piątek, 8 grudnia 2017

Cierp ciało jakżeś chciało.

   Jak zwykle ostatnio nie odpisałam na żaden komentarz. W związku z tym biję się w piersi i kłaniam nisko. Wyrzuty mam że u Was mało komentuję a u niektórych wcale :( Może mi sie jeszcze zmieni i będę miała coś do powiedzenia;)
Jestem po zabiegu usunięcia żylaków. Niby to taki zabieg ale mną trochę tąpnęło. Zaczęło się na stole operacyjnym gdzie anestezjolog wbijała mi się w kręgosłup,nie chciałam takiego znieczulenia no ale mnie pani przekonała więc sie zgodziłam. Po chyba minucie manewrowania igłą w nim już miałam dość bo czułam to aż w łydkach, po czym usłyszałam że będzie jeszcze raz próbować. Ajj, ciśnienie w dół ,poty na całym ciele,dobrze ze mnie miła pani z przodu trzymała za głowe i tuliła do piersi. No poszło,teraz na boczek i na plecy,ciśnienie leci,ja jeszcze tekst do nich "że co mi sie zachciało"no i jeszcze pamiętam że mi kazali ruszyć nogą ale już nie drgnęła,pan doktor maział mi noge płynem  i to jeszcze czułam i im powiedziałam że ja czuję! Hehe ,potem jakieś urywki i czyjąś nogę w górze aa to moja.. o chyba półtorej godzinie jadę na salę,ułożona popodpinana do aparatów leżę 8 godzin,głowy nie można podnosić ,słabo mi,tyłka i nog nie czuję chyba z5 godzin. Panika czemu tak długo? Zaglądają do mnie co chwile,telefon poprosiłam do ręki ale potem mi wypadł bo ręce też zdrętwiałe. Dopiero jak udało mi sie ruszyć mięśniem uda prawego to myślę -no chyba wracają mi nogi. Wieczorem dopiero siku na leżąco aaa..sama przyjemność ;) Potem odruch wymiotny,zimne poty . Lekarz mówi ze będzie jutro lepiej i do domu że pójdę. Ło matko jak do domu jak ja ledwie żyję? No ale małżonek przyjechał i mnie po tych 8 godzinach posadził,ubrał gacie i z powrotem leże, kroplówki non stop do 2 w nocy. O dziwo noc nic nie boli,łazienki w pokoju nie mam ale wytrzymałam do rana i dopiero wtedy trzymając sie ściany docieram do toalety i to kawał drogi. Szpital albo jego część bardzo stare budownictwo,no przedwojenny mam wrażenie.Więc lazienka w pokoju to marzenie. A w pokoju byłam sama,trzy łóżka puste ale przynajmniej miałam spokój.
 No i faktycznie rano zmiana opatrunku,ubranie pończochy przez pielęgniarki i każą do domu. Czekam na męża bo to 40 minut autostradą. Jedziemy. Apteka,zastrzyki w brzuch kupione i tak sie kłuję od soboty. W pierwszą noc w domu tak mnie rana bolała i nogi,całe nogi,uda z tyłu, że wziełam tabletke przeciwbólową. Pończocha do samej pachwiny a tuż poniżej cięcie na 7 cm ,uciska i boli jak czort. Na łydce i dwie dziurki po jednym szwie a na kostce dwa szwy. No i u góry pięć.W niedzielę zaczynam szukać w necie czemu mnie tak dziwnie nogi bolą że leżeć nie mogę. No i co znalazłam ? A no podrażnienie nerwu kulszowego po punkcji w kręgosłup.......no to pięknie myślę,jeszcze mi tego brakowało..
Na szczęście to mi ustąpiło,rany sie ładnie goją,siedzę w tym tygodniu w domu,szwy bedzie mi lekarz ściągał we wtorek w przychodni u siebie.
      .......................................
 No i dwa dni mija od tamtej części wpisu a mi udo spuchlo i zesiwiało! Obawiam sie że przesadzilam ,zaczęłam gotować obiadki i za dużo sie ruszam pewnie:( Niby moglam zesiwieć bo lekarz kazał mi kupic sobie maść heparyne i smarować since. Zastrzyki przeciwzakrzepowe ładuję sobie w brzuch to może sie nie nie podzieje.
Teraz leżę w łóżku od 21 ale zrobiłam dziś pierogi i upiekłam szarlotkę. W ciągu tego tygodnia oglądnełam wszystkie odcinki MasterChefa! Rewelacja ile się uśmiałam ,no szaleństwo co za młodzi zwariowani i cholernie zdolni ludzie. Ale i łzy mi też kapały dla równowagi . Ciekawe kto wygra....
Po pięknej białej zimie w poniedziałek na podwórku nie ma śladu. Znow jest tak jakoś brudno.
A Waszym panom tak trzeba łopatologicznie tłumaczyć jak mają samodzielnie coś kupić? Bo ja już straciłam resztki nadziei. Znajac go już na wylot napisalam jaki plaster,jakiej firmy,dwa rodzaje taki lub taki ile tego plastra - weź JEDEN METR to będzie i tak dużo ....tadam otwieram reklamowke z apteki:
Pudło plastra,conajmniej jak na oddział chirurgiczny.......
Jak można tak nie myśleć,nie upomnieć się,nie zapytać czemu tak duzo kosztuje,ba,zgodzić się bez mrugnięcia okiem i zapłacić dużo więcej!!!! Ręce mi opadły do podłogi...

