poniedziałek, 14 listopada 2016

Zimowo ?? Już?

    W sobotę przyszła zima ,na razie jeszcze śnieg leży......Auto na oponach letnich jeszcze ,no nie zdążyliśmy.Wprawdzie małż mi chciał zmienić ale na 5 minut przed jazdą do Krakowa to ja dziękuję bardzo,zawsze mi się zdaje wtedy że kapcia złapię a wole sama tego nie mieć przyjemności robić;)
Bo w Krakowie byłam w środę z córcią na tomografie,odwiedziłyśmy siostrzeńca bo nadal biedak w szpitalu. Jak go zobaczyłam to autentycznie go nie poznałam,szok co sterydy robią,nie to dziecko ,tak nienaturalnie wygląda. Fakt że przytył ale jego buzia okrągła spuchnieta ,no nie wygląda dobrze....Pomału już wycofują te sterydy to jakoś wróci do ''siebie''

     a tak jest teraz u nas:


  tam w skrzynce dobrze widzicie bo tam powtykałam selera i pietruszkę ,tak byle gdzie powsadzałam pietruszki żeby natkę mieć w zimie :)

   Starszy był ze szkoła u nas w mieście na meczach przez weekend,po meczu pozwolili mu spać w domu , a to nie zawsze się udawało bo musiał z grupą w hotelu spać . No i po meczu mieliśmy z małżem u koleżanki imieniny i mieliśmy kierowcę. !  Co nie znaczy że się upiliśmy hehe ;)

Tata na chwile obecną jest w domu,okazało sie że w głowie nic groznego nie ma ...ale....głowa boli. Lekarz przepisał mu plastry i miało mu przejść ....Niestety nie przeszło a zrobiło wszystkie możliwe skutki uboczne no i on chce do szpitala..Nie ma apetytu, nie śpi,
My już nie mamy pomysłu,bo co jakiś lekarz ma pomysł to wystarcza na kilka dni bo potem tata twierdzi że żle go leczą.
Mama wstaje do niego w nocy jak do dziecka. Jest już udręczona tą sytuacją a my już nie wiemy jak mu wytłumaczyć że robimy co możemy a to co się z nim dzieje to skutki chemioterapii. Po prostu lepiej nie będzie,ba...będzie gorzej.
Mówię mu tato przecież nie wywieziemy Cie do hospicjum ...
Ja nie wiem,on chyba by chciał a to jeszcze nie ten etap,jest na chodzie ,sam chodzi za potrzebą,kumaty jest aż za bardzo,nie da sie go oszukać,nie da sobie kitu wcisnąć ,ulotki czyta jak pismo święte....

 Przyjaciółka nadal nie ma córeczki w domu ale malutka ładnie uczy się jeść ze specjalnej butelki. Mimo to rodzice muszą się nauczyć zakładać sondę bo  panienka nie zawsze ma ochote na samodzielne jedzenie.

A z innej beczki to kiszę kapustę od razu w słoikach ,niedużo ale chyba sie uda ;)
 To tyle na bieżąco,za chwile jade z mamą do lekarza rodzinnego poradzić sie co z tym ojcem mamy robić. Nam to na depresje wygląda również,no nic zobaczymy.
 I to jest święta prawda że kiedyś zamieniamy się rolami z rodzicami i to oni teraz są naszymi ''dziećmi''

piątek, 4 listopada 2016

Pierwszy rok minął

     Właśnie kilka dni temu minął rok jak spontanicznie bez planów założyłam bloga. To było całkowicie z marszu ot tak jakoś wyszło,nawet tytuł to jakoś bez zastanowienia . Teraz to mi sie nawet wydaje dziwny bo jakie to ''matczyne turbulencje '' jak to turbulencje zwykłego człowieka.
Więcej tu rodzinnych problemów.   
U mnie jak zawsze czasem są takie dni że ledwie nadążam. A co nowego? A no tata, nadal mu dokucza ból głowy,w końcu zdecydował że musimy rezonans zrobić. Z bratem zdecydowaliśmy że to musi z kontrastem więc krew na cito około 13 wynik po 16 a w innym mieście o 19 rezonans. To oczywiście prywatnie bo też tata co kilka dni zmieniał zdanie ,a my go umawialiśmy do lekarzy i tak czasem nam ręce opadały że w końcu prywatnie dlatego. No i na chwile obecną wiemy że niestety coś w tej głowie jest...w piątek neurochirurg prywatnie.....

