wtorek, 8 marca 2016

Ile można uzbierać zdjęć rtg?

Mając 3 małych dzieci i mieszkając na wsi zdarzają się różne wypadki,niektóre mniej grożne inne takie że konieczne są wizyty na SORze .Po raz pierwszy o zawał mnie i rodziców z którymi wtedy mieszkaliśmy przyprawił mały coś około 22 miesięczny starszy synek . A co zrobił? a no włożył sobie pestkę czereśni do nosa. Zaczął płakać wrzeszczeć i tak się kapnęliśmy że ma coś w nosku. uciskanie u nasady nosa,kazanie mu dmuchać i tak i siak nie dawało efektu. W końcu się zaczęłam ubierać i pojedziemy do szpitala. Wtedy pestka wypadła,uff. Obeszło się bez chirurga.Ten sam obywatel tylko troszke podrośnięty bo może miał już blisko 3 lat chciał sobie na psie pojeżdzić ,mało tego pies go nie słuchał a był to pies wtedy łańcuchowy i z dziećmi nie przebywający. Więc trzeba było psa popędzić solidną plastikową łopatą taką sporych rozmiarów,plażową. No i pies zaatakował małego kowboja,na szczęście chyba dziadziu w tym momencie był niedaleko i psa odgonił,ale młody ma ślad malutki na policzku i za uchem.
 Potem było chwile spokoju ale starszy mając trzy latka potrafił nam uciekać z podwórka popychając samochodzik z tyłkiem w górze zaiwaniał . Na szczęście nie mieszkaliśmy przy głównej drodze tylko takiej mniej uczęszczanej ale jednak,strach jest zawsze. Odszukaliśmy klucz w bramke ale nie było domofonu i ten klucz zawieszany był na siatce jak najdalej się dało dorosłemu dostać ,tak żeby już mała ręka nie dosięgnęła.
 Pewnego dnia położyłam około 15 miesięcznego młodszego synka spać w południe a sama poszłam kilka domów dalej do sąsiadki po swojskie mleko. Tak go zawsze zostawiałam w swoim łóżeczku i po jakimś czasie zasypiał. No ale nie tym razem bo jak popatrzyłam na okna domu to zamarłam,mój brzdąc w samym pampersie stał  za szybą w oknie,całe szczęście że było zamknięte,zamknięcie było dla niego trudne do pokonania. Myślałam że padnę ,biegiem do domu a już byłam w ciąży z córcią i ten brzuch był spory. Gagatka ściągnęłam a jaki był zadowolony ,spania wtedy nie było.
 I tak jak już pszyszliśmy do swojego domu całą trójcą dzieci mieszkać to starszy bardzo szybko całą wieś zwiedził,córcie z wózkiem o mało mi do stawu nie puścił z górki i cegłowką o mało nie dostało dziecko . Ehh ...ciekawie było.
 Kolejny uraz był starszego ,skręcił nogę i tu już byliśmy u chirurga,założono mu szynę ale...szyna była lekka z drutu bodajże zrobiona i tylko bandaż na to wokoło . No... za dzień  już mój syn śmigał z tym na rowerze i po wsi. Tak to śmiesznie wyglądało bo mu to wisiało a nic go nie bolało już ,noga sie zagoiła.Wtedy miał już z 6 lat. Następnie gdy poszedł do pierwszej klasy to gdy go odwiozłam do szkoły to mój syn automatycznie wysiadał z auta zgięty wpół,no staruszek,tak kilka dni to trwało po czym po powrocie do domu był okazem zdrowia.Rozmawiałam z nauczycielką i go obserwowała. W końcu pojechaliśmy na SOR i tam wielcy doktorzy wybadali brzuch i nic tylko skierowanie do szpitala,bo może wyrostek. No to zagwozdka niezła bo ja widzę że to fobia szkolna i tyle. Nie zgodziłam sie na szpital ale jeszcze tego samego dnia albo na drugi pojechaliśmy do szpitala wojewódzkiego sprawdzić ten wyrostek ,no i.... nic nie było. Fobia po jakimś czasie mu przeszła.Gdzieś w tym samym tygodniu młodszy z impetem wpadł w taką zardzewiałą rure którą chciał dosłownie przebić głowę,wbił to cholerstwo w czoło tak że ma ślad księżyca ,krew sie lała okropnie bo to głęboko było . Sama nie dałam rady jechać bo trzymałam to dziecko z ręcznikiem na czole,oczywiście zdjęcie konieczne było bo tak sie odbił od tej rury że tyłem głowy w beton rypnął. Masakra ale kości całe,oczyścili ranę i zakleili plastrami zamiast szwów.