sobota, 18 listopada 2017

Melancholia dopadła twardą kobietę! ;)

 Niedługo zapomnę hasło do bloggera.....
Jak się tak stanie to zauważycie. Nie będzie mnie więcej niż miesiąc. Dni galopują ,co chwile jest piątek. To dobrze bo w sobote nie jadę do pracy. Nie mam werwy do pisania,czytam wasze  posty ale też nie komentuję, milczę. Przepraszam Was najmocniej ale nie jestem sobą ostatnio.  Te nowotwory,guzy mózgu,tętniaki,migotania komór,operacja  dzieciątka przyjaciółki to jednak na mnie wpłynęły i wysiadłam. Nabawiłam sie chyba nerwicy,z oddechem swobodnym mam problem,wszystko mnie dobija,chyba najbardziej choroba wujka w stanach,tak go strasznie szkoda .....we wtorek zaczyna chemioterapie. Nowotwór jest nieoperacyjny bo bardzo blisko serca są zmiany w płucach. I najgorsze że nie mamy możliwości go nawet za ręke potrzymać...

Poza tym to trzymamy się,młodszy jakby wyciszony i co najważniejsze nie czuć go papierosami,i sam mówi że nie pali. Starszy tylko w rozjazdach,na studia,wieczory nocki na treningach a dziś i jutro mecze w Poznaniu,w nocy wyjeżdżali. Często nie wiem kiedy wraca bo już śpię. Lodówka musi był pełna ,nie powiem ale spust to mają...Tak że ratuję dom bigosami na trzy dni,gołąbkami,gulaszami,pierogami ale to już popołudniu wczoraj i tylko na 2 dni a to też dlatego że im schowałam bo by zjedli naraz;)

 Na nasze podwórko patrzyć nie mogę,liście nadal są,ogródek nie zaorany,no paskudnie wygląda wszystko. A ogrodzenie męczy małż od kiedy? od maja chyba,troche nawet zroił ale teraz nie miał czasu ..No może do 2020 roku bedzie koniec. ;)
Z córcią stawałam na komisji ,dostała stopień niepełnosprawności umiarkowany na 3 lata,odetchnęłam z ulgą. Wyniki rezonansów trzech odcinków kręgosłupa i głowy w porządku,jeszcze dostaliśmy skierowanie na rezonans oczodołów-to dopiero w kwietniu mamy. W tym tygodniu jeszcze usg i endokrynolog. I tu psze państwa jest szansa na spotkanie z Calineczką bo też będzie w Krakowie,może uda nam się spotkać.
Za dwa tygodnie o tym czasie powinnam już być po operacji na żylaki i może już nawet w domu,wiadomo teraz nie trzymają ludzi w szpitalach.Nie wiem jeszcze jak z moimi podopiecznymi ale kazano mi iść i zrobić z tym porządek a tam sobie z dziadkami przez dwa tygodnie poradzą,potem może choć na 2 godziny-trzy pojadę . Nie wiem,sie zobaczy.
Małża garderoba do wymiany wszystko na nim wisi,schudł 17 kg,nadal chodzimy na kije ale ja tak nie daję rady jak on no i mnie nie ubywa niestety już a wręcz odrobine przybyło.....Ale i tak płaszcz mi krawcowa zwężała więc jest dobrze.
 Pare fotek z kilku tygodni,trzymajcie się ,papa!!

