sobota, 26 marca 2016

Mrożone pisanki


  Jestem,zdążyłam z ciastami,sztuk cztery plus babka  .
Szynka mało słona wprawdzie parzona ale jest ,będzie zdrowsza.
Boczek jest,kiełbaska jest.
Chleb upieczony jest.
Chrzan z jajkami o 21 w piątek zrobiony,jest.
Kuchenka nadal hula,palniki zajęte.

 Do kościoła ze święconką pojechałam ,sąsiadkę zabrałam,synów zabrałam i z tej radości że pojechali na chwilę adoracji ......nie zabrałam koszyczka .........nic to sąsiadka miała dwa razy poświęcone ja raz :)) obróciłam szybko po niego.

Jutro rodzice przyjadą,w poniedziałek do siostry.
Żarełka miało być nie dużo....aha już są dwie sałatki i tężeją się zimne nóżki i chrzan z jajkami jest.
Rodzinka w komplecie, hm jeszcze za chwile starszego muszę ostrzyc,no nie było czasu, albo jego bo mimo że ma wolne od treningów to na treningach był w rodzimym klubie w pożyczanych strojach i łyżwach.
Młodszy zarośnięty,zapuszcza na dredy.....
 Lecę  bo jeszcze to i owo zostało ogarnąć.
 Córcia teraz w kościele,muszę ją pochwalić że od 3 tygodni chodzi wreszcie na piechote ze szkoły i kościoła jak trzeba. Po ostatniej kontroli w Zakopanem tak chodzi.
We środę jedziemy do Prokocimia ,echo serca ma i wizytę u endokrynologa a potem wstąpimy do psiapsiółek.

 Otworzyłam dziś rano lodówkę a tam piękne mrożone pisanki,zamarzły mi jajka które były obrane a za mocno ktoś pokrętło nastawił ,piękne wzory się zmalowały,tylko nietrwałe ;)

 

             Życzę Wam wszystkim spokojnych wesołych Świąt Wielkanocnych spędzonych w miłym gronie rodziny,przyjaciół. Smacznego jajka i mokrego dyngusa!!!







O tym że piekarnik świrował jednego dnia i kucałam przy drzwiczkach 4 godziny bo nie piekł ....a na drugi dzień palił.....staram się już nie pamiętać :)


poniedziałek, 21 marca 2016

Galop i rożne zajęcia

  Na szybciora piszę bo czasu brak ale jako że miałam jechać z mamą do miasta ale zrezygnowała bo się jej nie chciało to jestem.
Dni wypełnione robotą różnego rodzaju od rozbioru mięsa do masarni po fryzjerowanie ciotkom,babciom i znajomym .Tak kiełbasy zrobione,zapasy mięska  w zamrażarce ,kilka słoików z mięskiem zapasteryzowane.
Miedzyczasie w sobotę pieczenie drożdżowej bułki ,chleba ,murzynka i jabłek bo mi smakują takie pieczone to żyję...Wprawdzie chleb mi chciał uciec z formy bo latałam między strzyżeniem a kreceniem do kuchni,ale wszystko sie udało ,włosów nie było w cieście;)
Okna oczywiście większość umyte ,dywany wytrzepane ,wciągniete po zmroku z małżem ten najcięższy,udało się. On też ma gorący tydzień ,dużo pracy ,nawet młodszy był do pracy potrzebny i nawet jedna robota ciężka przez 6 godzin nocnych dał rady... Nie chcę tu bardzo pisać czym sie zajmujemy  no ale jest gorący okres  tylko nie wiemy czy kasa będzie z tego ...na chwile obecną czekamy.
Dzisiaj jeszcze jedną kuzynke mam zrobić ,potem na próbę jechać.
 Starszy prawdopodobnie w środę wróci na święta.Młodszy troche ostatnio pomaga ale mimo tego z kolegami sie spotyka,zrobili sobie domek ,szałas w "lesie" mają tam nawet miejsce na ognisko,ściany nawet nie wiem z czego bo nie byłam ale małż był wczoraj na kontroli i mu się podobało,no duży chłopiec....

Pomidory schodzą na kuchennym oknie,trzeba by w bratki się zaopatrzyć,zawsze przed świętami kilka w doniczkę przed wejściem wsadzam,tak wiosennie jest.
Tulipany,narcyzy wyszły.
Zimno dalej,wiec ogród poczeka.

