poniedziałek, 12 czerwca 2017

Codziennosc beksy.

 Cześć wszystkim.
Zabieram się do tego pisania już długo ale muszę wyczaić taki moment że nikt mi nie przeszkadza. Teraz tak jest chociaż grządki na mnie czekają zarośnięte. W sobote polało to za chwile tam idę bo fajnie mokro jest.
 Mama jak to mama ,teraz sie zamartwia czy tata choć w przedsionku nieba albo czyśca jest i czy bardzo się przyczyniła że mu tam może ciężko.....
Cała mama ,po prostu zawsze znajdzie powód do zmartwień. Analizuje całą chorobę,popłakuje. Załuje oczywiście że nie pojechała do niego w ostatnim dniu,no ale siostra chciała ją wziąść to nie chciała.Oczywiście nie ma sobie co ubrać....ta....nie ma.....no ale to taki typ . Po buty letnie musze z nią jechać. Została sama w dużym domu,ale sama jest sobie winna bo siostra miała tam mieszkać ,wytrzymali kilka lat a że szwagier miał działkę to sie wybudowali tylko że 30km od niej.O innym centralnym ogrzewaniu musimy pomyśleć ,może by na zimę poszła na górę tylko piec gazowy jej zakupimy..sie zobaczy jeszcze bo wymyśla strasznie dużo.

 A u mnie wtorek był dniem kiedy ze mnie powietrze uszło i wszystkie emocje. A to za sprawą mojego syna starszego który....poleciał do Stanów. Bardzo chciał jechać i wujek z kuzynem kupili mu bilet. Chce sobie popracować na wakacjach. Kiedy wróci to sie okaże 30 czerwca jak mu poszła matura. Na 95 procent jest dobrze,nie jest tylko pewny pisemnego polskiego ,reszta nawet był zadowolony.
 A no i słuchajcie jak poszedł już za te bramki to ja kukałam między tymi szybami i mi sie oczy niebezpiecznie zalśniły. Usiadłam na ławce i tama puściła. Skumulowane emocje które tak naprawde po śmierci taty dopiero w tym momencie wyszły ze mnie,dały upust. Tak sie uryczałam że nie mogłam sie opanować . To była kumulacja jakiej dawno nie było. Zasmarkana ,uwyta,czekaliśmy aż odleci do Warszawy i stamtąd do Chicago. Córcia i małż  nie mogli mnie uspokoić . Ach.
 Wstąpiliśmy do Ikea ,przeszło mi ale jak wjechaliśmy na autostrade to ja znowu ryczałam.
Doleciał szczęśliwie,na pół roku mu wbili pobyt. Chce iśc na studia ale czy mu sie to nie odmieni to zobaczymy.
A w domu codzienność. Młodszy troche daje czadu,wczoraj np chciał z kolegami jechać na jakiś zlot samochodów i mój mądry małż dał im auto,jeden 18 latek ma świeże prawko i ja byłam zła jak czort. A że tam gdzie byli był festyn to po północy wrócili. Zejde kiedyś na zawał.
No ale mój małżon to jest taki człowiek że wszystkim wszystko by dał, na wszysto pozwolił. Dla przykładu to sąsiadka remontuje dom ale to tak od spodu dosłownie to mój te tiry wpuszcza na podwórko,zdjął siatkę żeby sobie wjechali od ogródka bo tam swoim wjazdem wąsko jest. Ta sąsiadka jest za granicą więc mają takiego dozorce. Ja im z kolei zdjęcia robie i wysyłam żeby widzieli co tu sie dzieje. Charytatywna pomoc.

Teraz słuchajcie. Schudliśmy w trójkę 25 kg !!!
Małż 11 ! Ja 9 :)  a córcia 5 !
Mamy jeszcze sporo do zrzucenia ale już jest lepiej,gorzej bo kilka miesięcy temu wywaliłam swoje za małe ciuchy a teraz żałuję bo już bym weszła w nie.  Trudno. Mniej teraz ćwiczę ale ze 3 razy w tygodniu sie staram no i raz chodzimy na kije. Kiedyś zrobiliśmy 10 km. Fajnie jest ino cycków mi szkoda(małżowi też)
 Ten mały pies mi firanki podgryza i nogawki,szukamy mu domu.
Truskawki królują teraz więc troszkę dogadzamy

A w ogrodzie marnie ,oj marnie





  Nic mi nie poschodzily kwiatki ktore wysialam jeszcze w kwietniu na rabatach,jedno dziadostwo,tyle tylko kwitnie....