piątek, 27 października 2017

urodzinki drugie

 Nie mogę wystartować z no
wym postem... Za dużo sie dzieje,za dużo zmartwień,za dużo wszystkiego. Ludzie odchodzą za dużo za szybko,nagle . Zostaje rodzina i to ona cierpią najbardziej.  Ostatnio tak pożegnaliśmy siostrę mojego szwagra odeszła nagle w nocy po ponad godzinie prób ratowania życia. I najgorsze ze rodzice starsi zostali i ich rozpacz rozrywala i moje miękkie serce ehh....
Ledwie o tym pogrzebie zapomniałam kolejny cios...ukochany wujek w stanach ląduje w szpitalu...diagnoza....rak płuc.....
Normalnie ciężko to ogarnąć rozumem...Tak ciężko a on tak daleko i taki dobry człowiek musi przez to przechodzić.
 Przyjaciółka z maleńką po operacji w. Warszawie . Rozszczep podniebienia naprawiony ale ciezkie dni teraz mają...
 Teraz to wstawie jakie zdjęcia żeby tak smutno nie było. Kasztan jadalny niestety niby są, ale puste
  
No i tak znów dwa dni do przodu jest jak zaczęłam pisać. Młodzież spać nie daje spokojnie,dzisiaj córcia do kina na całą noc sie wybrała z koleżankami. A ja myślę czy to bezpieczne....Wczoraj młodszy pojechał do pracy na całą noc,praca niełatwa łapanie kur ,rano stwierdził że tyle-woli nasze indyki ładować na ciężarówki.
Starszy student w tym tygodniu coś dużo wolnego sobie zrobił,też po nocach wraca póżno,też sie nie da spać spokojnie. Z córcią na rezonansie byłam,wyspała sie w maszynie bo aż godzine była..Termin na komisje o stopień niepełnosprawności mamy 9 listopada,zobaczymy. Potem jeszcze 23 wizyta z nią a potem 30 tego  ja ide na zabieg usunięcia żylaków.....
  Maluśka już dziś wyszła ze szpitala ale jeszcze gdzieś sie zatrzymali w stolicy na nocke.Rano pewnie wyruszą w długą podróż.
Chleb i szarlotka pachnie świeżo wyjęte z piekarnika,
szarlotka jeszcze nie sfotografowana,do następnego pa!
 A tak na marginesie to chyba jutro mój blog ma 2 urodziny...chyba....pa

niedziela, 1 października 2017

Grzyby,dynie,groch ,ja i życie.

      Może to dziwne się wydać ale..odpoczełam od myślenia za mojego męża.....
Tak dokładnie u nas jest że myśleć trzeba jeszcze za niego hehe. Bo on słuchajcie -dopiero jest w drodze powrotnej do domu . 12 dni go już nie ma z tej Bułgarii. Przyjaciółka niech za niego myśli teraz skoro go zabrała. Zeby nie było że z kobietą wyjechał a ja na to pozwoliłam to wyjaśniam że 4 osoby tam pojechały więc spoko luz.No ona mi zdaje relacje że on niby normalnie jest uzależniony ode mnie hehe ,zobaczymy jak wróci czy tak faktycznie stęskniony będzie ...;)
W sumie to rzadko sie rozstajemy ,jedyne rozstania to te, które ja spędzałam z córką w szpitalach a on w domu. Więc bywa że mamy siebie dość nieraz:)
    
