piątek, 30 czerwca 2017

Hip hip hura!!!Radość !

  I znowu noc kiepsko przespana ze zdenerwowania wszak rano miałam sie dowiadywać o wyniki matury.....Godzine prawie zanim to sie udało i .....ZDAŁ !! Hura jaka ulga,uff...i znowu sie popłakałam. A teraz nucę
 ''Jedyne co prawdziwe to jest tu i teraz
                 jest pięknie nie narzekaj,
                              po co ?.........."

Czekam aż ranek nastanie u niego:) bo śpi jeszcze nieświadom radości w rodzinie haha


środa, 28 czerwca 2017

Czas na kawę i pisanie.

       
         Jestem z nowym wpisem  ale wiecie co? Ja coś nie umiem ostatnio pisać. Nie idą mi te zdania tak jakbym chciała,plączą mi sie myśli i...No dobra jade ...może będzie inaczej dzisiaj.
 To tak ,synu mój ten hen daleko przyprawił mnie o ból głowy i bezsenność. Zapuchła mu buzia od zęba chyba-aczkolwiek zęby miał w porządku-no ale pewnie nie całkiem. Biedak chodził do pracy na tabletkach,opuchnięty okropnie. Ja na odległośc nic nie mogłam zrobić,prosiłam tylko ich żeby nie zbagatelizowali problemu bo jak będzie miał zapalenie okostnej to bez lekarza się nie obejdzie. O dentyście w stanach nie chciał młody słyszeć bo tam wiadomo leczenie kanałowe to około tysiąc dolarów.......Płukał ,zażywał przeciwzapalne i uff puściło,ropa zeszła i jest teraz dobrze. Mimo to ja polazłam do naszej stomatolog i naświetliłam problem łącznie z filmikiem z buzi syna i poprosiłam o antybiotyk w razie jakby mu się powtórzyło.
         A oto i on
 Młodszy zapisał się na wiosnę do straży ochotniczej,puki co to ćwiczyli przed zawodami strażackimi. Różnee tam towarzystwo młodych chłopaków ,nie wszyscy mi się'' podobają'' ale prawie wszyscy to moi klienci i prosiłam że w razie czego żeby mi dawali cynk- a mój telefon znają-że młody przegina (czyli pił wódkę lub co inne złe robił....) Strasznie brzydko to brzmią te wyrazy ale taka jest prawda,tak trzeba z każdej strony małolatów pilnować a i tak nie upilnujesz człowieku......

 Córka chce rower,ok,obiecaliśmy ale jak prosiłam żeby pojezdziła na moim to sie nie garnęła do tego a jak człowieku nie widzisz jak jezdzi to wiadomo szkoda pieniądze w błoto wyrzucać. No ale dobra,i ta mi wczoraj mówi że umowiła sie z koleżankami na rower. Ło matko z córką.......ledwie to usiąść umiała ale uparta pojechała a my z małżem przy garażu struchleli zostaliśmy. Chmury jak diabli ,zaraz oczywiście lunęło konkretnie ale ją prosiłam żeby poczekała,nie. Dobra,zdążyła do koleżanki ,nie ulało ich. No i kochani tak jej długo nie było że ja prawie osiwiałam,do siostry zadzwoniłam ,też sie przejęła bo zna ją przecież.Już ciemno było jak wróciła,pisałam jeje smsy żeby lepiej prowadziła ten rower. Wróciła,nie nagadałam się z nią bo -nie podchodż-....

