poniedziałek, 13 lutego 2017

To co się nie odbyło i to co się odbyło.

  Moje ostatnie wpisy są jakieś takie wyciszone,nie taki galop jak dawniej. Sama się cofnęłam do nich i rzeczywiście można było zadyszki dostać;)
A przecież nadal dosyć dużo sie dzieje u mnie. Tylko coś mniej to opisuję ,no bo co na przykład opisać jak przyjaciółka zaprosiła nas do teatru a sztuka się nie odbyła? Śmieszne,hm no teraz śmieszne ale wtedy się trochę zirytowałam bo w końcu to 130km. Ale ok ,zjedliśmy pizze na rynku i miło spędziliśmy wieczór.

Byłam też na kuligu w jedną sobotę. Dwa zaprzęgi konne ,ponad 20 osób dużych i małych,mróz dosyć duży był. Zaliczyłam 4 wywrotki ,dupa poobijana ale na szczęście cała jestem.Chociaż zakwasy miałam solidne ,no ale jak się na brzuchu momentami i kolanach jechało to nic dziwnego. Potem było ognisko,kiełbaska,naleweczka... a potem, potem był kac....noc cóż ....Ale wspomnienia fajne na lata będą.
 Starszy syn w piątek przyjechał,kompletowaliśmy strój na studniówkę która w sobotę będzie,pannę się okazało że weżmie stąd a nie jak większość kolegów na miejscu ''wypożyczają'' No nic ok,tylko musi hotel jej też zapłacić a i musimy mu dać auto bo przecież 4 godziny autobusem to nie wypada koleżanki tłuc...Trochę się boję,bo to jednak kawałek drogi a kierowca świeży no ale pewnie trzeba zaufać....
 Snieg nadal leży o tak:

I tak ,zima nie puszcza chociaż jest nadzieja że od środy będzie temperatura plusowa chociaż w dzień.Z drugiej strony to lepiej się jeżdzi na lodzie niż takie błoto.Zobaczymy. Wszystko przyjmiemy;)
Z dobroci słodkich to nie powiem rozpieszczamy zmysły tak:

Kiełbasa z indyka też zrobiona ,zapas zamrożony;) I dupki rosną...

Tata. Tata ma różne dni,czasem kiepskie tak że traci kontakt i sie osuwa mamie z kibelka a czasem nawet w miarę dobrze,dobrze na tyle że rozkręcił w sobotę w łóżku stare maszynki elektryczne do golenia sztuk dwie i dyrygował mamą żeby mu szukała ,podawała i wkręcała śrubki które mu wylatywały co chwilę. No mama miała dość bo i wzrok nie ten i zgrabność nie taka ale co miała zrobić. Nawet zjada trochę i ma manię chrupania non stop a to macę a to chrupki albo biszkopty. Tak że trzyma w woreczku po parę i nawet w nocy to je i jeszcze mamie karze jeść ;)

Z mamą Calineczki rzadko teraz rozmawiam bo ona non stop małą ma na rękach ale kiedyś z półtorej godziny gadałyśmy i nasyciłyśmy się obie. Maleńka była już w W-wie i mają wstępny termin operacji podniebienia na czerwiec ale to zależy ile będzie ważyła. Jest maleńka dalej,bardzo maleńka ale tym kazali się jej tak nie przejmować bo te dzieciaczki tak po prostu nie rosną . Ważne że mała się śmieje ,czyli poznaje,reaguje ,słyszy pewnie .A ja dalej u niej nie byłam . Dostaję zdjęcia na bieżąco .
   Co jeszcze? Nie wiem,..np psa pilnuję bo panna ma cieczkę,ladacznica jedna ale czy upilnujemy to nie wiem,ciężko będzie.


9 komentarzy:

  1. Ja nigdy nie byłam na kuligu. A tegoroczna zima sprzyjała takim wypadom. Siostra była w weekend. Muszę podpytać, co i jak. A zima powoli dopuszcza. Chlapa nie jest ciekawa perspektywą, ale tymi mrozami już się zmęczyłam.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak chlapy i błota nie cierpię,ściskam:)

      Usuń
  2. W Krakowie na rynku mogłabym jeść pizzę i żadnego żalu o sztuki brak bym nie miała :D Bardzo lubię to miasto.
    Kulig- świetna sprawa. Przeżyłam w Zakopanem, na pewno chciałabym powtórzyć. Trzymam kciuki za Calineczkę- niech operacja odbędzie się zgodnie z planem, i za Tatę- niech tych lepszych dni ma więcej :*
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kulig w Zakopanem to musiał być super! Kciuki za tatę pomogły -jest cały czas lepszy czas,dzięki :)

      Usuń
  3. Tradycyjnie napisze- Tobie zapewne wcale sie nie nudzi ;)
    W Krakowie bylam latem- chetnie pospacerowalabym zima :)Moze wtedy mniej turystow?
    Studniowka- ach kiedy to bylo :O U nas sa bale maturalne, gdy swiadectwo juz w kieszeni :)
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turystów mniej bo mróz był i wieczór już ,pozdrawiam !

      Usuń
  4. Gdybym mogła sobie chociaż tę pizzę zjeść na krakowskim rynku - to nawet odwołane przedstawienie nie byłoby dla mnie powodem do irytacji ;) Do Krakowa zawsze chętnie wracam - bez względu na okoliczności :)

    A tego kuligu bardzo Ci zazdroszczę - bo zawsze marzyłam o takim z prawdziwego zdarzenia, a u nas zwykle za mało śniegu, żeby taki urządzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mimo że nie tak daleko to wieki nie byłam na rynku w Krakowie:) pozdrawiam!

      Usuń
  5. A do takich pyszności u nas zaparzamy herbatkę lub kawę - obowiązkowo na przefiltrowanej wodzie z naszego filtra na ujęciu wody :)

    OdpowiedzUsuń