poniedziałek, 30 maja 2016

Wycieczka i ogródek i wszystko po trochu.

 Jestem,żyję ,w biegu co prawda ale wtedy wiem że żyję :)

Co to u nas od ostatniego czasu sie wydarzyło?  Rower sobie kupiłam tylko nie mam kiedy jeżdzić ale coś odrobine pojezdziłam. Córci chciałam kupić i mam bunt...bo nie chce. Ma rolki ale chciałam żeby rowerem jeżdziła do szkoły. Przed operacjami jezdziła potem nie było wolno i teraz nie wiem ,boi sie czy co?  Eh wyganiamy ją z domu na podwórko żyby coś sie poruszała nawet z grabkami ale to  15 minut i już twierdzi że zrobiła co miała zrobić. Jak to będzie żyło jak leń jak diabli .....Mówię że do psychologa trzeba będzie pójść to mi pyskuje że "nikt jej nie będzie mówił jak ma żyć"
 Tyle....

 Dzisiaj tata wychodzi ze szpitala ,we wtorek  go zawiozłam ,dostawał przez te dni chemię. Czy zadziała ?Nie wiadomo. Zmian jest dużo od pasa w dół .Nie dość że złośliwy chłoniak to dopisano że  agresywny. Mamy nadzieję że troche sie cofną i jeszcze mu dadzą z pół roku .... oby.

Wieczorem we wtorek zaliczyliśmy też przyjaciółkę w Krakowie.
Starszy w środę przyjechał na długi weekend,prosiliśmy go żeby autobusem przyjechał albo chociaż gdzieś bliżej domu. Przyjechał,tylko że od  14 30 do 20 zeszło jak go małż odebrał i to też jeszcze z 60 km od domu. No trudno i tak by to nic nie zmieniło jakby małż pojechał bo korki były.

A we czwartek proszę państwa zrobiliśmy sobie z przyjaciółmi wycieczkę do .Wrocławia , do Zoo . O 6 z minutami wyjazd i za 3 i pół godziny dojechaliśmy.Ja za kierownicą z 300 prawie km,potem małż .Mój małż jeszcze tam miał jakiś zakup z kimś umówiony więc to też sie udało.
 Strasznie długo w tym zoo zeszło.potem rynek ,niestety nie udało sie nam wejść na panorame racławicką bo bilety były dopiero na 21 a my byliśmy o 17 . Tyle godzin to nie mogliśmy czekać ale połaziliśmy ,no i ładnie tam :)
Oczywiście chłopaki zostali w domu,starszemu sie nie dziwiłam po tylu godzinach jazdy dzień wcześniej a młody za chiny ludowe sie nie dał namówić.
Młodszy na początku maja wziął sie do roboty znaczy do poprawiania zagrożeń. Nie nie,  nie myślcie że taki ambitny .po prostu urabiał ojca "Wirgiliusza" Z kolegami poskładali się na ...malucha.... Przez 2 tygodnie szkił  "tatusiu,kocham cię,mamusiu....itp.
Dużo poprawił,nawet nauczycielka sie śmiała że go koledzy pilnują żeby zdał.
 No i maluch jest, tyle że my nie chcemy go na podwórku, My swoje oni swoje,ale przynajmniej nie stoi przed garażem tylko dalej ,myją go ,oklejają,podłoge sobie naprawili bo dziurawa była. Płyn do naczyń mi znikał ale już im nie pozwoliłam,kupili sobie ..
Jeszcze coś mu i tak zostało do poprawy. Potem robił z tektury auta i w gazetce szkolnej będzie o jego przygodzie z motoryzacją .  ta... gwiazdor cholerka.....

Tasiemiec mi wyjdzie. ;)
Również we czwartek przyleciał wujaszek ze stanów. To brat mojej mamy,facet po 60 ale ale, żeby Was nie zmylił wiek..to jak młodzieniaszek,samochód wypożyczony chociaż mógłby wziąć mojego ojca,ee gdzie tam ,bedą mu na licznik patrzyć . A ten lubi jeżdzić oj lubi . Jest też strasznym... ..kobieciarzem i nic mu z wiekiem nie przechodzi. U mojej mamy spać nie będzie tylko sie zamelinował u mojego brata . Wszyscy mu mówimy po imieniu ,jeszcze dawniej był wujkiem teraz jest Kazikiem hehe,broń Boże mu wujek powiedzieć ;)
 Całkowite przeciwieństwo mojej mamy,ogień i woda ,zresztą on nawet nie przyznaje sie ile ma lat,zawsze mówi że ..28....
Aparat. Będzie 3 tygodnie z czego objeżdzi  połowę po Polsce.

