poniedziałek, 13 czerwca 2016

Z dwóch tygodni a działo się .


 Długo mnie nie było. Czasu jakoś mniej ,dzień długi i jest co robić. Już sie zabierałam do pisania kilka dni i nie dało się. Nawet coś naskrobałam  ale dzisiaj stwierdziłam że nie to co chciałam przekazać Wam.

Jak zwykle działo się u mnie, Ostatniego maja znalazłam się na przepięknym koncercie show ,na jakim pewnie więcej w życiu nie będzie mi dane być. A było to IL DIVO w Krakowie w Tauron arena ,naciągnęłam wujaszka z Hameryki na bilet bagatela najtańszy 280 ;) Poniżej jak uda mi się napisać cały post to wrzucę Wam z netu co to było. Bo z tego wszystkiego,znaczy pośpiechu nie zabrałam aparatu.

No już wrzuciłam od razu.

to był wtorek,potem to jakoś dni leciały,grządki,grządki,motyczka rękawiczki i taczki hehe. A w sobotę 4 czerwca miałyśmy 5 minut na scenie,robiłyśmy za chórki tylko na jednej piosence.Ale to może przemilczę,bo to był niewypał ,gość chciał sobie plecy zrobić nami. Potem był grill ze znajomymi ale taki niedługi bo koło północy już byłam w łóżku.

Teraz o ojcu,no daje popalić mamie. Jest strasznie wymagający i ona już ma dośc. Obraził sie na brata już wcześniej bo mu coś tam powiedział że tych leków to za dużo bierze. Tata mój całe życie latał z byle głupstwem po lekarzach. No normalnie hipochondryk jak ta lala. I ja byłam oddelegowana na rozmowe z nim . Na spokojnie ,pogłaskałam,posmarowałam plecy amolem wedle życzenia,podałam wody,obcięłam paznokcie. I mu grzecznie troche chciałam uświadomić że musi doceniać to co mama robi dla niego. Uparty jest ,powiedział mi że lepiej mu było w szpitalu,no masz. My twierdzimy że on jak widzi lekarski fartuch to mu od razu lepiej. Potem kilka dni sie uspokoiło aż dostał wysokiej gorączki,u rodzinnego lekarza byliśmy a w kolejny czwartek brat dzwonił do lekarza prowadzącego co robić.Bardzo osłabł,prawie nie jadł ,miał trudności nawet przełykać ślinę. I tak w piatek po zrobieniu badań krwi zawieżliśmy z bratem tatę do szpitala.Nie dał rady sam ustać na nogach . Jeżdzimy codziennie ktoś z nas. I tu Wam powiem że całe szczęście że jest nas troje. Nie wyobrażam sobie zostać z tym sama,rodzeństwo to naprawde dar !
Tacie już lepiej ,może w środę wyjdzie  .

Zrobiłam też 5 czerwca w niedzielę pierwsze 15 km na rowerze!
Dupa mnie troche bolała ale fajnie tak. Nie jest to dużo ale po 20 latach nie jeżdżenia to sporo hehe.

Co jeszcze?
 Na podwórku u ojca Wirgiliusza sporo chłopaków kolegów młodszego,jest w tym dwóch którzy zajmują sie swoją hodowlą i tak mają kury,kaczki,króliki,i nie wiem co jeszcze. Koze ten jeden ma, Pytali małża czy mogą skosić sobie łąkę naszą. Pozwoliliśmy i chłopaki sobie radzą ,nie mają przykładu w domu ,wujki piją ,dziedki ,matka chyba też. Pożyczają kosę i ręcznie koszą i taki mały traktorek też im małż pożycza. Za to mój syn i trzech innych jeżdża tym maluchem . Kupują co chwile jakieś gadżety ,naklejki, kierownice sportową i takie tam