 A teraz ogród,jaśmin już przekwitł
katalpy,brzozy,lipy,jarzębina,kasztany(nie wszystko widać)



i różyczka która pierwszy raz zakwitła po przesadzeniu rok temu taką odnoge wsadziłam ,ulewa wczorajsza ją położyła
 frezje pierszy raz na próbę wsadziłam cebulki,oczywiście przy plewieniu złamałam jedną gałązkę z pąkami
i tytoń sam sie zasiał
no i ciasto a masa ciekawa truskawkowa ( margaryna,szklanka cukru pudru,poł szklanki zmiksowanych truskawek po łyżce do utartej margaryny z cukrem  dodawac i ucierać cały czas ,potem jeszcze z 10 truskawek zgniecionych w palcach dorzucałam . Biszkopt przełożyć i można na wierzch galaretke ,jak u mnie :

podobno masło do tej masy się nie nadaje:)

W niedzielę miałam misje ,tak to nazwałam -zabrać starsze ciotki a siostry mojej babci sztuk dwie i mamę i pojechałyśmy do siostry . Nigdy tam nie były a siostra i mama im tak zorganizowały niedzielę a ja je pozbierałam i było babskie popołudnie. Jedna z nich to bardzo dystyngowana ,kulturalna osoba no i trochę samotna w dużym domu u syna i synowej z którymi zero prawie rozmowy i życzliwości. Więc nami była zachwycona i miło spędziła czas,a i  nam też było miło.

 to jeszcze grządki na których wiele nie widać,mszyce wpieprzają wszystko ,stonka ziemniaki ale coś tam działamy żeby nie zjadły
a tam w tle widać początek ogrodzenia ,po x latach doprosiłam się żeby małż chociaż zaczął! No i zaczął ale ile jeszcze mu -im -bo z młodszym robią zejdzie to jeden Pan Bóg wie. Ja na rychły koniec nie liczę bo już go znam.......
a tu z torebki jakieś mieszane kwiatki

To chyba dośc na dzisiaj,kawe dokończyłam ,mogę lecieć do motyki chyba najpierw,papa




środa, 21 czerwca 2017

Rabatki,kwiatki i czworonogi.

    Troche ogarnełam zaniedbane rabaty ale mam ochote je zlikwidować albo chociaż zmienić i nadać im inny kształy. Bo takie to to jakieś niezgrabne.
i druga
i z bliska



Zmiana kompozycji również w skrzynkach ,bratki już sie zestarzały ;)



Słodki łobuz z mamą ,już jest znaleziony nowy opiekun ale jeszcze kilka dni i go zawieziemy,na razie jeszcze mleko od mamy pije chociaż ta sie broni już:)
 Miałam w sobotę gościa który pięknie zagrał i zaśpiewał specjanie dla mnie i małża na gitarze. Taki znajomy który był u nas chyba ze 3 lata temu ostatnio. Człowiek bardzo kulturalny, ekscentryk i muzyk,nauczyciel gry na instrumentach i śpiewu. Dawniej razem coś tworzyliśmy,bardzo się ucieszył jak się pierwsza do niego odezwałam .
No i co jeszcze?
Nie wiem,dwa razy w tygodniu teraz chodzimy na kije. Z mamą co jakiś czas gdzieś muszę jechać. Syn starszy ciężko pracuje,córka jutro zakończenie szkoły,młodszy w piątek no i wakacje....

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Codziennosc beksy.

 Cześć wszystkim.
Zabieram się do tego pisania już długo ale muszę wyczaić taki moment że nikt mi nie przeszkadza. Teraz tak jest chociaż grządki na mnie czekają zarośnięte. W sobote polało to za chwile tam idę bo fajnie mokro jest.
 Mama jak to mama ,teraz sie zamartwia czy tata choć w przedsionku nieba albo czyśca jest i czy bardzo się przyczyniła że mu tam może ciężko.....
Cała mama ,po prostu zawsze znajdzie powód do zmartwień. Analizuje całą chorobę,popłakuje. Załuje oczywiście że nie pojechała do niego w ostatnim dniu,no ale siostra chciała ją wziąść to nie chciała.Oczywiście nie ma sobie co ubrać....ta....nie ma.....no ale to taki typ . Po buty letnie musze z nią jechać. Została sama w dużym domu,ale sama jest sobie winna bo siostra miała tam mieszkać ,wytrzymali kilka lat a że szwagier miał działkę to sie wybudowali tylko że 30km od niej.O innym centralnym ogrzewaniu musimy pomyśleć ,może by na zimę poszła na górę tylko piec gazowy jej zakupimy..sie zobaczy jeszcze bo wymyśla strasznie dużo.

