylko facet to co innego on wiecznie ma czas i na jednej robocie skupiony ;)Zginęło by chłopisko jakby tyle rzeczy mial zrobić.
      Co do wesela to jednak obawiam się że ta koperta będzie ważna...aczkolwiek zamierzam się też dobrze bawić i poznać tamtą gałąź rodziny,bo nawet nie znam.

      Usuń
  4. Jak Ty to wszystko ogarniasz?? Ja padam juz przy czytaniu- tchu brak, a Ty masz power :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe no jakoś tak ogarniam ale nie zawsze tak jak bym chciała ale czy to ważne ? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to się nasza Iskra pobawi na weselu!
    U Ciebie to zawsze tyle wszystkiego na raz :) Nie nudzisz się, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie na nudę nie narzekam :) :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie że z tych 90 dkg wyrosła zdrowa dziewczyna :) ja też mam takiego chrześniaka co to o mnie jego rodzice ostatni raz pamiętali przeszło 10 lat temu jak miał komunie.. Boję się powoli też takiego weselnego telefonu, Hm.
    Fajnie ugaszczasz, zawsze u Ciebie tak pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No myślałam że będę mieć więcej czasu do tego wesela i zdążę od telefonu ale ok dam radę. Dziewczyna wyrosła i wydaje mi się że ma "poukładane" w głowie . A jeszcze mam dwoje chrześniaków i małż jedno ,więc tych wesel ,ślubów będzie:)

    OdpowiedzUsuń