piątek, 23 grudnia 2016

Raport ;) i Swiątecznie

    Już chyba z tydzień planowałam usiąść i coś nowego napisać. Dopiero teraz się udało  na spokojnie ;)
. Małż pojechał po starszego na śląsk,zamiast być już chłopak w domu to wczoraj wieczorem grali mecz w Toruniu. Pewnie w środku nocy dotarli do internatu i dopiero ojciec go odbierze. Córka chciała sie przejechać i też wstała przed 6 ,no i jestem tylko z młodszym ,który jeszcze śpi.  Zrobiłam sobie herbatę i piszę ,mam dużo jeszcze pracy ale ....nie mogę ruszyć głową,odcinek szyjny kręgosłupa mnie unieruchomił i trochę dzięki temu tu jestem. Już mam tabletke ,to zaraz łyknę bo nie ma wyjścia. Coś przeholowałam no i cholernie boli,a nawet po 5 jak wstawałam na chwilę to nie było tak żle,jaśka już na śpiąco wcześniej wyciągnęłam spod głowy bo już coś mi nie pasowała pozycja ,ehhh...starość czy cuś?....
 Młodszy miał przez tydzień czasu pracę po 6 godzin dziennie,ojciec mu załatwił i stał chłopak pod galerią i wydawał choinki na kupony. Dobrze ,cieszy mnie to że mu sie chciało i nie wymiękł po pierwszym dniu .

 Trzynastego grudnia byłam w Zakopanem z córcią do kontroli. Wszystko w porządku. Małż i syn wykorzystali to i zostawiłam ich w Białce Tatrzańskiej -poszusowali na snowboardzie. A potem ich zgarnełam.

Tata dwa tygodnie temu wylądował w szpitalu ,lekarz przyjmujący nie bardzo chciał go wziąść na oddział ale brat uprosił że tata chce. Zaczął wymiotować ,już prawie nie jadł nic. Osłabł tak że nie był w stanie osobowym autem jechać ,tylko dostaliśmy też skierowanie na transport. W szpitalu dostawał kroplówki,ale nadal go ciągnęło i to śluzem,flegmą ,nie wiadomo. Myśmy chodzili żeby go może odśluzowywali,może płuca chore ,męczył się okrutnie ,ledwo mówił i jeszcze jakby było mało wszystkiego to ogłuchł na potęgę. Musieliśmy krzyczeć mu prosto do ucha..  W niedzielę już nie mógł nic połknąc nawet łyka wody i tak na samych kroplówkach był. Jeszcze uchodziliśmy żeby gastroskopie robili. Tata słaby ale w dalszym ciągu świadomy i czekający na właściwą diagnozę....No i wez mu powiedz że" to koniec tato..."Lekarze ręce rozkładają mówią o hospicjum a chłop chce żyć ,chociaż niby pogodzony ze śmiercią .... W środę gastroskopia nie wykazała żadnego zwężenia w przełyku ,żadnych guzów ,z jednej strony dobrze a z drugiej żle bo to znaczyło że układ pokarmowy już chce kończyć pracę . No i po kilku godzinach siostra zakonna pracująca na oddziale tate namówiła na kilka łyżek zupy I tata zjadł,i zupe mleczną na kolacje też zjadł odrobinę . I to się utrzymało w żołądku.....
I takie mamy huśtawki,byliśmy gotowi już nawet na jego odejście bo to wystarczyłoby gdyby dostał duszności i po człowieku. Ale tata się nie dał i od tego poniedziałku jest w domu. Jeszcze daje radę wstać i przejśc do łazienki. Inna sprawa że jest strasznie niedobry,ględzi,zrzędzi ,o 5 rano żąda od mamy żeby parzyła kore dębu chyba bo nasiadówkę chce (no bo problem z kupką)........aaaaaa......tyle już Was tymi jakże ciekawymi opisami nie zadręczam.  :)) aa no i uszy tez się mu naprawiły i słyszy!!

 Wigilia u rodziców ,prawie wszystko przygotujemy ,przywieziemy gotowe i będzie. Placki mam już upieczone ,wysmarowane sztuk cztery....no bo mamie musze dac też a i moje chłopaki lubia ciasta.Pierniczków na choinke tez coś jest,córcia je wieczorem ozdabiała.

Juz tu chwile piszę , z 15 minut temu łyknęłam tabletke a na razie nie przechodzi,nie mogę ruszyć głową w przód ,nawet na boki nie jest żle ale na dół boli jak diabli.Choinki mamy w tym roku dwie,córcia chciała też a że też robiłam zakupy w galerii to mam dwie stamtąd a młody dostał od kogoś kupon to trzecią też przytargaliśmy i mu sprzedałam za pare groszy.

Calineczka mojej przyjaciółki hm..no niestety jest chora ,też już kilka razy lądowała w szpitalu a to że nie jadła,sondę trzeba było a to raz miała bezdech..I tak nawet nie mam kiedy do niej jechać a to ponad 120km przez górki  a tak bym poprzytulała takie maleństwo kochane.

I tak mija dzień za dniem. Lekarze. Rodzice. troche sprzątania ,trochę klientów.
Zima raz jest ,za chwile jej nie ma,teraz pomroziło w nocy ale śniegu nie ma.