Z córcią nie mogę się dogadać ,nie ma kiecki na wesele ,nie ma wogóle sukienek,spódnic. W sumie coś ma ale teraz gada że nie w jej guście . A ten gust to ja nie wiem ,na razie nie widzę ,no ale milczę . Siostra wczoraj z rodzinką była,młodszy siostrzeniec przyjechał do cioci zrobić fryzurę na " lewego" znaczy Lewandowskiego. Mały piłkarz hehe rośnie . Złapałam się wczoraj na tym że mi strasznie brakuje takiego przytulaka małego. Jakie fajne takie maluchy....eh ale i uparte i rozdarte chwilami ....
Przygotowałam warkocz z cista francuskiego ze szpinakiem i mięskiem,serem,siostra też coś na ząb wzięła bo trochę posiedzieli.

Wczoraj pojechaliśmy do kościoła razem i normalnie szlag nas trafił kiedy młody wsiadł do auta nosz kurde śmierdział papierosami,ręce opadają ,to przecież był w kościele...masakra. Gdzie to ma rozum i matka z ojcem spokojni że syn w kościele jak człowiek z nami pojechał a gdzie był  w czasie mszy?...porażka kolejna...wstyd mi...
Teraz kilka zdjęc i lecę

Chleb się gdzieś zapodział ale kolejny zaraz piekę.
Udanego tygodnia dla zaglądających!!

PS.ten las to nasze" krzaki "tak duży mamy teren i taki nasz las niby.

czwartek, 17 marca 2016

Zupa z dyni i kotleciki z jaj

                                  ZUPA  Z DYNI

      -dynia
      - 2 ziemniaki
      -cebula,lub pół
      -2 ząbki czosnku
      -kostka rosołowa
      - śmietana lub jogurt - łyżka ,dwie ?
      -łyżka masła
       -sól,curry, gałka muszkatałowa,imbir mielony,cukier

 Cebulę pokroić wrzucić na masło ,dusić,dołożyć czosnek. Po chwili dodać ziemniaki obrane pokrojone w kostkę i dynię.Nie mam pojęcia ile tej dyni wagowo było, ze 4 garście ,miałam zamrożoną w kostkę. Nie ma potrzeby jej wcześniej rozmrażać całkowicie,tak z pól godziny wcześniej wyjęłam . Podlać wodą,dorzucić kostkę rosołową,niech się gotuje na małym ogniu,dolać wody tak żeby prawie przykryło. Około 25 minut gotować i zaczynać przyprawiać . Szczerze to tak eksperymentalnie to robiłam ,najpierw dałam szczypte gałki i imbiru ,cukru,soli .
Jak warzywa miękkie ściągnąć z ognia i zmiksować,zblendować. Z powrotem na ogień doprawić tym razem sypnęłam curry i chyba soli,trzeba próbować swoich smaków. Rozmieszać jogurt lub śmietane w garnuszku,zahartować gorącą zupą wymieszać wlać do zupy. Gdy wydaje się za gęsta dolać przegotowanej wody. Podać z grzankami lub samą,smacznego!


                                  KOTLECIKI Z JAJEK

Nie wiem czy będę umieć poskładać co tam było bo ja wyczytam kilka przepisów zawsze i potem z każdego coś dodaje a nie mogę znależć tej strony skąd podgapiłam

                  6-7 jajek ugotowanych na twardo
                  cebulka drobno pokrojona usmażona na złoto na maśle
                  około pół bułki namoczonej w mleku
                  2 jajka surowe
                  sól,pieprz (wegeta)
                  koperek lub inna zielenina
                  ser żółty -niekoniecznie ale akurat malutki kawałek miałam-zetrzeć
        
  jajka przecisnęłam przez praskę ,lub zetrzeć na tarce i dać do miski. połączyć wszystkie składniki czyli cebula,bułka odciśnięta,przyprawy,ser,zielenina i surowe jajka. Gdy konsystencja wyda się za mokra dać jeszcze bułki tartej,a jak za suche to jajko.Spróbować smak ewentualnie przyprawić jeszcze,obtaczać w bułce tartej i smażyć na złoto na oleju,smacznego!


piątek, 11 marca 2016

Minione dni zdjęciowo

 W tamtym tygodniu co to się działo u nas?  No w mieście z rodzicielką byłam ,wysłuchiwałam jej ględzenia. Ciśnienie mi podnieśli oboje rodzice ,no hipokryci i tyle,nie będę więcej pisać na ten temat. Potem starszy zgubił albo mu ukradli cały portfel,musiałam dzwonić blokować karte bankomatową ,na szczęście z tej odrobiny co miał nic nie zniknęło z konta.
W sobotę byłam z przyjaciółkami i córą w kinie ale więcej jej nie wezmę (na razie) bo ma fochy i drażni mnie dziewczyna a ja ją chyba:) Nastolatki cholerka...
W niedzielę imieniny ojca ,kupa śmiechu spotkanie rodzinne udane.Wprawdzie tylko popołudniowe bo mama nie da rady obiadu zrobić...Trudno ,już przywykliśmy. Sałatkę zrobiłam ja i siostra drugą,mama coś upiekła i jarzynową zrobiła i zimne nóżki. No sympatycznie było ,jednak temat polityki trzeba było szerokim łukiem omijać bo ciśnienia co niektórym skakały.
Młodszy bardzo nie chciał z nami jechać ale jakoś dał się przekonać no i pojechał i nawet nie ględził.Tłukli sie z chłopakami siostry.
Młodemu troszke poluzowałam,wychodzi z kolegami ale pilnuję,jak za długo go nie ma to dzwonimy.Wchodzi i pytamy:
-paliłeś?
-nie
-to idż umyj zęby