Od piątku wieczór miałam chrześnika małego Maksa lat 6. Siostra wyjechał na wycieczke do Wiednia i teściowa jej pilnowała chłopców no ale teściową ma taką co przez ogniska  skacze i z małżonkiem 84 letnim na kajakach kiedyś sie znależli i to nawet po kilku głębszych!! To się okazało że w tym samym czasie na jeden dzień jedzie na pielgrzymkę ,starszego zabrali a ja wzięłam młodszego.
Fajny taki brzdąc tylko żeby jeszcze jadł lepiej . W kościele wczoraj wyciągnął zęba mleczaka,bużka mu się śmiała po tym ,ja małżowi podałam zęba do kieszonki .Przed odjazdem mu spakowałam do woreczka.
W sobotę byliśmy u przyjaciół na grillu , strefa kibica tam była. Maks był z nami ale mój starszy nim sie zajął i na rowerach sami przyjechali ,potem mi go do snu połozyli ,zresztą od zawsze mój starszy był dla niego  idolem ,bardzo go lubi. A mojemu to widać sprawia przyjemność.

Ale sie spisałam już ,korzystam bo małż w drodze,odwoził starszego,o 5 rano wyjechali ,lekcje o 8 30.
 A w ogrodzie nowe kwiaty,z działki szpinak.
Dostałam też dwie azalie ale jeszcze nie wsadziłam,wode leje we wszystko bo jak raptem 10 dni temu było zimno i małż normalnie zapalił w piecu bo w łazience było okropnie to teraz pali słońce.. Ale to znacie. To teraz zdjęcia,


jeden kwiat piwoni,obraziła sie na mnie jak ją przesadziłam i nie chce kwitnąć bujniej
róża biała

i różowa z której miała być konfitura ale chyba nie zdąże;)
ale łubin mnie mile zaskoczył :)
i irysy dość już wiekowe
no i szpinak
Zajadam też rukole z ogródka,,pomidory posadzone,na razie troszke zmarniały ale pomału dadzą rade,ziemniaki rosną ,trzeba siekać ,dynia  zeszła,cukinia też,truskawki jeszcze nie czerwienieją ale ciasto z truskawkami już jest
 No już małż mnie prawie nakrył przy pisaniu. Mam zaległości w czytaniu blogów ,nie wiem kiedy nadrobię ,pozdrawiam cieplutko!!

13 komentarzy:

  1. Oj dziewczyno, dzieje się u ciebie dużo :). Kwiatki piękne, łubin bujnie zakwitł, dzika róża również, piwonie rzeczywiście kapryśne są. Świetnie, że zaliczyłaś udaną wycieczkę i spotkania z przyjaciółmi. Dla mnie takie wyjazdy są nierealne, ale już się przyzwyczaiłam i dlatego dzieciaki wypycham wszędzie. Córka była na majówce z koleżankami w Krakowie, narobiła mnóstwo zdjęć dla mnie i obiecała,że mnie kiedyś zabierze ( jak będę chyba na emeryturze :)). Jutro syn wyjeżdża na 4 dniową wycieczkę, ale będzie cisza. Twój syn daleko zajdzie w motoryzacji, jeszcze się na nim poznają, super , że ma pasję, którą będzie mógł realizować zawodowo. Mój gagatek również popoprawiał wszystkie sprawdziany, z których miał jedynki. Nie ukrywam,że z moją wielką pomocą. To ja musiałam przypomnieć sobie reakcje chemiczne, wiązania jonowe, wzory sumaryczne i strukturalne, budowę atomu oraz wyrazenia algebraiczne, równania itd, żeby synowi to potem tłumaczyć, prawie na siłę, bo on twierdził, że jeszcze ma czas. Ile nerw zjadłam to tylko ja wiem. Nie denerwuje mnie gdy czegoś nie wie, tylko jego olewający stosunek do wszystkiego, tak jakby nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji. Z mojej córy to też taki pomager, że szkoda gadać.Po wolnych dniach dosłownie odgruzowuje jej pokój. Wstyd, aż się przyznawać, ale nie potrafię być długo konsekwentna i ona to wie, że kiedyś pęknę i jak będzie w szkole ogarnę jej bałagan. Aga, życzę, żeby tata był z wami jak najdłużej . Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonki z tą konsekwencją to mam tak samo niestety ;)Współczuję Ci tego powtarzania matematyki,mój to się nawet na te poprawy wiele nie uczy,na przerwie przed poczyta i tyle Ja mu powiedziałam dość i nie siedzę z nim. Klasa syna też byla na wycieczce Wiedeń,Praga ale nie pojechał,za czorta się nie dał skusić.
      Może kiedyś jeszcze pozwiedzasz ,powyjeżdżasz,choćby na tej emeryturze .Tylko hm na wsi i z takim gospodarstwem jak masz to jeszcze może potrwać. A może syn zmądrzeje dorośnie i pomoże w gospodarstwie to dychniesz wtedy:)
      Tatę przywiozłam ze szpitala,zobaczymy co będzie ale wygląda jakby ta chemia była trafiona bo troszke mu sie zmieniły te zmiany które ma,oby. Dzięki

      Usuń
    2. Iwono, podczytuje Twoje komentarze i powiem tak... latwo nie jest... dzieci to wielki dar ale o ogromny pbowiazek.
      Mam zawsze nadzieje, ze kiedys dorosna, docenia i dojrzeja- tego sie trzymam.
      Ja nie ruszam pokoju, czasami wchodze i noga robie sobie miejsce na podlodze aby dojc do okna... czasami rozedre kopare, tak, ze chyba sasiedzi slysza- ale nie ruszam nic!
      W szkole pomagac nie musze...proponuje korepetycje czy cos- tez nie chca, wiecnic mam nadzieje, ze sam- bo to glownie o mlodego chodz sie ogarnie...
      Jak widzisz- samo zycie- pozdrawiam Cie jako "zestresowana" matka!

