czwartek, 3 maja 2018

W glebokiej wodzie

  Jestem. Plywam w tej nowej rzeczywistosci.
Po wyladowaniu na tej obcej ziemi to mi sie zywcem plakac chcialo gdzie ja jestem ,co to za szare,brudne srodowisko? Gdzie ty mnie wieziesz? Ja chce do domu....
Po godzinie jazdy,jestesmy,wejscie do domu,szok i niedowierzanie po drodze napotkanej zony wujaszka,ciii....coby nie krzyknela i wreszcie on w lozku w sypialni. Podchodze ,nie wierzymy chyba oboje ze to naprawde jestem. Usciski,lzy a raczej nawet ich brak z tego wszystkiego. I moje drzace serce jaki chory...Jest to wszystko nagrane,wyslane do moich do rodzenstwa do domu,oni tam rycza jak to zobaczyli i jaki on jest teraz. I kapke radosci zesmy to jednak zrealizowali ten plan...
Atmosfera z ciotka napieta bardzo przez pierwsze dwa dni,wrecz chcialam spierniczac stad,ale slowa  x przed pierwsza nocka" dziekuje ci agusia ze przyjechalas " daly mi sil. Wylane zale ciotki,moje rozklejenie sie totalne gdy nie widzial to juz za nami. Stosunki teraz poprawne. Wujek jednak coraz slabszy,zupy moje pyszne ale po kilku dniach jest gorzej. Malo je,spi caly czas prawie. Wizyta u lekarza ,pojechalam z nimi . Potem kolejna na pobranie krwi-to we wtorek.  Tu juz postanowilam ze skoro mam moze z nim jezdzic sama to musze za kierownice siadac. Tak tez zrobilam i wczoraj juz tylko z chorym znow na wizyte i chemia. Pielegniatka polka na szczescie jako tlumacz. Guzik,chemi nie dadza,krew kiepska,woda w plucach,ustalanie kolejnych krokow. I tak wio do innego szpitala ma zdjecie rtg. Ok.potem do domu,ok,uff dojechalismy :) Nie powiem ze nie jestem dumna z siebie bo jestem ,zwlaszcza ze sie ta polka dziwila ze juz jezdze autem :)
Dzis znow bylismy we dwoje na tym zabiegu sciagania plynu,tu chwile zeszlo bo on slabiutki,plynu prawie 2 litry sciagneli. Potem na wozku na parking,ciul ze sie troche zakrecilam ;) ale go odmalazlam i zapakowalam do auta. 
Jest tu teraz po 6 wieczorem ,bida lezy,ja postanowilam tu napisac.
Ameryka generalnie mi sie nie podoba. Pewnie gdybym musiala to bym sie przyzwyczaila . A te ich domy to smiechu warte,my to mamy rezydencje kochani w Polsce :))
Wiadomo jeszcze nieduzo widzialam ale to nie zycie tu..
Tyle widzialam ,zmarzlam jak cholera w sobote wieczor mnie kuzyn wzial w miasto.
W domu jakos sobie radza :)

Jak to siostra ujeła " wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu"



  Ps. Pisze z tel i tak to wyglada jak wyglada ;)

4 komentarze:

  1. Oj Iskierko, to masz naprawde doznania, mam nadzieje, ze ten czas ktory tam spedzisz bedzie- jest dla was wszystkich wyjatkowy!
    Usciski, powodzenie i sil zycze!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja jestem z Ciebie bardzo, bardzo dumna! Świetnie sobie dajesz radę, a ile radości dla wujka!
    Powodzenia dalej Kochana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś wielka. Mnie sama podróż samolotem tyle czasy by przerażała. Ale rodzina wiedziała kogo wytypować do tej podróży. Nie jest to dla Ciebie łatwy czas, ale z pewnością jesteś wsparciem dla wuja i jego żony.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo? Ale dobrze sobie tak porównać :D Pocieszające jest to, że przed Tobą powrót do piękna :D
    trzymaj się :D

    OdpowiedzUsuń