 Niby nie pali a pali...chociaż może mniej...
Chce do zawodówki ,chce mechanikiem samochodowym być. W przyszłym tygodniu się przejadę po tych zawodowych i zobaczę co i jak.
 Teraz jak kto głodny to zapraszam ,to są żeberka dzikie haha bo z dzika,tu dopiero będą sie marynowały,od znajomego dostałam,upieczone zjedzone
dobra kapusta pekińska gotowana też była
Był też chlebek 
a i zapiekanka
a dziś była zupa z dyni
i kotleciki z jaj z marchewką duszoną i ziemniaczkami

No to pojedli? Jak tak to teraz na spacer,w opłakanym stanie trawnika wyszły krokusy,troche marne ale z 6 sztuk jest,
i przebiśniegi

Stan ogrodu jest opłakany,niech już sie ta wiosna zrobi to mi sie będzie chcieć grzebać w ziemi. Na razie mi sie nie chce ale muszę wsadzić cebule mieczyków. 
Lenia wczoraj przegnałam i wypucowałam łazienkę i umyłam okna w kuchni,troche lepiej na ten szary świat patrzeć.

Jako że mi chyba mało zajęć to chodzi mi po głowie uprawa grzybów boczniaków. Już chyba wszystko w internecie wyczytałam ale jeszcze nie zamówiłam balotu z grzybnią .Chyba zamówię jednak w ciągu najbliższych dni. 
Moi znajomi dzwonią do mnie żebym zrobiła kiełbase na święta bo chcą kupić taka pyszna drobiowa była ,dokładnie z indyka. Sie zobaczy czy będzie czas miał małżon ,może zrobimy.

Muszę spadać bo małż właśnie wchodzi do domu,trzymajcie się ciepło,udanego weekendu!

wtorek, 8 marca 2016

Ile można uzbierać zdjęć rtg?

Mając 3 małych dzieci i mieszkając na wsi zdarzają się różne wypadki,niektóre mniej grożne inne takie że konieczne są wizyty na SORze .Po raz pierwszy o zawał mnie i rodziców z którymi wtedy mieszkaliśmy przyprawił mały coś około 22 miesięczny starszy synek . A co zrobił? a no włożył sobie pestkę czereśni do nosa. Zaczął płakać wrzeszczeć i tak się kapnęliśmy że ma coś w nosku. uciskanie u nasady nosa,kazanie mu dmuchać i tak i siak nie dawało efektu. W końcu się zaczęłam ubierać i pojedziemy do szpitala. Wtedy pestka wypadła,uff. Obeszło się bez chirurga.Ten sam obywatel tylko troszke podrośnięty bo może miał już blisko 3 lat chciał sobie na psie pojeżdzić ,mało tego pies go nie słuchał a był to pies wtedy łańcuchowy i z dziećmi nie przebywający. Więc trzeba było psa popędzić solidną plastikową łopatą taką sporych rozmiarów,plażową. No i pies zaatakował małego kowboja,na szczęście chyba dziadziu w tym momencie był niedaleko i psa odgonił,ale młody ma ślad malutki na policzku i za uchem.
 Potem było chwile spokoju ale starszy mając trzy latka potrafił nam uciekać z podwórka popychając samochodzik z tyłkiem w górze zaiwaniał . Na szczęście nie mieszkaliśmy przy głównej drodze tylko takiej mniej uczęszczanej ale jednak,strach jest zawsze. Odszukaliśmy klucz w bramke ale nie było domofonu i ten klucz zawieszany był na siatce jak najdalej się dało dorosłemu dostać ,tak żeby już mała ręka nie dosięgnęła.
 Pewnego dnia położyłam około 15 miesięcznego młodszego synka spać w południe a sama poszłam kilka domów dalej do sąsiadki po swojskie mleko. Tak go zawsze zostawiałam w swoim łóżeczku i po jakimś czasie zasypiał. No ale nie tym razem bo jak popatrzyłam na okna domu to zamarłam,mój brzdąc w samym pampersie stał  za szybą w oknie,całe szczęście że było zamknięte,zamknięcie było dla niego trudne do pokonania. Myślałam że padnę ,biegiem do domu a już byłam w ciąży z córcią i ten brzuch był spory. Gagatka ściągnęłam a jaki był zadowolony ,spania wtedy nie było.
 I tak jak już pszyszliśmy do swojego domu całą trójcą dzieci mieszkać to starszy bardzo szybko całą wieś zwiedził,córcie z wózkiem o mało mi do stawu nie puścił z górki i cegłowką o mało nie dostało dziecko . Ehh ...ciekawie było.
 Kolejny uraz był starszego ,skręcił nogę i tu już byliśmy u chirurga,założono mu szynę ale...szyna była lekka z drutu bodajże zrobiona i tylko bandaż na to wokoło . No... za dzień  już mój syn śmigał z tym na rowerze i po wsi. Tak to śmiesznie wyglądało bo mu to wisiało a nic go nie bolało już ,noga sie zagoiła.Wtedy miał już z 6 lat. Następnie gdy poszedł do pierwszej klasy to gdy go odwiozłam do szkoły to mój syn automatycznie wysiadał z auta zgięty wpół,no staruszek,tak kilka dni to trwało po czym po powrocie do domu był okazem zdrowia.Rozmawiałam z nauczycielką i go obserwowała. W końcu pojechaliśmy na SOR i tam wielcy doktorzy wybadali brzuch i nic tylko skierowanie do szpitala,bo może wyrostek. No to zagwozdka niezła bo ja widzę że to fobia szkolna i tyle. Nie zgodziłam sie na szpital ale jeszcze tego samego dnia albo na drugi pojechaliśmy do szpitala wojewódzkiego sprawdzić ten wyrostek ,no i.... nic nie było. Fobia po jakimś czasie mu przeszła.Gdzieś w tym samym tygodniu młodszy z impetem wpadł w taką zardzewiałą rure którą chciał dosłownie przebić głowę,wbił to cholerstwo w czoło tak że ma ślad księżyca ,krew sie lała okropnie bo to głęboko było . Sama nie dałam rady jechać bo trzymałam to dziecko z ręcznikiem na czole,oczywiście zdjęcie konieczne było bo tak sie odbił od tej rury że tyłem głowy w beton rypnął. Masakra ale kości całe,oczyścili ranę i zakleili plastrami zamiast szwów.