Moje przyjaciółki oczywiście były na pogrzebie,nie mogły nie być ,mówią .Małą Calineczkę zostawiła z tatą na cały dzień ,a to nie takie proste bo panienka zje czasem tylko do mamy. Operacja chyba sie nie odbędzie bo dalej waży tyko 4,50 kg a to już 8 miesięcy. Tęskno mi do takiego dziecka przytulić ,ponosić. Może sie uda jakoś spotkać.

Miałam też kilka wizyt z córcią u lekarzy ale tu wszystko w miarę dobrze,na jesieni szykuje sie więcej badań,4 rezonanse,usg. Ale to jeszcze przed nami to nie myślę.Kończy gimnazjum i szykuje sie do technikum gastronomicznego a jak nie to technik reklamy.


8 komentarzy:

  1. Czasem trzeba dać upust emocjom. Może teraz będzie łatwiej. Zwłaszcza, że będziesz potrzebowała sporo sił, żeby pomóc mamie.
    Gratuluję zrzuconych kilogramów. Przy Twojej wyśmienitej kuchni nie jest pewnie łatwo, więc tym bardziej szacun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak najgorzej że nie mogę teraz tak za dobrze gotować :(
      ;)

      Usuń
  2. Kochana placz.... to mui nastopic... boli i ciezko ci jednak emocje muszy wyjsc...
    Gdyby moj synus wyjezdzal pewnie wylabym okropnie- takze rozumie, przelalo sie...
    Moj mlody juz tez kierowca...wiec rozumiem i Ty mnie zapewne rowniez ;)
    Gratuluje osiagniec diety!! kapelusze z glow!! Podziwiam!
    Taka slodka psina apewne znajdzie dom :)
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kiedyś musiało puścić. A kierowcy no -rozumiemy się :)
      Syn strasznie daleko i lekko mu nie jest ale sam chciał ,na dobre mu to wyjdzie. Psina jest rozchwytywany ale obiecałam pierwszej pani i za kilka dni oddamy go.

      Usuń
  3. Ale Ci Starszy "niespodziankę" sprawił. Wcale się nie dziwię, że się poryczałaś - bo ja sama też na pewno będę ryczeć we wrześniu, a przecież nasz Bąbel nie do Stanów wyjeżdża, tylko idzie do przedszkola ;)

    Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - bo czasami trzeba zakosztować życia z dala od domu, żeby je w pełni docenić :)

    Gratuluję sukcesów w odchudzaniu - i życzę kolejnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na etapie przedszkola też ryczałam haha,dzięki !

      Usuń
  4. Iskierko, Iskierko... Płacz jest potrzebny. Zazwyczaj jest chyba tak, że coś go uaktywnia. Wezbrało się w Tobie tyle emocji ostatnio, że wyjazd Syna był pewnie tylko zapalnikiem, choć domyślam się, że sama w sobie też na pewno był bardzo emocjonujący. Ale to wspaniale, że poleciał- zobaczy zupełnie inny świat, popracuje...

    Gratuluję Wam serdecznie i trzymam mocno kciuki, żeby waga nadal spadała! U mnie truskawki najpierw poszły do zamrażarki, ale już napomknęłam rodzince, że teraz pora na jakieś słodkości z nimi :)

    Calineczka... To prawdziwa Calineczka... Drobniutka, malutka... Rodzice pewnie martwią się okrutnie.
    Zdrówka i spokoju dla Was wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  5. I tak bywa, wiem coś o tym, jakiś dołek i ja przerabiam ;)
    Poprawy samopoczucia życzę :)

    OdpowiedzUsuń