 Grzybobranie. Uwielbiam chodzić po lesie w poszukiwaniu grzybów. Niestety jako że chodzę do tej pracy nigdy z rana sie wybrać nie mogę. Jedynie w weekendy ale wtedy to w lesie tłumy. Grzybów teraz baaardzo dużo,moje zbiory popołudniowe troche skromne ale i tak na 5 osób to każdy miał po jakieś 25 prawdziwków. Po jednym takim wypadzie coś mi się w stopę stało,czy to od tych ekstra gumiaczków czy co ale jakis stan  zapalny cholernie bolący i przykostka której nie miałam mi wywaliło. Przez weekend kuśtykałam akurat tydzień temu czyli bez małża ale dałam rady. Już nie oli,coś smarowałam coś zażyłam no i żyję.
     Załatwienia i rozmowy z nauczycielami córki bo nie ma zwolnienia z wf pierwszy raz od 5 lat. No i nie wiadomo co można z nią robić a co nie.....tak w sumie to ja wiem ale wszystko chcą na piśmie i musze w tym tygodniu szukać ortopedy co by sie wgłębił w temat i napisał czarno na białym. Tak,już pażdziernik i pomyślicie co tyle czasu czekałam? A no nie czekałam ale nie mogłam złapać pani od wf bo jej nie było długo we wrześniu....Kśiążeczka zdrowia do szkoły bo z żywnością będzie mieć kontakt do podbicia-cyrk......nie chce mi sie wchodzić w szczegóły nawet...
Wniosek na komisję do orzecznictwa o niepełnosprawności złożyć-cyrk znowu,rano trzeci raz tam będę z resztą dokumentów........
   Syna wtedy szczęśliwie przywiozłąm do domu,już trenuje od nowa a jutro zaczyna studia...Jako że jest czynnym sportowcem( jak to brzmi:)hehe) złożył prośbę do dziekana o indywidualny tok nauczania. Jest to możliwe bo podpisano porozumienie z klubem i uczelnią. Jak to zrobią to mam obawy  no ale zobaczymy.Kilku takich delikwentów jest od nas.
  Zimno jest,temperatura liska zeru a nawet w niektórych miejscach poniżej zera. W piecu już trzeba przepalać choć jeszcze nie codziennie.

  Na zabieg się wybieram . Lekarz mnie kieruje do usunięcia żylaka,brzydko  wygląda moja noga sina przypuchnięta i pewnie sie zdecyduje już na listopad gdzieś żeby sie przez zimę zagoiło a za półtora roku będę tańczyć na wesele u bratanicy,mojej chrześnicy. Odetchnęliśmy z ulgą że jednak będzie ślub bo para sie na chwile rozstała a przecież on był już taki nasz hehe.....
  To teraz jeszcze coś zdjęć:
                           groch ozdobny zaplątanyz winoroślą
ozdobne dynie wylazły daleko na trawnik


a ta roślina to już z 8 lat rośnie ,jak zwykle zaniedbane przy płocie i już zapomniałam co to jest......
a tu ja w wersji nowej i kapke eleganckiej bo na weselu byliśmy,tak no długo sie zastanawialiśmy co robić no bo w końcu żałobę mam ale poszliśmy,ja bez wielkich szaleństw na parkiecie przeżyłam. Przedyskutowane z rodzeństwem i no byliśmy. tu 14 kg mniej mnie :))
To była ta chyba jedyna ładna sobota we wrześniu,oprócz wczorajszej.
Ciekawe jak mój małżonek jutro na wage stanie to co będzie? Bo kiedyś mu pokazało 17 kg mniej...także ten...sprawdzę go    ........................

czwartek, 21 września 2017

W skrócie.

Witajcie.
Ciężki dzień,potwornie ciężki. Ból głowy od rana. Podróż w paskudnych warunkach w deszczu i mgle. I strachu czy samoloty w takich warunkach lądują wogule?
Synu wrócił!
Małż wyjechany!
Małż w Bułgarii sie grzeje. Ja nie mogłam pojechać.
W pracy okej,dziadek mnie pilnuje nawet jak nóż źle wedlug niego trzymam haha bo żebym sobie krzywdy bron Boże nie zrobiła.
Napisałam chociaż tyle i to bez zdjęć bo z telefonu piszę z łóżka. Wróciliśmy na 20-tą,łeb mi dosłownie rozsadzało,ostrzygłam pierworodnego bo nie dość że zarośnięty był to.....utył!! Ma na plusie z 9 kilogramów......
No i ogarnięty z miejsca pojechał na lodowisko bo tam grają koledzy. Jak go tam trener przywitał to jeszcze nie wiem.....bo po 3 dzisiaj dawce leku usnęłam. Przebudziłam sie i mnie prawie nie boli głowa dlatego piszę te oto parę zdań.
Nic z tego możecie nie zrozumieć,w skrócie to tak : przyjaciółka kupiła dom w Bułgarii i stąd sie tam małżonek znalazł bo nas tydzień urabiala żeby pojechał bo mieli miejsce i brali parę osób za free..
Nawet nie wiem kiedy wraca.
Córka w szkole ok.
Młodszy - sie okaże....
Spadam dalej w sen,do szybszego poczytania,pa pa!!