Stroiki  zrobiłam dla mamy i dla siebie ,a jaka to teraz wygoda ja to dawniej w kartofla dużego wbijałam  gałązki,kombinowało sie jak sie dało.

                      Życzę Wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!
        Moc radości,uśmiechu ,pokoju ducha ,zdrowia i spełnienia                        najskrytszych marzeń . I najlepszego w Nowym 2017                                          roku!!!
             
              







niedziela, 4 grudnia 2016

Grudzień już leci.

Znowu mnie trochę nie było. Wcześniej pisałam więcej i jakby szybciej a to chyba dlatego że w emocjach tu nadawałam. Jakoś tak mi ostatnio nie wychodzi. Za dużo sie dzieje żeby na bieżąco spisywać wszystko a jak emocje mnie opuszczają to już nie pamietam co chciałam powiedzieć. Generalnie to co u mnie?
 A no różnie jest.
Tata słaby. Były różne atrakcje nawet takie że w środku nocy z bratem jechaliśmy do rodziców(brat mieszka niedaleko ode mnie ,w tej samej wsi) Tata miał halucynacje w nocy nie spał i tak właśnie raz jechaliśmy na sygnale . Mama wystraszona bo tata chciał uciekać bo go mafia goniła. Potem znowu lew na komodzie siedział, a to czekoladki mu ukradli. A to 14 traktorów na podwórku widział...Po prostu był naćpany przez te plastry przeciwbólowe. Zmniejszyliśmy mu dawke i się uspokoiło trochę. Niestety od tego czasu czyli jakieś 2 tygodni jest słabszy,nie wychodzi czasem z łóżka a jak wychodzi to tylko za potrzebą. Na dodatek mocno ogłuchł tydzień temu. Rzuca mamie lekarstwami ,jest podejrzliwy,uparty. Mama twierdzi że jak by mógł to chętnie by jej przylał laską....A że słaby to jakoś znosi jego utyskiwania. Badania krwi mu robiliśmy i nawet nie najgorsze wyniki. Po prostu wszystko już wysiada .
Nawet o wigilii z mamą nie rozmawiamy,nie wiadomo jak to będzie,gdzie?
 Mi sie ani świąt nie chce ,nie mówiąc o wigilii.....no nie lubię tego czasu,tej gonitwy,przy mojej mamie sie inaczej nie da,nerwy zawsze są  ,a po co........

W piątek starszy wpadł na weekend do domu,tym razem autobusem z Katowic przyjechał. Dzisiaj a właściwie nad ranem po 4 też wsiądzie w autobus i na lekcje o 9 30 zdąży. Jak przyjeżdża to trenuje jazde samochodem. Troche truchleję ale co zrobić.
Młodszy ....śmierdzi papierochami daaalej.....no nic nie pomaga nasze gadanie,twierdzi że nie pali.......
W szkole nawet nie najgorzej z ocenami nawet lepiej jak w gimnazjum.Tylko trochę za dużo nieobecności ma. Wychowawczyni dzwoni za każdym razem to chociaż wiemy i prostujemy smarkacza......
Corcia była w tym tygodniu na wycieczce klasowej w Oświęcimiu. Mokro było ,pogoda brzydka.

A ja zasmarkana jestem,gardło pobolewa. Kuruje się.
Mój chór gospel sie rozpadł....po wakacjach sie rozsypało ,prób nie ma,trochę smutno mi chociaż i mi by było czasem ciężko ale byłam dosyć pilna w uczestnictwie.
Calineczka przyjaciółki wyszła już ze szpitala ale nie mogą zakrętu złapać a ja mam do niej daleko i nie wpadnę tak prędko.

Poza tym to za nami a w zasadzie za mną jedna a za małżem dwie imprezy firmowe. Z jednej to tylko  jego i znajomych odwoziłam bo ja pojechałam na zebranie do starszego i wpadłam tam już przed 23. No ale mój małżonek się świetnie bawił i nawet mnie zaanonsował do orkiestry że oto moja pierwsza żona A.......  i ona by tę piosenkę zaśpiewała haha . Dosyć śmiesznie było ale faktycznie zaśpiewałam tak z marszu no i potem to z 5 panów mnie wyściskało haha.

U nas w domu to strasznie dużo herbaty pijemy.  bywa że i 5  razy dziennie parzę dzbanek.A szklanych dzbanków to wytłukliśmy już z 6 .Nawet jak dzieci były mniejsze to w garnku takim niedużym z uchem robiliśmy. Aż wreszcie może może trafilam na taki co dłużej wytrzyma? zobaczymy,oto on

Już prawie 23 godzina,teraz piszę po kilku godzinach przerwy (od tego akapitu). No i z nosa mi normalnie żywcem kapie,z oczu też,kicham na potęgę. Masakra. Niepotrzebnie sie za okna w salonie brałam kiedyś....wiało okrutnie no ale teraz moge sobie pluć w brodę.
Koło 3 30 muszę wstać bo małż syna odwiezie na autobus,więc wiadomo kanapki itp.

A zima był,po niej była wiosna a teraz znowu zimowa aura.....