niedziela, 6 stycznia 2019

Nowy Rok 2019

                                     
                  Jeszcze trwa pierwszy tydzień nowego roku to myślę że jeszcze moge
                                      wyskoczyć z życzeniami a więc:
       
                        życzę wszystkim szczęśliwego Nowego Roku 2019 ,niech będzie w zdrowiu i                               uśmiechu i   niech się spełnią  Wasze najskrytsze  marzenia!!!

   Za oknami nareszcie piękna zima.  Nie umiem tu nic napisać,kilka razy mi sie układało w głowie ale to co chciałam wykrzyczeć w momentach złości i niemocy chyba sie nie nadawało do opublikowania. Tak,jest wkurw na życie,na siebie też, na wszystko. Młodzież daje ognia tak że wyć sie chce,nie umiałam wychować,nie nadaje sie chyba ale to już po ptokach,dzieci są a ja poległam na tym polu. Najbardziej daje popalić młodszy,jak już sie uspokoił to teraz po 18 palma odbija całkowicie,do niczego go nie zmusisz,szkołe olewa totalnie,nauke jeszcze bardziej,zagrożeń troche  a ten sie śmieje. Rano walka o to żeby poszedł do szkoły,jeden autobus odjechał,na drugi nie zdąży, a w ogóle to zmęczony i dziś nigdzie nie pójdzie. Auta staramy sie mu nie dawać bo zgnojone potem,pety,napoje lufki ..trawki też ......chuje...... muje dzikie węże.....
Kładziemy do głowy i ni huhu. Przeżywamy za bardzo ,za dużo,za dużo gadamy ,on wie lepiej i tyle,jest dorosły . To i tak nie wszystko .jutro ma na komisariat sie stawić..Tyle bo zaraz sie rozrycze.

 Starszy pomieszkuje w domu,czeka na prace ale ta kuźwa musi być w Krakowie,no szlag,pieniądze mu sie skończyły już, auto  jedynie ma fajne jak na takiego chłopaka. Zapisujemy skrzętnie te pożyczki bo co zrobisz,dziecku nie dasz? Wczoraj w taką straszną pogode znowu sie wyniósł do kolegów do Krakowa,prosiłam po jakiego diabła w taką pogode jechać,poczekaj jutro ugotuje dobry obiad,weźmiesz sobie coś na wynos jeszcze,nie kurwa bo on musi jechać bo tu nie ma co robić......
W dupach sie prosze państwa przewraca.
Gdzie popełniliśmy błędy?
Jeszcze kościół,po co na co,oni nie będą chodzić......
Jeszcze niby chodzą bo już jest awantura ale czy tam docierają? Wrrrr......
Jest niedziela ,troche spokojnie ale już pisząc to mi sie ciśnienie podniosło,jeszcze udowodniłąm młodemu że w piątek miał na 8 to nie,bo on miał na później! i facet sie pomylił no i gadaj z nim.....
Małż na stoku z dzieckiem kuzynki i koleżanka z synem,jego osobisty syn już takie towarzystwo oczywiście  olewa.A ja tu właśnie piszę,nigdy nie planuje tego co tu skrobie,jak mi sie już ulewa no to efekty czytacie:)

         ................................................................................................................................

 Święta minęły,sylwester zrobiłam w domu,12 osób nas było,o 2 30 było po gościach,a syny..wróciły jeden rano a drugi dopiero po południu w nowy rok. Zaczynam sie nie przejmować bo bym ześwirowała. Jeszcze matka co chwile dzwoni,wypytuje no cholera przecież nie może wszystkiego wiedzieć.
W grudniu na początku byłąm w odwiedzinach u przyjaciółki i małej Gabrysi. Tam też jest różnie, w tym tygodniu biedna moja miała totalnego doła,młoda nie je i nie śpi. Te dzieci niestety tak mają że nie potrzebują jeść,nie odczuwają nawet głodu,zanika nawet im odruch ssania,jedzenia i gryzienia ,dużo dzieci z tą wadą ma szczękościsk i żywienie dożołądkowe .O autoagresji aż nie chce myśleć :( To są dopiero problemy. Niby tyle pracy i efekty a potem taka cofka w rozwoju.Druga przyjaciółka w Krakowie też ma dość,córka 21 lat miała zabieg cewnikowania serca,zakładane stenty ,powiodło sie wszystko co lekarze planowali ale tu też końca trosk nie widać. Masakra jakaś.
Ja potrafie wybuchnąć szlochem po cichu jak przypomne sobie Kazika,wraca do mnie to wszystko co przeżyłam w Stanach,tak mi go brakuje że szok i tak se gadam często do niego.
No to tak.
Jutro jadę do starszej pani pierwszy dzień ,mam się nią opiekować ,towarzyszyć ,pomóc bo została sama a nerwy jej sie rozszalały z trosk i zmartwień. Pierwszą rozmowe trudną mamy za sobą i ma mnie wpuścić no bo oczywiście nie chce pomocy ale nie odpuszczamy i może da sobie pomóc.Dzieci daleko.
 Wesoło to tu dziś nie jest no ale co ja zrobię,życie...
Pięknie sypie :)