Do tej chwili to było tych wizyt i zdjęć rtg tyle: ( chyba )
   -rtg-złamany nadgarstek młodszego- styczeń 2011 efekt zjazdu na sankach
   -rtg złamana ręka starszego-czerwiec 2011 efektowna jazda na qładzie
   -rtg kciuka starszego 2013- po treningu hokejowym
   -rtg głowy,oczodołu starszego i to było straszne. Była sobota lipiec 2012 syn jeżdził rowerem,nagle wpada do domu i drze sie ,wszedł do łazienki i nad umywalką ja sie patrze ten oko ma zakrwawione i zalepione jakimś świństwem. Alarm,wołam małża, okazało się że w rowerze wystrzelił mu amortyzator i strzelił go nad okiem ,na powiece i troche brew, Boże, ten smar na dodatek też wystrzelił i zaklajstrował całe oko ,rzęsy sklejone,rana nad okiem ,ja to widząc mówię do małża o nie,nie jedziemy razem na SOR bo sama czuję że to za dużo na jednego rodzica. Jedziemy,tam najpierw myją ten smar,potem  zdjęcie czy kości całe potem będą to szyć,o matko szkoda mi go było ale oko całe to najważniejsze. Dostanie znieczulenie ,ludu....mało z małżem nie zemdleliśmy jak mu igłe nad tym okiem wbijała lekarka. I tak szwy miał trzy pod brwią a jeden dosłownie 2 milimetry nad rzęsami na powiece. Opatrunek na to i do domu. A na drugi dzień miał wyjeżdżać na obóz sportowy,nie pojechał,jak rano chcieliśmy to oko zobaczyć to tam oka nie było widać,straszne. W poniedziałek do chirurga ,stamtąd do okulisty czy wszystko z okiem dobrze. Uff całe szczęście było ok ale to były milimetry i mógłby stracić oko.
Kontuzje są na porządku dziennym ale teraz już nie takie wielkie,w szkole starszy też raz był po treningu na rtg z ręką,na szczęście tylko stłuczenie było.

  I tak jak chłopaki kontuzje ,to córcia chirurgia ,ortopedia.. no ale to już znacie z wcześniejszych wpisów.
Oczywiście za każdym razem to było kilka wizyt później bo do kontroli no i tak godzinami siedzenie w kolejkach znamy aż za dobrze.
Też macie takie kontuzje za sobą?

ps. to co go uderzyło w to oko to było od amortyzatora taka gruuuba sprężyna około 6 cm i bardzo ostro zakończona,no kawał metalu jakby nie patrzeć.

9 komentarzy:

  1. Ojejeku, czytalam i juz mialam dreszcze :O
    U nas "spokojnie", Mloda w sumie tylko kolano bo kiedys upadla i niestety nmawet po latach wychodzi, a Mlody - no wiadomo pilkarz- to kostka, nadgarstek itp. ale no tak to juz bywa...
    POZDRAWIAM!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak sport to zdrowie:) pozdrówka

      Usuń
  2. No dzialo sie u Was :) opowiesci jak z horroru. Dobrze,ze koniec koncow nic wiekszego sie nie stalo. jak nic Aniele Stroze mieli pelne rece roboty. U nas tez wypadki sie zdazaja ale juz o tym przestalam pisac. Babcie (obie czytajace bloga) nie maja nerwow na takie historie;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak aniołowie mieli roboty:)a faktycznie jak babcie czytające was to się nie da wszystkich kontuzji opisywać,czasem lepiej jak mniej wiedzą;)

