piątek, 20 stycznia 2017

Co u nas...

  Jestem kobietki ,jestem. Tata jest. Rozmowy z nim coraz trudniejsze. Musieliśmy mu powiedzieć prawdę  bo domagał się szpitala i ratunku. Całą trójką rodzeństwa byliśmy przy nim w zeszłą niedzielę i mu powiedziałam że tylko hospicjum by mu pomogło. A skoro hospicjum to przyjął to że umiera. Na pytanie ile mu zostało nie umiemy mu odpowiedzieć bo to tato tam od Boga zależy. Za dwa dni kiedy z nim byłam mówił mi że może jakbyśmy go dali do szpitala to ze dwa dni i by odszedł........bo jest dla nas ciężarem i on już nie chce żyć. Wybiłam mu to z głowy ale zapytałam zy tak by chciał odejsc bez nikogo bliskiego? No nie . I że chcemy aby godnie odszedł tu wśród bliskich.
Tak sobie gadamy popłakując trochę ,on sie żarliwie modli ,książeczkę mu trzymałam bo ręce słabe. Nie je nic,mało pije,nie wstaje z łóżka . Załatwiłam w hospicjum domowym toalete krzesło żeby przy łóżku mógł jeszcze z pomocą mamy usiąść i skorzystać. We czwartek też ruszyłam i załatwiłam kroplówki i podaje mu pielęgniarka,troszke nawodniony i lepszy przez to. Ale i tak gada że może by z lekarzem pogadać jak to długo będzie a może by .....skrócił.......
Tak taki miał wczoraj pomysł ale mu wybiłam z głowy.
Dużo czytałam na forum onkologicznym na temat umierania i sie boję że to może jeszcze bardzo cierpieć, w takiej sytuacji wolelibyśmy żeby go Bóg wcześniej zabrał. Bo to jest straszne umieranie.

  ......................................................................................................................................................

  Teraz z życia naszego.
Ferie mamy,ojciec z synem troche sobie szusują na stokach ze dwa razy byli. W środę mają zarezerwowany nocleg sztuk dwie na słowacji,blisko granicy ,tylko że już raz przełożony bo siostrzeniec z nimi jedzie a miał wysypkę.No nic może im sie uda.

Jest już po 7 a starszy w nocy o 22 30 wpadł do domu i zaraz wyszedł,wział auto i wrócił przed 1 a za dwie godziny ma być na lodowisku bo grają mecz o 11. Potem,nie wiem jakim cudem musze mu kupić garnitur bo wieczorem idzie na studniówkę ,koleżanka go zaprosiła a wczoraj dopiero a ten oczywiście jak sie dowiedział że koledzy też tam będą to jasne że idzie. Garnitur i tak mamy kupić ale tak na wariackich papierach to nie wiem co nam sie uda..
Muszę zatem lecieć po pieczywo i zapełnić lodówke bo pustawo. Karpatka upieczona. Póżniej na ten mecz też pasuje popatrzeć i będzie galop. Kilka fotek,ależ było pięknie,ja to jednak lubię zimę i jak dla mnie to jeszcze może być;)


Napisałabym więcej ale czasu nie ma,papa !

7 komentarzy:

  1. Piękna i śnieżna ta zima u Was! Biało, że hej! U nas też było podobnie, ale tylko przez chwilę.

    Co do Taty... Jakie to wszystko trudne :( Po raz kolejny nie wiem, co mogłabym Ci w tym temacie napisać, poza tym, że domyślam się jak Wam wszystkim jest ciężko.

    No tak- styczeń, studniówki się zaczęły. Rany, kiedy to było!

    Mam nadzieję, że szusowanie na Słowacji uda się Twoim Panom. Ściskam Iskro!

    OdpowiedzUsuń
  2. ......pustka, zupełnie nie wiem jak skomentować część posta poświęcona Tacie, a nie chce przemilczeć, bo wtedy jest jeszcze bardziej przykro.
    Smutne to szalenie. Współczuję Wam i współczuję bardzo Jemu. Miota się biedny, poczuł bezsilność. Z jednej strony jakby nie wiedział, byłby może spokojniejszy, z drugiej lepiej ze wie, może uda mu się jakoś przygotować, coś jeszcze zrobić, powiedziec..najgorsze to cierpienie :(
    Dużo siły dla Was i Taty.
    Smutne to bardzo...

    Zima cudna, ja też ją lubię i mogłaby się jeszcze nie kończyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. I co tu Iskierko powiedziec....kazde slowo jest zbedne...kazdy problem spada do rangi problemik...wspolczuje...Tacie i Wam...ciezki czas dla was wszystkich..bolesny ...nie wiem co lepsze czy nagle odejscie czy wlasnie taka walka i cierpienie....


    Zima sliczna, ja choc czekam juz na ciepelko z pewnym rozrzewnieniem patrze przez okno, ta powtarzalnosc, ten czas i ogrom wzruszen i wspomnien...starosc nadchodzi...wielkimi krokami ;)
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczynki :) wiem że nie ma słów żeby mi tu coś odpowiedzieć mądrego. Nie da się po prostu. Jest jak jest ,nie uciekniemy od tego. Trzeba wszystko przyjąć i robic wszystko żeby nie cierpiał. On sam mówi że ''ta głowa to mi tak pracuje ,ze po co''....Już tydzien jak kroplówki dostaje i odrobinę jest lepiej,po odrobinie zjada cokolwiek.
    dzięki że zaglądacie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iskierko, Ty taki twardziel duchem jesteś chyba po Twoim tacie. Dzielny jest i do tego taki świadomy. Dobrze, że kroplówki troszkę pomagają, oby nie cierpiał własnie.
      Trzymaj się Kochana

      Usuń
    2. Zaglądamy, jasne, że zaglądamy...
      i tylko żal, że jakoś wesprzeć nie możemy. Ale jesteśmy Iskro.

      Usuń
  5. Strasznie to smutne, ale taka kolej rzeczy. Każdego to kiedyś - prędzej czy później - czeka :( Obyście jakoś przetrwali ten trudny dla Was czas. My ostatnio pożegnaliśmy siostrę mojej babci - miała 96 lat. Nigdy nie chorowała, bardzo dobrze się trzymała jak na swój wiek - wszyscy byli pewni, że będziemy jeszcze jej setne urodziny świętować. Ale na pewno jeszcze trudniej, kiedy ktoś cierpi, długo choruje i się męczy...Ściskam Was ciepło i życzę dużo siły :*

    OdpowiedzUsuń