 Idę,będe piekła ciasteczka .Za odchudzanie trza sie zabrać z powrotem ;)

4 komentarze:

  1. Iskierko, przeczytalam dwa razy.... nie obwinja siebie..jak kazda matka dalas z siebie wszystko, teraz nadal dajesz choc mlodziez juz "dorosla". kazdy popelnia bledy, rowniez te wychowawcze. Moze wlasnie mlodzi powinni naprawde potknac sie, bo jesli bedziemy im drogi prostowac to nigdy nie poniosa konsekwencji swych wybrykow??
    Moze nalezy walnac w stol? Jedno wiem, ze dzieci rozwijaja sie w roznym kierunki i w roznych etapach zycia potrzebuja rygoru a czasem nawet kary czy obowiazku poniesienia konsekwwncji czynow?
    Moze wszystko przykrocic?? W naszej slepej matczynej milosci rowniez bladzimy...
    Kochana sil i cierpliwosci ci zycze :* Mam nadzieje, ze szalenstwa chlopakow skoncza sie i kiedys z usmiechem na ustach bedziesz czytac te zapiski.
    Moja droga- dobrego- lepszego Nowego Roku! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej ;), za chwilkę napiszę do ciebie na pocztę. I....

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach iskierko, faktycznie trosk nie brakuje i to na każdej płaszczyźnie :(
    Biedna ta mała Gabrynia i jej mama, drugiej przyjaciółce też nie zazdroszcze, cewnikowanie serca to niby tylko zabieg, a jaki niebezpieczny :(

    Co do twoich Dzieci.. okropny jest ten wiek u dzieciaków. Przechodziłam go z Zuzą i nieraz ręce załamywałam. Ale byłam sroga, nie odpuszczałam, wymagałam dużo od Niej i jeśli powiedziała, że naukę olewa, no to prosze bardzo, może się nie uczyć, ale utrzymac się musi w takim razie sama. I tak zrobiła, szybko ją życie nauczyło, że praca bez wykształcenia nie jest niczym fajnym, zwłaszcza na obczyźnie. Czasem tak chyba trzeba, choć serce boli, to trzeba dziecko rzucić na głęboką wodę, bo nadskakiwaniem i wybawianiem z opresji można wiele złego zrobić niż dobrego. Zuza w końcu dorosła i zmądrzała, teraz czekamy na termin obrony dyplomu, usamodzielniła się, bunt przeminął. jakoś to przetrwałyśmy obie, choć naprawdę nie było łatwo...
    tak jak lux pisze, czasem miłość matczyna jest zbyt ślepa, trzeba nauczyć się mądrze kochać dzieci, kiedyś ktoś bardzo mądry mi to powiedział i tego się staram trzymac. Popełniam błędy jak każdy, ale dziś jestem dumna z mojego dziecka i licze na to, że uda nam się tą nastoletnią burzę z kolejnymi dzieciakami tez jakoś przejść i wyjść z niej cało :)

    Ściskam i życze ukojenia nerwów, spokoju i więcej radości życiowych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, Kochana :( Już się nie dziwię, skąd takie Twoje nastawienie. Nie dziwię się zupełnie!!! I jako matka, aż drżę po prostu. Nie łudzę się nawet, że Eliza się wyciszy do okresu dojrzewania, to nie tylko za piękne, ale wręcz niemożliwe. Ona już wszystko wie lepiej. Co będzie później? Strach myśleć. Z jednej strony chciałabym, żeby się właśnie tych swoich koni trzymała, to może właśnie głupot z używkami nie będzie robiła... Może! Bo kto to ma gwarancję. Musicie chyba być stanowczy, jak pisze Iwonka. Jak tacy głupio mądrzy, to niech pokażą na co Ich stać, kiedy Mama z Tatą nie pomogą w niczym. Ach, nie wiem, ja już czasami rwę włosy z głowy, po 12,5roku a już ma takie argumenty, że nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Kochana, sił Ci życzę mnóstwo i zdrowia, żeby te zawieruchy znieść.

    OdpowiedzUsuń