W zeszłą środę i czwartek znalazłam się z małżem w luksusowym hotelu w Kielcach. To było spotkanie i szkolenia z jednej firmy z którą małż współpracuje. Miałam dylemat jak zostawię młodzież bez opieki bo przed południem w środe wyjechaliśmy .Bałam się że młody jak będzie wiedział że nas w nocy nie będzie to z koleżkami coś sobie zaplanują. No i córci powiedziałam a młodszemy przez telefon powiedziałam dopiero po 22 że synu ale my jednak dzisiaj nie wrócimy ,tylko jutro ;)
Dobry pomysł to był,gorzej było z ich obudzeniem na odległość ,zwłaszcza że położyliśmy sie spać w tym hotelu ooo...3 30 !!!! Ale była ipmreza.didżej był i nawet małż mnie wysyłał do niego żebym zaśpiewała. Skusiłam sie już po 1 w nocy i zaśpiewałam ''Jesteś lekiem na całe zło''
 No a jeszcze potem to śpiewów było przy stołach. Poznałam troche ludzi ,z niektórymi widzę że bym się dogadała a zwłaszcza z jedną wariatką taką jak ja.

W sobotę była następna impreza ,bratowej imieniny. To już blisko w tej samej wsi. Ale noce cholernie zimne są,na zewnątrz była impreza i zimno było no ale jak sie długo w noc siedzi to tak jest.
Wczoraj Kazika -wujaszka miałam na obiedzie. Już w czwartek leci.
W czwartek też starszy ma już zakończenie roku szkolnego ,już będzie głośniej w domu i więcej jedzonka będe gotować.

 Boczniaki znowu zjadamy,

A jeszcze byłam dziś u dentysty i mam obolały pysk bo mi pani usuwała kamień. No rzeż była na fotelu,za rzadko to robię niestety.Może będę żyć.
We flakonie przed sobą mam jaśmin,pięknie pachnie. Wrzucam teraz foty ,oglądajcie,pozdrawiam.










A i jeszcze książkę morduję już ponad miesiąc  a telewizji to i dwa dni nie włączamy !


Ps. Bardzo mi jest przykro jak blogi mnie blokują ,znaczy za blogiem to zawsze człowiek i jest mi bardzo przykro że w ostatnich dniach nie mogę zaglądnąc do :''Moja tęsknota'' a ja tak kibicuję Ewie i czekam z nią na córeczke. Najgorsze że nawet nie mam jak maila napisać bo skad go wziąć?
Do ; MiA też nie mogę wejść. ;(
 A już dawno to nie dostałam zaproszenia do '' Iskierka adopcji''  ;(
 I do Grzesia od Vstki :((
Pewnie za mało sie udzielałam a teraz obudziłam sie z ręką w nocniku. przykro mi zwyczajnie.
Może się ktoś zlituje nade mną?

12 komentarzy:

  1. Z tym twoim tata i nieporozumieniami z mama to bardzo mi sie moj dziadek przypomnial. Byli z moja babcia wspanialym malzenistwem. Takim jednym na tysiac, zgodni , kochajacy sie do szalenstwa. A na starosc moj dziadek zaczal robic przykrosci mojej babci, obrazac sie, dogadywac jej. moze to juz tak ze staroscia jest?
    Jak zwykle podziwiam ogrod i piekne kwiatki:) Sciskam!
    Ps. Gdybym kiedykolwiek ograniczala dostep na blogu, zaproszenie mialabys jak w banku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za słowo;)
      No sie dowiemy jak to ze starością kiedyś,oby! Dzięki

      Usuń
  2. Wiesz, starsi ludzie to już chyba tak mają z tymi lekarzami. Moja babcia nawet jak nic jej nie dolega to zawsze sobie jakąś dolegliwość wymyśli, żeby tylko się z panem doktorem spotkać. A Twój Tato mam nadzieję, że szybko stanie na nogi, bo faktycznie to co opisałaś wyglądało poważnie.

    Najbardziej urzekł mnie tekst "dupa mnie trochę bolała" ;) Sama jako wielka fanka rowerowej jazdy bardzo Ci kibicuję, żeby tych zrobionych kilometrów było jak najwięcej !