 Wczoraj minął miesiąc pobytu mojego siostrzeńca w szpitalu, po tych oponach czy w trakcie-cholera wie on miał/ma  zapalenie rdzenia kręgowego,stąd porażenie na szczęście jednej nóżki. Dzisiaj mały ma ..uwaga..4 rezonans w ciągu tego miesiąca.. Masakra ale jesteśmy dobrej myśli,jest już rehabilitowany . Cały czas dostaje sterydy , niestety to konieczne. I tu obserwujemy coś co nas trochę zdumiewa mimo że wiemy że to wynik leczenia. A mianowicie młody je..je...je  ..normalnie tak zjada wszystko że jesteśmy w szoku co te leki robią,on nigdy nie jadł,był niejadkiem a teraz pochłania wszystko i nowe smaki próbuje. Już nawet lekarze kazali ograniczać mu jedzenie.
 Rodzice  nie mają już sił na kolejne tygodnie rehabilitacji w szpitalu,śpią na dwóch złączonych fotelach obitych dermą,siostra mówi że ma pozycję na ''rozjechanego wróbla'' .Poza tym mają pracę ,a ze mną mały nie chce zostać  Tu u nas jest możliwość rehabilitowania dziecka i do tego dążymy ale to sie okaże co wyjdzie po dzisiejszym kontrolnym rezonansie. 

 W piątek pojechałam po synalka na śląsk ,troche mnie gps wyprowadził w pole i mnie do szału doprowadził ,oczywiście już  prawie u celu ;) No ale w końcu sie udało a z powrotem to mnie syn kierował do autostrady i było ok, no może poza tym że był piątkowy wieczór i to dla niektórych długi weekend. Oczywiście wstąpiliśmy do siostrzeńca w odwiedziny. I już mnie przyjaciółki wypatrywały i żyć nie dawały że czekają na mnie.....

A przyjaciółka  nadal ma dzieciątko w szpitalu,nadal przyszłość rysuje się w dość smutnych barwach. Ściąga pokarm i jest codziennie przy maleństwie. Powiem Wam że jak jestem dosyć twarda kobita to tyle łez wylałam jak o nich myślę że nie wiem czy przy moim chorym dziecku wylałam, no ale chyba też. Strasznie to trudne ,tak rzadki zespół wad genetycznych że około 100 osób ma zdiagnozowanych w Polsce. Nie chcę tu pisać szczegółów żeby ich nie urazić nawet nieświadomie. I to jest na 99 procent aczkolwiek jeszcze wyników badań genetycznych z krwi nie mają.
 No i one dlatego chciały żebym wpadła do nich bo świeża mama pomieszkuje u naszej trzeciej czarownicy. To są takie dobre dusze wszystkie że i moją siostrę i siostrzeńca też odwiedzają w szpitalu jak tylko mogą.

                                                                     .................
 No i mam kolejny dzień,wczoraj nie zdążyłam dokończyć posta. Wieczorem byłam u mamy i z nią w kościele ,mama miała wczoraj urodziny 70 -te już. Jakaś mała imprezka będzie jak siostra wyjdzie z tym małym ze szpitala.
 Jako że starszy w domu tydzień to dzisiaj żeby mu dogodzić bo tak rzadko jest w domu zrobię pierogi ruskie  ;)
 W poniedziałek syn odebrał dopiero prawo jazdy ,no i jeżdzi,nas woził 1 listopada z tym że ja oczywiście lekko panikowałam bo to przecież taki dzień gdzie wszyscy niedzielni kierowcy wyjeżdżają na drogi,uff....chcieli mnie do bagażnika schować;)
 A potem znowu codziennie jezdzi wieczorami do miasta i trening o 20 i potem z kolegami chwile i ja znowu sie martwię bo wraca gdzieś przed północą. Z jednej strony to ok,wiem że nie zabalanguje bo kieruje a z drugiej to świeżutki kierowca.....

 Coś ostatnio mniej zdjęć robię ale podwórko mi sie teraz tak nie podoba że nic dziwnego,wszędzie liście i mokro,ogródek nie do końca posprzątany.
 Za to łabędzie na stawach zostały,zawsze chyba odlatywały a tu proszę,dwa sobie spacerują blisko przy drodze a w sumie jest ich cztery.

Raz udało mi się pojechać na grzyby,wprawdzie już na prawdziwki za póżno ale coś podgrzybków znalazłam



To na dzisiaj chyba tyle,postaram się wcześniej odezwać,pozdrawiam czytelników,pa!