niedziela, 20 sierpnia 2017

A jednak

  A jednak tak się nam poskładało że bez wcześniejszych wielkich planów pojechaliśmy nad morze. Tylko na 5 dni i aż!. 23 godziny w podróży -14 godzin w jedną z zaliczoną stłuczką,mega korkami,powalonymi drzewami ,pozrywanymi dachami widzianymi po drodze.   I z powrotem co już miało być nie tak żle11 godzin bez 25 minut......masakra jakaś ,to na Chorwacje można ponoć za ten czas dojechać.Dupe w aucie mam stłuczoną,dobrze że nic sie nikomu nie stało i że można było jechać dalej,a było już tuż tuż bo 30 km przed Sarbinowem..Dobrze że to szybkości nie było bo w korku sie to stało i pan z tyłu nie wyhamował .
 Nasi przyjaciele kuzynka małża z mężem też bez planów zarezerwowali domek no i dlatego sie zdecydowaliśmy. Łatwa decyzja to nie była bi młodszy z nami nie pojechał...no i weż sie martw co robi i ile osób pomieści nasz dom bo tego można było być pewnym że będą w domu.ah..No nic oprócz złamanego krzesła w kuchni i zamaskowanej białą farbą wklęśnięcia w tynku przy wejściu nie zauważyłam. No zauważyliśmy natomiast że widać że sprzątali,pety pozbierane,worki ze śmieciami są ale nie chce widzieć nawet co tam jest...
 A tak to codzienność,do pracy chodzę dziadkom dogadzam,no może dziadkowi bo babcia nic z tego nie wie. Ale dziadek jest mna zachwycony,zresztą córka też bo to ona mi płaci.a ja na upale 30kilka stopni im gotuję-dzisiaj gołąbków im zrobiłam. Soboty niedziele nie chodzę tam a poniedziałek miała córka wolne to sie dziadkami zajęła.Potem miałam na środę być już ale poprosiłam jeszcze o jeden dzień bo baliśmy się znowu korków bo to byśmy we wtorek musieli wracać po południu.
To może coś zdjęć teraz


A starszy dalej w stanach ,nie podoba mu sie jak ludzie tam żyją-tylko chodzą do roboty stwierdził.

  .......................................................................................................
 No już niedziela,małż brał udział dzisiaj w marszu trzeżwości na 17 km,koleżanka z kijów go namówiła. Byłam z nimi ale nie szłam,ekstremalne warunki po górkach i w mega strugach deszczu ,masakra ,nic suchego im nie zostało na grzbiecie. Ja ich autem potem zgarnełam.

A no i w jedną niedziele do tyłu byłam u przyjaciółki i Calineczki. Moja kochana '' A '' na okropnych upałach wysiadała bo mała wtedy nie dość że nie śpi w dzień wcale to na dodatek nie je nic. Były łzy bezsilności niestety ...To jest takie choróbsko że dzieci właśnie nie jedzą też. Zal serce ściska czemu to je spotkało:(

Ostatni słoik ogórków małosolnych wczoraj naszykowałam-ogórów raczej bo takie duże ostatki i nie wiem czy to ukiśnie . Dynie rosną,koperek nowy schodzi,słoneczniki wsuwamy,buraczki ładne,natomiast selery część zeżarły mysiory a że jest ich koło 10 sztuk to nie wiem czy jeszcze coś zjemy .Pomidory też są i o dziwo w tym roku bez oprysku...