Do tej chwili to było tych wizyt i zdjęć rtg tyle: ( chyba )
   -rtg-złamany nadgarstek młodszego- styczeń 2011 efekt zjazdu na sankach
   -rtg złamana ręka starszego-czerwiec 2011 efektowna jazda na qładzie
   -rtg kciuka starszego 2013- po treningu hokejowym
   -rtg głowy,oczodołu starszego i to było straszne. Była sobota lipiec 2012 syn jeżdził rowerem,nagle wpada do domu i drze sie ,wszedł do łazienki i nad umywalką ja sie patrze ten oko ma zakrwawione i zalepione jakimś świństwem. Alarm,wołam małża, okazało się że w rowerze wystrzelił mu amortyzator i strzelił go nad okiem ,na powiece i troche brew, Boże, ten smar na dodatek też wystrzelił i zaklajstrował całe oko ,rzęsy sklejone,rana nad okiem ,ja to widząc mówię do małża o nie,nie jedziemy razem na SOR bo sama czuję że to za dużo na jednego rodzica. Jedziemy,tam najpierw myją ten smar,potem  zdjęcie czy kości całe potem będą to szyć,o matko szkoda mi go było ale oko całe to najważniejsze. Dostanie znieczulenie ,ludu....mało z małżem nie zemdleliśmy jak mu igłe nad tym okiem wbijała lekarka. I tak szwy miał trzy pod brwią a jeden dosłownie 2 milimetry nad rzęsami na powiece. Opatrunek na to i do domu. A na drugi dzień miał wyjeżdżać na obóz sportowy,nie pojechał,jak rano chcieliśmy to oko zobaczyć to tam oka nie było widać,straszne. W poniedziałek do chirurga ,stamtąd do okulisty czy wszystko z okiem dobrze. Uff całe szczęście było ok ale to były milimetry i mógłby stracić oko.
Kontuzje są na porządku dziennym ale teraz już nie takie wielkie,w szkole starszy też raz był po treningu na rtg z ręką,na szczęście tylko stłuczenie było.

  I tak jak chłopaki kontuzje ,to córcia chirurgia ,ortopedia.. no ale to już znacie z wcześniejszych wpisów.
Oczywiście za każdym razem to było kilka wizyt później bo do kontroli no i tak godzinami siedzenie w kolejkach znamy aż za dobrze.
Też macie takie kontuzje za sobą?

ps. to co go uderzyło w to oko to było od amortyzatora taka gruuuba sprężyna około 6 cm i bardzo ostro zakończona,no kawał metalu jakby nie patrzeć.