sobota, 7 stycznia 2017

Trudny etap

  Przed wigilią pisałam ostatni post i nie mogę sie zabrać żeby coś napisać. Chcę, ale te wpisy ostatnie u mnie nie są optymistyczne i nie bardzo chcę Was zadręczać swoimi problemami. No ale dobra ,na zasadzie że się wygadam to lecę dalej. Główne troski to te z tatą. W dzień wigilii gdy zobaczył przygotowany stół to pod nosem gadał do siebie- ''dzięki Bogu''-siostra to słyszała....
Potem zrobił się bardzo płaczliwy i przy wieczerzy i w drugi dzień świat gdy znów miał wszystkie dzieci i wnuki koło siebie. Aż żal było patrzyć ,tak się upłakał,wracał do różnych opowieści sprzed lat. Nawet te święta minęły mu w nie najgorszej formie,po troszku nawet jadł,chodził po domu. Cieszyło nas to niezmiernie. No ale po świętach kryzys i to duży....nie chodził już tak,a w środę gdy akurat byłam u nich to myślałam że nam umiera. Tak go zaczęło trząść i to pierwsze nogi pod kołdrą zaczęły falować a po kilku sekundach nie było z nim kontaktu,złapałam go za ręke i ramiona bo by poleciał i wołam do niego a ten nic,dopiero po jakich 40 sekundach mówiąc cały czas do niego  kazałam mu wziąść oddech i wrócił. Położył się na boku i kazał mi umowy szukać z multimedi że to trzeba,tamto trzeba załatwić........no normalnie głowa mu pracuje że szok. Potem jeszcze z pomocą mamy chodził do innego pokoju na skoki narciarskie bo to jest coś co go cieszy-sport najważniejszy-.
I tak w piatek po tych skokach to zaczął na palcach coś liczyć dodawać..mama sie go pytała co tak liczy to nic nie odpowiedział. Nazajutrz był sylwester i o 5 55 telefon od brata i równocześnie od mamy -z tatą żle.... Pieronem sie zebraliśmy z bratem jednym autem bo mieszka niedaleko i za jakieś 20 minut już byliśmy. Widok przygnębiający,tata słabiuśki , w pozycji leżącej a gdy chciał siadać to zaczęły sie takie odloty jak wcześniej przy mnie.Ciśnienie 80/39 . Tata zaczyna się z nami żegnać,kazał nam usiąsć obok i za szyję nas trzyma ,całuje w czoło co nigdy w życiu nie miało chyba miejsca. A przy tym dalej ta głowa mu pracuje niemiłosiernie,jest tak świadomy że aż przerażający. Nic nie je,herbate łyżeczką mu podajemy. Rozszyfrował brat też że to co liczył na palcach dzień wcześniej to było faktycznie  trzech króli bo wtedy są skoki ....Siostra dojechała koło 10 ubeczana do ojca idzie ,ja ją za fraki za dzrzwi wycofałam-weż sie ogarnij co to za łzy- no uspokoiła sie troche. Eh...potem ona tam została,tacie już sie tylko raz zrobił taki atak. I wyciszył się. Tabletki mu podaliśmy rozgniecione,to jeszcze wszystko musiał mieć pod kontrolą. Nic sie nie da oszukać a jeszcze jak lekarz był w czwartek to sie z lekarzem kłócił ,aż lekarz był pełen podziwu że ma tak silny organizm i sie nie daje.
 Mówił do nas-ale macie sylwestra-....
A po południu całkiem był lepszy i kazał iść nam na imprezy...........
No jest gigant ten mój ojciec. Na sylwestra ja sie nie wybierałam siostra też tylko do znajomych a brat szedł na bardzo małą impreze do remizy i to akurat 200 metrów od rodziców.

I tak to wygląda,tata jeden dzień umierający na drugi lepszy,potem wściekły na nas ,przepraszający, żądający pogotowia i tak w kółko. My mu tłumaczymy że co ci pogotowie da? ale jak mu powiedzieć że jesteś umierający?.... Nawet by go nie wzięli ,i niby to wie ale jeszcze sie chce ratować.
Ze starszym 2 stycznia byłam u niego bo odjeżdżał do szkoły to sie przyznał że nie liczył kiedy skoki tylko ile do Trzech króli bo tyle jeszcze chce dożyć. To go z humorem pytamy a tato a po trzech królach ? to Kazimierz w marcu,jego imieniny...nie-za daleko gada...
Ciężki czas,powiem wam.ale niestety to jest element życia-odchodzenie-

Sylwester. Młodzież sie bawiła,starzy w domu. Gdy jechałam od rodziców to zgarnęłam po drodze koleżankę do siebie i tak ,ze dwa drinki ,bez ubierania sie w żadne kiecki a wręcz tak jak cały dzień chodziłam-sylwestra spędziłam. Młodzież wróciła,nawet młodego tak nie kontrolowałam i było ok. Starszy tylko o 3 30 nie dotarł jeszcze i mnie wystraszył bo miał na nogach wrócić i sobie przez sen przypomniałam ze on ani czapki ani rękawic ani kalesmajtów na tyłku nie ma . A że wyobrażnia hulała jak to w nocy to sobie pomyślałam ze sie może opił ,przewrócił w rów i zamarznie........hehe głupia matko...... Zadzwoniłam ,odebrał,idzie ale mamo tak zimno....No nic małża obudziłam,jedż po niego ,małż był niepijący....