 Kończę ,może poczytam co u Was bo zaległości mam,pozdrawiam !

wtorek, 1 sierpnia 2017

Misz masz codzienny

  Lud pracujący nie ma czasu pisać. Pracuję poza domem i w domu i wieczorem i rano i kładę sie spać przed północą. Często też noce są nieprzespane no bo pilnie z synem trzeba było rozmawiać wszak go na studia zapisywałam. Potem sie okazało że to nie takie hop siup dokumenty złożyć. Drzwiami mnie wypraszano,oknem wchodziłam,cztery podejścia i sie udało,uff. Jeszcze jedno zaświadczenie dowieść i będzie finał.
W pracy starszym państwu podaję śniadanie,obiad gotuję ,kolacje czasem przygotowuję. Wpadam do domu i znowu gotuję,czasem odgrzewam,robię przetwory ,wpadam do ogródka i tak wkoło macieju....
Moja podopieczna wymaga opieki,jest chora na Alzhaimera,wyciszona na lekach,nie kontaktuje,nie poznaje swoich,trzeba ją czasem nakarmić. Czasem sama zje jak łyżkę jej w rękę wsadzę.napoić,wyprowadzić na podwórko jak pogoda odpowiednia,ubrać,posadzić na kibelku. Dziadek jej mąż jest bardzo opiekuńczy,wesoły no i jak na ten wiek  - 88-lat to ma chłop krzepe i apetyt,oj ma ...
 Młodszemu synowi udało mi sie załatwić prace na wakacje,tylko ciężko mu wstać i go rano odwozimy bo nie zdąża na autobus..2 tygodnie prawie już sie z nim bujamy ale no co zrobić,rowerem dosyć daleko z drugiej strony miasta,eh..ale ważne że robi i to w warsztacie u lakiernika samochodowego więc coś co go kręci no bo auta.
Lecimy z fotkami z podwórka ,niektóre róże co zmarzły sie jednak odbiły i żyją

mieczyki kwitną




nie zdążyłam wszytkim cyknąc fotki :)

 w kuchni już ogórków nie mogę przerobić i troche już rozdałam

słoneczników ci u nas w tym roku dostatek

bazylia
katalpy samosiejki
a w skrzynkach pelargonie
a tej koniczyny to chyba rozmnoże dosyć dużo i w przyszłym roku będzie królować bo lepiej to to rośnie i ładnie wygląda niż niecierpki i gazanie

Kilka dni miałam siostrzeńca,córcia sie nim zajmowała do południa,syropy podawała bo ciut zasmarkany bo po chorobie trzeba bardzo uważac że by się nie przeziębiał i broń Boże nie było mu zimno  Przypomnę że miał zapalenie rdzenia kręgowego i jest uszczerbek w nim ,młody wymaga rehabilitacji latami podobno żeby nóżka wróciła do sprawności a czy wróci całkiem to nikt nie obiecuje..
Z moimi czarownicami telefoniczne konferencje prowadzimy,u jednej nawet byłam a u drugiej niestety nie,Calineczce już pare ciuszków mam a nadal ciężko sie wybrać ale nie ma strachu niw wyrośnie z ciuchów no bo nie rośnie. Coraz bardziej widać że dziecina jest chora . Ja do dzisiaj czasem nie mogę wierzyć jak mogła mieć takiego pecha i tak rzadką chorobe dostać od losu:(
 Teraz Wam opowiem że bardzo blisko mnie jest siedziba jednego z najbardziej znanych producentów farmaceutyków na świecie. I tu właśnie będzie ruszał u nas 5 etap Tour de Pologne. Codziennie tędy przejeżdżam a akurat 2 sierpnia(jutro) będe zmuszona jechać naokoło bo będzie zamknięte na pewno ten odcinek.A ta firma to znana Wam z reklam. A i druga wielka firma też koło mnie i też lecą reklamy w telewizji tyko farby:)

Drugi dzień piszę tekst:)
No dogrzewa masakrycznie -35 stopni mamy. Na wakacje nie jedziemy,może wreszcie do Calineczki sie udam w niedziele,ach ponosze,wycałuje stópki...
No musze lecieć bo klienta będę mieć . Na koniec jarzębina

Postaram się poprawić i na komentarze odpisać;) a puki co dzięki za wszystkie,pozdrawiam czytających!!!