    No i do MIA oraz Ewy też nie mam wstępu, choć zaglądałam regularnie. Przykre to, ale cóż...trudno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tata całe życie uwielbiał doktorów . To co lekarz powie to święte ,chociaż my twierdzimy że każdy biały fartuch na niego działa. Tylko że do przesady nieraz dochodziło bo co chwile coś szukał .Nawet było tak że operacje "musi" mieć ,po czym lekarz mu powiedział że NIE.:)
      A z rowerem sie zobaczy,raczej tylko w niedziele znajde czas na niego.

      Usuń
  3. Juz zaczynalama sie martwic...choc w duchu bylam pewna, ze to tylko to Twoje rodzinne zamieszanie sprawilo, ze troszke zamilklas. Nie wiem czemu ale Twoje posty czytam jakbym truchtem biegla- bo za rogiem- patrz w nastepnym zdaniu cos sie bedzie dzialo :)
    Zdjecia sliczne, wypad udany, mnie tez d..pa boli ale radocha jest :) choc pogoda ostatnio raczej kanapowa... a co do Taty.. starosc, choroba bardzo ludzi zmienia...:(
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz dobrze myślałaś ;)
      To prawie sport uprawiasz czytając mnie ,hehe ,pozdrawiam!

      Usuń
  4. Aga na pewno na nudę nie narzekasz. Przy moim osiadłym trybie życia to dzieje się u ciebie naprawdę dużo. Spodobałby mi się koncert na którym byłaś, lubię śpiew operowy, ale jak widać na filmiku panom dopisywało poczucie humoru i nudno nie było ;). Kwiatki piękne jak zwykle. Zachowanie taty zmieniła choroba?. Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko tata zawsze był chyba taki,tak mama twierdzi . Znosiła to dzielnie ale mi sie zdaje że sobie pozwoliła na to .Ze mną by nie przeszły takie jego numery jak np 3 razy mu smażyła jajecznice! bo każda była nie taka . Znosiła to dzielnie całe życie a teraz w chorobie to mu sie spotęgowało. Ja nawet wody nie umiem mu podać bo ona wie jak. Paranoja -z czajnika troszke ciepłej plus mineralnej troszkę do szklanki. No rozpieszczony jak nic. My to będziemy na pewno wspominać niektóre "rytuały" bo jest ich mnóstwo.
      Inna sprawa że mama też ma swoje "ptoki" :)

      Usuń
  5. Oj Iskierko, dawno Cię nie było :* Ale Ty Kochana żyjesz intensywnie, niczym nastolatka :)

    Kurczę, mamie nie zazdroszczę z tatą, po części znam i rozumiem. Mój ojciec też hipochondryk. Kiedyś był o wiele gorszy- tylko coś Go zabolało i od razu umierał... Po lekarzach zawsze lubił chodzić, i chodzi do dziś ale to już takie niegroźne "hobby", bo nas nie zamęcza tym. Ponarzekać też lubi, ale nie aż tak...

    Piękne masz te roślinki, a jaśmin uwielbiam. Niestety, nie znajdę już na niego miejsca na działce. Ale może przed? :)

    Trzymaj się Kochana nasza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, Mia nic nie pisała, że bloga zamyka :(((
      Jak ktoś ma dostęp, to może niech Jej wspomni, że czekamy na zaproszenie :)

      Usuń
    2. Tak tak Marta przed działeczka przy bramce bedzie jaśminowi dobrze hehe ;)

      Usuń
  6. Witaj w klubie zapracwana kobieto :) i mi te dłuższe dni teraz za krótkie na bloga się zrobiy ;)
    Piękne masz kwiatunie.
    jeju, jka ja dawno nie byłam na jakimś koncercie.. Steve Vai na dniach w warszawie, a ja się zgapiłam, a to jedna z miłości młodzieńczych :/
    Dobrze masz z tym Hamerykańskim wujaszkiem :)
    Oj z Tatą, niewesoło widze. Myślę, że też jego stan i trudna choroba ma na takie zachowanie wpływ, często ludzie ciężko chorzy są poprostu źli na cały świat, co oczywiście go nieusprawiedliwa, bo wyobrażam sobie jak mamie musi być ciężko i Wam też w sumie :(

    OdpowiedzUsuń