      Usuń
    3. Aga syn tak samo chętny do jakiejkolwiek pomocy, jak i do nauki. On by chciał, żeby w życiu było mu lekko i przyjemnie bez wysiłku. Póki co nie mamy na razie w nim następcy. A teraz podróżuję w świat wyobraźni, czytając książki ;)> Też mam nadzieję, że będę sprawną i wyluzowaną emerytką i kiedyś sobie odbiję:).

      Usuń
  2. Iskierko, juz sie zastanawialam gdzie wybylas?? Widze, ze tradycyjnie wiatr we wlosach mialas i moze nie jak iskra ale blyskawiaca dzialasz :)
    Mlody ma talent ato bardzo wazne- jesli umie cos zrobic nawet bez matematyki to ma przed soba przyszlosc- moj srubki odkrecici nie umie ;)takze, docen to- zlota raczka!
    A corka- no coz taki wiek... latwo nie jest..ale minie. Wiem z autopsji ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Luxusowa kobieto za słowa otuchy. Ja również czekam, aż dzieciak "rozumu nabierze", ale chyba to jeszcze "trochę" zajmie. Powinnam być twardsza i bardziej odporna na widok bałaganu, a tak ponarzekam głośno, a potem wyręczam. Błąd wielki, sama jestem sobie winna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, my matki juz tak mamy...nie powiem ale czasami same jestesmy sobie winne..
      Troski i zmartwienia nie znikaja, one z czasem tylko sie zmieniaja..
      Jak najmniej troski i zmartwien zycze!!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. W ogrodzie masz wszystko, co lubię :) Pięknie się prezentuje, choć podejrzewam, że sporo wysiłku kosztuje Cię pielęgnacja, zwłaszcza, że na nadmiar czasu nie narzekasz. Wrocławskie ZOO bardzo nam się podobało. Szkoda, że mamy tak daleko, ale mamy już bilety do warszawskiego i miesiąc na wykorzystanie, więc pewnie niedługo skorzystamy.
    A Synek - prawdziwy pasjonata. Wierzę, że w przyszłości dobrze spożytkuje Swoje umiejętności.
    Dużo sił dla Taty i całej Waszej Rodziny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Tygryski to gdzie jest Wasz teren wybiegu ? hehe ;) pewnie blisko stolicy :)
      No w ogrodzie roboty jest ale dzięki temu ze tu zaistniałam to kurcze widzę ze rzeczywiście w tym ogrodzie coś mam. Jeszcze pamiętam ze mieczyki lubisz- czekam na nie też.Sił i cierpliwości to najbardziej mama potrzebuje przy chorym. Dziękuję

      Usuń
  5. U mnie też masa zaległości, nad którą okropnie ubolewam :(
    Ach, ale fajnie- zoo we Wrocławiu! Piękne zdjęcia. No a kwiaty- boskie. łubin jest cudny, jaki okazały!
    Tacie życzę... życzę Mu przede wszystkim dobrego samopoczucia...

    Hehe, no to ci wujaszek :) Faktycznie, aparat, że hoho ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wujaszek w Twoje strony uderzył właśnie hehe:)
      A z tatą to właśnie mamy jazdy,niedobry dla mamy :(
      Eh...

      Usuń
  6. Haha jak zawsze jak Ciebie czytam to na wdechu, bo nie mam kiedy wypuścić powietrza :)

    Smieszny ten Wasz wujaszek, zazwyczaj to była ciocia z ameryki ;)

    Rany do zoo taki kwała? Szaleni jesteście, ale tak pozytywnie, lubię takich wariatów :)

    Konfiturę z róży mmmmmmmmmmmmmmmm uwielbiam :)

    Za tatę trzymam kciuki, smutne wieści..

    OdpowiedzUsuń
  7. No i nic się nie przyznałaś, że się do Wrocka wybieracie? Może gdzieś byśmy się spotkali, chociaż na chwilę, przelotem ;) My też mamy w planach ZOO z okazji drugich urodzin Bąbla - byliśmy z nim już kiedyś, ale za mały był i jeszcze nie kojarzył ;)

    A o Twojej rodzinie to można by było chyba jakąś książkę napisać. 84 lata, skoki przez ognisko i kajaki? Jakaś komediowa saga rodzinna by z tego wyszła :) Same aparaty, nie ma co ! :)

    OdpowiedzUsuń