Ale elaborat znów wychodzi.

A w święta to w rozjazdach ale żarcia narobiłam no bo młodzież to już tylko do dziadków z nami jeżdzi a i to czasem z musu.
 
Międzyczasie czytam ,jestem na etapie trylogii kryminalnej Millennium. Wciagające,trzymające w napięciu,dobre.

  U mojej przyjaciółki hm ..życie stanęło do góry nogami. Calineczka jest naprawde Calineczką i tak będzie niestety bo dzieciątka z tą chorobą tak nie rosną. Maleńka ma dziś 3 miesiące i stoi z wagą w miejscu,3 kilogramy nie może osiągnąć. Ja nie mogę się tak do niej wybrać bo daleko a tak mi się chce potulić ponosic kruszynkę. Rodzice działają ,szukają specjalistów,neurolog,gastroenterolog,genetyk,rehabilitacja, operacja rozszczepu w stolicy ma być. Cały sztab lekarzy przed nimi.

A do Was zaglądam,czytam ,cieszę się z Wami lub smucę..ale wybaczcie że mało sie odzywam.
 Zima szaleje,śniegu dość,mróz z rana -23
Nieżle.
Do następnego

13 komentarzy:

  1. Ouf, ciężko się to czyta.. :(
    Biedny Twój Tato i Wy z Nim biedni bardzo.
    Co Ci Iskierko napisać? Oby Tato z Wami jeszcze pobył, ale to Jego cierpienie.. smutne to wszystko bardzo.

    No i Calineczka.. serce pęka :(

    Przytulam Iskierko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no już czasem się zastanawiam co lepsze dla niego....bo przecież odwrotu nie ma ....dzięki Iwonko

      Usuń
  2. Próbuję coś mądrego napisać, ale wobec takiego cierpienia wszelkie mądrości brzmią, jak błahostki. Niezmiennie Cię wspieram i życzę sił dla Waszej Rodziny, Przyjaciółki i jej Córci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mądrego sie nie da napisać,wiem i dziękuję

      Usuń
  3. Jest blog Barwne zycie Calineczki o Calineczce może tam jakieś kontakty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazało się że znam ten blog ale dawno nie zaglądałam. Niestety to całkiem inna choroba. Rodzice juz mają kontakt z innymi rodzicami. Dzięki

      Usuń
  4. Iskierko, jak Ty to wszystko znosisz???Podziwiam Cie!
    Trzymaj sie mocno, sila zycze na dalsze dni!!
    usciski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no życie kochana i wszystko trzeba znieść. Twarda baba jestem. Dziękuję!

      Usuń
  5. Aga siły ci życzę, bo masz naprawdę ciężki czas. Przytulam. Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!

      A to tu jeszcze napiszę.
      Dzisiaj tata kiepski,u rodzinnego bylam żeby jeszcze próbować mu lek specjalny na apetyt przepisał( taki co na paliatywnych oddziałach podają) Dziś na kilku łyżkach kisielu i to go szarpie na wymioty,leki nie wszystkie już chciał. W środę robimy badanie krwi,pielęgniarka przyjedzie pobrać . Zobaczymy jak w nocy będzie,pod telefonami jesteśmy. O i tak....

      Usuń
  6. -23?! A mi się wydaje, że u nas chłodno.
    A wiesz, że jak odpalałam Twoją stronę, to pomyślałam, co z tatą, w jakiej On jest formie, czy... czy jeszcze jest... Przykre to wszystko strasznie, nie wiem Iskro zupełnie co napisać. To musi być trudne dla Was wszystkich, a nawet nie chce myśleć, co czuje tata, skoro mózg tak wciąż dobrze pracuje.

    Calineczka... Calineczka nie jest świadoma swojej inności, ale rodzice... Rodzice pewnie wiedzą ile przed Nimi i przed Maleńką i też nie jest łatwo...
    Trzymajcie się wszyscy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ehhhh, trudno Wam musi być w takiej sytuacji... U nas z dziadkiem podobnie - jak ostatnio zobaczyliśmy go z mężem na święta to oboje sobie pomyśleliśmy, że to już schyłek jest, taki słabiutki się zrobił... :(

    Mimo wszystko życzę Ci dużo siły i wytrwałości - i niech jakieś pozytywy się pojawią, jak najszybciej ! :*

    OdpowiedzUsuń