 A u mnie wtorek był dniem kiedy ze mnie powietrze uszło i wszystkie emocje. A to za sprawą mojego syna starszego który....poleciał do Stanów. Bardzo chciał jechać i wujek z kuzynem kupili mu bilet. Chce sobie popracować na wakacjach. Kiedy wróci to sie okaże 30 czerwca jak mu poszła matura. Na 95 procent jest dobrze,nie jest tylko pewny pisemnego polskiego ,reszta nawet był zadowolony.
 A no i słuchajcie jak poszedł już za te bramki to ja kukałam między tymi szybami i mi sie oczy niebezpiecznie zalśniły. Usiadłam na ławce i tama puściła. Skumulowane emocje które tak naprawde po śmierci taty dopiero w tym momencie wyszły ze mnie,dały upust. Tak sie uryczałam że nie mogłam sie opanować . To była kumulacja jakiej dawno nie było. Zasmarkana ,uwyta,czekaliśmy aż odleci do Warszawy i stamtąd do Chicago. Córcia i małż  nie mogli mnie uspokoić . Ach.
 Wstąpiliśmy do Ikea ,przeszło mi ale jak wjechaliśmy na autostrade to ja znowu ryczałam.
Doleciał szczęśliwie,na pół roku mu wbili pobyt. Chce iśc na studia ale czy mu sie to nie odmieni to zobaczymy.
A w domu codzienność. Młodszy troche daje czadu,wczoraj np chciał z kolegami jechać na jakiś zlot samochodów i mój mądry małż dał im auto,jeden 18 latek ma świeże prawko i ja byłam zła jak czort. A że tam gdzie byli był festyn to po północy wrócili. Zejde kiedyś na zawał.
No ale mój małżon to jest taki człowiek że wszystkim wszystko by dał, na wszysto pozwolił. Dla przykładu to sąsiadka remontuje dom ale to tak od spodu dosłownie to mój te tiry wpuszcza na podwórko,zdjął siatkę żeby sobie wjechali od ogródka bo tam swoim wjazdem wąsko jest. Ta sąsiadka jest za granicą więc mają takiego dozorce. Ja im z kolei zdjęcia robie i wysyłam żeby widzieli co tu sie dzieje. Charytatywna pomoc.

Teraz słuchajcie. Schudliśmy w trójkę 25 kg !!!
Małż 11 ! Ja 9 :)  a córcia 5 !
Mamy jeszcze sporo do zrzucenia ale już jest lepiej,gorzej bo kilka miesięcy temu wywaliłam swoje za małe ciuchy a teraz żałuję bo już bym weszła w nie.  Trudno. Mniej teraz ćwiczę ale ze 3 razy w tygodniu sie staram no i raz chodzimy na kije. Kiedyś zrobiliśmy 10 km. Fajnie jest ino cycków mi szkoda(małżowi też)
 Ten mały pies mi firanki podgryza i nogawki,szukamy mu domu.
Truskawki królują teraz więc troszkę dogadzamy

A w ogrodzie marnie ,oj marnie





  Nic mi nie poschodzily kwiatki ktore wysialam jeszcze w kwietniu na rabatach,jedno dziadostwo,tyle tylko kwitnie....

Moje przyjaciółki oczywiście były na pogrzebie,nie mogły nie być ,mówią .Małą Calineczkę zostawiła z tatą na cały dzień ,a to nie takie proste bo panienka zje czasem tylko do mamy. Operacja chyba sie nie odbędzie bo dalej waży tyko 4,50 kg a to już 8 miesięcy. Tęskno mi do takiego dziecka przytulić ,ponosić. Może sie uda jakoś spotkać.

Miałam też kilka wizyt z córcią u lekarzy ale tu wszystko w miarę dobrze,na jesieni szykuje sie więcej badań,4 rezonanse,usg. Ale to jeszcze przed nami to nie myślę.Kończy gimnazjum i szykuje sie do technikum gastronomicznego a jak nie to technik reklamy.