      Usuń
  3. Na szczęście z upływem czasu inaczej patrzymy na takie sytuacje, ale wyobrażam sobie ile nerwów każda Cię kosztowała. Z każdą historią aż dreszcze mnie przechodziły. Ja z kolei zapchałam nos gąbką do kąpieli. Rodzice zorientowali się, jak z nosa zaczęło śmierdzieć. Złamana ręka po upadku z drzewa. Dobrze, że tylko tyle, bo nieopodal leżał zwój drutu kolczastego. Ale i tym kiedyś się skaleczyłam, bliznę mam do dziś. Z Tygrysem takich przygód nie mamy i oby tak zostało. Choć raz sama Mu oka nie załatwiłam. Zmywałam podłogę mopem i nie zauważyłam, jak podszedł mi pod tego mopa i uderzyłam go na szczęście obok czoka. Ale co wypłakałam to moje.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też nieźle z tą gąbką,a dzieci to tak czasem podejdą że no nie przewidzisz ,dobrze że przeszło bokiem a nie centralnie w oko,eh..pozdrawiam

      Usuń
  4. Iskierko z przerażeniem czytałam o tej sprężynie, co przeżyłaś to twoje. Moje dzieci stanowiły same dla siebie zagrożenie. Tłukły się niemiłosiernie. Październik 2008 był szczególny. Syn rysował, a córka nachylała się i mu coś tam poprawiała, a ten od razu dziobnął ją zaostrzonym ołówkiem w ucho, w wyniku czego trzeba było jechać do szpitala na szycie chrząstki, niespełna tydzień później syn gonił córkę i ta zamknęła go w pokoju na klucz, a on bardzo energicznie zaczął walić w dzrzwi i zbił szybę, w wyniku czego "pocharatał" sobie rę. Spędziłam z nim wtedy 3 dni w szpitalu( siedząc na krześle), gdzie miał operacyjny przeszczep skóry na palce u ręki. Jednak najgorsze było zdejmowanie szwów i ten płacz i bezduszność ogromna pielęgniarki. Syn zaliczył też złamanie obojczyka po zabawie z psem i rozcięty łuk brwiowy, kiedy kolega po huśtaniu na bujawce rozmachał sprzęt i syn nie zdążył zrobić uniku. Wszedł też na deskę z zardzewiałym gwoździem i czym prędzej jechałam z nim na szczepionkę od tężca. To by było na tyle i oby nic już sie nie działo, czego tobie i sobie życzę. Iwona

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurcze to też miałaś,o szyciu chrząstki to szczerze mówiąc jeszcze nie słyszałam . Szyby w drzwiach też od czasu do czasu lecą chociaż bez uszkodzeń rąk,pewnie dlatego ze małe są. Pokaleczone podeszwy tez były ale bez interwencji lekarza sie goiły. Tak oby już było tyle,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas na szczęście (na razie) skończyło się na kilku guzach, siniakach, rozciętej wardze i łuku brwiowym - ale myślę, że wszystko jeszcze przed nami. Faktem jest, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, a i tak nie zawsze da się upilnować - nawet jednego, a co dopiero przy trójce !

    Osobiście w dzieciństwie nie miewałam jakichś bardzo poważnych wypadków, chociaż lubiłam typowo chłopięce zabawy, łażenie po drzewach, strzelanie z łuku i procy...Natomiast mój Mąż nadział się kiedyś na metalową, zaostrzoną sztachetę w płocie - i przebił się nią prawie na wylot. Miał wtedy 10 lat, na szczęście się z tego wykaraskał, ale często opowiada mi, że naprawdę zobaczył wtedy całe swoje dotychczasowe życie przed oczami, jak w jakimś przyspieszonym filmie...

    OdpowiedzUsuń